Zamknij

Ewa Minge: ZUS i banki chcą się nachapać. Nie wiem czy zapłacę. Nie stać mnie

03.04.2020 06:40

- Jeżeli mam nieodebrany towar wartości kilkuset tysięcy euro to trudno, żeby było mnie stać na to, żeby płacić normalnie pracownikom. Od strony ekonomicznej – nie, w ogóle nie stać mnie na prowadzenie firmy. Powinna być zamknięta – mówi gość Radia ZET, projektantka mody Ewa Minge. - Nie jest prawdą, że wszyscy przestali od nas czegokolwiek wymagać, że nikt nie zajmuje nam kont, jak nie płacimy – zdradza gość Beaty Lubeckiej. - Wszystkie banki, ZUS-y, urzędy skarbowe będą chciały się nachapać dopóki nie przyjdą dyrektywy – uważa Minge.

Beata Lubecka: A Gościem Radia ZET – gość dzisiaj nietypowy – jest Ewa Minge, projektantka mody i przedsiębiorca czy przedsiębiorczyni. Jak powinnam panią przedstawić? Dzień dobry.

Ewa Minge: A ja myślę, że to jest obojętne. W takim chyba… czasach pandemii… człowiek… to jest czas… człowieczeństwo…

Chyba mamy problemy trochę z łącznością. Nie wiem, z połowy rzeczy… Nie wiem, a może się pani przybliży? O, może teraz, może. O, jeszcze.

Czy teraz się dobrze słyszymy?

O, teraz tak, teraz tak, teraz tak. I postanowiła pani się włączyć w walkę z koronawirusem. Pani firma szyje maseczki dla szpitali. To ile już takich maseczek uszyły pani krawcowe?

Myślę, że mamy już 20 parę tysięcy uszytych tych maseczek. To jest tak, że no to włączenie się w tą akcję to są dwa powody tego. Po pierwsze to jest coś takiego, że ja jestem bardzo mocno związana z rynkiem włoskim i z rynkiem międzynarodowym poprzez rynek włoski. Zanim do nas dotarła informacja… Tzn. ta informacja do nas dotarła, ale świadomość zanim do nas dotarła, co się będzie działo, to żeśmy tak troszkę obserwowali wpierw Chiny, a potem Włochy. Może Włochy z większym zainteresowaniem, ale wciąż i nadal z niedowierzaniem, że to może się u nas wydarzyć. a bo Włosi to to i tamto. W związku z tym moje zamówienia – tutaj jako przedsiębiorca w tej chwili to opowiem, może nie jako projektantka mody – moje zamówienia, moje kontraktacje, bardzo duże na rynek włoski, w tym sezonie przełomowe – ta wiosna/lato była przełomowa z takim naszym wejściem na świat, z nową zupełnie kolekcją i z nową linią, zostały nieodebrane. I bardzo duża ilość towaru stoi na magazynie, ponieważ my eksportujemy na świat poprzez showroomy włoskie, czyli to nie idzie tylko do Włoch, ale również Włosi to dalej wysyłają. Oni po prostu powiedzieli, że: „Słuchaj, fantastycznie, mamy umowy, wszystko jest cudownie, ale jest sytuacja taka, jaka jest”. Ponieważ…

No dobrze, to co będzie w takim razie z tym towarem? Bo on jest, jak pani mówi, w magazynach, więc pani szacuje już straty czy po prostu czeka na lepsze czasy?

Nie, no nie można czekać na lepsze czasy, bo moda jest towarem niestety sezonowym. W związku z tym to, co stoi, to się sprzeda na pewno na przecenach, o ile się sprzeda, bo proszę pamiętać, że jak ruszymy – bo my również stanęliśmy w Polsce, a tutaj także mamy swój rynek zbytu – że jak wszyscy gremialnie ruszymy po otwarciu rynku, no to raptem okaże się, że wszyscy będziemy przeceniali. Wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji, gdzie mamy pełne magazyny, i nie tylko ja. I ten eksport robi wiele krajów i wiele firm. Ja może się będę wypowiadała tutaj o branży odzieżowej, ale wiele firm z… z branży odzieżowej ma potężny problem. Bo wtedy, kiedy nam się zamknął ten rynek włoski, to my powinniśmy w tym momencie już produkować jesień/zimę. Ja siadłam, się zaczęłam zastanawiać, co są warte kontrakty, które nie zostały zrealizowane na wiosnę i lato. Nie będę tych ludzi zmuszała do tego i podawała ich w tej chwili do sądu, a jest to w jakimś tam sensie możliwe, bo ja też mam wyrozumienie, mieszkam częściowo we Włoszech, więc naprawdę wiem, co tam się dzieje. 17-letnia córka mojej koleżanki zmarła po prostu, gdzie zakładano, że w ogóle nie jest w grupie ryzyka.

