Zamknij

Blanka Lipińska: nie promuję kultury gwałtu, sporo dobrego zrobiłam dla kobiet

23.02.2020 08:00
Blanka Lipińska
fot. Radio ZET

- Jestem w stanie wytłumaczyć to ludziom, ale musiałabym zaspoilerować własne książki – mówi autorka skandalizującej książki „365 dni” Blanka Lipińska. W jednej z pierwszych scen książki i filmu „365 dni” jest wymuszony stosunek oralny. Autorka jest oskarżana o to, że „promuje kulturę gwałtu”.

- Tu chodzi o całą historię. Jeżeli ktoś przeczyta wszystkie trzy części książki i wtedy powie, że ich autorka nawołuje do kultury gwałtu, to wtedy ja chętnie będę dyskutować z taką osobą. Natomiast jeżeli ktoś wyrywa z kontekstu tę pierwszą scenę z książki, to ja nie mam pola do dyskusji, ponieważ ta osoba nie zna całej historii – mówi Blanka Lipińska.

Autorka „365 dni” nie zgadza się z krytycznymi stwierdzeniami, że swoimi książkami i filmem zaprzepaściła ruch „MeToo” w Polsce.

- Wydaje mi się, że naprawdę sporo dobrego zrobiłam dla kobiet w Polsce i obudziłam je do tego, by walczyły o siebie. I nie wiem, czy te wszystkie krzyczące feministki zebrały tyle wiader pomyj, co ja za to, że mówię kobietom „macie prawo chcieć”, „macie prawo oczekiwać”. Dostaję setki tysięcy wiadomości od kobiet, których życie zmieniła ta książka. Nie zawsze te wszystkie osoby, które uważają się za najmądrzejsze mają rację – mówi w Radiu ZET Blanka Lipińska.

Łukasz Konarski: Gościem Radia ZET jest pisarka Blanka Lipińska, autorka głośnej książki „365 dni” i jej kontynuacji. Dzień dobry.

Blanka Lipińska: Dzień dobry. Autorka, nie pisarka.

Autorka.

Zgadza się.

Zaczniemy od trudnych tematów?

A proszę bardzo.

Wylało się na ciebie dużo hejtu w związku z wywiadem dla tygodnika „Wprost”. Tam zostałaś zapytana o scenę z filmu „365 dni”, w której no wymuszony został stosunek oralny, i padło stwierdzenie, że to gwałt. I odpowiadasz: „Dla jednych kobiet to jest gwałt, feministki bardzo głośno krzyczały na ten temat, dla innych kobiet to jest bardzo fajny seks oralny”. Podtrzymujesz te słowa?

To jest w ogóle wyrwane z kontekstu kompletnie i zawsze mnie niezwykle bawi, kiedy jedno zdanie… Wiadomo, że jedno zdanie jest w stanie zmienić sens całej wypowiedzi wyrwane z kontekstu. I faktycznie tak tutaj się stało, bo dla mnie wciąż ta scena nie jest gwałtem, a mnie trochę już męczy – z jednej strony męczy, z drugiej strony nudzi – ciągle udowadnianie wszystkim, że autor wie, co autor miał na myśli, bo wychodzi na to, że i krytycy, teraz już filmowi, wcześniej tylko krytycy literaccy, wiedzą, co autor miał na myśli, więc jest to dla mnie temat nudny, oklepany. 2 lata temu już prawie wyszła moja książka, bo to był 4 lipca 2018 roku, i już wtedy był to gwałt zdaniem krytyków literackich. Teraz jest to wciąż gwałt zdaniem krytyków filmowych. No więc jeżeli oni wiedzą lepiej niż autorka, co autorka chciała przekazać, no to naprawdę ja już nie mam na to wpływu. Poza tym w takim razie też miliony kobiet się pomyliły, bo jakby no ta książka jest popularna z jakiegoś powodu. Przecież nie stała się popularna, ponieważ Blanka Lipińska powiedziała, że tak jest.

Ale oskarżono ciebie o to, że romantyzujesz gwałt, a nawet wspierasz kulturę gwałtu.

„Romantyzuję gwałt”.

Też jest takie sformułowanie, tak.

