Adam Jarubas: Kaczyński funduje nam wojnę religijną. Droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez PiS

14.05.2019 07:08

- Jarosław Kaczyński jako lider Zjednoczonej Prawicy funduje nam wojnę religijną. Wciąga też kościół w kampanię wyborczą – ocenia w „Gościu Radia ZET” wiceprezes PSL Adam Jarubas. - Kiedyś powiedział, że droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez ZChN. Dzisiaj można powiedzieć, że droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez PiS – parafrazuje w rozmowie z Beatą Lubecką.

Beata Lubecka: Adam Jarubas, wiceprezes PSL-u, były marszałek województwa świętokrzyskiego, a teraz kandydat na europosła Koalicji Europejskiej. Oglądał pan film braci Sekielskich?

Adam Jarubas: Oglądałem.

I jakie wrażenia, jakie refleksje po?

Wiedzieliśmy, że ten problem występuje, natomiast zobaczenie ludzi, których dotknęła ta tragedia, którzy...

Ofiar.

Ofiar. Którzy muszą się mierzyć przez całe życie z pamięcią o tym doświadczeniu, jest dramatyczne, wstrząsające.

Będzie jakaś refleksja w polskim Kościele? Będzie trzęsienie ziemi?

Mam nadzieję, że będzie taka refleksja, bo dzisiaj mówienie o tym, że jest to dokument wymierzony przeciwko Kościołowi... Ja do tego tak nie podchodzę. Jest szansa, żeby właśnie na poważnie podejść do rozliczania się z tym problemem.

A co powinno nastąpić?

Pedofilia to nie jest tylko grzech, to jest przestępstwo. A miejsce dla przestępców jest w więzieniu, a nie w Kościele.

A co powinno nastąpić? Niektórzy z biskupów, hierarchów kościelnych też powinni ponieść odpowiedzialność?

Na pewno nie powinny padać takie skandaliczne moim zdaniem wypowiedzi, negujące problem, „Byle czego nie oglądam” – wiemy, wczoraj jednemu z arcybiskupów się trafiła...

Przedwczoraj.

...przedwczoraj, taka wypowiedź.

Leszek Sławoj Głódź.

Moim zdaniem powinien zostać przywołany - to jest moja osobista opinia – tutaj przez papieża do porządku. Może nawet rozważyć dymisję.

Ale dymisję za co? Za to, że się odezwał? Czy za to, że jednak mógł wiedzieć o tym...?

Za całokształt podejścia do tej sprawy. Tego nie możemy zbagatelizować, aby ludzie – ja mówię też jako członek wspólnoty Kościoła – chcieli pozostawać dalej, czuli się u siebie we wspólnocie Kościoła, która jest ważna, która dla wielu jest taką sferą wartości, dla mnie również, żeby nie odchodzili z Kościoła, muszą widzieć, że Kościół chce zmierzyć się z tym problemem, nie tylko werbalnie, ale również w czynach. Dzisiaj przyszedł czas i mówią o tym sami też duchowni, wielu z nich ma tę świadomość i mówi o tym publicznie, ksiądz Prusak chociażby, w parafii św. Barbary w Krakowie, że po prostu trzeba tutaj bardzo poważnie się tym zająć. Nie można tego zbagatelizować.

Powinna powstać taka komisja cywilno-kościelna, która miałaby wgląd w archiwa, która mogłaby porzesłuchiwać księży, ofiary?

Jestem zwolennikiem powołania takiego ciała. Dzisiaj trwa dyskusja, trochę pewnie na użytek medialny, o tym, jak to zaostrząć te przepisy. Pytanie, na ile te, które są, są egzekwowane. Pytanie do ministra Ziobry, do ministra Jakiego. Dwa miesiące temu była konferencji przedstawicieli Episkopatu, która mówiła o tym, że ponad 300 przypadków pedofilii w polskim Kościele było. Pytanie, czy toczy się dzisiaj 300 postępowań w tej sprawie.

