Andrzej Halicki: Przewiduję, że PSL w jesiennych wyborach pójdzie razem z nami. Gdybyśmy do PE szli oddzielnie, byłaby klęska

03.06.2019 07:12

Nowo wybrany europoseł Koalicji Europejskiej i szef delegacji polskiej PO i PSL do europarlamentu Andrzej Halicki przewiduje w Radiu ZET, że Polskie Stronnictwo Ludowe wystartuje w jesiennych wyborach wspólnie w ramach koalicji. - Przewiduję, że będą razem z nami. Rozsądek powinien zwyciężyć. Nawet jeśli mamy wypowiedzi o emocjonalnym charakterze. Żeby wszyscy rozumieli ten kierunek, zapytam: a co by było, gdybyśmy wszyscy szli oddzielnie? Byłaby klęska. Wyniki na poziomie kilku, kilkunastu procent - twierdzi w rozmowie z Beatą Lubecką nawiązując do ostatnich wyborów do PE.

Beata Lubecka: Andrzej Halicki, PO, świeżo upieczony europoseł, z Warszawy europoseł. 86 tys. głosów, z drugiego miejsca, szału nie było.

Andrzej Halicki: Nawet trochę więcej.

Ale szału nie było, skoro Danuta Hübner z 4. miejsca 145 tys. głosów zdobyła. No to chyba jednak trochę może pan się wstydzić, czy nie?

Nie, ja uważam, że po pierwsze liczy się wynik zespołowy i na to głównie pracowaliśmy.

Ale pan się słabo postarał! 86 tysięcy głosów?

A po drugie siedem osób bardzo mocno prowadziło kampanię w Warszawie, co najmniej siedem osób, bo nawet więcej. A te siedem naprawdę uzyskało dobry wynik i ten sumaryczny wynik w Warszawie bardzo dobry.

No wynik jedynki jest dyskusyjny.

Zdecydowanie, we wszystkich dzielnicach. Dużo lepiej nawet niż w czasie wyborów samorządowych.

Teraz musi pan sobie poprawić samopoczucie, że było dobrze.

Ale najważniejszy oczywiście jest wynik ogólnokrajowy i gdybyśmy pewnie miesiąc temu zakładali, że będziemy blisko 40% przy tak dużej frekwencji, pewnie wielu uznałoby to za fantazję, za cel nie do osiągnięcia. Ale nie wystarczyło. Trzeba by znowu dalej mobilizować wyborców, siebie samych do ostrej pracy, żeby wynik był lepszy na jesieni.

Pocieszamy się. Jak to się stało, że pan został jednomyślnie wybrany na szefa delegacji PO-PSL? Debiutant w Brukseli szefem delegacji?

Wybór. Wybór, który ma na celu po pierwsze zintegrować naszą grupę – myślę o tych, którzy są i nowymi, i tych, którzy są bardzo doświadczonymi europosłami. Po drugie bardzo blisko współpracować z PO i z Koalicją, czyli ze wszystkimi partnerami w Warszawie – takie jest zadanie.

No i wreszcie zrobić to – to jest najważniejsze – by odzyskać to miejsce w PE dla Polski takie, by być blisko decyzji, by odzyskać 100 mld euro...

I to ma zrobić Andrzej Halicki, debiutant w Brukseli, który dopiero będzie przecierał nowe szlaki.

Nie, ja mam organizować te pracę i na pewno będę się opierał na tych, którzy np. w sprawach budżetowych mają bardzo duży szacunek i duże doświadczenie, np. Jan Olbrycht czy Janusz Lewandowski, czy także pani Danuta Hübner, o której pani wspomniała i cieszę się, że jest w naszej drużynie z takim dobrym [wynikiem].

No mocno pracowała jednak, żeby się dostać do PE. Czyli sprawdza się teza, że będzie pan takim namiestnikiem Grzegorza Schetyny?

Dlaczego namiestnikiem?

Przecież wszyscy wiedzą, że pan jest jednym z najbliższych jego współpracowników.

To też jest ważne, żeby ze sobą blisko współpracować, żeby mieć przepływ informacji i podejmować także decyzje, które są decyzjami wspólnie akceptowanymi.

A jak się podobało wystąpienie Waldemara Pawlaka z tej sobotniej rady naczelnej ludowców? Wystąpienie, które zresztą Waldemar Pawlak sam udostępnił.

