Dariusz Piontkowski: Podwyżki dla nauczycieli nie będą cofnięte

14.06.2019 07:29

Szef MEN Dariusz Piontkowski deklaruje w Radiu ZET, że podwyżki dla nauczycieli nie będą cofnięte wraz z początkiem nowego roku kalendarzowego. – Związkowcy czasami zgłaszają pretensje. Dobrze, że dopytują. Mają do tego prawo. Natomiast pragnę uspokoić, że te podwyżki są trwałe. Nie są tylko na 3 miesiące, a na stałe wprowadzone do wynagrodzenia nauczycieli – mówi Beacie Lubeckiej minister edukacji narodowej.

Beata Lubecka: Dariusz Piontkowski, minister edukacji narodowej. Od niedawna zresztą pan minister edukacji. Już się pan oswoił ze swoją funkcją?

Dariusz Piontkowski: Tak, tak. Po kilku dniach już jest dużo łatwiej niż pierwszego dnia.

A wybiera się pan na posiedzenie wtorkowe ZNP? Został pan zaproszony.

Tak, no ja również zapraszam m.in. ZNP, ale także inne związki zawodowe do udziału w okrągłym stole, bo kolejna edycja odbędzie się na początku przyszłego tygodnia.

Ale pytam, czy pan pójdzie na to posiedzenie ZNP?

Ale ja nie jestem członkiem ZNP ani członkiem zarządu ZNP.

Ale zapraszali pana.

Ja to rozumiem, ale proszę zrozumieć, że nie zawsze spotkanie musi odbywać się w formule, którą zaproponuje pan Broniarz.

Ale uważa pan, że to dyktat?

Nie, z tego, co kojarzę, chyba żaden z ministrów edukacji na razie nie był na posiedzeniu zarządu głównego ZNP.

To może ma pan szansę, żeby przełamać ten zwyczaj.

Ale dlaczego pani mi narzuca, z kim mam się spotykać i w jakich okolicznościach?

To byłoby pokazanie takiej dobrej woli.

Jeżeli pani mi pozwoli, to ja powiem w jaki sposób ewentualnie chciałbym się spotykać ze związkami zawodowymi. Jeszcze raz zapraszamy ich na posiedzenie okrągłego stołu. Jeżeli nie będą chcieli skorzystać z takiej okazji, to będę proponował spotkania ze wszystkimi związkami zawodowymi zaraz po zakończeniu roku szkolnego, kiedy troszkę emocje już opadną mam nadzieję i kiedy będzie trochę więcej czasu.

I gdzie te spotkania będą? W MEN-ie? Czy może jednak w Radzie Dialogu Społecznego?

Może być, to dobra propozycja, jeżeli pani uważa, że tam by było dobre miejsce, neutralne, do spotkania. Chyba, z tego, co pamiętam, tam się odbywały spotkania ze związkami zawodowymi. Myślę, że to będzie dobre, neutralne miejsce do spotkań ze związkowcami, ale nie tylko ze związkowcami. Myślę, że warto spotykać się i z rodzicami, i ze wszystkimi środowiskami, które są zainteresowane.

No to przy okrągłym stole, jak rozumiem.

Również, tak.

Ale słyszał pan, że jest możliwość, że nauczyciele wrócą do strajku jesienią?

Zawsze jest taka możliwość. W Polsce obowiązuje prawo do strajku i także nauczyciele mogą z niego korzystać.

A jak pan chce temu zapobiec?

My to już robimy. Wczoraj Sejm przyjął ustawę zmieniającą kartę nauczyciela, która realizuje porozumienia z rządu z Solidarnością, m.in. przewidującą podwyżkę kolejną o 10%.

No, prawie 10%.

9,6%, dokładnie, dlatego powiedziałem „prawie”. Dodatkowo 300 zł minimum dodatku za wychowawstwo, który dotąd był nieokreślony, a w wielu gminach , w 97% gmin, z tego, co pamiętam, ta stawka była dużo niższa, w niektórych gminach wynosiła zaledwie kilkadziesiąt złotych.

A skąd te pieniądze? Bo mówił pan, że będą potrzebne przesunięcia w budżecie.

Bo będą.

Ale skąd?

Przesunięcia w budżecie. To minister finansów pokaże dokładnie źródła finansowania. Jestem po rozmowach z panem premierem i panem ministrem finansów i wiem, że takie przesunięcia będą.

Czyli te pieniądze są zabezpieczone?

