Adrian Zandberg: po wyborach oddzielne koło Razem w Sejmie

27.09.2019 08:02

Adrian Zandberg (Lewica) zapowiada w programie „Gość Radia ZET”, że Partia Razem będzie mieć w Sejmie oddzielne koło poselskie. – Jesteśmy różnorodni i nie będziemy udawali, że tej różnorodności nie ma – mówi w rozmowie z Beatą Lubecką. Szacuje, że klub Lewicy będzie mieć 60, a nawet 80 posłów. 

Beata Lubecka: Adrian Zandberg, komitet wyborczy Lewica, Partia Razem. Dzień dobry.

Adrian Zandberg: Dzień dobry.

Marian Banaś od dziś na urlopie, co prawda bezpłatnym, ale wcześniej zadbał o to, żeby zaszły zmiany w kierownictwie NIK-u. Skąd ten pośpiech?

Ja tego nie nazwałbym pośpiechem, mnie się wydaje, że po prostu pan Banaś ma taką nadzieję, że 13 października będzie mógł wrócić z urlopu i po to jest ten urlop. Natomiast dla mnie główny problem ze sprawą Banasia to jest to, jak działają służby.

Czyli jak działają?

No chyba nie najlepiej, bo facet dostał certyfikat, który pozwala mu na to, żeby mieć dostęp do informacji ściśle tajnych. Jak się występuje o taką zgodę, to ABW daje do wypełnienia formularz i w tym formularzu trzeba odpowiedzieć na pytania, czy ma się jakiekolwiek kontakty ze środowiskiem przestępczym. No więc pytanie brzmi…

Co napisał pan Marian Banaś?

Po pierwsze, co napisał pan Banaś, ale po drugie, jeśli pan Banaś napisał, że nie ma absolutnie żadnych kontaktów ze środowiskiem przestępczym, a fakt, że w jego kamienicy jest zorganizowany seksbiznes, to w ogóle coś, czego nie wie, to czy ABW to sprawdziło? Bo jeżeli służby prześlepiły coś tak widowiskowego, co ostatnio pokazał ten reportaż w „Superwizjerze”...

To albo są nieudolne, albo? 

Albo druga opcja jest taka, że ktoś uznał, że niepolitycznie byłoby powiedzieć, jak jest naprawdę. I ja nie wiem, która opcja jest gorsza. Bo opcja numer 1, czyli ta, że służby działają źle, ona mówi nam mniej więcej tyle, że nasze państwo jest bezbronne. Bo jeżeli „Superwizjer” się tego dowiedział”...

Czyli cały czas… i kamieni kupa.

Ja jestem przekonany, że jak „Superwizjer” się tego dowiedział, to zanim dowiedział się tego „Superwizjer”, to dowiedziało się o tym parę wywiadów obcych państw, a i myślę, że znaczna część środowiska przestępczego. I dlaczego to jest groźne? Mamy faceta, który jest na wysokim stanowisku. Służby celne, administracja skarbowa, czyli walka z przestępczością gospodarczą, no i można go po prostu szantażować. Przecież każdy przestępca marzy o tym, żeby mieć trzymanie na człowieka, który podejmuje decyzje na setki milionów złotych. Więc to jest po prostu dziurawe państwo. A druga opcja to jest opcja, która stawia włosy na głowie, bo ona sugeruje, że prawo w Polsce nie obowiązuje tych, którzy rządzą. Dlatego my jako Lewica zwróciliśmy się o to, żeby jeszcze przed wyborami było spotkanie Sejmu, na którym premier Morawiecki powie jasno, jak ta sytuacja wyglądała – czy nie wiedział.

Do tego nie dojdzie, zdaje pan sobie z tego sprawę?

Ja wiem, że do tego powinno dojść w normalnym europejskim państwie, bo premier powinien obywatelom odpowiedzieć na pytanie, czy wiedział, czy nie wiedział.

A czy nie dziwi pana, że sprawdzanie tego oświadczenia trwa tak długo? Czy to jest normalna procedura? Ono jest sprawdzane od kwietnia. Nie dziwi to pana?

Nie wygląda to poważnie, po prostu. Ale ja chciałbym po prostu odpowiedzi na te pytania usłyszeć od ministra koordynatora służb specjalnych, od premiera. To są osoby, które ponoszą polityczną odpowiedzialność i za działanie służ, i za nominacje.

A jaki pana zdaniem będzie wynik tej kontroli oświadczenia majątkowego, przez CBA, oświadczenia Mariana Banasia?

