Kwaśniewski o ew. nowym szefie NIK: Kwieciński to człowiek kompetentny

16.10.2019 08:02

Aleksander Kwaśniewski ocenia w programie „Gość Radia ZET”, że jeśli kończąca się dziś kontrola oświadczeń majątkowych Mariana Banasia wypadnie negatywnie, to kariera szefa NIK będzie stać pod znakiem zapytania. – Jeżeli ta kontrola przez instytucje, zresztą w pełni podległe PiS-owi i z ludźmi PiS-u, wykaże nieprawidłowości, myślę że kariera Mariana Banasia jest skończona – mówi były prezydent. Zachwala jednocześnie Jerzego Kwiecińskiego, wymienianego jako potencjalnego następcę Banasia. – Znam człowieka, to jest państwowiec, to jest człowiek kompetentny – wychwala w rozmowie z Joanną Komolką.

Joanna Komolka: Gościem Radia ZET jest były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Dzisiaj mija czas, jaki ma CBA na kontrolę oświadczeń majątkowych. Wiele wskazuje na to, tak donoszą np. dziennikarze „Rzeczpospolitej”, że wyniki nie będą korzystne, że jest tam ewidentny rozjazd między majątkiem a wydatkami. PiS będzie miało kłopot z tego tytułu pana zdaniem?

Aleksander Kwaśniewski: No zdecydowanie, dlatego że raz, w przypadku każdego posła to jest kłopot, a jeżeli jeszcze mówimy o szefie NIK-u, czyli osobie, która ma kontrolować wszystkie instytucje państwowe, no to on musi być całkowicie poza tego rodzaju oskarżeniami czy sytuacjami. Tak że jeżeli ta kontrola przez instytucje zresztą w pełni podległe PiS-owi i z ludźmi PiS-u wykaże nieprawidłowości, to ja myślę, że kariera Mariana Banasia jest skończona.

Należy się spodziewać dymisji? Nasz dziennikarz otrzymał takie informacje z wielu źródeł, że ta dymisja jest, potem było zaprzeczanie.

Na moje ręce nie składał, mogę zażartować, natomiast wydaje mi się, że to jest przesądzone w tej sytuacji. Zresztą od wczoraj coraz więcej głosów jakby przygotowuje nas do tego. Pytanie tylko, czy zdecyduje się PiS zrobić to dzisiaj, czyli wykorzystać tę całkowicie moim zdaniem nieuzasadnioną koncepcję dodatkowego posiedzenia Sejmu...

I Senatu. 

...i Senatu, co oczywiście oznacza, że ten nowy prezes NIK-u, którego przepchną w starym składzie, będzie od razu upośledzony na wstępie, wejdzie na stanowisko silnie raniony, czy jednak zdecydują się zaczekać i przeprowadzić tę procedurę tak jak trzeba, czyli z przesłuchaniami.

Przy niekorzystnym układzie w Senacie.

No tak, ale wtedy trzeba znaleźć kandydata, który może strony pogodzić. W Polsce jest na szczęście sporo ludzi, którzy znają się na sprawach państwowych, znają się na sprawach kontroli i są państwowcami, czyli nie przyklejają się do jednej opcji.

A gdyby to był Jerzy Kwieciński, o którym pisze dzisiaj prasa, to byłby taki kandydat do zaakceptowania?

Chyba tak. Dlatego że to jest niewątpliwie… Znam człowieka, to jest państwowiec, to jest człowiek kompetentny. Oczywiście z sympatiami prawicowymi politycznymi, ale to nie zmienia mojej oceny, że jest to…

Ale też z przeszłością w innych...

Z przeszłością w różnych rządach. Ale państwowiec. Ja nazywam takich ludzi państwowcami, każdy kraj ich potrzebuje.

Mówiliśmy o tym, że Senat jest w nowej konfiguracji, niekorzystnej dla PiS-u. A myśli pan, że PiS-owi uda się odbić, mówiąc kolokwialnie, Senat? No bo ta większość jest minimalna.

No jest minimalna, ale Adenauer kiedyś wygrał jednym głosem i został kanclerzem Niemiec. Sam się śmiał, że to był jego głos, bo oddał na siebie. A później był chyba 16 lat kanclerzem. Tak że jeden głos to jest ciągle większość i wydaje mi się, że...

