Holland: w czarnych barwach widzę sytuację po zwycięstwie PiS

23.09.2019 08:02

SPROSTOWANIE

Nieprawdziwa jest informacja podana w artykule „Holland: w czarnych barwach widzę sytuację po zwycięstwie PiS”, jakoby minister Gliński usunął dyrektorów Teatru Polskiego we Wrocławiu i Teatru Starego w Krakowie oraz powołał „swoich” kandydatów.

Obaj byli dyrektorzy - zarówno Krzysztof Mieszkowski w Teatrze Polskim we Wrocławiu, jak i Jan Klata w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie - zakończyli pełnienie swoich funkcji wraz z końcem kadencji. Następnie, w obu przypadkach, stanowisko dyrektora instytucji zostało obsadzone w trybie konkursowym.”

Anna Pawłowska-Pojawa

Dyrektor Centrum Infomracyjnego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Agnieszka Holland krytycznie ocenia w programie „Gość Radia ZET” działalność ministerstwa kultury. Zdaniem reżyserki, głównym problemem są kwestie personalne. – Bezprawnie wyrzuca się kompetentnych ludzi, którzy dobrze pracują dla polskiej kultury i dla promocji polskiej kultury w świecie, i wsadza się ludzi, którzy są niekompetentni – mówi w rozmowie z Beatą Lubecką. – Tymczasem dowiadujemy się, że ciężkie miliony są wydawane na promocję. Na to, żeby pociotek jakiegoś PiS-owskiego nominanta udawał, że promuje Polskę w USA – mówi Holland. Ewentualną wygraną PiS po wyborach widzi „w czarnych barwach”.

Beata Lubecka: Agnieszka Holland, reżyserka, laureatka Złotych Lwów na ostatnim Festiwalu w Gdyni, 44., za film „Obywatel Jones”. Dzień dobry.

Agnieszka Holland: Dzień dobry.

Spodziewała się pani tej nagrody? Bo film jednak nie był faworytem – powiedzmy wprost.

No, dla niektórych był.

Dla pani był.

Nie no, wie pani, ja się nie ustawiam w takim wyścigu i mówię sobie: „Ach, jestem najlepsza”, ale myślę, że to ważny film i odbiór jego na projekcjach był tak mocny, ludzie byli tak poruszeni, tak jak gdyby... jakby to powiedzieć… jakby dostali jakiegoś takiego emocjonalnego przeżycia, że wiedziałam, że w każdym razie jest wśród faworytów. A potem to ułożenie, komu damy na łyżeczkę, komu damy na miseczkę, to to już zawsze zależy od jury, zależy od tego, jakie przeważają gusty czy poglądy, czy kto jest najbardziej tam charyzmatyczny i narzuca swój pogląd. Ja byłam w jury wielokrotnie i wiem, że to jest taki rodzaj pewien gry i że nie zawsze też wszyscy są zadowoleni z werdyktu, to są normalne rzeczy. Natomiast w każdym razie jednak film był na topie tych ocen.

Nagroda publiczności powędrowała jednak do „Bożego Ciała” Janka Komasy. Zresztą to jest nasz kandydat do Oscara.

Tak.

A więc zastanawiam się, czy to jednak nie było takie wskazanie, że publiczność była całym sercem za tym filmem.

No wie pani, pani mi zadaje jakieś takie dziwne pytania. Nagroda poszła do Janka Komasy i ten film jest wspaniałym filmem. Jest takim filmem, który jest filmem współczesnym, polskim, młodzieżowym, a mój film jest filmem historycznym, po angielsku i bardzo takim bolesnym. Więc być może, że publiczność się bardziej skłania ku takiemu filmowi. Ale to są wszystko, wie pani, to są takie gry. To jest tak: po jednym filmie ma się ochotę wrzucić karteczkę, po innym filmie się nie ma ochoty wrzucić karteczki. Było tam sporo dobrych filmów, więc każdy znalazł swojego faworyta.

Trudno mnie oceniać, ponieważ nie widziałam tego filmu, natomiast oglądałam taką recenzję, którą zamieścił na YouTubie Tomasz Raczek. Powiedział, że ten film przynosi zawód.

Komu?

No, jemu, jak rozumiem, jako widzowi.

Czy my mamy rozmawiać o Tomaszu Raczku tutaj?