Ryzyka.

Tak, zmarła w…

To na ile pani szacuje w takim razie straty swojej firmy na ten moment?

Ja nie chcę w tej chwili podawać liczb, ale są to potężne straty. Natomiast powiem szczerze – ja jestem takim człowiekiem, który wychodzi z takiego założenia, że biznes to jest potężne ryzyko, zwłaszcza biznes sezonowy. To jest biznes modowy, to jest biznes spożywczy, który też ma datę ważności. Natomiast dla mnie dzisiaj jest jedna najważniejsza rzecz. Pal sześć to, co stoi na magazynie. Coś z tym zrobimy, sprzedamy, zutylizujemy, rozdamy za złotówkę potrzebującym. Natomiast to jest ten moment, kiedy ja się najbardziej martwię o moich pracowników. Ja mam ich 30 lat. U mnie są na…

A ile osób pani zatrudnia?

Ogólnie zatrudniamy ok. 40 osób. Natomiast te osoby, które…

I będzie pani musiała kogoś zwolnić czy na razie tego pani nie robi?

Tzn. nie. Ja w tej chwili nie wyobrażam sobie, żeby po 30 latach przyjść do kogoś i powiedzieć: „Słuchaj, 30 lat byliśmy razem, ja cię będę teraz zwalniać”. W związku z tym to… to moje szycie maseczek to jest artterapia – przepraszam za to, co powiem – to jest oczywiście taki rodzaj z mojej strony takiej filantropii, która wiele razy w życiu zaprowadziła mnie w kozi róg, a z drugiej strony uważam, że było warto, dlatego…

A dokąd trafiają te maseczki, które szyjecie?

Słucham?

Dokąd trafiły czy też trafiają te maseczki, które szyjecie?

Te maseczki głównie trafiają do szpitali. Do szpitali zaprzyjaźnionych z nami, ponieważ ja prowadzę Fundację Black Butterflies. Fundację, która wspiera ludzi chorych onkologicznie, ludzi również w ciężkim stanie.

To w jakim mieście, w jakich miastach są te szpitale? To są szpitale onkologiczne właśnie?

Nie, to nie są szpitale onkologiczne. To jest Gdańsk – Szpital Marynarki Wojennej, to jest nasza Zielona Góra, to jest Warszawa, to jest Wrocław, to są szpitale mniejsze – Szczecinek mój rodzinny. No tam akurat mi moja fundacja nie współpracuje, ale jak się zgłosił mój rodzinny Szczecinek, to oczywiście trudno było tych maseczek nie wysłać.

A odzież ochronną też szyjecie?

Odzież ochronną zaczęliśmy w tej chwili szyć, natomiast…

A to wszystko ma atesty? Bo to też jest ważne, prawda?

To nie jest ważne. Tzn. jest to o tyle ważne, że rzeczy, które my szyjemy, tkaniny, które my mamy, to są tkaniny atestowane, nasza hala jest ozonowana. Ale no… mało kto z państwa pewnie wie, bo to jest cały czas powtarzane – w czasach pandemii, w czasach takiego stanu dla mnie i dla służby medycznej wyjątkowego atesty nie są wymagane. Ale oczywiście jest wymagany zdrowy rozsądek i zanim szpital przyjmie, to musi wiedzieć, co przyjmuje. Toteż szpitale często mówią, że to, co dostają w odruchu serca, gdzie ludzie szyją po domach… Bo to, że moja firma szyje, to ja tylko mogę powiedzieć tak: jeżeli uszyliśmy 30 tys. maseczek i policzyć to po 5 zł, bo po tyle chodzi taka maseczka na rynku, to ja zasponsorowałam państwu ze 150 tys. Mówię „zasponsorowałam”, bo ja moim dziewczynom muszę zapłacić, muszę zapłacić za tkaninę.