Ale przynajmniej zadbali o to, żeby zaistniał rejestr pedofilów, i tutaj chyba należałoby im zapisać to – im, czyli PiS-owi i tym ministrom, o których pan wspomniał, zapisać na plus.

Ważne jest to, żeby egzekwować dzisiaj prawo. Same zapisy i medialne trąbienie o tym, tak jak na ostatniej konferencji na konwencji PiS-u przez prezesa Kaczyńskiego, że to jest skuteczne remedium na ten problem, to jest za mało. Przede wszystkim powinna powstać ta komisja, powinna nastąpić gruntowna zmiana myślenia w tej sprawuie i chęć oczyszczenia, zadośćuczynienia ofiarom. Mam nadzieję, że taka refleksja w polskim Kościele nastąpi.

No właśnie wspominał pan o tym, że przez niektórych ten dokument jest postrzegany jako atak na Kościół. M.in. taką opinię wyraził marszałek Terlecki z PiS-u. A czy pana zdaniem ten dokment może też wpłynąć na wynik wyborów? Idąc tym tropem, skoro np. marszałek Terlecki uważa, że to nie jest przypadkowe.

Moim zdaniem dzisiaj Jarosław Kaczyński jako lider obozu Zjednoczonej Prawicy funduje nam wojnę religijną. Wciąga też Kościół w kampanię wyborczą.

A w jaki sposób wywołuje wojnę religijną?

On sam kiedyś powiedział, że droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez ZChN. Dzisiaj można powiedzieć, że droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez PiS. Wciąganie spraw właśnie... Najpierw szczucie na osoby innych orientacji seksualnych, LGBT, uchodźców, to jest rozbijanie wspólnoty i też godzenie w takie podstawowe wspólnotowe przesłanie Kościoła katolickiego, przy wykorzystaniu też haniebnym i roli tutaj mediów publicznych. Telewizja Kurskiego, dawniej zwana publiczną, tutaj odgrywa taką kluczową rolę. Jest dzisiaj, nawet mogę powiedzieć, filarem poparcia PiS-u, a po prostu zajmuje się szczuciem i tematy religijne, tematy właśnie napuszczania Polaków na osoby o innej orientacji seksualnej... No, takiej promocji homoseksualizmu, LGBT, jak w ciągu ostatniego miesiąca w telewizji publicznej, po prostu nie było.

Jeśli mówimy o telewizji publicznej, czy pana zdaniem film Tomasza Sekielskiego i jego brata powinien być pokazany w telewizji publicznej? Jerzy Owsiak mówi, że powinien być.

Moim zdaniem właśnie tak. Oczywiście z zastrzeżeniem treści, żeby to dzieci nie oglądały, i to w najlepszym czasie antenowym powinien zostać pokazany. I byłoby to potwierdzenie, że rzeczywiście chcemy się zmierzyć się z tym problemem, poddać go takiemu gruntownemu przepatrzeniu i poszukać dobrych rozwiązań, razem właśnie w takich strukturach kościelno-państowowych.

Ja tutaj wczoraj Adama Bielana z obozu Zjednoczonej Prawicy pytałam o to, czy PiS cynicznie wykorzystuje Kościół i rozpętuje wojnę religijną. Absolutnie się nie zgodził z tą tezą i powiedział tak: „Liderzy PSL-u są coraz bardziej nerwowi”... Bo wcześniej z taką opinie wystąpił również na tej antenie lider PSL-u Władysław Kosiniak-Kamysz. I co odpowiada Bielan: „Wszystkie badania opinii publicznej wskazują, że bardzo wielu wyborców PSL-u odpłynęło od tej partii po decyzji o skręcie w lewo, dołączeniu do Koalicji Europejskiej”. Ostatni sondaż rzeczywiście 2,5% dla PSL-u.

Ja widzę taką wielką troskę przedstawicieli obozu Zjednoczonej Prawicy o notowania PSL-u, o naszą tożsamość.

Konkurujecie o podobny elektorat.

Mamy podobne wartości, tylko my nigdy cynicznie nie wykorzystywaliśmy elementu wiary. My ją mamy w sercu, my chodzimy do Kościoła po to, żeby się modlić, a nie słuchać tam, na kogo głosować.