Nie, nie, chciałam zapytać, jak pani reaguje…

Chce pani, żebym ja mówiła o krytyku filmowym, który według mnie jest krytykiem narcysystycznym i niezbyt profesjonalnym?

Czyli pani się nie zgadza po prostu z taką opinią?

Ależ oczywiście, że się nie zgadzam. Po pierwsze nie słuchałam tej recenzji, tylko mi doniesiono, a po drugie już od dłuższego czasu mam problem nie tylko z opiniami pana Tomasza Raczka, ale również z jego sposobem prezentowania swoich opinii. To znaczy takim właśnie, nazywam to, narcysystycznym.

To zostawmy pana Tomasza Raczka. Odbierając tę nagrodę, pani powiedziała tak: „Ta historia pokazała, do czego prowadzi inżyniera społeczna megalomańskiej władzy”. Czy to jest jakaś aluzja do czasów współczesnych?

Oczywiście.

Do czego konkretnie?

Do czego konkretnie jest to aluzja?

Tak.

No jest to aluzja do tych populistycznych przywódców, którzy uważają, że władza daje im prawo do tego, żeby projektowali człowieka, żeby projektowali społeczeństwo, żeby projektowali naturę albo żeby niszczyli naturę. I takich populistów mamy niestety w tej chwili sporo. Od Trumpa przez Bolsonaro do prezesa Kaczyńskiego.

Czyli prezes Kaczyński też tu znalazł się pod takim, można powiedzieć, ostrzałem krytyki. Ale ogłosiła pani też stan wojny, bo powiedziała pani tak… cytując list od Kultury Niepodległej, ale rozumiem, że ten list pani dostała i się pani z nim zgadza, skoro go pani przeczytała i powiedziała tak: „Tegoroczny Festiwal w Gdyni udowodnił po raz kolejny: polskie władze są na wojnie z kulturą, próbują cenzurować dzieła, ludzi, instytucje i wydarzenia nie tylko w świecie filmu”. Gdzie pani widzi te zagrożenia?

Te zagrożenia widzę w działalności ministra kultury pana Glińskiego. Filmu, muszę powiedzieć, dotknęło to jeszcze w stosunkowo najmniejszym stopniu, natomiast jeśli chodzi o teatry, zaczęło się to bardzo szybko, od zmiany w Teatrze Polskim i prób cenzury spektaklu, a następnie usunięcia dyrekcji, która stworzyła zespół, i wstawieniu tam dyrektora, który wkrótce okazał się niestety nie tylko niekompetentny, nie tylko nieumiejący sobie radzić z zespołem, ale również niezbyt uczciwy. Broniono tego dyrektora jak niepodległości, aż teatr właściwie został zniszczony. Następnie podobne decyzje zapadły w wypadku Teatru Starego. Wszędzie tam, gdzie ministerstwo ma jakąś władzę w teatrze, bo na ogół teatry są jednak pod egidą miast na szczęście, to próbuje przeprowadzić inżynierię personalną w ramach tych teatrów.

I do czego to może prowadzić?

No właśnie, pytanie. Na razie to doprowadzi do niszczenia tych instytucji. Następnie wyrzucono bezprawnie, jak się okazało, chyba najlepszych menadżerów kultury, jakich udało się stworzyć przez te lata naszej wolności. Myślę tutaj o Pawle Potoroczynie...

Który startuje też do Sejmu.

Startuje teraz do Sejmu. Wygrał proces z ministrem, tak że okazało się, że minister wyrzucił go bezprawnie.

Szef polskiego Instytutu...

Adama Mickiewicza.

Tak.

Jedne z największych specjalistów, którzy kiedykolwiek w Polsce istnieli, od promocji polskiej kultury za granicą. Naprawdę, ja obserwowałam go i w Los Angeles, i w Nowym Jorku, gdzie był konsulem od spraw kultury…

Czyli dla pani ta polityka personalna jest kompletnie niezrozumiała czy wręcz nawet szkodliwa z punktu widzenia polskiej kultury, również jak ona jest widziana za granicą?