Tak.

Na pewno? W 100%?

Będą przesunięcia w budżecie, zobaczymy, w jakiej wysokości w momencie, kiedy ostatecznie się one dokonają.

Ale zgodnie z tym przyjętym projektem tam jest zapisane, że to średnie wynagrodzenie właśnie o tę kwotę, którą podałam.

9,6%.

Od 1 września tego roku do 31 grudnia. To znaczy co, po grudniu podwyżki mogą być cofnięte?

Potem w ustawie okołobudżetowej czy przy projekcie budżetu na przyszły rok będą to tzw. wydatki przechodzące na kolejny rok i na kolejne lata.

Czyli nie będą cofnięte? Bo to związkowcy na to zwracali uwagę, byli zaniepokojeni.

Oczywiście, że nie będą. Ja wiem, że związkowcy czasami zgłaszają pretensje, dobrze, że dopytują, mają do tego prawo, dzięki temu też możemy się więcej dowiedzieć. Natomiast pragnę uspokoić wszystkich nauczycieli, że te podwyżki są trwałe, nie są tylko na trzy miesiące, tylko już na stałe wprowadzone do wynagrodzenia nauczycieli.

Tutaj wczoraj w tym studiu był Sławomir Broniarz, szef ZNP, i mówił tak: „Jeśli mamy bazować na budżecie samorządu terytorialnego – a propos tych podwyżek, o których pan wspominał – to jest to nieporozumienie. Będą samorządy, które poradzą sobie bez problemu, ale większość będzie miała z tym kłopoty.

Ale przecież mówię pani, że będą przesunięcia w budżecie, które zapewnią zdecydowaną większość środków na te podwyżki.

A jeśli chodzi o ten początek, to chyba nie był najlepszy, skoro dla pana strajk nauczycieli był „cyrkiem”.

Dobrze, że pani do tego nawiązała, to dobra okazja, żeby to wyjaśnić. Byłem w jednej z konkurencyjnych stacji radiowych, dziennikarz kilkakrotnie użył tego słowa. Ja zrozumiałem to określenie nie do całości strajku, tylko do tych incydentów i takich niepoważnych, satyrycznych, nazwijmy to, niektórych nauczycieli.

Został pan źle zrozumiany?

Szanuje prawo wszystkich do strajku, także i prawo nauczycieli do strajku. Jeżeli poczuli się nauczyciele w ten sposób źle potraktowani, to oczywiście przepraszam za to słowo. Ono zostało użyte machinalnie, powtórzyłem po prostu po dziennikarzu. Jeszcze raz powtórzę: nauczyciele, tak jak inne grupy zawodowe, mają prawo do strajku, zapewnia im to polskie prawo, my to prawo szanujemy, natomiast część zachowań strajkujących nauczycieli była po prostu niepoważna.

„Prowadzimy rozmowy i przygotowujemy dalsze możliwe dla budżetu państwa podwyżki dla nauczycieli” – tak mówiła wczoraj z trybuny sejmowej pana zastępczyni Marzena Machałek. Co to znaczy, jakaś kolejna kiełbasa wyborcza? Będą kolejne podwyżki?

Nie. My po prostu mówimy o tym, o czym mówili przedstawiciele rządu w trakcie negocjacji ze związkami zawodowymi jeszcze w kwietniu i w marcu i wcześniej, że uważamy, że nauczyciel to zawód szczególny, wymaga także dobrego wynagrodzenia. Jesteśmy rządem, który systematycznie te podwyżki…

Ale czy będą kolejne?

Ale to już proszę mi pozwolić dokończyć. Systematycznie te podwyżki wciela w życie. Przypomnę, że najpierw pani Szydło zaproponowała trzykrotnie po 5%. My przyspieszyliśmy...

To już wiemy. Mówiliśmy o tym już wielokrotnie.

No dobrze, ale proszę mi pozwolić dokończyć, bo to nie jest w życiu tak, że nagle historia zaczyna się od jakiegoś momentu, a nie ma kontekstu i przeszłości. Dopiero poznanie pewnego kontekstu pozwala w pełni rozmawiać na temat jakiegoś problemu. Więc dokończę, że wprowadzamy te podwyżki już od kilkunastu miesięcy. Wcześniej po raz pierwszy po kilkuletniej przerwie, kiedy nie było podwyżek, doprowadziliśmy do rewaloryzacji wynagrodzeń. W tym roku ta podwyżka...

