Zamknij

Donald Tusk: w jakimś sensie doszliśmy do ściany w PO. Potrzebna nowa energia

15.12.2019 08:02

–  W jakimś sensie doszliśmy do ściany w Platformie i na pewno potrzebna jest nowa energia. Chyba to wszyscy wiedzą, i w PO, i poza PO – mówi Donald Tusk w programie „Gość Radia ZET”. Tak przewodniczący EPL odpowiada na pytanie Joanny Komolki jak widzi przyszłość PO i czy na jej czele nadal powinien stać Grzegorz Schetyna. Nie mówi o konkretnym następcy z imienia i nazwiska, ale dość otwarcie zachwala samorządowców. – Widzę gotowość do pracy zespołowej. Miałem okazję rozmawiać z Borysem Budką, z Rafałem Trzaskowskim, z Bartoszem Arłukowiczem, z Małgorzatą Kidawą–Błońską – mówi były premier.

Joanna Komolka: Gościem Radia ZET dzisiaj, popijając szybko kawę niedzielną, Donald Tusk, były premier, były przewodniczący Rady Europejskiej. Dziś przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej. Dzień dobry, panie premierze.

Donald Tusk: Dzień dobry.

Małgorzata Kidawa-Błońska kandydatką PO w wyborach prezydenckich. Nie żałuje pan trochę szczerze – to nawiązanie do książki – że to nie pan będzie walczył z Andrzejem Dudą?

Nie, decyzję podjąłem świadomie, nikt mnie do tej tego nie zmuszał przecież, więc nie żałuję tej decyzji chociaż oczywiście emocjonalnie jestem bardzo zaangażowany w to, co się dzieje w Polsce. Ale okej, skoro sam nie kandyduję, mogę jednak pomóc i mogę być aktywny.

Czy to będzie też tak, panie premierze, jak powiedział wczoraj Grzegorz Schetyna, jak mówili przedstawiciele PO: teraz to już wszystkie ręce na pokład, w tym ręce Donalda Tuska?

To jest dużo poważniejsza sprawa niż tylko wybory prezydenckie. Nie lekceważę wyborów jako takich, ale chodzi o zmianę tego bardzo niebezpiecznego, niepokojącego trendu, którego taką drastyczną ilustracją jest choćby ostatnia propozycja zmian w sądownictwie czy kolejnego ataku na sądownictwo, bo nazwijmy to w ten sposób. I każda kampanii, każda próba zmiany tej tendencji jest warta wszystkich wysiłków, tak że ja będę, ponieważ nie mam już tych ograniczeń, które wynikały z mojej poprzedniej funkcji, więc zrobię wszystko, ale nie chcę z niczym przesadzić z kolei. Więc jeśli będę tylko potrzebny, to będę w każdej chwili gotowy.

A to jest tak, że Małgorzata Kidawa-Błońska – to właśnie ta osoba może liczyć na pana wsparcie?

Zdecydowanie tak.

Wie pan, dlaczego pytam? Bo mówi się też o tym, że np. Władysław Kosiniak-Kamysz chętnie by liczył na pana wsparcie, że być może Szymon Hołownia liczyłby też na pańskie wsparcie.

Ja traktuję to jako niewymuszone i bardzo dla mnie sympatyczne komplementy, chociaż nie możemy przesadzać, bo jest jakiś powód, ktoś może się ze mną zgadzać lub nie, ale przynajmniej ja uznałem, że jest powód, dla którego moja kandydatura nie byłaby tą najskuteczniejszą, przynajmniej w tych prezydenckich wyborach. I dlatego ja bardzo dobrze rozumiem, na czym polega w tych wyborach polega przewaga Małgorzaty Kidawy-Błońskiej np. nad moją kandydaturą.

No właśnie, w czym Małgorzata Kidawa-Błońska jest lepsza jako kandydatka niż Donald Tusk?