No tak, ja nie byłem na miejscu, więc nie mogłem oglądać live.

Ja też nie.

Natomiast z tego, co donoszą media, było to wystąpienie, które mobilizowało ludowców do pracy, czyli do odzyskania pozycji na wsi. Na pewno te wyniki nie są najlepsze i PSL musi się zastanowić, w jaki sposób być bliżej swoich wyborców.

No, to było mocne wystąpienie. Można powiedzieć, że Waldemar Pawlak, przyczajony tygrys, ukryty smok, wyszedł z cienia – nie zabierał długo głosu, a jak zabrał, to ryknął. I również był kamyczek do waszego ogródka. Mocna krytyka pod adresem PO: „Koalicja Europejska pod światłym kierownictwem reformatorów i progresywistów z PO prowadziła wojnę z Wiosną, kto będzie bardziej progresywny, a PiS rąbał to wszystko, aż zagwizdało”.

Po pierwsze, to nie do końca prawda, natomiast ważne jest to, żeby sumienie mieć czyste, czyli rozliczać się we własnym imieniu najpierw. Natomiast co do Koalicji, koalicja rzeczywiście składa się z kilku podmiotów. I zawsze trzeba wyważać ten złoty środek.

Ale nie miał racji, że prowadziliście wojnę z Wiosną o to, kto będzie bardziej progresywny?

Nie, wojny z Wiosną nikt nie prowadził, to po pierwsze. Po drugie żałuję, że akurat jeżeli chodzi o wyborców, mieli oni rozterkę, bo w tej sytuacji, kiedy bardzo jasno była postawiona alternatywa: albo silna Polska w silnej Europie, albo gdzieś na marginesie, to myślę, że ci wyborcy też mogliby lepiej usytuować swoje głosy. Krótko mówiąc, gdybyśmy byli razem, byłby co najmniej...

Czyli znowu wyborcy zawiedli!

Nie wyborcy zawiedli…

Nie zawiodła kampania, że nie było koncepcji, że nie było programu – tylko znowu wyborcy!

Ja uważam, że nie wyborcy zawodzą, tylko jeżeli mamy bardzo jasno określony cel i w tym wypadku nie różnimy się ze sobą za bardzo, to po co rozdrabniać te głosy. System liczenia głosów, metoda d’Hondta, daje preferencje dużym i to widać. Koalicja spełniła swój cel, bo gdybyśmy szli wszyscy oddzielnie, wynik byłby bardzo słaby i ta różnica między PiS-em, który zawładnął częścią polskiej sceny publicznej i społecznej, miałby jeszcze większą przewagę, bylibyśmy – mówię teraz o wyborcach tej drugiej strony, czyli demokratycznej opozycji – bardzo zawiedzeni, a tak widać wyraźnie, że jest w zasięgu ręki zwycięstwo, ten remis byłby bardzo prawdopodobny, gdybyśmy ten start mieli wspólny.

Ale remisu nie było. Teraz ludowcy anonsują powstanie Koalicji Polskiej. Zagrali wam na nosie trochę?

Koalicja Polska powstała już na początku roku, bo przecież…

Ale czy zagrali wam trochę na nosie? Co chcieli ludowcy wam w ten sposób zakomunikować? Idą samodzielnie do wyborów?

Że będziemy toczyć rozmowy, w jaki sposób ma przebiegać kampania i współpraca na jesieni.

Czyli licytują w takim razie, tak? Chcą wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną, żeby mieć np. lepsze miejsca dla swoich ludzi na listach wyborczych? Tak, o to chodzi?

Jestem pewien, że po pierwsze, jeżeli chodzi o Senat, to są wybory bezpośrednie, we wszystkich okręgach będziemy mieli jednego kandydata dla całej opozycji.

Jedna wspólna lista?

Tak, jeden kandydat bez konkurencji wewnętrznej. Mam nadzieję także, że w wyborach jesiennych wystartujemy szerokim blokiem prodemokratycznym.

Czyli z kim? Tak samo jak w wyborach do PE?

PSL jest naszym pierwszym partnerem, jeżeli chodzi o Platformę, jesteśmy w jednej frakcji w PE, współpracujemy ze sobą w samorządzie.

Jak zamierzacie przekonywać ludowców w takim razie? „Słuchajcie, chodźcie z nami, bez sensu, żebyśmy startowali oddzielnie”?

