dr Agnieszka Serwan: protest rezydentów bezterminowy; rząd nas oszukał

01.10.2019 08:02

Agnieszka Serwan z Porozumienia Rezydentów OZZL zapowiada w programie „Gość Radia ZET”, że wznowiony dziś protest pracowników ochrony zdrowia będzie bezterminowy. – Już w tej chwili pacjenci dłużej czekają na wizyty. Jeśli my, lekarze, nic nie zrobimy, ta katastrofa będzie się tylko pogłębiać. Myślę, że te chwilowe problemy, tak naprawdę unaocznienie tych ogromnych braków kadrowych i braku reakcji rządzących na kryzys w ochronie zdrowia może tylko pomóc naprawić tę sytuację – ocenia w rozmowie z Beatą Lubecką.

Beata Lubecka: Dr Agnieszka Serwan, Porozumienie Rezydentów, OZZL. Dzień dobry.

Agnieszka Serwan: Dzień dobry.

Dzień dobry, pani doktor, tak?

Tak. Jestem lekarzem.

A jest pani lekarzem jakiej specjalizacji?

Rehabilitacji medycznej.

Od dzisiaj protestujecie, właściwie wracacie do protestu i będziecie pracować tylko 48 godzin w tygodniu, tak jak przewiduje Kodeks pracy. Dlaczego?

Klauzula opt-out, czyli wydłużenie czasu pracy powyżej 48 godzin, obowiązuje w Polsce od 13 lat. Sami lekarze chcieli jej wprowadzenia w związku z tym, że były niedobory kadrowe. Zdecydowaliśmy się na to, że będziemy pracować więcej, licząc na poprawę w systemie ochrony zdrowia.

Nic się nie poprawiło i dlatego…?

I dlatego decydujemy się na to, żeby zacząć pracować tak, jak pracują inni Polacy, zgodnie z Kodeksem pracy.

I jaki to będzie szeroki protest, jak pani sądzi? Ilu lekarzy do tego protestu się przyłączy? Czy to będą tylko rezydenci, czyli tylko początkujący lekarze, czy również ci z takim długim stażem?

Przy okazji protestu głodowego, kiedy pierwszy raz klauzula opt-out była wypowiadana przez nas, do akcji przystąpili zarówno lekarze rezydenci, jak i specjaliści. Także w tej chwili myślę, że sytuacja będzie wyglądała podobnie.

Ale trzeba powiedzieć wprost, że ucierpią pacjenci, bo będą dłużej czekać na wizyty.

Znaczy już w tej chwili pacjenci dłużej czekają na wizyty. Jeśli my, lekarze, nic nie zrobimy, to ta katastrofa będzie się tylko pogłębiać. Także myślę, że te chwilowe problemy, tak naprawdę unaocznienie tych ogromnych braków kadrowych i braku reakcji rządzących na kryzys w ochronie zdrowia może tylko pomóc naprawić tę sytuację.

A nie obawiacie się, że pacjenci się od was odwrócą?

Myślę, że pacjenci poznali nas przy okazji protestu głodowego i wiedzą, jakie mamy zamiary – że zależy nam na nich, na prawidłowym leczeniu ich na europejskim poziomie.

I kiedy ten protest ma się zakończyć? Czy będzie trwał do skutku? No bo czego oczekujecie, że co ma się wydarzyć w związku z tym protestem, że będzie pracować tylko 48 godzin w tygodniu?

Znaczy powiem tak: przy okazji protestu głodowego to była niejako nasza karta przetargowa, to ograniczenie czasu pracy, pokazanie, jaki zły jest system. I liczyliśmy na spełnienie obietnic rządzących na to, że nakłady zostaną podniesione, że ta sytuacja się poprawi. Ta praca powyżej 48 godzin niejednokrotnie nie jest bezpieczna. Lekarz, który jest kolejną dobę na dyżurze, może stanowić zagrożenie dla takiego pacjenta, może stanowić zagrożenie dla siebie. Są koledzy, koleżanki, którzy wracając autem po dyżurze, po prostu mieli wypadek, bo byli tak zmęczeni. I liczyliśmy na pewną dobrą wolę i że jesteśmy jakby w stanie jeszcze trochę się przemęczyć, ale ile można. Ponieważ obietnice rządu nie zostały spełnione, to chcemy też godziwiej pracować i zajmować się naszymi pacjentami bezpiecznie.

Czyli o co walczycie teraz?

W tej chwili ciągle walczymy o nakłady na ochronę zdrowia.

Żeby je zwiększyć, tak?

Tak.

Do jakiego poziomu?

Podczas protestu głodowego postulowaliśmy o 6,8% PKB. W wyniku negocjacji doszliśmy do 6%, chcieliśmy, aby to było w 2021 roku, zgodziliśmy się na 2024. Okazuje się, że rząd nas oszukał, ponieważ nakłady na ochronę zdrowia liczone są w odniesieniu do historycznego PKB sprzed dwóch lat. Czyli jakby już na samym starcie ochrona zdrowia jest dwa lata do tyłu od reszty Polski, więc trudno tutaj mówić o jakiejś dobrej woli i spełnieniu obietnicy z porozumienia.