W Polsce mamy dość oczywisty podział. Nie chcę zanudzać, szczególnie w niedzielny ranek. I ten podział jest dość oczywisty, i jeśli nie wykroczy się poza ten podział… On przez lata był opisywany jako polityczna konfrontacja między Platformą i PiS-em, i mniej więcej wiemy, że o to chodzi. Jeśli ktoś nie będzie w stanie wykroczyć poza ten podział, to nie wygra wyborów. I dotyczy to obu stron, ponieważ żadna z tych stron nie ma 50% plus jeden głos. Ja jestem bardzo identyfikowany z tą konfrontacją i prawdopodobnie w tym sensie byłoby to obciążeniem w mojej kampanii. Małgorzata Kidawa-Błońska chociaż jest bardzo doświadczonym politykiem i dobrym, w sensie profesjonalnym, to równocześnie nie sprawia wrażenia takiego typowego polskiego polityka zacietrzewionego, agresywnego. Ma naprawdę takie naturalne zdolności wykraczania poza partyjny elektorat, bo po prostu sama jest bardzo dobrym człowiekiem, nie tylko mądrym, ale ona emanuje tym czymś, co prawdopodobnie może przekonać tych, którzy dzisiaj nie mają wyrobionej opinii albo nawet są sceptyczni wobec np. takich polityków jak ja.

No tak, ale czy pana zdaniem Małgorzata Kidawa-Błońska jest w stanie sięgnąć po wyborców PiS-u, po wyborców Lewicy?

Wbrew pozorom…

Bo trochę ta scena polityczna się poukładała inaczej teraz po tych wyborach, prawda?

Tutaj dobry socjolog byłby może lepszym rozmówcą niż ja, ale mam też swoją wiedzą na temat wyborów…

I doświadczenie wieloletnie.

...i doświadczenie, więc z całą pewnością dzisiaj ciągle bardzo istotny odsetek wyborców nie ma jednoznacznie partyjnego przywiązania. I to są w tej chwili wciąż miliony ludzi, którzy podejmują swoje decyzje wyborcze nie wyłącznie pod kątem sympatii czy antypatii partyjnych, ale też mają jakieś inne, osobiste powody, osobiste, rozumiem przez to swój pogląd na kandydata. I tu te cechy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wydają mi się unikatowe na polskiej scenie politycznej. Właśnie ta autentyczna, nie wymyślona jako slogan, ale autentyczna zdolność do łączenia Polaków, to jest coś absolutnie bezcennego, i właśnie do wznoszenia się ponad ten front tej ostrej wojny politycznej. Wydaje mi się, że żaden z kandydatów dzisiaj w Polsce nie ma tego tak manifestacyjnie widocznego i ciepła.

A pomaga to, że jest kobietą?

To jest bardzo dobre pytanie. W moich oczach pomaga. Tutaj mam rzeczywiście bardzo duże doświadczenie pracy w liderami europejskimi i światowymi, szczególnie przez te ostatnie pięć lat. I muszę powiedzieć, że prawie bez wyjątku bardziej konstruktywne w polityce są kobiety, a nie mężczyźni. Nie we wszystkim i nie zawsze w życiu, bo przecież ja ani nie demonizuję płci, ani nie uważam, że płeć powinna rozstrzygać o sympatiach czy antypatiach politycznych, ale z całą pewnością, szczególnie w dzisiejszej sytuacji w Polsce, kiedy te emocje są wciąż takie rozedrgane…

I mogą być jeszcze bardziej.

I mogą być, oczywiście… Ja na przykład jak oceniałem właśnie swoją potencjalną kandydaturę, nie miałem wątpliwości, że ja bym te emocje raczej rozgrzewał, a chyba dzisiaj w Polsce przydałaby się taka refleksja trochę bardziej wygaszona i przede wszystkim dotarcie do tych ludzi, którzy świadomie lub nieświadomie, ale nie chcą uczestniczyć w tym politycznym sporze, i chcieliby kandydata, który oferuje coś innego niż ostra konfrontacja.

A czy kandydatka Małgorzata Kidawa-Błońska będzie musiała zrobić coś więcej niż to, o czym mówiła wczoraj: „Wygrałam z Jarosławem Kaczyńskim, to wygram też z Andrzejem Dudą”? Ta kampania to będzie walka na śmierć i życie i tutaj nie ma co do tego żadnych wątpliwości, bo tutaj PiS, nawet to, o czym pan wspomniał, czyli te ostatnie propozycje ustaw, pokazuje, i Jarosław Kaczyński pokazuje, że tutaj jeńców nie będzie.