Czyli pani płaci cały czas swoim pracownicom, swoim krawcowym? To nie jest tak…

Tak, tak.

Płaci pani.

My nie szyje… Ja…

A to jest całkowita pensja? Panią jeszcze na to stać, żeby płacić całkowitą pensję swoim pracownicom czy po prostu, nie wiem, no 80% to jest czy 50%? Jak to wygląda?

W sytuacji, w której jesteśmy w tej chwili, ja rozmawiam bardzo szczerze. I to chyba w mojej załodze i w mojej firmie zawsze jest taką podstawą. Rozmowa z pracownikiem, nie przekazywanie przez szefa produkcji, przez kolejne osoby: „Słuchajcie, jest źle, będę płacić 80, 60, 40”. Ja zrobiłam zebranie na mojej hali, bo szanuję moich ludzi. I takie zebranie robię wtedy, kiedy jest taka potrzeba, nie tylko z okazji świąt, gdzie się bawimy, ale to jest właśnie taki moment, kiedy trzeba pamiętać, że ten pracownik za maszyną, ten pracownik, który dla nas wykonywał przez 30 lat pracę… Ja mam dzisiaj emerytki zatrudnione legalnie, biorą emeryturę i dodatkowo jeszcze pracują u mnie. Ja sobie nie wyobrażam, żeby nie było szacunku w stosunku do pracownika, czyli żeby nie zatrzymać produkcji i nie powiedzieć mu: „Posłuchajcie, musimy pójść na urlopy – bo taki był pierwszy nasz odruch i poszliśmy na urlopy – słuchajcie, musimy pójść na urlopy ze względu na to, że nie możemy szyć jesieni, bo, jak widzicie, a widzicie, na magazynach stoi nieodebrane lato. Jesteście przerażeni, ja wiem, docierają do was różne informacje. Polska jeszcze pracuje – bo w tym czasie Polska pracowała – ja coś wymyślę, znacie mnie. Jeszcze nie wiem co, ale coś wymyślę”.

No i ostatecznie skończyło się na tym, że szyjecie maseczki. I powracam do tego – czy panią stać jeszcze na to, żeby zapłacić całą pensję swoim pracownicom czy też po prostu to jest 50%?

W ogóle nas nie stać. Proszę sobie wyobrazić, że jeżeli jest nieodebrany towar wartości kilkuset tysięcy euro, to trudno, żeby było mnie stać na to, żeby płacić. Od strony ekonomicznej nie, nie stać mnie w ogóle na prowadzenie firmy i ta firma powinna być zamknięta. Nie stać mnie na to, że ZUS krzyczy. Bo nie jest to prawdą, że wszyscy raptem przestali od nas czegokolwiek wymagać i nikt nam nie zajmuje kont, jak nie płacimy. To są na razie pobożne życzenia, nie ma dyrektyw. Wszystkie banki, wszystkie ZUS-y, wszystkie urzędy skarbowe na ten moment – nazwijmy to – będą się chciały nachapać, dopóki nie przyjdą dyrektywy, bo te pieniądze są na ten moment potrzebne państwu.

No właśnie, to chciałam zapytać, jak to jest z tą tarczą antykryzysową, która została uchwalona. Czy to będzie dostateczna pomoc czy też czy to będzie, czy to jest dziurawe, jak wielu krytyków mówi?

Nie wiem, ponieważ nie łapię się na tą a… na tą tarczę, bo nie jestem przedsiębiorcą do 9 osób. Przełożenie ZUS w moim przypadku niczego kompletnie nie da, bo raptem nie ruszymy i… i nie pokryjemy tych strat, które mamy. Natomiast co jest dla mnie istotne? Ja nie wiem, czy ja zapłacę ZUS, ja nie wiem, czy ja zapłacę podatek, ale ja wiem, że z własnej kieszeni przez 30 lat udało mi się coś odłożyć. W związku z tym ja sobie nie wyobrażam, żeby moi ludzie nie dostali wypłat. Nie stać mnie jako przedsiębiorcę, ale musi mnie być stać jako człowieka. I to są dwie kompletnie różne rzeczy. Ja mam rodzinę.