Programowo, bo jesteśmy również bardzo bliscy programowo, a jeżeli chodzi o kwestię tego uzupełniania się, czyli PO na pewno dużo silniejsza w miastach, a PSL w terenie, no to to jest bardzo dobre uzupełnienie się, bardzo spójna, koherentna koalicja, jeżeli chodzi o współpracę, i z ogromnym doświadczeniem, myślę, że bardzo pozytywnie zmieniająca także polskie regiony, tę Polskę lokalną, bo przecież w samorządzie na wszystkich szczeblach jesteśmy w wielu miejscach.

To zrezygnujecie z postulatów lewicowych? Np. związki partnerskie? 

To nie jest postulat lewicowy, bo proszę przypomnieć sobie, że akurat w Europie…

Określany jako skręt w lewo.

W Europie związki partnerskie były wprowadzane, przez chadecję, w Wielkiej Brytanii – przez konserwatywnych. Przypomnę tylko, taki niuans jest: związki partnerskie dotyczą w 95% par heteroseksualnych, gdzie problemy np. spadowe czy informacje medyczne itd. należą się osobom, które po prostu ze sobą żyją, inwestują wspólnie, mają dzieci itd. I ten problem mógłby już zostać rozstrzygnięty, nie jest i myślę, że będzie rozstrzygnięty w najbliższej kadencji.

Czyli znajdzie się w programie wyborczym PO.

Natomiast proszę nie mieszać tych rzeczy ze sobą, jeżeli chodzi o bardzo radykalne głosy, które pojawiły się w kampanii, wobec których było bardzo jasne stanowisko i Platformy, i całej Koalicji, że nie jest to głos Koalicji.

Dzisiaj mamy 3 czerwca 2019. I w takim razie na ten moment co może pan zadeklarować, że jaka koalicja pójdzie w takim razie… Co panu podpowiada intuicja i co zrobicie, jaka koalicja pomaszeruje do wyborów?

Duża, szeroka koalicja obywatelska – teraz nie mówię o nazwie, tylko o tym charakterze – która będzie składać się z ugrupowań prodemokratycznych, także ze środowisk, które mają podobny sposób myślenia, a więc budowę Polski samorządnej, obywatelskiej, demokratycznej, praworządnej, europejskiej… No, te wybory mamy za sobą...

Czyli przewiduje pan jednak, że ludowcy ramię w ramię razem z wami, z PO, jednak będą dalej startować do wyborów do Sejmu?

Przewiduję, że będą razem z nami, dlatego że rozsądek powinien zwyciężyć. I myślę, że nawet jeżeli no, rzeczywiście mamy różne wypowiedzi o takim emocjonalnym charakterze, trzeba to uwzględniać, to też jest bardzo ważne, żeby wszyscy akceptowali, rozumieli ten kierunek, to zadaję jedno proste pytanie: a co by było, gdybyśmy wszyscy szli oddzielnie? Byłaby klęska. Byłyby wyniki na poziomie kilku czy najwyżej kilkunastu procent, ogromna przepaść między resztą a PiS-em i ogromy bonus dla PiS-u za właśnie to bycie blokiem. Zresztą, przypominam, oni też się nazywają Zjednoczona Prawica, więc wykorzystują właśnie ten zjednoczeniowy bonus.

Za chwilę porozmawiamy jeszcze o obchodach 4 Czerwca. Z nami jest Andrzej Halicki, PO, świeżo upieczony europoseł z Warszawy. To tyle w części radowej, jesteśmy cały czas na RadioZET.pl i na Facebooku, zapraszam.

***

– Marek Suski jest zdolny do tego, żeby być i ministrem, i asystentem jednocześnie. To zdolny człowiek – tak Andrzej Halicki komentuje internetowej części programu "Gość Radia ZET" kontrowersyjny wpis, który pojawił się w weekend na twitterowym koncie szefa gabinetu politycznego premiera. W rozmowie z Beatą Lubecką tłumaczył też, dlaczego podał rękę premierowi, marszałkowi Sejmu i prezes Trybunału Konstytucyjnego w trakcie odbioru zaświadczenia o wyborze do europarlamentu. – Uważam, że w takiej sytuacji należy się pewien szacunek dla funkcji. Oczywiście nie podzielam i irytuje mnie to, co zrobił marszałek Kuchciński w ogóle z Sejmem i całym sposobem debaty w Sejmie, łamaniem regulaminu itd., ale uroczystość wręczenia jest oficjalną – mówi nowy poseł do PE.