Małgorzata Kidawa-Błońska – i nie mówię tutaj w żadnym wypadku o wieku, ale o autentycznym politycznym doświadczeniu – dobrze wie, na co się pisze. I nic jej nie zaskoczy. Pracowałem z Małgorzatą Kidawą-Błońską w takich dość krytycznych momentach, wtedy, kiedy była rzecznikiem prasowym mojego rządu. I trzeba było wtedy mieć i stalowe nerwy, i taki wewnętrzny spokój, i odwagę, i tych cech na pewno jej nie brakuje. To, że ktoś jest spokojny, kulturalny i miły, naprawdę nie musi oznaczać, że nie jest waleczny, twardy i odporny. I akurat w przypadku Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wiem, że ona wszystkie te cechy posiada. Ja w ogóle… Marzy mi się, w kilku krajach to obserwowałem, np. ostatnio na Słowacji, gdzie właśnie kobieta wygrała wybory prezydenckie, że wyborcy zaczynają doceniać szczególnie to, co tacy agresywni faceci w polityce potrafią tak lekceważyć, a więc raczej ciepło niż agresja, i raczej takie pozytywne podejście do życia niż szukanie nieustannie konfliktu. Na PiS, na Kaczyńskiego, na prezydenta Dudę chyba nie ma lepszego remedium niż uśmiech i takie pozytywne podejście i do życia, i do polityki.

Panie premierze, a nie ma pan wrażenia, że Jarosław Kaczyński tymi ostatnimi, zresztą chyba po raz kolejny, mam wrażenie, w grudniu przedstawianym, bo to tak chyba co grudzień są przedstawiane jakieś takie bardzo kontrowersyjne przepisy dotyczące praworządności i sądownictwa, to zresztą pan powiedział, że…

Ten typ tak ma, muszę powiedzieć, i nie mówię teraz tylko o Jarosławie Kaczyńskim. Generalnie w Polsce tak się jakoś złożyło, że w okolicach 13 grudnia niektórym ludziom, pewnym typom osobowościowym coś się przestawia trochę w głowie i proponują Polakom coś bardzo złego.

No właśnie, bo pan mówił o tym, że ta propozycja dotycząca… Sędziowie sami mówią, mówią prawnicy, nie mówię już o politykach, że ten projekt to jest kneblowanie ust sędziom, to jest bardzo niebezpieczne. Tylko pytanie, co jest w stanie powstrzymać, jeżeli cokolwiek miałoby powstrzymać PiS? Bo i Komisja Europejska, i orzeczenia Europejskiego Trybunału w Luksemburgu niewiele chyba w tym przypadku zmieniają, tak patrząc nawet na ostatnie orzeczenie, które stanęło tak naprawdę na kanwie tego, co się dzieje, tej propozycji PiS-u, bo to jest reakcja na to, co powiedział Europejski Trybunał. Czy te protesty, które już są zapowiadane, np. w środę, to jest ta metoda?

Tak naprawdę to jest jedyna metoda i mówię o tym bez satysfakcji, bo dużo lepiej byłoby, aby o ustroju sądów w Polsce decydowała debata, pewne tradycje prawne, interesy społeczne, a nie ostra konfrontacja polityczna. Ja znam Jarosława Kaczyńskiego od… No już nie wiem od kiedy, ale będzie z 30 lat. I ja wiem, że to była zawsze jego obsesja, że kiedy ma szansę na zdobycie władzy albo ma te władze, tak jak dzisiaj, to w sposób wręcz obsesyjny nie znosi niezależnych bytów wokół siebie, czy to są wolne media, czy to są wolne sądy, czy generalnie opinia publiczna, już nie mówiąc o opozycji, to on nie może spać ze świadomością, że ktoś nie jest poddany jego kaprysom. Niestety to też dość typowe zjawisko w historii polityki. I tego typu politycy, tego typu ludzie są w stanie zrezygnować z tych swoich no takich politycznie krwiożerczych zamiarów tylko wtedy, kiedy napotykają na opór i stanowczość. Nikt w Europie, już nie mówię tutaj o PiS-ie i o Kaczyńskim, ale w Europe nikt nie będzie bardziej walczył o niezależność sądownictwa w Polsce niż sami Polacy. Jeśli nam nie będzie na tym zależało... Ja mam przynajmniej jedną nadzieję, że już nikt nie wierzy w te kłamstwa, które autorzy tych projektów starają się rozpowszechniać, że to jest europejskie. Nie, to jest niezgodne z tradycją i z traktatami europejskimi, ale to jest sprawa drugorzędna. Bo to, co jest najważniejsze, to że jest to niezgodne z absolutnie podstawowymi interesami Polaków, każdego z nas z osobna, i z państwem jako takim.