Ale mówiliśmy już o tym wiele razy.

To nic, ale to warto przypomnieć, ponieważ mam wrażenie, że część osób, która o tym rozmawia, próbuje wyrwać wydarzenia z kontekstu. Wprowadziliśmy ostatni etap podwyżki, który był przewidywany na styczeń 2021 roku, znacznie wcześniej – wprowadzimy, bo to jeszcze jest przyszłość. Powiększyliśmy tę ostatnią podwyżkę o 4,6%. Łącznie więc w 2019 roku proponujemy nauczycielom podwyżkę prawie 15-procentową. To jest najwyższa podwyżka, jaka kiedykolwiek miała miejsce po roku ‘89. I warto o tym pamiętać.

I to już wszystko mówiliśmy wielokrotnie, panie ministrze.

I bardzo dobrze, i cieszę się, że państwo to powtarzają, i mam nadzieję, że doszło to także do nauczycieli, że jest to szczególny wysiłek finansowy, którego żaden rząd w III RP jeszcze nie dokonał. Ale są też pewne granice finansowe państwa ze względu na bezpieczeństwo budżetu.

To też już słyszeliśmy.

Dlatego nie mogliśmy wdrożyć takiej skali podwyżek, jak niektórzy związkowcy żądali. Jeszcze na początku tego roku żądanie Solidarności 15-procentowej podwyżki wydawało się zupełnie nie do zrealizowania. Ja też byłem przekonany, że nie da się tego zrobić. Ale udało się to wynegocjować. Natomiast świat się nie kończy, nie chcemy kończyć na tym, chcemy rozmawiać o systemie wynagrodzenia nauczycieli, bo przypomnę, nie tylko sama wysokość wynagrodzenia, ale także liczba dodatków i składników składających się na wynagrodzenie nauczycieli była elementem sporu i bardzo poważnej dyskusji i warto o tym rozmawiać.

I rozumiem, że będzie powrót do tego.

Jednym z elementów, który na pewno warto rozważyć, to jest likwidacja tzw. jednorazowej dopłaty, która ma wyrównywać wynagrodzenia nauczycieli do tzw. średniej.

Jeszcze o jedną rzecz chciałam zapytać. „Chcę, żeby edukatorzy seksualni nie wkraczali do łóżeczek naszych dzieci” – tak grzmiał kilka dni temu Mikołaj Pawlak, rzecznik praw dziecka, i zwrócił się do pana w tej sprawie, żeby pan zajął stanowisko. Czy pan wprowadzi zakaz prowadzenia lekcji edukacji seksualnej?

Na razie prawo mówi o tym w ten sposób, że każde zajęcia dodatkowe prowadzone w szkole powinny mieć akceptację rodziców.

I tak jest.

Powinny mieć one odzwierciedlenie w podstawach programowych przedmiotów nauczania w szkole, powinny mieć również odzwierciedlenie w programie wychowawczym w szkole. Jeżeli nie jest to zachowane, te zajęcia nie mogą się odbywać w szkole, powinni tam interweniować kuratorzy, ponieważ będzie to działanie niezgodne z prawą. Jak rozumiem, mówi pani m.in. o inicjatywie władz Warszawy, które z jednej strony mówią o tym, że nie mają pieniędzy na dużą część działań edukacyjnych, że jest za mało szkół, że będą zajęcia na dwie zmiany – tak straszą przynajmniej warszawiaków. Nie wydawali pieniędzy na budowanie szkół, a jednocześnie mają pieniądze na to, żeby wprowadzać zajęcia dodatkowe, które budzą opór części rodziców.

Nie, to jest reakcja rzecznika praw dziecka na to, co mówi rzecznik praw obywatelskich, że właściwie takie lekcje powinny być obowiązkowe, jeśli chodzi o wychowanie seksualne.

To panu rzecznikowi się tak wydaje. Ja przypomnę, że jest taki przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, na którym mówi się całościowo o relacjach w rodzinie i których częścią składową są także zachowania seksualne, ale pojawia się ta tematyka w przypadku młodzieży już nastoletniej, a nie w przypadku malutkich dzieci kilkuletnich, bo przypomnę, że standardy WHO i część środowisk, która próbuje je wprowadzić, przewidują, że już dzieci przedszkolne będą uczone zachowań seksualnych.

Nikt tak nie mówi, panie ministrze.

Ale jak to nie?