No to jest, no tak jak mówię, no to jest dla mnie bardzo interesujące… Inaczej – to było dla mnie bardzo interesujące 2 lata temu. Teraz jest to dla mnie po prostu nudne i ja nie będę udowadniać wszystkim, że jest inaczej, bo każdy ma swoje zdanie, a to jest literatura. To nie jest podręcznik dla szkół podstawowych, to nie jest encyklopedia, tylko to jest powieść. I jeżeli ktoś tam widzi gwałt, no to on go widzi, jeżeli ktoś tego gwałtu nie widzi, no to go nie widzi. I ja naprawdę… Ja wiem, co chciałam napisać i wiem, co napisałam, tak że nie zamierzam ani się z tego już tłumaczyć, ani udzielać wypowiedzi, komentarzy na ten temat, bo dla mnie temat jest po prostu nudny i przebrzmiały.

Ja rozumiem, ale rozumiem, że w tygodniu „Wprost” jakby to zostało źle zacytowane, twoja wypowiedź, czy…

Nie, została zacytowana tylko część wypowiedzi, ponieważ ja tam mówiłam odnośnie tej faktycznie pierwszej sceny otwierającej powieść. I to nie chodzi o to, że ja promuję kulturę gwałtu, tylko pokazuję, że różne rzeczy mogą się podobać różnym osobom. I tyle. I w odbiciu do tego… Wiesz, najgorsze jest to, że ja jestem w stanie jakby wytłumaczyć to ludziom, tylko musiałabym zespoilerować własne książki.

Ale to jest początek, to chyba można.

No właśnie nie, bo tu chodzi o całość, tu chodzi o całą historię. I jeżeli ktoś bierze pod uwagę tylko początek tej książki, nie ogarniając wszystkich trzech części, a ja też nie chcę mówić, gdzie, w których momentach później jakby to się odbija… No bo ta scena jest po coś w tej książce.

Po co?

No właśnie nie mogę ci tego powiedzieć, bobym zespoilerowała własną książkę. Musiałabym…

Ja czytałem książkę.

Wszystkie trzy?

Tylko pierwszą.

No właśnie! A tak naprawdę najważniejsza jest pierwsza i trzecia książka. Druga książka to jest… Mamy początek, rozwinięcie i zakończenie – tak na polskim mnie uczyli. Co prawda, nie nauczyłam się niczego na tym polskim za bardzo. Ale pierwsza i trzecia książka de facto są najważniejsze. I jeżeli ktoś przeczyta te wszystkie trzy części i wtedy powie, że autorka nawołuje do kultury gwałtu, no to ja chętnie wtedy będę dyskutować z taką osobą. Natomiast jeżeli ktoś wyrywa z kontekstu tylko tą pierwszą scenę z tej książki, no to dla mnie to jest… Nie mam pola do dyskusji z taką osobą, ponieważ ona nie zna całej historii.

Czyli rozumiem, że te stwierdzenia, że i książka, i film np. zaprzepaszczają ruch MeToo, to całkowicie wyssane z palca?

Tzn. w mojej ocenie nie zaprzepaszczają. Wiesz, wydaje mi się, że – choć mogę się mylić oczywiście, bo to tylko mi się wydaje – że ja naprawdę sporo zrobiłam dobrego dla kobiet w Polsce. I obudziłam je do tego, żeby one walczyły o siebie. I nie wiem, czy te wszystkie krzyczące feministki zebrały tyle wiader pomyj co ja za to, że mówię kobietom – macie prawo chcieć, macie prawo oczekiwać. I jeżeli coś, co lubicie, nie jest, powiedzmy, w granicach normy, to to jest wciąż wasza norma i jeśli wy to lubicie i wasz partner to lubi, to jest okej. Ale jeżeli wy czegoś nie lubicie, a wasz partner to lubi, to już to nie jest okej, jeżeli wam to nie odpowiada. I uwierz mi – dostaję setki tysięcy już teraz wiadomości, bo jakby je zsumować, myślę, że tyle by ich było, pod kobiet, których życie zmieniła ta książka, i od kobiet, których życie zmieniła Blanka Lipińska. Więc wydaje mi się, że nie zawsze ci wszyscy… te wszystkie osoby, które uważają się za najmądrzejsze, mają rację.

A spodziewałaś się takich reakcji? Po książce i po filmie.