Pytanie, co wtedy, jeżeli te protesty niczego nie zmienią, opozycja niczego nie zmieni? Tutaj jedynym jeszcze właściwie elementem w tej chwili może być Senat, którzy może nieco przy tym układzie sił, jeżeli uda się go utrzymać, nieco spowolnić pracę nad tymi projektami.

Nie można myśleć o sytuacji politycznej w Polsce w taki statyczny sposób, że nic się nie da. Wręcz przeciwnie właśnie, choćby sytuacja w Senacie pokazała, że wszystko jest w naszych rękach. Protesty przeciwko działaniom wobec TK i sądów powszechnych sprzed kilku lat po pierwszych tych próbach tego ostrego ataku na system sądowniczy w Polsce, one przyniosły efekt. Bo przecież pamiętamy, że zarówno prezes Kaczyński, jak i prezydent Duda chcieli iść dalej i zatrzymali się. I muszę powiedzieć, że to zatrzymanie było w dużym stopniu skuteczne. I wyłącznie dlatego, że Polacy zdecydowali się bardzo stanowczo zaprotestować. I wtedy też inaczej działa UE, kiedy widzi, że ludziom na czymś zależy. Tu nie oszukujmy się...

A pan wie, jak zostanie odebrane to, kiedy zachęca pan do protestów? Stanie pan razem na takich demonstracjach np.?

To jest obowiązek każdego z nas… Przecież zależy nam na tym, żeby uchronić od tej dewastacji niezależne polskie sądownictwo. Jeśli nam na tym nie będzie zależało… To nie jest taka czysta polityka, to jest w mojej ocenie oczywisty obywatelski obowiązek. Ja mam swoje lata i właściwie od wczesnej młodości, a kiedyś razem z Jarosławem Kaczyńskim, nie żeby on tak od razu na barykady, jak wiemy, ale protestował wtedy, kiedy trzeba było protestować, i nikt z nas się nie zastanawiał. Kiedy było oczywiste, że władza robi coś bardzo złego, było oczywiste, że trzeba albo dać świadectwo, albo starać się to zmienić. Na pewno nie poddawać się.

A pan byłby stanąć podczas takiej demonstracji?

Oczywiście, ale też nie róbmy… Ja pamiętam, że reakcje PiS-u i Kaczyńskiego były niezwykle nerwowe wtedy, kiedy ludzie wyszli na ulice, ale demonstrowanie w wolnym demokratycznym kraju jest takim samym elementem życia publicznego jak głosowanie w Sejmie.

To widać w Europie ostatnio też często.

I to przynosi efekty. Obserwowałem z taką autentyczną satysfakcją np. wielkie manifestacje w Rumunii, które też zatrzymały bardzo niebezpieczną tendencję. Mówię tu o próbach podporządkowania systemu karnego, które to próby miały zapewnić pełną bezkarność władzy, w dużej mierze skorumpowanej. I ja mam wrażenie, że dzisiaj dokładnie o to w Polsce chodzi, że tak naprawdę ta kontrola nad sądami i prokuraturą jest także m.in. po to, żeby zapewnić władzy bezkarność. A po ostatnich kilkunastu miesiącach nie mamy przecież wątpliwości, że tej władzy bardzo zależy na bezkarności, bo ona robi tyle bałaganu, zrobili tyle złych rzeczy, że mają w jakimś sensie także swoje osobiste powody, żeby bać się sprawiedliwości.