Ale niebezpiecznie miała jednak.

No mała i nie ulega wątpliwości, że Pis będzie czynił starania, żeby kogoś tam pozyskać, ale ponieważ senatorowie są wybierani z okręgów jednomandatowych, ponieważ jednak ta polaryzacja w Polsce jest bardzo głęboka, aż nie wyobrażam sobie, że którykolwiek z senatorów, także z tych niezależnych, zdecydowałby się na taki krok, który jest ewidentnie korupcją polityczną – coś za coś – ewidentnie stracił nazwisko już w pierwszym dniu działania tego nowego Senatu. Ta jego osoba byłaby spalona na całe cztery lata w jego okręgu, w Polsce, w środowiskach różnych, w mediach. Nie wydaje mi się, żeby ktoś chciałby aż takie ryzyko podjąć, nawet jeżeli ceną w tej korupcji byłoby stanowisko marszałka Sejmu.

Będzie trudniej w tej kadencji Jarosławowi Kaczyńskiemu i PiS-owi pana zdaniem? Poza Senatem.

Poza dyskusją będzie trudniej. To, co się stało w tych wyborach: PiS ma większość w Sejmie, PiS ma władzę, ale PiS stracił komfort rządzenia. Stracił komfort rządzenia dlatego, że to jest nie tylko Senat, który ma dzisiaj większość nie-PiS-owską, ale to jest np. Konfederacja, czyli pierwszy raz partia, która jest bardziej na prawo od PiS-u, taki polski Jobbik, czyli jest zawsze ryzyko, że część głosów PiS-owskich przejdzie do tych radykałów w sprawach kościelnych...

Światopoglądowych...

...w sprawach światopoglądowych, ale też w sprawach np. relacji polsko-żydowskich, gdzie oni są bardzo antyżydowscy, mówiąc wprost. Więc tu jest pierwszy kłopot. Drugi kłopot to jest to, że ten Sejm dzisiaj jest rzeczywiście bardzo pluralistyczny, i głos różnych środowisk będzie bardzo słyszalny i będzie miał swoją wagę, dlatego że to rzeczywiście jest reprezentacja środowisk ludowych – PSL, lewicowych – grupa Lewicy, więc to będzie Sejm trudny, Sejm, który nie da się tak łatwo uciszyć czy wręcz zamknąć usta posłom jak poprzednio.

Pan jest zadowolony z wyniku Lewicy? 12,6%.

Tak. Ja prognozowałem 12%. Gradacja była taka: wszystko, co powyżej 10%, to jest wynik dobry, wynik 12% i więcej, a jest dwanaście i pół, to jest wynik bardzo dobry, gdyby było więcej, byłoby rewelacyjnie. Ale na rewelację na razie nie ma co liczyć. Natomiast nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że de facto jakby policzyć cztery lata temu głosy Lewicy, to jest to samo. Nie, to nie jest to samo, ponieważ frekwencja była większa i ponad 600 tys. głosów, które przyszło na Lewicę, to są nowe głosy, i to jest fenomen. Dlatego że problem w SLD w przeszłości był taki, że mógł liczyć na swój nostalgiczny elektorat, ale nie było przypływu głosów. A mamy ponad pół miliona nowych głosów i to jest moim zdaniem bardzo dobra zapowiedź.

A nie obawia się pan, że ta konstrukcja Lewicy, czyli tych trzech przywódców, trzech tenorów, jak sami też o sobie mówili Czarzasty, Biedroń i Zandberg, to nie przetrwa? Bo wiele razy zdarzało się, że tego typu twory...

Obawiam się. Natomiast widziałem tych trzech tenorów w akcji i muszę powiedzieć, że to jest bardzo udane trio, dlatego że każdy wnosi coś innego. Jeden trochę doświadczenia i pragmatyzmu, inny taką czystą ideowość – Adrian Zandberg, wspaniały kontakt, taką komunikację z ludźmi – Robert Biedroń i byłoby dobrze, gdyby to utrzymało się.

Tylko to było fajne w kampanii, prawda?