Ja jestem politykiem, a nie jestem oficerem CBA, w związku z tym mam taką prostą zasadę, żeby wypowiadać się w zakresie swoich kompetencji.

Ale co pan podejrzewa? Czy nie będzie pan teraz w ogóle wróżył [z fusów]?

Nie będę zgadywać.

Rozumiem, nie będziemy wróżyć z fusów. Poczekamy, poczekamy.

Natomiast wiem jako polityk, że politycy ponoszą polityczną odpowiedzialność za instytucje, które są pod ich nadzorem i na czele których stoją.

I jak nazwać tę sytuację?

Tak jak mówię, to zależy od tego, czy mówimy o kompromitacji służb, czy mówimy o kompromitacji partii rządzącej. Ale odpowiedzi na to pytanie zna minister koordynator służb specjalnych i premier Morawiecki.

I na pewno prezes Kaczyński.

I elementarna uczciwość wymagałaby tego, żeby stanąć przed Parlamentem i powiedzieć, jak się sprawy mają. A nie udawać, że nic się nie stało, i czekać, aż tylko przyjdzie ten wymarzony 13 października, żeby pan Banaś mógł wrócić z urlopu. No bo to jest niepoważne traktowanie państwa.

Ilu kandydatów partii razem może dostać się do Sejmu ze wspólnej partii Lewicy?

A to zależy od tego, jaki rezultat będzie miała wspólna lista Lewicy.

Ale jakieś symulacje chyba robicie. Pan i kto jeszcze na przykład?

Ja wierzę, że wynik Lewicy będzie bardzo dobry, bo czujemy, że ludzie wiążą nadzieję z tym, że Lewica ma już nie tylko racje, ale ma też siłę. A to oznacza, że ten klub Lewicy, może mieć 60, 70, 80 posłów, to oznaczać może, że koło bądź klub Razem będzie miał kilkunastu posłów. Ale to zależy od Polek i Polaków. Ja nie będę zgadywać i mówić, jak to się wydarzy.

Czyli Partia Razem będzie miała swoje koło oddzielne? To nie będzie jeden wielki klub, koalicja?

My jesteśmy umówieni na to, że jesteśmy różnorodni, i nie będziemy udawali, że tej różnorodności nie ma. Myślę, że tę różnorodność Polacy nagrodzili, bo pokazaliśmy, że różniąc się, potrafiliśmy się dogadać co do wspólnego programu.

A czy największym beneficjentem tego połączenia nie jest Włodzimierz Czarzasty?

Ja myślę, że największym beneficjentem tego, że zbudowaliśmy listę, która dzisiaj ma kilkanaście procent w sondażach, są centrolewicowi i lewicowi wyborcy, którzy mogą mieć nadzieję, że w końcu ktoś w Parlamencie będzie mówić w ich imieniu.

Tylko że SLD dostanie całą subwencje. Wy nie dostaniecie nic, Wiosna też nic. Takie są przepisy.

Pani redaktor, celem partii politycznej jest to, żeby reprezentować swoich wyborców. My w Razem jesteśmy po to, żeby ludzie, którzy mają podobne poglądy do nas, mogli usłyszeć głos swoich reprezentantek, swoich reprezentantów w Parlamencie. I to się stanie tej jesieni.

To chyba jest trochę za mało, należałoby jeszcze przeforsować swoje propozycje. Czyli rozumiem, że Włodzimierz Czarzasty może być takim Kaczyńskim na Lewicy?

Pani redaktor, krok po kroku. Dzisiaj Lewica walczy o to, żeby lewicowe, centrolewicowe posłanki, posłowie byli w sporej liczbie w polskim Parlamencie. Mam nadzieję, że będzie to taka liczba, która pozwoli na zmianę układu sił. Ale o tym, jak będzie, zdecydują wyborcy 13 października, a ja mam taką jednak prostą zasadę, żeby nie mylić roli polityka z rolą politologa.

A na kogo pan zagłosuje w wyborach do Sejmu? Na siebie?

Na siebie.

Naprawdę?

Naprawdę.

No to przynajmniej szczerze pan powiedział. A do Senatu na kogo pan zagłosuje?

Pani redaktor, to jest pytanie, na które jeszcze nie udzieliłem sam sobie odpowiedzi, bo zastanawiam się, w którym z okręgów warszawskich do Senatu oddać głos.

No to dlaczego pan się waha?

Jak pani się domyśla, oferta jest różnorodna i w tej ofercie są kandydaci i kandydatki, do których mojemu sercu jest bliżej, ale są też tacy, do których mojemu sercu jest dalej.