A czy to był błąd, że znaleźliście się w Koalicji Europejskiej?

Absolutnie nie. Uważamy, że dzisiaj wobec tego...

Jednak jest to egzotyczny podmiot, no bo z jednej strony konserwatyści, postkomuniści, a także orędownicy praw osób LGBT.

Jest różnorodna, tak jak różnorodna jest UE. UE jest wspólnotą złożoną z wielu państw o różnej kulturze, o różnym podejściu do wielu spraw. Natomiast trwa i daje możliwość właśnie realizacji wielu wspólnotowych programów. My też podeszliśmy wobec tego głównego wyzwania, jakim dzisiaj jest przywrócenie praworządności w Polsce, ale też mocnej, silnej pozycji Polski w Europie, i uznaliśmy, że warto i trzeba to zrobić wspólnie. PiS prowadzi dzisiaj taki pełzający polexit. Jakby się do tego nie zaklinali, ich stronnicy z Wielkiej Brytanii...

To byłoby jednak samobójcze, gdyby PiS chciał wyprowadzić Polskę z UE. Polacy tego absolutnie nie chcą. Ale podobno w PSL-u zapadła już decyzja, że do wyborów sejmowych powędrujecie już pod własnym szyldem, już nie w ramach koalicji.

Będziemy o tym dyskutować...

Ale to prawda czy nieprawda?

Dzisiaj się umówiliśmy na to, że startujemy wspólnie do PE. To jest nasze wyzwanie po to, aby zawalczyć o dobry budżet dla Polski.

A w wyborach do Sejmu?

Będziemy analizować tę sprawę po wyborach europarlamentarnych.

Czyli niewykluczone, że jednak wystartujecie pod własnym li tylko szyldem?

Żaden scenariusz nie jest wykluczony. Ten start pod własnym szyldem zawsze jest tą pierwszą opcją wyboru i do niej zawsze jesteśmy gotowi. Taką też podstawową dla nas wersją jest to, żeby się umówić chociażby na wspólne popieranie się w wyborach do Senatu. I to jest, myślę, taki próg minimum, a o tym, jak będzie, zdecydujemy później.

Jak to mówią klasycy: jak to będzie, czas pokaże. To tyle w części radiowej. Adam Jarubas, wiceprezes PSL-u jest z nami, cały czas jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Adam Jarubas odpowiedział też na pytanie słuchaczki: „Według medialnych doniesień w PSL po eurowyborach może dojść do lipcowego przewrotu. Za takim scenariuszem zdarzeń optują posłowie z otoczenia Waldemara Pawlaka, byłego prezesa PSL. Jeśli w partii dojdzie do wewnętrznych rozliczeń, za kim się pan opowie: za Pawlakiem czy Kosiniakiem-Kamyszem?”.

- W partii nie dojdzie do wewnętrznych rozliczeń – zapewnia wiceszef PSL. – Przywództwo Władysława Kosiniaka-Kamysza jest dziś niezagrożone. On sam wiele zrobił, żeby wyprowadzić PSL z bardzo trudnej sytuacji, gdzie byliśmy poddawani brutalnym atakom. Zwłaszcza ze strony PiS. Mówiło się wręcz o likwidacji PSL. Władysław Kosiniak-Kamysz jest świetnym liderem. Nie mówię tylko dlatego, że on być może to teraz słyszy, ale głęboko w to wierzę i będę go wspierał. Jakie nie będą wyniki tych wyborów, a wierzę że będzie dobry wynik, to jednak widzę ile prezes robi. Uczciwie muszę przyznać, że pracuje, aby wynik PSL był jak najlepszy – dodaje.

- Czyli można podejrzewać, że opowie się pan za Kosiniakiem-Kamyszem. Jest pan w jego frakcji, skoro pan tak dobrze mówi o prezesie – stwierdza Beata Lubecka.