Tak, ale nie tylko, to działało także, kiedy rozmawialiśmy. Miałem z nimi okazję porozmawiać choćby po konwencji w Katowicach tak bardziej strategicznie o różnych sprawach i oczywiście oni się bardzo dobrze uzupełniają i są interesującymi osobowościami. Więc byłoby dobrze, żeby to się utrzymało. Moim zdaniem jeżeli będą tendencje dezintegracyjne na lewicy, to to jest po prostu gol samobójczy, a nawet więcej, to jest prawie że próba samobójstwa tej formacji, ponieważ niewątpliwie Lewica dostała nagrodę za zjednoczenie i ta nagroda będzie trwała tak długo, jak oni będą razem. Ponieważ da się podzielić, że tak powiem, czy każdy z tych trzech ruchów, które tworzą Lewicę, może coś dostać, no bo jest stanowisko wicemarszałka zapewne, jest stanowisko szefa klubu, jest stanowiska szefa tego ruchu, tej koalicji.

A za chwilę wybory prezydenckie. Pana zdaniem Lewica byłaby w stanie poprzeć np. Małgorzatę Kidawę-Błońską w II turze?

W II turze – oczywiście, że byłaby. Natomiast w I turze nie mam wątpliwości, że wszystkie ugrupowania, które są w Sejmie, muszą wystawić swoich kandydatów, więc myślę, że prezes Kosiniak-Kamysz nie będzie mógł odmówić kandydowania, to samo Robert Biedroń, myślę, że będzie pod silnym naciskiem.

A myśli pan, panie prezydencie, że po tym, co się wydarzyło w tych wyborach, mimo wygrania tych wyborów przez PiS, to Andrzej Duda już tak spokojnie spać w kontekście wyborów prezydenckich czy to jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić?

Ja myślę, że on ma mieszane uczucia, dlatego że gdy chodzi o jego pozycję w PiS-ie czy zagrożenie, że np. prezes Kaczyński uznałby, że kto inny powinien kandydować, wreszcie odpadło, bo dzisiaj Andrzej Duda jest jedynym realnym mogącym walczyć o zwycięstwo kandydatem PiS-u. Bo jest rozpoznawalny, bo jednak mocno popracował przez te cztery lata, jeśli chodzi o reelekcję, był w bardzo wielu miejscach, spotkał się z bardzo wieloma środowiskami. On nie zaniedbał tego w najmniejszym stopniu i to będzie mu procentowało. Ale to jest to dobre, a to złe to jest to, że rzeczywiście Polska jest podzielona pół na pół z lekką przewagą głosów na rzecz opozycji, czyli, mówiąc krótko, sprawa jest otwarta. Czyli wybory, ta II tura wyborów to jest znowu spotkanie Polski PiS-owskiej z Polską nie-PiS-owską, żeby nie mówić: anty-PiS-owską. Czasu jest mało, ale znowu ten brak czasu bardziej przemawia na korzyść prezydenta Dudy aniżeli jego oponentów. A jeżeli jeszcze PO czy Koalicja Obywatelska powtórzy swój znany manewr, czyli wchodzenie do wyborów z wielkim opóźnieniem, no to wtedy jego szanse rosną. To mówię tak oczywiście z przekąsem, dlatego że wszystkie wnioski z kampanii Bronisława Komorowskiego Platforma powinna wyciągnąć, a jeden z głównych wniosków jest taki, że tej kampanii nie można rozpoczynać trzy miesiące przed wyborami, ona musi się zacząć de facto dziś.

O Platformie Obywatelskiej porozmawiamy za chwilę. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski jest z nami, dalszy ciąg rozmowy na RadioZET.pl i na Facebooku.

Dziękuję bardzo.

***

– Od wyjazdu Donalda Tuska do Brukseli, Platforma jest w stanie smuty, dodatkowo połączonej. Nie tylko, że lider wyjechał. Zgubiono strategię polityczną, zgubiono pomysł, komunikację z wyborcami – tak Aleksander Kwaśniewski komentuje w internetowej części programu wynik Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych.

Były prezydent ocenia w rozmowie z Joanną Komolką, że to może być przywódczy koniec Grzegorza Schetyny, a jako jego następcę typuje Rafała Trzaskowskiego.

– Czy pana zdaniem to jest koniec Grzegorza Schetyny na stanowisku przewodniczącego? – zastanawiała się Joanna Komolka.