Czyli…

Ja mam rodzinę w postaci tych ludzi, których zatrudniam, zwłaszcza w tej części produkcji, gdzie jest tam ok. 20 osób, bo nie wszystkie osoby pracują u nas na produkcji. To nie są nowe osoby, bo reszta osób, która przyszła do firmy, to są osoby, które z różnym stanem – one nie są… - czasu pracy. One nie są w żaden sposób z nami tak związane emocjonalnie. Ale ta grupa, która ze mną zaczynała budować markę, to są moje dzieci. To są moje siostry, ciocie.

Rozumiem, czyli nie opuści pani swoich pracowników teraz, w tym bardzo trudnym czasie. Firma póki co działa.

Tak.

Ludzie pracują, dostaną pieniądze.

Dopóki będę miała… Dopóki będę miała prywatne pieniądze bądź co sprzedawać, to z moimi ludźmi będę się dzielić. A jak dalej będzie? No mam nadzieję, że… że pojawiają się w tej chwili… I to chyba też jest taki dobry symptom, że zaczęliśmy się trochę wspierać jako przedsiębiorcy. Pojawiają się jakieś sytuacje i rzeczy, w których my już przestajemy pomału pełną parą szyć te historie charytatywne, bo 3 tygodnie czekam na to, aż nasze terenowe tutaj czy jakiekolwiek inne władze wreszcie sprowadzą tą wystarczającą ilość maseczek i społeczeństwo nie będzie musiało, to nie tylko ja…

Tak, bo to jest pospolite ruszenie trochę jednak, trzeba powiedzieć.

Tak. Tak, tak, tak.

To, co się teraz dzieje.

Tak.

Dobrze, tutaj musimy postawić wielokropek, ale to nie znaczy, że kończy się nasza dyskusja. Nasza dyskusja kończy się na antenie radiowej, ale cały czas jesteśmy w Internecie na RadioZET.pl i na Facebooku. I zachęcam – proszę zostać z nami. Ewa Minge też z nami zostaje i ciąg dalszy tej rozmowy.

"Może dojść do anarchii, mogą pojawić się zamieszki"

- Może być taka sytuacja, że jak na tych filmach Science-Fiction pojawi się anarchia, że ludzie nie wytrzymają, w nerwach, stresach, z powodu utraty pracy będą zamieszki  - mówi w internetowej części programu „Gość Radia ZET” Ewa Minge. Projektantka mody dodaje, że swoim pracownikom płaci ze „skarpety”. - Wchodzę na konto i już mam je zajęte z powodu urzędu skarbowego, bo coś tam nie było zapłacone, nie mogę pobrać pieniędzy, żeby zapłacić ludziom za pracę i mam do wyboru albo zapłacę urzędowi skarbowemu albo pracownikom. Zanim rozwiążę ten problem z rzędem, to w tym czasie nie zapłacę ludziom na chleb. Więc idę do skarpety i wyjmuję z niej – opowiada gość Beaty Lubeckiej. Minge podkreśla, że jej pracownicy obawiają się o to, by nie stracić pracy.

Projektantka mody ocenia, że jeżeli pandemia będzie trwała to końca kwietnia, to jej branża jakoś się „otrzepie”. - Wstaniemy, damy radę – dodaje. - Bierzemy w tej chwili wszystko, żeby tylko przetrwać, ale na takim przetrwaniu długo nie ujedziemy – ocenia Ewa Minge.

Gość Radia ZET apeluje również do polityków. - Weźcie się państwo z danej partii zastanówcie, kto za wami stoi, kto jest waszymi przyjaciółmi, mówię o ludziach zamożnych, z dużym biznesem, którzy wspierają państwa partię – mówi Minge. Jej zdaniem należy „wyłożyć po parę milionów” i wesprzeć szpitale. - Gdybym ja była politykiem, to w tym momencie nie wyobrażam sobie lepszego momentu na kampanię. Ja bym wygrała tę kampanię, bo to czas dla ludzi czynu a nie ludzi słowa – komentuje projektantka mody.

RADIOZET/MA