Bezprawnie wyrzuca się kompetentnych ludzi, którzy dobrze pracują dla polskiej kultury i dla promocji polskiej kultury w świecie, i wsadza się ludzi, którzy są niekompetentni, tylko dlatego, że są powiązani jakimiś partyjnymi nićmi. W muzeach jest podobnie, więc ta działalność ministerstwa w sprawie kultury jest głęboko szkodliwa. Głęboko szkodliwa i dla polskiej kultury, i dla obrazu Polski w świecie. A tymczasem dowiadujemy się, że ciężkie miliony są wydawane na promocję, na to, żeby pociotek jakiegoś PiS-owskiego nominanta udawał, że promuje Polskę w USA...

Tutaj mówimy o Polskiej Fundacji Narodowej. To co będzie, jeśli wygra Jarosław Kaczyński pani zdaniem, po raz kolejny?

Co będzie?

Mhm.

No właśnie boję się, że będzie niedobrze. Czy pani czytała jego program, program partii?

Czytałam.

No i jak pani go odbiera?

On jest bardzo szeroki, jeszcze chciałam o tym programie z panią porozmawiać, np. o statusie...

No dobrze, ale mówmy o głównych ideowych założeniach. Jak pani odbiera fakt, że de facto proklamują państwo wyznaniowe? Jak pani odbiera fakt, że wyklucza rodziny, które nie mieszczą się w „kobieta, mężczyzna i dzieci”? Jak pani odbiera fakt, że połowa obywateli albo więcej znajduje się poza centrum jego zainteresowania czy że tak wielką część obywateli uważa za obywateli gorszej kategorii – jak pani to odbiera? Jak pani odbiera próby tzw. repolonizacji czy – teraz to się inaczej nazywa – repluralizacji mediów? Jak pani sobie to wyobraża? Do czego to ma prowadzić? Widzimy, co się dzieje na...

Czyli pani to widzi w czarnych barwach?

Oczywiście. Jeżeli chodzi o prawo, demokrację i sprawiedliwość, oraz kulturę, tak, widzę to w czarnych barwach.

I tutaj stawiamy wielokropek, ale to nie znaczy, że Agnieszka Holland się z nami rozstaje. Zostaje z nami, jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Agnieszka Holland w mocnych słowach oceniła czteroletni dorobek ministerialny wicepremiera Piotra Glińskiego.

– W moim przekonaniu jest to najgorszy minister kultury, jaki nam przypadł po 89. roku – mówi. W negatywnych słowach ocenia też całościowo cztery lata rządów Prawa i Sprawiedliwości.

– Wbrew temu, co mówiło PiS w kampanii w 2015 roku, Polska nie była w ruinie. Rozwijała się – ocenia Holland.

O obecnych rządach Agnieszka Holland mówi tak:

– Oceniam je negatywnie. To, co było największym osiągnięciem polskiej wolności, to jest to, że znaleźliśmy się w grupie państw demokratycznych i staliśmy się w Europie znaczącymi politycznie graczami, również gospodarczo. Wbrew temu, co mówiło PiS w kampanii w 2015 roku, Polska nie była w ruinie – uważa Agnieszka Holland. – Polska rozwijała się. Polskie standardy rosły i PiS mogło z tego korzystać i oczywiście korzystało realizując programy socjalne, które przedtem były zaniedbane – dodaje.

Reżyserka wskazuje tu przede wszystkim na program „Rodzina 500 plus”.

– Chodzi mi o podnoszenie płacy minimalnej, czy o 500 plus, czyli transfery socjalne. Można się spierać czy dawanie gotówki do ręki jest najlepszą formą zużycia pieniędzy, ale stało się jasne, że dla ludzi stało się czymś niebywale pozytywnym i że w sumie żyje im się lepiej niż przedtem – mówi o polskich rodzinach Agnieszka Holland.

– Takie dodatki na dzieci są też w Europie. To nic nadzwyczajnego, z tym że np. w Niemczech one są progresywne. Więcej na drugie dziecko, trzecie, czwarte i tak dalej – zauważa prowadząca program „Gość Radia ZET” Beata Lubecka.

– Różne kraje różnie to rozwiązują. Poprzednia partia dawała również na dzieci „Kosiniakowe”. Inwestycje w żłobki, urlopy. Nie dawała gotówki do ręki. I to był ten genialny pomysł. Okazało się, że ludzie nagle czują się dowartościowani i wolni, bo mogą wydać gotówkę, jak chcą. Oczywiście efekty uboczne są takie, że strefa publiczna, strefa usług publicznych kurczy się i jest w coraz gorszym stanie – komentuje reżyserka.