- Jest dzisiaj jedna frakcja. To raczej środowiska niechętne PSL próbują suflować takie wrzutki. Ci miłośnicy z PiS, którzy tak się boją o naszą tożsamość i przyszłość. Dziękujemy im za tę troskę. Sami potrafimy zadbać o swoją przyszłość, a Władysław Kosiniak-Kamysz jest dzisiaj i będzie liderem PSL. Stoję za prezesem i będę go wspierał – deklaruje wiceprezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Wiceprezes Polskiego Stronnictwa Ludowego został zapytany również o poniedziałkowy wywiad Jarosława Kaczyńskiego w programie śniadaniowym telewizji publicznej.

- Czy to jest pana zdaniem właściwy standard w państwie europejskim, że prezes partii rządzącej spotyka się prywatnie, zresztą w domu tej osoby, z prezes Trybunału Konstytucyjnego? – pytała Beata Lubecka.

- Rzeczywiście widać, że wiele struktur państwowych jest dzisiaj podporządkowanych pod jeden ośrodek władzy…

- Czy takie osoby jak prezes Kaczyński i prezes Przyłębska mogą się spotykać prywatnie, czy nie mogą się spotykać? Prezes może gościć w domu u prezes Trybunału Konstytucyjnego, czy też nie?

- Prezes Kaczyński jest posłem. Gdyby do tego spotkania doszło w Sejmie, w biurze lub na konferencji, to byłoby to coś naturalnego – stwierdza Jarubas. – Ja jednak obserwuję, że prezes Kaczyński raczej wzywa do siebie różnego rodzaju osoby, nawet te najwyżej postawione. Ubolewam nad tym, bo to pokazuje, że mamy jednego kierownika w państwie i system jednolitej władzy państwowej, który znaliśmy z PRL, gdzie I sekretarz trzymał wszystko za twarz. Dzisiaj jest podobnie, Jarosław Kaczyński zadaniuje polityków na czele z prezydentem i premierem. To pokazanie, że jednak wróciły dawne czasy, o których chcielibyśmy zapomnieć – dodaje.

Wiceprezes PSL ocenia, że udział prezesa PiS w programie śniadaniowym może świadczyć o malejącym poparciu.

- Sama wizyta pana prezesa Kaczyńskiego w tym formacie programu telewizyjnego pokazuje, że w obozie PiS zapanowała jakaś panika, że trzeba ocieplić wizerunek prezesa. Myślę, że po tych sondażach pokazujących że Koalicja Europejska może wygrać wybory europejskie, Jarosław Kaczyński ma świadomość, że w obozie Zjednoczonej Prawicy może rozpocząć się proces pewnej dezintegracji, paniki – uważa Jarubas.

Adam Jarubas odpowiedział też na pytanie słuchacza Adama: "Już raz oddał pan mandat posła i to bez zapowiedzi. Teraz zamierza pan zrezygnować z bycia radnym sejmiku. Czy to jest poważne traktowanie wyborców?"

- Można to powiedzieć w przypadku nawet rządzących. Oni dzisiaj też startują. Pół rządu chce wybrać się do Brukseli. Ja podjąłem decyzję o tym, że startuję do sejmiku, uzyskałem ten mandat...

- I teraz mi się zmieniło - kończy Beata Lubecka.

- Nie zmieniło mi mi się. Daję pewną ofertę dla mieszkańców regionu - odpowiada Jarubas.

- A może pan idzie po prostu dla pieniędzy do PE? Tam jest bardzo godna pensja, która nijak ma się do pensji posła polskiego parlamentu - zauważa gospodyni "Gościa Radia ZET".

- Pewnie tak. Jarosław Kaczyński wiele zrobił pokazując pod publiczkę, obniżając zwłaszcza samorządowcom, którzy Bogu ducha byli winni w awanturze o premie, które rząd sobie przyznał.

- Czyli aspekt finansowy też ma dla pana znaczenie?

- Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział dziś: "Nie. Jestem na tym białym koniu i jadę szlachetnie tylko walczyć o ideę". To jest gdzieś z tyłu. Bardziej moi bliscy patrzą na ten aspekt - stwierdza wiceszef PSL.