Ewa Pietrzyk-Zieniewicz: przegranym 2019 roku jest opozycja bez silnych liderów

31.12.2019 08:02

Kto jest największym wygranym, a kto największym przegranym 2019 roku? Doktor Ewa Pietrzyk–Zieniewicz ocenia w programie „Gość Radia ZET”, że palmę pierwszeństwa nadal dzierży prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Rokiem sterował dobrze, chociaż pewne rzeczy już nie wyszły. Tyle tylko, że te schody trafiły się w miejscach, których chyba nie przewidywano, że się trafią – mówi politolog UW. Zapytana przez Beatę Lubecką o największych przegranych mijającego roku, dr Pietrzyk–Zieniewicz wskazuje opozycję. – Nie wygenerowała liderów – tłumaczy politolog. 

Beata Lubecka: Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, Instytut Nauk Politycznych, Uniwersytet Warszawski, mogę powiedzieć politolożka? Dzień dobry.

Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz: Dzień dobry pani, dzień dobry państwu. Może pani redaktor, ale jak będzie „politolog”, to ja się nie obrażę.

Ja się tak asekuruję, bo nie wszystkie kobiety to lubią, a ja się zaczynam przyzwyczajać do tych żeńskich końcówek i coraz bardziej i coraz bardziej mi się podobają. „Politolożka” mi się podoba. Jak ten czas leci! Rok temu dokładnie tutaj siedziałyśmy i podsumowywałyśmy razem rok 2018 i wtedy pani mówiła, że największym wygranym poprzedniego roku był Jarosław Kaczyński. A kto w tym roku dzierży palmę pierwszeństwa? Chyba się lider nie zmienił?

Jeżeli w ogóle typować, to rzeczywiście lider się nie zmienił i ma się świetnie jako polityk, niezależnie od tego, czy go lubimy, czy nie, trzeba przyznać, że rokiem sterował dobrze, chociaż pewne rzeczy już nie wyszły. Tyle tylko że te schody trafiły się w miejscach, których chyba nie przewidywano, że się trafią, a wszystkiemu winne media.

A co nie wyszło Jarosławowi Kaczyńskiemu? Chodzi o to, że wybory do polskiego Parlamentu nie przyniosły takiego wyniku, jakiego oczekiwał PiS?

Też, bo sądził, że zapracował na więcej. I zresztą mieli prawo tak przewidywać, że to będzie lepiej troszkę. Ale wybory wyszły tak, jak wyszły. Stracili Senat. Wprawdzie naskórkowo bardzo, bo zobaczymy, jak to będzie za pół roku. Teraz jest to temat dnia, więc każdemu senatorowi wstyd by było nagle barwy zmieniać, ale zobaczymy, jak to się potoczy, różnica jest minimalna.

Czy nie będzie transferów na przykład.

A one zwykle bywają, tylko tyle że gdzie wygrywa Jarosław Kaczyński? Właśnie ja mam wrażenie, że wszyscy patrzą na transfer jak biskupi, że też nigdzie po stronie opozycji nie ma jakiejś takiej koncepcji: „No dobrze, ale przecież w końcu PiS ma przewagę bardzo niewielką w Sejmie. Może tak my byśmy coś kogoś… >>kupili<< to brzydko powiedziane, no ale w każdym razie namówili, żeby poszedł z nami dla odmiany?”. Proszę zobaczyć, tego nie ma, i to jest wygrana pana prezesa.

Ale ruch w tę stronę?

A dlaczego nie?

Żeby z partii władzy przejść do okopów opozycji? Nie wydaje mi się to prawdopodobne.

To zależy w jakiej kondycji jest opozycja.

W nie najlepszej.

Przecież oprócz ministerialnych stanowisk pierwszej ligi są jeszcze różne inne intratne stanowiska i u nas, i w Europie, i można poczekać. Ale proszę zauważyć, że w ogóle taka koncepcja nikomu do głowy nie przychodzi i mam wrażenie, że właśnie to jak gdyby ilustruje aktualną kondycję opozycji. Ona sama nie wierzy, ona patrzy, żeby nic nie stracić, a zupełnie tam nie ma takiej dyspozycji: „a może my byśmy kogoś coś zyskali”. Nawet w Senacie, bo przecież opozycja jako taka nie ma przewagi w Senacie.

No ta przewaga jest taka chybotliwa, taka o włos.

Gdyby nie to, że jest tych czterech bezpartyjnych i oni nic nie muszą i z nikim dyskutować też nie muszą.

I mogą zagłosować jak chcą – raz tak, tak raz.

I mogą zagłosować jak chcą, więc to jest bardzo chwiejna przewaga, zwłaszcza że już spowodowano kłopoty dla pana marszałka Senatu.

Ale co by nie powiedzieć, to też jest jeden z największych wygranych tego roku, bo przecież rok temu to mało kto o nim słyszał, pies z kulawą nogą, a teraz już od razu dwa orędzia...

Pani redaktor, to jest taka cecha naszej sceny politycznej. To przez ten rok się pokazało tak mocno, chociaż to już było wcześniej, że nagle postać zupełnie nieznana tak jakby wychodzi z nicości i okazuje się, że bierze jedno z najlepszych, najbardziej prominentnych stanowisk w kraju.

Prestiżowych.

No przecież tak było z prezydentem Dudą, daleko nie szukając. Tak było kiedyś z panią Szydło. No któż znał tę panią? A teraz się okazuje, że nie tylko premierowanie, ale i najlepszy wynik w eurowyborach.