No na pewno nie. Sam pan zresztą powiedział, że rodzice muszą na to wyrazić zgodę.

Dokładnie tak – rodzice muszą wyrazić zgodę.

I tu musimy postawić wielokropek. Dariusz Piontkowski jest z nami, zostajemy na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

"Jeśli jeszcze raz powtórzy pani „wyrok skazujący”, pozwę panią do sądu"

– Szanowna pani, jeśli jeszcze raz powtórzy pani „wyrok skazujący”, pozwę panią do sądu – tak Dariusz Piontkowski reaguje na pytania o warunkowe umorzenie przez sąd postępowania w sprawie podpisywania przez niego dokumentów po odwołaniu go z funkcji marszałka województwa podlaskiego. – To była sprawa precedensowa. Dziś w zasadzie nie ma wątpliwości, że wraz z odwołaniem nie można podpisywać dokumentów – mówi.

Radni sejmiku podlaskiego odwołali Piontkowskiego z funkcji marszałka województwa 15 stycznia 2008 roku. Zdaniem śledczych, jeszcze tego samego dnia wieczorem podpisał on jako marszałek cztery pisma dotyczące spraw kadrowych: dwie umowy o pracę i dwa pisma dotyczące zmiany warunków pracy podwładnych. Prokuratura uznała, że nie miał do tego prawa.

Temat powrócił w trakcie programu w związku z pytaniem od słuchacza: Czy wypada osobie skazanej prawomocnym wyrokiem piastować stanowisko ministra edukacji. Czy to dobry przykład dla młodzieży?

– Warto, by ten słuchacz uważnie czytał informacje, które do niego docierają – odpowiada szef MEN. – Zdaniem nieżyjącej już dyrektor generalnej można było je podpisać, ponieważ według niej i według prawa funkcję pełni się do końca dnia, w którym się odwołało. Interpretacja sądu w tej sprawie była inna. Sąd umorzył postępowanie stwierdzając, że podpisanie dokumentów dotyczących tych dwóch osób ani nie naraziło skarbu państwa na jakąkolwiek stratę, ani ja nie przywłaszczyłem żadnych środków, bo niektórzy mogliby sugerować, że zrobiłem to z jakichś innych pobudek. Nie było więc żadnego wyroku skazującego tylko umorzenie postępowania – dodaje.

– Nie no, wyrok skazujący był… - stwierdza Beata Lubecka.

– Jeśli jeszcze raz powtórzy pani „wyrok skazujący” to pozwę panią do sądu – zapowiada Piontkowski. – Było umorzenie postępowania, ponieważ nie było stwierdzone, abym naraził na szkodę finanse publiczne ani przywłaszczył sobie pieniądze, natomiast interpretacja sądu była inna. Według niego nie powinienem już podpisywać dokumentów, ponieważ wraz z momentem odwołania przestałem mieć prawo do podpisywania dokumentów. Natomiast część prawników twierdziła, że do końca dnia mogę to zrobić. To była sprawa precedensowa. Dziś nie ma wątpliwości, że wraz z odwołaniem nie można podpisywać dokumentów – tłumaczy.

– Czemu się pan nie odwoływał od tego wyroku skoro się pan z nim nie zgadzał? – zastanawiała się prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Uznałem, że dalsze postępowanie niewiele tutaj zmieni, dlatego nie odwoływałem się – odpowiada. – Orzeczenia, nie wyroku. Gdyby był wyrok skazujący, nie mógłbym pełnić funkcji publicznych i straciłbym wtedy mandat poselski – precyzuje.

W trakcie internetowej części programu szef MEN został zapytany także o doniesienia „Gazety Wyborczej”, z których wynika, że we wrześniu rząd i ministerstwo mają przedstawić nową propozycję przywrócenia na 2 lata przywilejów emerytalnych tj. możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę dla nauczycieli w zamian za zwiększenie pensum do 24 godzin przy tablicy.

– Czy rzeczywiście taki projekt jest przygotowywany? – dopytywała Beata Lubecka.

– To była propozycja, która pojawiła się przy stole negocjacyjnym na przełomie marca i kwietnia. Wtedy zaproponowaliśmy takie porozumienie, które obejmowałoby podwyższone pensum. Między innymi pojawiły się propozycje, że przy najbardziej radykalnym wariancie pojawiłaby się możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę w ciągu roku czy dwóch – tłumaczy Piontkowski.