A dlaczego ten protest rozpoczynacie na dwa tygodnie przed wyborami? Dlaczego właśnie teraz? Data jest nieprzypadkowa, jak rozumiem, tak?

Tak, oczywiście. Miało to skłonić rządzących do podjęcia tematu ochrony zdrowia w debacie, ponieważ przez dłuższy czas tak naprawdę był on pomijany. Było mnóstwo pomysłów na inne sprawy, a ta, która dla Polaków według sondaży jest najważniejsza, czyli właściwa ochrona zdrowia w Polsce i opieka zdrowotna, zupełnie nie był poruszany.

I do kiedy ten protest będzie trwać?

Bezterminowo.

No to nie zapowiada się zbyt dobrze. Niedawno przed Ministerstwem Zdrowia ułożyliście czarne worki. Rzeczywiście jest aż tak źle? Bo to było takie mocno symboliczne.

Tak, był to symbol. Rządzący w swoich gabinetach nie widzą tych pacjentów, którzy umierają na SOR-ach, którzy umierają w domach, którzy czekają na zabiegi operacyjne. Sytuacja opisana niedawno przez jedną z lekarek, do której zgłosił się pacjent, któremu pogarszał się wzrok. Operacja była pilnie potrzebna i pacjent otrzymał termin za dwa lata. Zapytał tej lekarki, czy za dwa lata będzie w ogóle sens operować. „No nie będzie, pan już dawno nie będzie widział”. Także no tak w tej chwili to wygląda.

Trzeba powiedzieć jednak, że z raportu przygotowanego dla krajów europejskich m.in. przez Komisję Europejską wynika, że w najtrudniejszej sytuacji u nas znalazła się podstawowa opieka zdrowotna i jest za mało lekarzy – co najmniej 30 tys. lekarzy brakuje. Dlaczego jest tak mało lekarzy? Dlaczego brakuje lekarzy w Polsce? Co tutaj zawodzi?

Warunki pracy są naprawdę bardzo trudne. Młodzi lekarze, którzy kończą studia, wkraczają do tego systemu z ideałami i się okazuje, że jest ogromne zderzenie z rzeczywistością. Są zmuszani do pracy ponad siły, w warunkach naprawdę niejednokrotnie strasznych, z ogromnym obciążeniem psychicznym często w związku z niedoborami kadrowymi, które już są, nie mają takiego wsparcia merytorycznego, jak powinni mieć, i po prostu wyjeżdżają. Nie chcą pracować w takich strasznych warunkach.

A jeśli rządzący jeszcze przez dwa tygodnie przynajmniej nie zareagują w ogóle, to co wtedy? No bo rozumiem, że oczekujecie na jakąś reakcję?

Oczywiście, że oczekujemy na reakcję, ale najsmutniejsze jest to, nawet jeśli rządzący nic nie zrobią, nasze nawoływanie do bezpiecznej pracy dla lekarzy będzie trwało, kryzys będzie się pogłębiał i tak naprawdę nie musimy nic specjalnego robić – będzie coraz gorzej.

Ale są obietnice, które padły ze strony PiS-u, partii, która najprawdopodobniej wygra – chociaż nie wiadomo, to zawsze może być niespodzianka, przekonamy się 13 października – że do 2024 roku będzie przeznaczonych 160 mld zł na służbę zdrowia.

No tak, ale to są sumy. Odnosimy nakłady na ochronę zdrowia do PKB. I to nam daje porównanie. W krajach UE jest to 9-10%, a u nas w tej chwili – 4,5%. Na 2020 rok jest zaplanowanych nieco ponad 5% tak naprawdę, więc jesteśmy w ogonie Europy pod tym względem. Więc tutaj nie chodzi o sumy. Chodzi o tę rzeczywistą wartość do PKB.

A co by tak naprawdę to dało, zwiększenie tych nakładów na służbę zdrowia, jeśli chodzi o PKB? Co by to tak naprawdę dało?

Powiem tak: szpitale są ogromnie zadłużone, procedury są niedoszacowane, dyrektorzy nie mają pieniędzy na wymianę sprzętu, nie mają pieniędzy na leki, na materiały opatrunkowe, już nie mówię o pensjach dla personelu. Kolejki do zaćmy i do endoprotezy stawu biodrowego były ogromne. Po dorzuceniu pieniędzy, zniesieniu limitowania zmniejszyły się według danych, które podawane są przez… akurat przeglądałam łódzkie NFZ, się dwóch lat do roku. Czyli ten przykład dobitnie pokazywałby, że tak naprawdę dorzucenie pieniędzy jest w stanie po prostu rozwiązać sprawę.

To tutaj stawiamy wielokropek. Ale to nie znaczy, że pani doktor nas opuszcza, bo zostaje z nami. Jesteśmy w części internetowej. Agnieszka Serwan, Porozumienie Rezydentów, zostaje z nami. Jesteśmy na RadioZET.pl i na Facebooku, zapraszam.