A co by pan doradzał tym, którzy zagłosują w Wilanowie w wyborach do Senatu? Co by pan doradzał, powinni zagłosować na Monikę Jaruzelską czy może jednak na Barbarę Borys-Damięcką, kandydatkę Koalicji Obywatelskiej?

Ja myślę, że wyborcy są mądrzy i potrafią podjąć tę decyzję sami.

Ale pan dzisiaj unika odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie!

Nie…

Trochę tak.

Powiem pani natomiast bardzo uczciwie i jasno, że gdybym w okręgu nr 44 senackim się znalazł, to wziąłbym zaświadczenie wyborcze i zagłosował w innym okręgu.

Dlaczego? Kto tam jest, proszę mi przypomnieć?

Bo chyba nie skusiłbym się na oddanie głosu na ministra Ujazdowskiego.

Jednak nie. No tutaj mnie pan akurat nie zaskoczył, rzeczywiście. A żałuje pan, że Barbary Nowackiej nie ma z wami?

Myślę, że to byłoby naturalne, gdyby zdecydowała się na to, żeby dołączyć do Lewicy. Zdecydowała tak, jak zdecydowała.

A ta wymiana ciosów, która się odbywa na łamach mediów między Moniką Jaruzelską a szefem SLD Włodzimierzem Czarzastym może wam zaszkodzić, waszemu wynikowi?

Dajmy spokój, naprawdę, rozmawiajmy o rzeczach poważnych...

Ale to się dzieje generalnie, padły jednak zarzuty, że ze strony Włodzimierza Czarzastego mamy do czynienia jednak z nepotyzmem, że usunął z listy kandydatki dobre na rzecz rzeczniczki SLD, którą faworyzuje, bo mają go z nią łączyć jakieś jeszcze inne relacje poza służbowymi.

Decyzję o tym, jaki będą kształt miały listy Lewicy, podejmowaliśmy wspólnie. Jak pani się domyśla, ja, stojąc na czele listy Lewicy w Warszawie, byłem jedną z tych osób, które te decyzje podejmowały. Uważam, że kształt tych list jest sensowny, bo to są listy zmiany. I w Warszawie to widać. Warszawska lista to jest lista, na której jest parytet, na której jest połowa kobiet, połowa mężczyzn, która jest też w tym sensie listą zmiany, że tam jest dużo osób ze środowisk obywatelskich, dużo osób o konsekwentnie socjaldemokratycznych poglądach.

I zobaczymy 13 października, jak to wypadnie.

A decyzja w rękach warszawiaków.

Jak najbardziej, w rękach wyborców. Adrian Zandberg, to tyle w części radiowej, ale cały czas jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

W trakcie internetowej części rozmowy padło pytanie o to, czy Adrian Zandberg podpisałby się pod hasłem „Bób, hummus, włoszczyzna”.

– Czy takie hasło się panu podoba? Wie pan, o czym mówię – dodaje Beata Lubecka.

– Jeśli pyta mnie pani, czy podoba mi się występ pani kandydatki Jachiry pod pomnikiem Armii Krajowej, to uważam że nie jest to dobre miejsce na tego typu performance robić przez szacunek dla Armii Krajowej. Natomiast jeśli pyta mnie pani o stosunek do diety wegetariańskiej, to uważam, że to dobra rzecz. Zdrowa. Naukowcy zdecydowanie są zgodni w opinii, że redukcja jedzenia mięsa ma błogosławione skutki dla zmniejszenia częstotliwości występowania chorób nowotworowych – odpowiada Zandberg.

– W tym studiu, na pana miejscu, siedziała Klaudia Jachira – przypomina środową rozmowę w programie „Gość Radia ZET” Beata Lubecka. – Tłumaczyła, że podeszły do niej dziewczyny ze strajku klimatycznego i sfotografowała się z nimi. Mówiła, że poniosły ją w jakiś sposób emocje tego dnia. Ale rozumiem, że takie zachowanie nie podoba się panu i je pan potępia? – dopytywała prowadząca.

– Jest nieodpowiednie po prostu. Jak się zrobi coś niefortunnego, to warto powiedzieć „przepraszam” – stwierdza Adrian Zandberg.

– Kandydatka przeprosiła. Najpierw nie chciała przeprosić, a potem przeprosiła – przypomina Beata Lubecka.

– I dobrze – kwituje Zandberg.

Jaki plan na media publiczne ma Lewica?

– Abonament zachować? – dopytywała Beata Lubecka.

– Jestem zwolennikiem istnienia mediów publicznych. Uważam, że likwidacja mediów publicznych… - zaczyna Zandberg.