– W jakimś sensie, przywódczo tak. Jako polityk oczywiście może i powinien być dalej obecny. Ma za duże doświadczenie, żeby go tracić. Z drugiej strony, już raz zmartwychwstał i wie, jak to się robi. Nie skreślałbym tego zupełnie – komentuje Aleksander Kwaśniewski w Radiu ZET.

– Ale może lepiej byłoby, żeby już trochę się cofnął? – dopytywała prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– On już się cofnął. Wszystkie kroki w kampanii świadczyły o tym, że on się cofa. Wycofał się z propozycji bycia premierem, wycofał się z Warszawy do Wrocławia. W Warszawie też by nie wygrał, ale przegrał we Wrocławiu, co jest dla niego bolesnym ciosem. Tym bardziej, że Wrocław zawsze był podzielony na schetynowców i anty-schetynowców – zauważa były prezydent.

Aleksander Kwaśniewski uważa jednocześnie, że problem Platformy Obywatelskiej to nie tylko Grzegorz Schetyna.

– Mam wrażenie, że od 2015 roku i przegranych wyborów, a nawet powiedziałbym więcej – od wyjazdu Donalda Tuska do Brukseli, Platforma jest w stanie smuty, dodatkowo połączonej. Nie tylko że lider wyjechał, ale zgubiono strategię polityczną, zgubiono pomysł, komunikację z wyborcami – wymienia Kwaśniewski.

– W tym okresie smuty, do którego doszła jeszcze trauma porażek po 2015 roku, PO ciągle jest w stanie, w którym musi dokonać się wstrząs. Moim zdaniem ten wstrząs w Platformie to mało, żeby wymienić lidera. Zwłaszcza, że nowy i charyzmatyczny lider nie stoi w przedpokoju – mówi gość Joanny Komolki.

– Nie widzi pan takiej osoby? – dopytywała Komolka.

– Widzę jedną, ale nie chcę jej psuć humoru rano, bo to będzie skierowanie uwagi na tę osobę – mówi Kwaśniewski.

– Ale dlaczego? Może warto podpowiedzieć?

– Ta osoba jest, ale zajęta. Ma swoją pracę. Mówię o prezydencie Trzaskowskim – sugeruje były prezydent. – Ale to jest mało, bo PO musi przede wszystkim naprawdę w swoim gronie przeprowadzić analizę, dlaczego przegrali w 2015 roku i dlaczego nie mogą wygrać dzisiaj – dodaje.

W trakcie rozmowy poruszony został też temat wizyty Donalda Trumpa w Polsce.

– Wybory wyborami, ale wszyscy zapomnieliśmy, że prezydent Trump miał przylecieć w tym roku. Pana zdaniem nie jest to aktualne? Przygotowanie takiej wizyty też nie jest z dnia na dzień. Czy może nie ma takiej potrzeby politycznej? – zastanawiała się Joanna Komolka.

– Trump jest w trakcie huraganu, który sam wywołał. Przede wszystkim impeachment. Walcząc o reelekcję postanowił zaatakować swojego – prawdopodobnie najpoważniejszego – kontrkandydata, czyli Joe Bidena przez syna, który był zatrudniony na Ukrainie…

– Czytam, że pana nazwisko też się pojawiło w tym kontekście.

– Ale oczywiście. Ja z Hunterem Bidenem byłem w jednej radzie.

– Nie obawia się pan jakichś niekorzystnych dla pana konsekwencji?

– Ale ja nie kandyduję na prezydenta USA! Działalność absolutnie przejrzysta, zgodna z prawem. Firma istniejąca, wydobywająca gaz na Ukrainie, pomagająca być jej niezawisłą. Biden wykonywał tam swoje zadania. Z tego co wiem, płacił podatki w Ameryce, więc nie widzę żadnego problemu. Natomiast Trump ma problem, ponieważ ewidentnie nadużył władzy. Ponieważ sprawa impeachmentu będzie się toczyć do wyborów, ponieważ Syria jest problemem, nie wydaje mi się, żeby Trump… zresztą sam powiedział, że przyjedzie do Polski, jeśli jeszcze jakiś kraj w Europie będzie do odwiedzenia. Także nie za bardzo to widzę – komentuje Kwaśniewski.