A może jest tak, jak mówią niektórzy członkowie PO, że Jarosław Kaczyński, PiS boją się tego, że kolejnych wyborach już się nie uda wygrać, stąd te ruchy w tej chwili, zmiany takie bardzo poważne i bardzo głębokie, np. w spółkach Skarbu Państwa.

Trochę to wygląda… Zresztą dość typowe dla tej formacji, także w przeszłości, są tego typu działania. I to trochę tak wygląda, jakby Jarosław Kaczyński – co robi za każdym razem, kiedy ma władzę – sam staje się wielkim destruktorem. I to jest też niedobre dla Polski. Kiedy ogłaszano wyniki wyborów, właściwie powinniśmy się spodziewać, że ci, którzy wygrali, się cieszą, że mają ponowny sukces i że mogą coś fajnego dla Polski w związku z tym, że mają władzę, zrobić. A oni wszyscy byli tak ponurzy i tak nieszczęśliwi, bo być może rzeczywiście intuicyjnie czują, że to jest ostatnia wygrana PiS-u.

A jaka będzie rola pana, panie premierze?

Tylko jednym zdaniem dokończę, żebym nie wyszedł na naiwnego. Że ta władza zawali się pod ciężarem zła, które robi, ja właściwie nie mam wątpliwości. Natomiast kluczowym pytaniem jest, co będzie alternatywą dla władzy.

No właśnie o to chciałam zapytać. A czy pan widzi jakieś swoje miejsce…? Bo mówi pan o tym, że pan teraz angażuje się i zaangażuje się bardziej w polską politykę, że będzie chciał no właśnie, pytanie: czy stworzyć coś z tego, co jest na środku polskiej polityki czy stworzyć coś zupełnie nowego?

Ja jedną rzecz muszę zdementować. Ja przez te pięć lat ku mojemu zaskoczeniu byłem obecny codziennie od rana do wieczora w polskiej polityce. Jak się włączało media publiczne, to można było mieć wrażenie, że jakiś potwór Tusk czyha na Polskę, od rana do wieczora jest tutaj obecny, chce obalać rządy Kaczyńskiego, więc z tą moją nieobecnością przez pięć lat nie przesadzajmy. Ale oczywiście, mówiąc zupełnie serio, tak, ja jestem bardzo... i zresztą też aktualna moja praca mnie do tego obliguje, żeby wspierać takie ugrupowania jak PO, także PSL, które jest częścią tej rodziny.

Ale czy stworzyć coś nowego?

Mnie życie nauczyło, np. wtedy, kiedy tworzyłem PO, że do każdej sytuacji trzeba dostosować odpowiednie narzędzia. Ale nie mam też natury niszczyciela, to znaczy, że żeby stworzyć coś nowego, trzeba koniecznie coś rozwalić czy rozbić. Jest takie zdanie w „Domu dziennym, domu nocnym” Olgi Tokarczuk. Jedna z bohaterek, Marta, mówi, że jej się tak czasami wydaje – cytuję z pamięci – że o wiele lepiej czasami jakąś rzecz uratować niż nową wybudować. Ja mam też takie trochę konserwatywne podejście do życia, więc nie przyjeżdżam do Polski, żeby cokolwiek komuś zabrać czy zepsuć. Natomiast trzeba być jednoznacznym i nawet czasami bezwzględnym, jeśli będziemy widzieli, że musimy zrobić coś inaczej albo coś nowego, żeby uzyskać ten najważniejszy efekt, jakim jest po prostu lepsza alternatywa niż to, co mamy dzisiaj w Polsce.

A liczy pan na to, że ten efekt, jeśli chodzi o PO, zostanie zmieniony lub też rozpocznie się kolejny etap w styczniu, kiedy będą wybory nowego szefa?

Ja już miałem okazję to mówić wczoraj, w czasie mojego spotkania autorskiego, że ja wysoko oceniam to, co zrobił Grzegorz Schetyna, szczególnie w ostatnim roku. On nie zrobił żadnego istotnego błędu politycznego i wykazał dużo talentu i determinacji, żeby utrzymać opozycję możliwie w całości. I nie podzielam tych przesadnie moim zdaniem krytycznych ocen. Ale w jakimś sensie też doszliśmy do ściany w Platformie i na pewno potrzebna jest też taka nowa energia, i chyba to wszyscy wiedzą, i w PO, i poza PO.