***

W internetowej części programu doktor Agnieszka Serwan krytycznie odnosi się do programowych propozycji PiS oraz Koalicji Obywatelskiej dotyczących zmian w ochronie zdrowia. – To zupełnie nierealne – mówi Beacie Lubeckiej o zapowiedzi KO dotyczącej oczekiwania maksymalnie 21 dni do specjalisty i 60 minut na SOR. Lekarka z Porozumienia Rezydentów OZZL wątpi też w powodzenie „Piątki dla zdrowia” PiS. – Z obietnicami wyborczymi jest ten problem, że jeśli wszystkie zostałyby spełnione, to byłoby świetnie – komentuje Serwan.

Beata Lubecka zapytała Agnieszkę Serwan o szanse na skuteczne skrócenie czasu oczekiwania do lekarza-specjalisty maksymalnie do 21 dni. To propozycja Koalicji Obywatelskiej.

– Czy to jest w ogóle realne? Rozumiem, że w ciągu 4 następnych lat – wnioskuje prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Oczywiście, że to nie jest realne. Pytanie czy to ma sens. Do każdego specjalisty? Każdego pacjenta? Z każdym problemem zdrowotnym? – wymienia wątpliwości dr Serwan z Porozumienia Rezydentów OZZL. – Pani redaktor, w kampanii „Polska to chory kraj” mamy manifest, w którym mamy nasze propozycje na kluczowe zmiany w systemie ochrony zdrowia. Wśród tych propozycji jest właśnie określenie maksymalnego czasu oczekiwania do specjalisty, ale ten maksymalny czas oczekiwana byłby dostosowany do konkretnych jednostek chorobowych, do konkretnych sytuacji zdrowotnych i byłby opracowany przez naukowców i lekarzy. Nie przez polityków, którzy nie mają zielonego pojęcia – dodaje.

Lekarka zauważa jednocześnie, że nie każdy musi skorzystać z pomocy lekarza-specjalisty w takim czasie.

– Nie każdy pacjent potrzebuje dostać się do specjalisty w ciągu 21 dni – mówi Serwan.

Gość Radia ZET skomentował też inną propozycję Koalicji Obywatelskiej dla pacjentów – maksimum 60 minut oczekiwania na pomoc lekarską na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych.

– To zupełnie nierealne. 60 minut zajmuje niejednokrotnie zajęcie się jednym pacjentem, któremu trzeba zrobić badania, a to poczekać na wynik, na opis radiologa, poczekać na badania laboratoryjne. Nie ma takiej możliwości. Ktoś zupełnie nie miał pojęcia, o czym mówi – ocenia dr Agnieszka Serwan w Radiu ZET.

Lekarka skomentowała też słowa szefa resortu zdrowia, który przekonuje w wywiadach, że sytuacja w ochronie zdrowia poprawia się.

– Władza przekonuje, że jest dużo lepiej. Minister zdrowia – Łukasz Szumowski, który sam jest lekarzem – w Telewizji Trwam mówił: „jak popatrzymy na ścieżkę dojścia do 6% PKB w 2024 roku, to nie tylko ją wypełniamy, a wypełniamy ją z ogromnym naddatkiem, blisko czteromiliardowym” – cytuje środowe słowa Szumowskiego Beata Lubecka.

– Nie wiem skąd taki entuzjazm pana ministra. Liczymy pieniądze na nakłady względem historycznego PKB, więc trudno mówić o sukcesie – stwierdza Serwan.

– Czyli to są liczby rzucane na potrzeby kampanii wyborczej? – dopytywała Lubecka.

– Tak, one nic nie mówią – potwierdza lekarka z Porozumienia Rezydentów OZZL. – 4 miliardy dla każdego z nas to ogromna suma, naprawdę. Natomiast jeśli chodzi o to, co można za to zrobić w ochronie zdrowia, wygląda to zupełnie inaczej – rozwiewa wątpliwości.

– Jeśli chodzi o program przedstawiony przez PiS w ostatni weekend, tzw. „Piątkę dla zdrowia”, to jak ją oceniacie? Ma to ręce i nogi, czy nie? – zastanawiała się prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Z obietnicami wyborczymi jest ten problem, że jeśli wszystkie zostałyby spełnione, to byłoby świetnie – odpowiada Serwan. – Pytanie, czy są realnie w stanie to zrobić. To co PiS twierdziło, że zrobi przy podpisywaniu porozumienia, a jak wyglądała realizacja tego, to mam pewne wątpliwości… - dodaje.

– Ale podwyżki dostaliście w skutek porozumienia podpisanego w lutym 2018 – zauważa prowadząca.

– Tak. Podwyżki dla lekarzy-specjalistów są do lipca 2020, a potem wracamy do tych pensji, które były wcześniej – odpowiada dr Agnieszka Serwan w Radiu ZET.