Wiesz, no temat jest trudny dla Polaków. Dla nas trudne są wszystkie tematy, które są przyjemne. Zwróć uwagę, że tabu są… tabu jest seks, tabu są pieniądze, tabu jest to, że ktoś jest szczęśliwy, duma z siebie. W naszym kraju większość rzeczy, które są fajne, są tabu. Dlaczego? No bo wychodzisz albo na próżnego, albo na zadufanego w sobie, albo nawołujesz do gwałtów, albo się chwalisz. No czyż tak nie jest?

No pewnie tak.

No tak. No więc, wiesz, ja jakby… To wszystko to jest moje życie, to są moje książki, to jest moja twórczość, a ja się nią tylko podzieliłam. To od czytelnika albo widza zależy, jaki on wniosek wyciągnie, a ja cały czas podkreślam, że ja zwracam się do osób dorosłych, nie do dzieci.

A kiedy pisałaś tą książkę, to spodziewałaś się… pewnie nie spodziewałaś się, że będzie analizowana przez publicystów, seksuologów, przez feministki itd.?

Tzn. przez seksuologów to jest nawet dla mnie bardzo ciekawe, wiesz, bo to też mi pokazuje trochę obraz samej mnie ze względu na to, że nie możesz pisać…

Dużo siebie w tej książce.

No tak, bo nie możesz pisać o czymś, czego nie znasz, więc dlatego może ja tak bardzo tych wszystkich osób nie rozumiem, dlatego że mi ani nie dzieje się krzywda, ani nie czuję się gwałcona, ani nie czuję się w żaden sposób uciemiężona. I dlatego może ja tego nie rozumiem, tego… tej… I nie jestem w stanie nawet się też do końca czasami ustosunkować do pytań, bo dla mnie pytania są absurdalne. Natomiast ja pisząc tą książkę, pisałam ją dla siebie. Ona nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego, ponieważ to było takie moje catharsis, to był pewien rodzaj terapii dla mnie i ja ją wydałam tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś mi powiedział, że to się nie uda. Potem mi ktoś powiedział, że to nie będzie bestseller, a potem mi powiedzieli dla odmiany, że nie da się zekranizować powieści w Polsce, zwłaszcza kiedy się debiutuje.

Ale rozumiem, że niczego nie żałujesz? Wydania książki itd.

Mam taki tatuaż na prawym boku: „Nigdy niczego nie żałuję, bo wszystko w życiu dzieje się po coś”. To, że siedzę tutaj na tym krześle jest wynikiem setek błędów, które popełniłam w życiu, które doprowadziły mnie do tego miejsca, więc tak po prostu miało być.

A czujesz się wrogiem publicznym numer jeden teraz? Z jednej strony feministki, pewnie Kościół za chwilę.

No ten Kościół, powiem ci, no oni… A do czego oni by się mieli przyczepić?

No że za dużo seksu po prostu.

Przecież seks… To Bóg stworzył seks zdaniem Kościoła. Przecież to takie ludzkie.

Ale tylko w małżeństwie powinien być – według Kościoła.

No pewnie tak, a to nigdy nie wiesz, kto ten seks uprawia.

Ale czujesz się atakowana z każdej strony czy nie? Czy to tak spływa po tobie?

Spływać po mnie – spływa. Czy czuję się atakowana – znudzona już jestem. Wiesz, jak się dzieje coś takiego… coś nowego albo coś interesującego, no to jeszcze mam taki moment – ja się bardzo szybko w ogóle nudzę – to jeszcze mam taki moment, że mam jakąś taką werwę w sobie.

7 minut – to znudzona już jesteś czy jeszcze nie?

Nie, bo masz coś chwilę nowe pytanie, więc to też jest dla mnie fajne, bo ja bardzo lubię wymianę poglądów. Natomiast nie czuję się wrogiem, jeżeli… Nie czuję się wrogiem, dopóki stoi za mną armia, którą mogę nazywać swoimi fanami, wiesz? I to jest pewna ściana, o którą ja się mogę oprzeć codziennie. I codziennie zresztą to robię. I to jest wspaniałe, że ja czuję wsparcie ludzi, no bo ja nie napisałam książki dla krytyków. Ja tak naprawdę napisałam książkę dla siebie, wydałam ją dla ludzi, film zrobiłam wyłącznie dla ludzi, wyłącznie dla fanów, bo naciskali, że to trzeba zekranizować, bo jesteśmy… żyjemy w takich czasach, że jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że jak jest książka, która odniosła sukces, to jest ekranizowana.