Większość nowych europosłów odbierając zaświadczenia o wyborze do PE ściskała dłonie premiera Mateusza Morawieckiego, marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, wicemarszałek Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej oraz I prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Gersdorf. Nie zrobili tego niektórzy posłowie startujący z list Koalicji Europejskiej, m. in. Róża Thun, Danuta Hübner czy Bartosz Arłukowicz.

- Ja staram się być raczej osobą, która stara się zachować elegancko i nie wprowadzać tego rodzaju dodatkowych wątków wtedy, kiedy nie trzeba – stwierdza Halicki w Radiu ZET. Przytacza też przykład uroczystości na Westerplatte 1 września 2015 roku. Prezydent Andrzej Duda i ówczesna premier Ewa Kopacz nie podali sobie dłoni, mimo że stali obok siebie.

- Czyli nie pochwala pan zachowania koleżanek i kolegów? – pytała prowadząca program „Gość Radia ZET”.

- Wtedy, kiedy trzeba się ostro wypowiedzieć, trzeba się wypowiedzieć ostro i reprezentować stanowisko. Wtedy, kiedy trzeba zachować pewien spokój i kulturę, jestem zwolennikiem tego drugiego – odpowiada Andrzej Halicki.

W trakcie internetowej części programu Andrzej Halicki skomentował też kontrowersyjny wpis, który pojawił się w weekend na twitterowym koncie Marka Suskiego. Zawierał on grafikę przedstawiającą umalowanego Grzegorza Schetynę i opis: „Internauci znaleźli dla POstKOmuny receptę na PiS. A oto rada dla Schetyny jak poprawić swoje szanse na rozmowach u Biedronia. Przydałaby się jeszcze jakaś gustowna torebka”.

Wpis zniknął po kilku godzinach, a na koncie szefa gabinetu politycznego premiera pojawiło się tłumaczenie: „Szanowni Państwo, informuję, że dzisiaj jeden z asystentów przez pomyłkę zamieścił na moim koncie na Twitterze kontrowersyjny wpis, którego nie jestem autorem. Na moje polecenie post natychmiast został usunięty”.

- Głupi wpis. Nie pierwszy zresztą na tym poziomie omawianego autora. On zdaje się upiera się, że napisał mu to asystent – mówi Halicki.

- Tak – potwierdza Lubecka.

- I tablicę „Układ Kaczyńskiego” też asystent zwinął z korytarza. Ten sam asystent – żartuje gość Radia ZET.

- I nie wierzy pan w takie tłumaczenia Marka Suskiego? – dopytywała prowadząca rozmowę.

- Widziałem jak asystent na korytarzu zwijał tablicę po cichu – ironizuje Halicki.

- To był Marek Suski, rzeczywiście. Ktoś to nawet sfilmował, potem ukazało się w mediach społecznościowych. Czyli pan nie wierzy w takie tłumaczenie Marka Suskiego?

- Nie no, Marek Suski jest zdolny do tego, żeby być i ministrem i asystentem jednocześnie. To zdolny człowiek – śmieje się Andrzej Halicki.

- Może będzie wniosek do komisji etyki poselskiej?

- Uważam, że nie ma o czym rozmawiać. Jaki pan, taki poziom – ucina europoseł KE.

- Czyli nie będzie żadnej reakcji na ten temat?

- Nie – odpowiada Andrzej Halicki.

Andrzej Halicki odpowiedział też na pytanie dotyczące swojego wyniku. „W gminie Lesznowola, gdzie mieszka poseł Halicki, uzyskał on mniej głosów niż Włodzimierz Cimoszewicz, Danuta Hübner i Jacek Saryusz-Wolski. Co poszło nie tak?” – zastanawiał się słuchacz Michał.

- Po pierwsze to jest gmina wiejska, jak by nie patrzeć. Po drugie wiem, że jestem już trochę identyfikowany z Lesznowolą, ale jednak jestem ciągle młodym mieszkańcem Lesznowoli. Wspaniałe miejsce, wspaniała okolica, ale ja jestem głównie warszawiakiem jednak – stwierdza Halicki.