– Czy pani zdaniem przez te 4 lata opozycja była w stanie przedstawić jakąś pozytywną alternatywę, żeby rzeczywiście Polacy chcieli zagłosować w większości na opozycję? – dopytywała Beata Lubecka.

– Myślę, że opozycja jednak ciągle jest w szoku – ocenia Holland. – Bardzo trudno radzić sobie z taką populistyczną propagandą i tego typu transferami socjalnymi. W tej chwili jest prosperity na świecie i w Europie. Również w Polsce jest świetna sytuacja gospodarcza i finansowa. W związku z tym władza, która ma to wszystko w rękach, może obiecywać coraz więcej, co robi dość cynicznie dając kolejne transfery w okresie przedwyborczym. Bardzo trudno jest z tym walczyć – mówi gość Radia ZET.

– Opozycja też złożyła propozycje – zauważa Lubecka.

– Ale to jest sprawa wiarygodności. Ci mają kasę, a opozycja nie ma kasy. Kiedy miała kasę, aż tyle nie dawała. Dużo jeżdżę po Polsce, rozmawiam z ludźmi. Ciągle powtarza się ze strony ludzi, którzy rozważają, żeby głosować na PiS, bo oni kradną, nawet gorzej niż tamci, ale się dzielą – stwierdza Holland. – Ta liczba afer, która jest przyklejona do PiS, zmiotłaby taką partię jak Platforma Obywatelska w miesiąc. Tymczasem to jest teflonowe. Populiści są w pewnym sensie teflonowi, bo ludzie nie mają specjalnych oczekiwań co do ich… – dodaje.

– Kwalifikacji moralnych? – dokończyła Beata Lubecka.

– Tak – potwierdza Agnieszka Holland w Radiu ZET.

Reżyserka skomentowała też programową propozycję PiS dotyczącą wprowadzenia karty artysty zawodowego. Do tej propozycji podchodzi ostrożnie.

– Trzeba ostrożnie podchodzić, bo zawsze ważne jest czemu i komu to służy, jakie są intencje i jak sformułowane jest to ustawodawstwo. Nagle może się ono okazać jakimś rodzajem cenzurowania ludzi – ocenia.

– Jeśli chodzi o program PiS, zapewne słyszała pani o tym, że również na kolejne 4 lata znajduje się plan i jest już gotowy projekt ustawy z 11 września, że ma być wprowadzona karta artysty zawodowego – zauważa Beata Lubecka, prowadząca program „Gość Radia ZET” w internetowej części rozmowy.

– To jest bardzo dwuznaczna propozycja. Gdyby to nie wychodziło właśnie z programu partii, do której mam tak niskie zaufanie, że chodzi o pluralizm, różnorodność, demokrację i dobro wspólne… – zaczyna Holland.

– Ale słyszymy, że to było skonsultowane ze środowiskiem artystycznym – zauważa gospodyni programu.

– Wszystko zależy od tego, czemu to ma służyć. Jeśli chodzi o uporządkowanie spraw socjalnych artystów, którzy bardzo często są pozbawieni jakiejkolwiek osłony, to uważam, że najwyższy czas, żeby tak się stało – ocenia reżyserka. – Jeśli natomiast ma być dekretowanie kto ma być artystą, a kto nie jest, i w związku z tym prześladowanie tych, którzy według dekretujących prawa nie mają… myśmy to przerabiali w Związku Sowieckim i za PRL – dodaje.

Agnieszka Holland porównuje w Radiu ZET tę propozycję do rozwiązań w reżimach.

– We wszystkich właściwie autorytarnych reżimach jest to jedno z narzędzi, jak wykluczyć z wykonywania zawodu albo osłony zawodowej tych, którzy są niewygodni – stwierdza. – Znana była sprawa Iosifa Brodskiego, którego sąd nie chciał uznać za poetę. Sąd skazując go na łagry pytał kto zadecydował, że jest on poetą. Odpowiedział: „myślałem, że to się ma od Boga”. Każde tego typu dekretowanie może mieć dwie strony i zależy czemu to ma służyć, jak to jest sformułowane – ocenia Holland.