– Ale ja nie mówię o likwidacji! – poprawia gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– A bo są też tacy, którzy mówią o likwidacji mediów publicznych – stwierdza lider Razem. – Wydaje mi się, że najsensowniejszą formą finansowania jest finansowanie budżetowe – ocenia.

Jak zapewnić apolityczność mediów publicznych?

– Tutaj po prostu kwestia jest taka, żeby odebrać w znacznym stopniu kontrolę nad powoływaniem instytucji nadzorczych mediów publicznych politykom, a oddać środowiskom twórczym. Ta historia jest dość stara i te pomysły dotyczące tego, w jaki sposób media wyjąć z roli maszynki propagandowej były i przed objęciem władzy przez PiS ze strony środowisk obywatelskich, tylko nie spotkały się wtedy z uznaniem – mówi Zandberg.

Padło też pytanie od słuchacza: „Jak ocenia pan spuściznę PRL-u?”

– To jest bardzo otwarte pytanie. Na nie nie ma prostej odpowiedzi. Oceniam negatywnie autorytaryzm, ograniczenie wolności słowa, prześladowanie opozycji politycznej. Ale nikt nie przekona mnie do tego, żebym ocenił negatywnie zwalczenie analfabetyzmu. Nikt nie przekona mnie do tego, żebym powiedział, że budowa tysiąca szkół na tysiąclecie to nie było dobre, a złe. Nic nie jest czarno-białe po prostu – mówi Zandberg.

– Znaczna część programu, z którym Lewica idzie do wyborów, to program europejskiej modernizacji. Sprawy, o których mówimy: polityka mieszkaniowa, polityka lekowa, w której nie odganiamy od lady w aptece starszej pani, bo nie ma za co wykupić recepty… - wymienia lider Razem.

– Wszystkie leki miałyby być za 5 złotych? Wszystkie? – pytała Lubecka.

– Nie wszystkie. Te, które otrzymuje pacjent zapisane na receptę. To dwie różne grupy leków – podkreśla gość Radia ZET. – Dziś mamy system refundacyjny, w którym lekarz zapisuje nam coś koniecznego do leczenia. Ktoś z chorobą przewlekłą musi płacić 400-500 złotych miesięcznie za leki, które dostał na recepcie od lekarza. Mamy absurdalną historię: jestem w szpitalu, tam dostaję bezpłatnie leki w ramach procesu leczenia. Wychodzę ze szpitala podtrzymany na zdrowiu, jako chory na chorobę przewlekłą dostanę leki, ale nie będę się leczyć, jeśli nie mam pieniędzy. Przecież to naruszenie konstytucyjnej zasady równego dostępu do ochrony zdrowia – uważa.

– Pompy insulinowe kosztujące teraz 4 tysiące złotych też miałyby kosztować 5 złotych? – dopytywała Lubecka.

– Moim zdaniem wszystkie akcesoria medyczne będące częścią procesu leczenia powinny być fundowane na tej właśnie zasadzie. Szacujemy koszty tego systemu na 6 mld złotych. Żeby było jasne, on nie jest szalony. To 1/7 kosztów programu „Rodzina 500 plus” – porównuje Zandberg.

„Czy Lewica jako koalicja uważa, że najbogatsi powinni płacić 70% podatku?” – chciał wiedzieć słuchacz Michał.

– Powiedzmy, że nasz wspólny program podatkowy jest bardziej umiarkowany. My natomiast jesteśmy zwolennikami progresji podatkowej – odpowiada lider Razem.

– Czyli gdyby Lewica doszła do władzy, starałaby się przeforsować jeszcze jedną stawkę, dla najbogatszych…

– Myślę, że dwie. Jedną w górę dla tych, którzy są milionerami. Drugą w dół, bo naszym zdaniem należy tak skonstruować, żeby była dla osób które mają najniższe dochody niższa stawka – ocenia Zandberg.

– Pytam o najbogatszych. Na jakim poziomie miałby być ten podatek?

– Odpowiedzialnie odpowiadając na to pytanie, mogę rzucić stwierdzenie, że powinniśmy mieć 40-procentową stawkę podatkową. Potem mnie pani złapie i powie „powiedział pan 40, a chcecie wprowadzić 39 albo 41”. Wiedza pozwalająca na to, żeby oszacować to w jaki sposób konkretnie powinny być rozłożone stawki podatkowe, jest w Polsce w jednym miejscu. Tym miejscem jest Ministerstwo Finansów – mówi gość Radia ZET.