Ale rozumiem, że im bardziej jesteś atakowana, tym twardziej się bronisz?

Ale ja się nie bronię, bo ja nie mam powodów, żeby się bronić – to jest raz. A dwa – że ja nie muszę, ponieważ mnie bronią setki tysięcy albo miliony ludzi, którzy kupili tą książkę, którzy poszli na ten film, którzy biją za mnie rekordy. Dla mnie te rekordy biją. Więc wiesz, prawda jest taka, że jeżeli krytykom się… Iluż jest tych krytyków? Ile jest tych wołających głosów? Jak się to ma w stosunku do wszystkich tych zachwyconych ludzi?

No jak się ma właśnie?

Nijak się ma właśnie. No bo to jest kilka…

To są jednostki, rozumiem?

Dokładnie, to są jednostki przeciwko milionom. No to o czym my tutaj mówimy? Tak że ja zawsze dziękuję moim fanom, zawsze jestem im bardzo wdzięczna, bo miejsce, w którym w tym momencie siedzę, zawdzięczam tylko i wyłącznie im.

Uważasz siebie za feministkę XXI wieku. Jak to definiujesz?

Wiesz co, wydaje mi się, że w ogóle w… Dla mnie feminizm jest walką o prawo, o prawa dla kobiet. Jakby patrząc sobie na karty historii, możemy wyczytać, że no kobiety – no słabsza płeć. No matka natura tak nas stworzyła, że jesteśmy de facto słabsze, mniej silne niż wy, fizycznie np. No tak sobie to zaplanowała. Nie ma co z matką naturą dyskutować. Natomiast faktycznie kobiety były dyskryminowane. Zresztą w bardzo wielu krajach nadal są i ja się z tym nie zgadzam na przykład, ale ja jako kobieta nigdy nie poczułam tej dyskryminacji na zasadzie zarobków czy możliwości rozwoju, więc ja nie mogę powiedzieć, że ten feminizm taki, który ja miałam wbity do głowy, czyli że kobiety mają mieć prawo do głosowania, kobiety mają mieć prawo prowadzić auto itd., zarabiać… Ja tego nigdy nie poczułam, więc ja nie mogę powiedzieć, że ja wojuję o to, no bo mój przykład pokazuje, że w świecie mężczyzn bardzo dobrze się poruszam i w świecie biznesowym, i w świecie, mam nadzieję, show-biznesowym też, chociaż tam jest dużo trudniej niż w biznesowym. W biznesowym jest chyba więcej reguł, którym można podlegać, a w show-biznesie tych reguł jest trochę mniej. Więc ja jestem o tyle feministką, że ja mówię kobietom - walczcie o to… Nie walczcie jakby… O prawo do przyjemności. Jeżeli jeden… Jak to zwykłam mawiać – jeden lubi ciastko z kremem, drugi – jak mu nogi śmierdzą. I bardzo wiele kobiet lubi bardzo odklejony od normalności – od „normalności” w cudzysłowie – seks. I one się czują albo zboczeńcami, albo czują się inne, czują się gorsze blokują się, przez co np. nigdy nie osiągają pełni przyjemności, bo ktoś im kiedyś powiedział, że jak seks, to tylko na boczku, przy zgaszonym świetle i o 20:00. No i najlepiej z mężem, wiadomo.

I jak czytają twoją książkę, to co piszą do ciebie?

To piszą np. do mnie, że otworzyłam im głowę, że one czują się mniej nienormalne, że one już wiedzą, że pewne rzeczy, które je kręcą, kręcą też inne kobiety, bo powstają fora, gdzie są dziesiątki albo setki tysięcy osób zrzeszonych, kobiet głównie…

I na forach tam analizują twoje książki?

Analizują mnie książki, analizują film, analizują mnie, analizują bardzo wiele różnych rzeczy, ale przede wszystkim rozmawiają ze sobą, wiesz, i to jest super, że nagle kobiety zaczynają się wspierać. A to jest takie niepolskie w ogóle się wspierać, więc to mnie cieszy, że ta książka była początkiem – dla mnie rewolucji seksualnej, ale to takiej rewolucji kobiecej, gdzie możemy… gdzie wiem, że wiele dziewczyn powiedziało swojemu facetowi: „Słuchaj, ja nie lubię tak po bożemu, ja bym chciała np. dostać klapsa”. I to jest super, wiesz, bo to o to chodzi. Mnie nie chodzi o to, żeby, nie wiem, uzdrawiać ten kraj politycznie. Ja się na tym kompletnie nie znam, natomiast…

Czyli do Sejmu nie pójdziesz.