– Ale to była propozycja, czy teraz będzie to na papierze? Czy to będzie projekt? – próbowała ustalić prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Dziś nie ma takiego projektu ustawy. To jest jeden z elementów, które można wziąć pod uwagę.

– Pytam, bo „GW” pisała o tym dwa dni temu. Próbuję to weryfikować.

– Na szczęście „Gazeta Wyborcza” nie pisze programu rządu PiS – stwierdza w Radiu ZET szef resortu edukacji. – Proszę zapytać „Gazetę Wyborczą” skąd ma takie informacje. Ja mówię, że dziś takiego projektu nie ma. Była to jedna z kilku propozycji, które można ewentualnie brać pod uwagę – dodaje.

– Czyli we wrześniu takiego projektu nie będzie? – pytała prowadząca.

– Prawdopodobnie nie.

– Ale nie można wykluczyć?

– Te kilka miesięcy, które zostały nam do wyborów są zbyt krótkim czasem, żeby przeprowadzać jakąś bardzo zasadniczą zmianę w edukacji. Trwa przecież zmiana strukturalna, o czym państwo wielokrotnie mówili. Zmiana programowa, będzie dopiero od września wchodziła ona do szkół średnich. Jesteśmy w trakcie bardzo poważnej zmiany. Większość moich koleżanek i kolegów wyraźnie mówi, że jest zmęczona ciągłymi zmianami w edukacji. Pozwólmy na to, aby ta zmiana przyniosła dobre efekty i tam, gdzie będą potrzebne, wprowadźmy jakieś korekty, ale nie znowu kolejną rewolucję – mówi minister w Radiu ZET.

– Czyli to stoi pod znakiem zapytania. Taki projekt jest przygotowany, ale nie wiadomo czy pójdzie do prac – podsumowuje Beata Lubecka.

– I tej wersji się trzymajmy. Na razie była to propozycja nie przekuta w projekt ustawy. Natomiast była to propozycja koncepcyjna. Tak to nazwijmy – zachęca Piontkowski.

Minister edukacji narodowej chwali też program zajęć wychowania do życia w rodzinie.

- Oprócz opisu i rozmowy na temat relacji między ludźmi, którzy mają zamiar zawszeć małżeństwo, jak należy wychowywać dzieci, gdy mówi się o miłości, uczuciu, partnerstwie, przyjaźni, pojawiają się też tematy dotyczące seksualności człowieka. Nie powinien to być jedyny i dominujący temat, bo życie człowieka nie składa się tylko z zachowań seksualnych. Mam wrażenie, że niektóre środowiska próbują sprowadzić człowieka tylko do tego, żeby chwalił się w jaki sposób spędza swoje życie seksualne. To nie jest akurat element, którym powinniśmy być wszyscy epatowani - komentuje szef MEN.

- Ale kto powiedział, że takie zajęcia będą w żłobkach i przedszkolach? - pyta o wychowanie seksualne Beata Lubecka.

- Odwołujemy się m.in. do standardów WHO i one przewidują rozpoczęcie takiej tematyki już od przedszkola, od dzieci kilkuletnich. Ponadto doświadczenia krajów zachodnich pokazują, że wprowadzenie dużej liczy zajęć z wychowania seksualnego nie wprowadza dobrych efektów - uważa minister Piontkowski.

- Zupełnie inne zdanie i zupełnie inne konotacje przytacza rzecznik praw obywatelskich - mówi Lubecka.

- Rozumiem, ale rzecznik praw obywatelskich znany jest z tego, że ma poglądy mocno lewicowe.

- A pan ma mocno prawicowe - odpowiada prowadząca.

- Ja mam mocno prawicowe i mam prawo do tego w naszym kraju - odpowiada Piontkowski.

- Tak samo chyba Adam Bodnar ma prawo do swoich poglądów - zauważa redaktor Lubecka.

- Ale to nie pan Bodnar jest na razie ministrem edukacji - mówi Dariusz Piontkowski.

- Minister edukacji może narzucać swój światopogląd, a rzecznik praw obywatelskich powinien być neutralny? - zastanawiała się Beata Lubecka.

- Na razie mówimy o tym, że zgodnie z polskim prawem to rodzice decydują o tym, w jaki sposób mają być wychowywane ich dzieci i mają prawo, by sprzeciwiać się zajęciom dodatkowym, które nie są obowiązkowe i które chcą wprowadzać niektóre środowiska - stwierdza Piontkowski.