Donald Tusk zostaje z nami. Ciąg dalszy rozmowy na RadioZET.pl i na naszym profilu na Facebooku, zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Joanna Komolka nawiązała do powyższych słów. Chciała wiedzieć, czy Donald Tusk widzi w Platformie Obywatelskiej kogoś, kogo były premier byłby w stanie namówić do kandydowania na szefa partii.

– Kiedy spotykaliśmy się 4 czerwca przy okazji rocznicy wolnych wyborów i także, żeby wspominać Pawła Adamowicza, spotykaliśmy się w gronie samorządowców. Pokazali, że są nie tylko fajnymi ludźmi, ale i potrafią wygrywać. Bardzo się cieszę, że jest taka gotowość – zapewnia przewodniczący EPL. – Rozmawiam z tymi ludźmi, czasami przyjeżdżają do Brukseli. Nie żeby ze mną knuć, tylko Europa to także regiony, samorządy. Widzę całą falangę w PO i w politycznych okolicach PO ludzi trochę młodszych ode mnie, którzy już posmakowali, co znaczy zwycięstwo w polityce. Maja wielką ochotę do roboty, bo to cechuje samorządowców. Widzę gotowość do pracy zespołowej. Miałem okazję rozmawiać z Borysem Budką, z Rafałem Trzaskowskim, z Bartoszem Arłukowiczem, z Małgorzatą Kidawą–Błońską. To jest fajna grupa – zachwala Donald Tusk.

Gość Radia ZET przyznaje, że wszystko się w nim burzy, kiedy słyszy utyskiwania na Platformę Obywatelską.

– Okej, sezon nie był najlepszy, ale zdarza się. Ci, którzy dziś rządzą, mieli krótszy sezon, kiedy byli w dość poważnej depresji politycznej? Nie. Na tym polega polityka. Wygrywa się, przegrywa się. Nie można się poddawać wtedy, kiedy nie idzie. Ci ludzie, których nazwiska wymieniłem, mają energię i pomysł – uważa Tusk.

Były przewodniczący Rady Europejskiej krytycznie patrzy na minioną kampanię do wyborów do PE oraz polskiego parlamentu.

– Trzeba szukać innego języka. Trzeba z większą wiarą rozmawiać nie tylko ze swoimi, ale też z ludźmi. Kiedy patrzyłem na kampanię przez kilkanaście ostatnich miesięcy, widziałem wysiłek żeby wyjść na ulice, tam gdzie ludzie rzeczywiście żyją. Ale to o wiele za mało, tak bym powiedział. Kontakt nie polega tylko na tym, żeby wręczyć komuś ulotkę w czasie kampanii – uważa Donald Tusk.

Joanna Komolka zapytała też byłego premiera, dlaczego w trakcie konwencji PO – między innymi tej sobotniej – nadal pojawia się narzekanie na PiS jako główna narracja.

– Rozumiem, że rolą opozycji jest krytykowanie partii rządzącej. Ale też gros czasu wystąpień to było narzekanie na PiS. Kiedy rozmawia się z obywatelami, oni mówili o tym w kampanii tej i do europarlamentu, to oni mają tego dosyć. Pytanie po co PO dalej w tę stronę idzie? – zastanawiała się gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– Nie mam wątpliwości, zresztą od wielu miesięcy staram się to tłumaczyć tym, którzy chcą słuchać, że dobra opozycja to jest reakcja i akcja – odpowiada Tusk. – Reakcja to podstawowe zadanie. Jesteś w opozycji? Reaguj na to, co źle robi władza. Ludzie idą głosować, żeby powiedzieć władzy tak lub nie. Głównie myślą o władzy, czy jest dobra czy zła, dlatego opozycja musi nieustannie recenzować władzę. Ale oprócz tego musi być akcja, czyli „chcę tego, mam na to pomysł, chcę mówić o takiej a nie innej sprawie własnym językiem” – dodaje gość Radia ZET.