Nie, chociaż już były takie pomysły moich znajomych. Ale nie, dziękuję. Tam jest podobno… Gorzej niż w show-biznesie jest tylko w polityce.

Rozumiem, nie czytasz negatywnych komentarzy na swój temat?

Ale ja nawet pozytywnych nie czytam, wiesz?

Żadnych po prostu.

Żadnych.

To pozwala na co?

To pozwala mi zachować resztki normalności i takiego… takich pozorów, które mi są potrzebne, czyli że jestem takim absolutnie mister nobody.

No chyba nie.

Tak, tak. Wciąż mnie zaskakuje, kiedy ktoś przychodzi, prosi mnie o zdjęcie albo kiedy mnie ludzie zaczepiają na ulicy. To dla mnie dalej jest takie trochę dziwne. Pierwsza moja myśl jest: „Ale dlacz… Skąd ta osoba wie, kim ja jestem?”. Tak że…

No 366 tys. chyba obserwujących na Instagramie. To trochę jest.

Tak, tylko ja też nie mam świadomości tego, wiesz, ile to jest ludzi. Bo ja też uciekam od tego, bo bałam się w pewnym momencie, że sodówa mi odbije.

Nie odbiła?

No mam nadzieję, że nie. Bliscy cały czas mnie utwierdzają w tym przekonaniu, że jednak mi nie odbiła, bo to moich bliskich bardzo często pytam, czy się zmieniłam np., czy ten sukces, który przyszedł tak szybko, mnie zmienił. No i oni mówią, że nie, więc… A wiem, że jak by to było, to na pewno mój tata i moja mama by mi to powiedzieli.

Film „365 dni” obejrzało ponad milion osób. O czym to świadczy?

Że jest dobry, fajny, miły, przyjemny?

Że czegoś brakowało w Polsce?

To generalnie brakuje na świecie moim zdaniem erotyków. Zobacz, że zwykle jest tak w filmach, że tutaj już jest akcja, buzi, buzi, nagle cyk, światełko gaśnie i jest taki niedosyt.

„50 twarzy Greya”.

No w „50 twarzach Greya” trochę tam liznęli tematu. Liznęli i… na lizaniu się skończyło. To było smutne. Wiem, bo byłam wtedy fanką tej powieści i film mnie trochę zmiażdżył. I wtedy sobie… Jak siadaliśmy do pisania scenariusza, to ja tak bardzo nie chciałam zawieść moich fanek, tak jak ja byłam zawiedziona po „Greyu”, bardzo.

Polska chciała tego filmu? Twojego filmu.

Myślę, że na pewno moje fanki go chciały, więc… Polska jako kraj na pewno nie była na niego gotowa. Tak jak nie była gotowa na książki i na samą Blankę Lipińską, natomiast fanki bardzo chciały i fanki są bardzo szczęśliwe. Ja się bardzo cieszę, że mogłam pobawić się w filmowca przez chwilę.

Bo chcesz dobić do 5 mln sprzedanych biletów, czyli pobić sukces „Kleru”.

Och, chcia… No pewnie. W moim idealnym świecie to by było w ogóle wow. Bo wiesz, co to by oznaczało?

Co?

To by oznaczało, że Polska jest ciekawa, że ludzie są jednak ciekawi. Że jesteśmy gdzieś tam wyzwoleni, skoro poszliśmy na film ukazujący – tak tłumnie, no bo ja się odbijam od tego „Kleru” ze względu na to, że no to jest rekord – skoro poszliśmy tak tłumnie na film o czymś, co dotyka religijności, czyli czegoś bardzo zakorzenionego w polskiej kulturze. To ja bym tak bardzo chciała, żeby też ten seks, ten dobry seks zakorzenił się w polskiej kulturze, no bo nie wiem, czy wiesz, ale powiedzenie „seks to zdrowie” nie bierze się znikąd, a dobry seks to już jest w ogóle dream come true.

Blanka Lipińska. Ciąg dalszy na RadioZET.pl i na Facebooku Radia ZET.