- Ale te osoby w ogóle nie mieszkają w Lesznowoli! – mówi o Saryusz-Wolskim, Cimoszewiczu i Hübner Beata Lubecka.

- Bardzo się cieszę, gratuluję. Jestem całym sercem głównie warszawiakiem. A Saryusz-Wolskiemu czy panu Włodzimierzowi Cimoszewiczowi gratuluję dobrego wyniku w Lesznowoli – mówi Halicki. – Gdyby ten wynik porównała pani na poziomie Piaseczna lub całego powiatu, myślę, że byłoby już zupełnie inaczej – dodaje.

- Dlaczego chcecie rozmontować państwo? – pytała Beata Lubecka.

- Jak to rozmontować państwo? – zastanawiał się Halicki.

- Radio WNET dotarło do programu politycznego, który był przygotowany przez ekspertów dla liderów opozycji. Ten program ma być podobno ogłoszony jutro w Gdańsku – przytacza prowadząca.

- Proszę nie czerpać z fake newsowych źródeł rzeczy, które są absurdalne… - odpowiada polityk PO.

- Ale są zdjęcia tego programu. Autorami programu „Wielka Polska Obywatelska” są między innymi prof. Kisilowski, prawnik i wykładowca na uniwersytecie w Budapeszcie i Paweł Lisiewicz, były szef gabinetu prezydenta Bronisława Komorowskiego.

- Kompletna nieprawda. Bzdura. Jeśli chodzi o program samorządowy, ogłosiliśmy go w zeszłym roku przed wyborami samorządowymi. Jeśli chodzi o kwestie ustrojowe…

- Nie chodzi o program samorządowy. Rozumiem, że chcecie przemeblować ten kraj – stwierdza Beata Lubecka.

- Przypominam, że istotą jest wzmocnienie samorządu. Wzmocnienie poprzez delegowanie także wraz z zadaniami pieniędzy, a więc cały PIT, cały CIT przeznaczony na wzmocnienie samorządu. Nie ma to nic wspólnego z rozmontowaniem państwa, tylko wzmocnieniem fundamentu, jakim jest samorząd – ocenia Andrzej Halicki. Dementuje też, jakoby Platforma Obywatelska chciała zlikwidować 9 ministerstw.

Andrzej Halicki został zapytany również o to, czy w Platformie Obywatelskiej nadal jest miejsce dla Bogdana Zdrojewskiego.

- Oczywiście, że tak – zapewnia gość Radia ZET.

- Ostatnio udzielił wywiadu w TVN24 i mocno krytykował też kampanię. Zacytuję, a co tam: „Uznano w założeniu, że jak powstała Koalicja Europejska to ona musi już wygrać, że jak nie ma alternatywy, to ludzie już muszą głosować na koalicję. Nieważne, kto na listach jest, nieważne jak one są poukładane. Uznano, że ta kampania jest po prostu zwycięska, bez względu na to, ile rzeczy się sknoci. Okazało się, że nie, że można to także sknocić w finale” – cytowała Lubecka.

- Raczej zapraszałbym do współpracy i pracy na rzecz koalicji. Byli tacy, co nie kandydowali i pracowali. Bardzo mocno na przykład współpracował ze mną Tomasz Siemoniak, Rafał Trzaskowski. Mógłbym wymieniać wiele takich osób – odpowiada Halicki.

- A Wrocław?

- A we Wrocławiu trzeba było zapytać tych, którzy startowali na Dolnym Śląsku.

- Zdrojewski chciał startować. Dowiedział się z telewizji, że nie startuje. Ma jednak żal, jest rozgoryczony z tego powodu – ocenia Lubecka.

- Nie sądzę. Nie chcę oceniać sytuacji dolnośląskiej, bo znam tę dotyczącą Warszawy – stwierdza Halicki. - Bardzo dawno temu, pamiętam takie założenie, że Bogdan Zdrojewski miał być aktywny i bardzo cennym naszym kandydatem na jesieni obecnego roku - dodaje.

- Ale powiedział, że nie chce startować do Sejmu. Że zgłasza swoją gotowość, ale nie w Sejmie. Rozumiem, że gdyby okazało się, że jakimś cudem wygrywa opozycja, być może Zdrojewski sygnalizuje, że stanowiskiem ministerialnym byłby zainteresowany...

- Uwielbiam takie rozmowy, tylko że nie teraz i nie w ten sposób - ucina Halicki.