Joanna Komolka zapytała też Donalda Tuska, czy faktycznie za sukces można uznać to, że Polska będzie jedynym krajem, który do 2050 roku nie będzie musiał spełniać w Europie pewnych norm, które powinny być przestrzegane przez pozostałe kraje.

– Dotyczy to nas wszystkich, też obywateli niezaangażowanych w politykę bezpośrednio – mówi o zmianach klimatycznych Tusk.

Według przewodniczącego EPL, mamy tu do czynienia z „brukselskim kłamstwem” premiera Morawieckiego.

– To oczywiście nie jest żaden sukces. To, że dostaliśmy jako Polska 6 miesięcy, żeby zastanowić się czy na pewno chcemy wypaść z Unii Europejskiej w tej kwestii, a więc kwestii ochrony środowiska i klimatu i także wielkich pieniędzy, które będą inwestowane w tę ochronę. Sami musimy się namówić do tego, żeby zacząć o tym mówić poważnie. Jeśli będziemy wychodzili przez kamery i będziemy mówili „Morawiecki kłamie” i będziemy to powtarzali nie mówiąc, na czym polega istota sprawy, jakie to ważne dla nas i dzieci, to prawdopodobnie nie będzie robiło na nikim wrażenia – ocenia Tusk.

– Ale wie pan, że to są zaniedbania również poprzednich rządów? – zauważa Komolka.

– Tak, mojego też – przyznaje były premier. – Najwyższy czas, żeby umieć powiedzieć, że były zaniedbania przez kilkadziesiąt lat. Po pierwsze dość ponure dziedzictwo ciężkiego i źle doinwestowanego przemysłu z czasów PRL, a później żaden rząd – włącznie z moimi dwoma – nie był wystarczająco wrażliwy w tej kwestii i wystarczająco przygotowany, żeby doprowadzić do takiego przełomu. Dziś sytuacja jest o tyle inna, że Europa oferuje gigantyczne pieniądze. Kiedy ja broniłem Polski przed tymi decyzjami klimatycznymi, to dlatego że wówczas mówiono o tym jak ukarać Polskę. Dzisiaj po raz pierwszy pojawiła się bardzo poważna oferta: kto idzie z nami, z całą Europą, po czyste powietrze i ratowanie planety, ten będzie nagrodzony – mówi Donald Tusk.

W trakcie rozmowy poruszony został również temat książki „Szczerze” Donalda Tuska, która właśnie miała swoją premierę.

– W pierwszych słowach zastanawia się pan, czy będzie pan żałował wydania tych pamiętników, bo jest tam sporo o polityce, zagranicznej i polskiej, ale też sporo prywatnych wpisów dotyczących pana rodziny… - powołuje się na tekst z książki Joanna Komolka.

– Żałowałem już jak pisałem! - deklaruje Tusk.

– To dlaczego się pan zdecydował? Jest jakieś drugie dno?

– Nie powiedziałbym, że to drugie dno. Ktoś, kto umie czytać, znajdzie pewne sekrety i drugie dna. Mówię to serio. Nie dlatego, żeby reklamować. Czuję się skrępowany, kiedy ludzie pytają co powiem, żeby kupili moją książkę. Nie umiem, nie chcę tak o tym opowiadać. Ale żałowałem w tym sensie, że się na to zdecydowałem, bo wydaje mi się, że to co ważne dla Polaków, to prawda o Unii Europejskiej, a ona jest zakłamywana nieustannie. Przez 5 lat była zakłamywana przez PiS w sposób wyjątkowo bezczelny. Nie chodzi o teraz o moją rolę, chociaż niestety pewnie ich obsesja na moim punkcie też była dodatkową motywacją, żeby kłamać na temat UE, ale generalnie Unia jest przekłamana. Wielka Brytania właśnie chyba ostatecznie wychodzi z Unii Europejskiej między innymi dlatego, że prowadzono tam od kilkunastu lat bardzo kłamliwą kampanię na temat UE, o czym mówił mi zresztą David Cameron, Theresa May i Boris Johnson – mówi były premier w Radiu ZET.