I to był jej osobisty sukces w tym roku.

Tak, i dalej, ona jest teraz tą, która wspiera, przecież tam w kolejnych wyborach parlamentarnych działała, a może i prezydenckich się pokaże.

Ale chyba jednak w partii to na aucie, można powiedzieć. Wiemy już, kto jest największym wygranym. A kto jest największym przegranym pani zdaniem, jeśli chodzi o polskich polityków?

Oj, to znaczy tak jednostkowo nie chciałabym typować, bo to tak nieładnie w ostatni dzień roku. Co ja mam komuś prezenty robić.

Komuś rózgę sprezentować.

Natomiast przegranym… Nawet nie nazwałabym tego przegraną, ale refleksja byłaby taka: proszę zauważyć, nasza opozycja, en général, mimo wszelkich możliwych prób, nie wygenerowała już nie to, że lidera jednego, bo daj Boże, ale liderów. I to zobaczmy sobie, począwszy od lewej strony, gdzie tak pięknie, był aż nadmiar, trzech tenorów, oj, jak się krzyczało, a dzisiaj nie bardzo jest komu przegrać te wybory, bo...

Nikt się nie pali, żeby startować w wyborach prezydenckich.

...Zandbergowi – no właśnie o tych mówię – nie bardzo się to opłaca, rzeczywiście jak przeanalizować, to nie byłaby jego elekcja, natomiast swoje zyskał. Ma sześć szabel w Parlamencie, a wydawać by się mogło, że oni tam nie przelezą tej bariery przecież pięciu procent. Zjednoczyli się, dobrze, są i mogą głosić swoje tezy. No niekiedy to jest rzeczywiście taki socjalizm dość…

Ortodoksyjny, nazwijmy to może w ten sposób.

No nie, „akademicki” bym go nazywała, bo teoretycznie to wszystko ładnie, tylko że ludzie nie są teoretyczni i akademiccy, tylko tak żyją naprawdę. Pan Biedroń od początku był w mojej opinii raczej, przepraszam pana Biedronia, sympatycznym człowiekiem, ale wydmuszką.

Rozczarowaniem.

Nie, po prostu trzeba było się wsłuchać. Wie pani, jak się robi kampanię taką fajną, po amerykańsku, to strzelają korki od szampana, sam pan Biedroń jako ten korek od szampana wygenerował i krzyczy: „Chcecie być piękni?”, „Tak!”, „Chcecie być bogaci!”, „Jasne!”…

„Ogłaszam Wiosnę w lutym!”.

Tak. „Ja tylko jedną taką Wiosnę miałem w życiu” – powie sobie pan Biedroń, bo dzisiaj właściwie tej partii już nie ma.

Wchłonięta przez SLD.

Resztki skonsolidowały się z SLD, a sam pan Biedroń nigdy nie był kandydatem w mojej opinii właściwym, a to z wielu powodów, a w tej chwili to już on sam nawet się nie wybiera, pan Czarzasty nie życzy sobie przegrać, bo mógłby – powinien osobiście...

Nie no, dobrze, że w ogóle dostał się do Sejmu. A kto jest w ogóle w stanie zagrozić Andrzejowi Dudzie w walce o reelekcję? Jest ktoś taki wśród tych kandydatów?

To jest smutne, to jest smutne dla naszej demokracji. Niezależnie od tego, po której stronie się opowiadamy, bo dzisiaj już mamy tylko dwie strony: opozycja i partia władzy, czyli PiS. W tej chwili o tyle nikt, że to by musiałby ktoś, kto by mógł i chciał. Chciałoby wielu, natomiast kto by mógł? Takim najbardziej wyraźnym politykiem i pytała pani o sukcesy, to jest jednak PSL i pan Kosiniak-Kamysz, który wyprowadził tę partię ze strasznego doła, i to zrobił to osobiście, i rzeczywiście nic i nikogo nie miał za plecami, nawet media niespecjalnie.

To w takim razie Kosiniak-Kamysz może być tą najsilniejszą przeciwwagą?

No właśnie nie może, bo jego partia dopiero się odradza, rzekłabym...

Czyli co, możemy zaryzykować, że wygra Andrzej Duda?

To znaczy ja w tej chwili pochylam głowę i mówię: nawet nie ryzykujemy, a to o tyle niedobrze, że demokracja lubi jednak jakiś wyścig, jakieś polemiki...

Rywalizację.

…jakąś niewiadomą, a ta nasza demokracja ma same wiadome, przynajmniej na dzisiaj tak jest. Bo nie widzę po stronie opozycji nigdzie nikogo ani żadnej myśli programowej, politycznej, żadnej koncepcji, nawet bycia z Unią...

Która mogłaby przyciągnąć wyborców.

...która by mogła np. wybić pana prezydenta z tego rytmu, w którym on jest. Maszyna PiS-owska świetnie działająca poszła do przodu od razu po wyborach parlamentarnych. Już się zaczęła kampania prezydencka de facto i już ona jest narysowana – to widać, słychać i czuć, każdy marketingowiec to powie. I nikt nie potrafi wybić pana Dudy z rytmu.

I tutaj stawiamy trzykropek. Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z nami zostaje, jesteśmy na Facebooku i RadioZET.pl. Ciąg dalszy podsumowania 2019 roku i tego, co nastąpi w 2020 roku, zapraszam.