Grzegorz Schetyna: Kaczyński zostanie zmiażdżony przez Kidawę-Błońską

05.09.2019 07:30

Lider PO Grzegorz Schetyna jest przekonany, że Jarosław Kaczyński przegra wybory w Warszawie, tak jak przegrał je w 2007 roku po debacie z Donaldem Tuskiem. – Zostanie zmiażdżony przez Małgorzatę Kidawę-Błońską. Przegra te wybory w Warszawie. To mogę dzisiaj pani powiedzieć, napisać i podeprzeć to słowem harcerza, jak pani chce – deklaruje w programie „Gość Radia ZET”. Zapewnił Beatę Lubecką, że w przypadku wygranej Koalicji Obywatelskiej nie będzie on podejmować decyzji za Małgorzatę Kidawę-Błońską, kandydatkę na premiera startującą z 1. miejsca w Warszawie.

Beata Lubecka: z nami jest Grzegorz Schetyna, gość Radia ZET, lider Platformy Obywatelskiej, Koalicji Obywatelskiej. Dzień dobry, panie przewodniczący.

Grzegorz Schetyna: Dzień dobry pani, dzień dobry państwu, kłaniam się.

Był pan harcerzem? Bo nie znajduję takiej informacji w pana oficjalnym biogramie.

Byłem harcerzem w szkole podstawowej.

Czyli zawsze mówi pan prawdę?

Ale potem, kiedy powstawała taka formacja harcerska Służba Polsce Socjalistycznej, nie przystąpiłem do niej.

Ale rozumiem, że cechą dobrego harcerza jest prawdomówność. Czyli Grzegorz Schetyna mówi prawdę zawsze?

Tak, mówię prawdę. W deklaracjach, zobowiązaniach trzeba mówić prawdę. W polityce szczególnie.

Bo wczoraj pan dał słowo harcerza, że Małgorzata Kidawa-Błońska na pewno będzie premierem, jeśli opozycja wygra te wybory.
Jeżeli będziemy mieli większość parlamentarną, taką, która pozwoli stworzyć rząd, to oczywiście tak.

I z ręką na sercu?

Mówiłem to wczoraj, powiedziałem dzisiaj i jeszcze przedwczoraj, i powiem jutro.

Ale w sumie pana to nic nie kosztuje, bo żaden z dotychczasowych sondaży nie daje wam szans na wygraną.

W 2011 roku przegrywaliśmy 11 punktami 5 tygodni przed wyborami. To są wybory i kampania wyborcza tak naprawdę teraz się dopiero zaczyna. I te wszystkie narzekania, że nic się nie działo przez ostatnie tygodnie czy miesiące, nie mają znaczenia. Kończą się wakacje, rejestracja komitetów, losowanie numerów, nazwiska i już prawdziwa kampania.

Wytrawni komentatorzy mówią, że gdyby pan był pewien zwycięstwa, to na pewno by w życiu pan się nie zdecydowałby na taki ruch.

Wie pani, trudno być pewnym zwycięstwa, jeżeli te sondaże opozycji nie rozpieszczają i jeżeli utrzymuje się przewaga PiS. Ja uważam, że przede wszystkim też ta decyzja wynika – wynika z wielu rozmów moich z Małgorzatą, ale przede wszystkim wynika z tych wielu, wielu rozmów, które przeprowadzaliśmy w Polsce, w tych spotkaniach ostatnich tygodni, ale także wcześniejszych. Szczególnie ostatnio.

I co, wyborcy mówili: „Zróbcie coś z Grzegorzem, nie może być liderem PO, nie może być twarzą kampanii”?

Nie, tak nie mówili, mówili o takim języku agresji i złych emocji, o tym, jak wygląda polska polityka.

Ale to co, pan jest postrzegany jako osoba agresywna?

Ja jestem szefem bloku największej partii opozycyjnej i siłą rzeczy każdy dyskurs między Kaczyńskim a mną na tym poziomie PO-PiS, no i tego konfliktu, który jest bardzo mocny, emocjonalny, prawdziwy, jeśli chodzi też o sytuację w Polsce, wymusił na nas to, żeby szukać innych przestrzeni.

A nie za późno?

Jeżeli nie znaleźlibyśmy innego pomysłu, a tym pomysłem najlepszym z możliwych jest pani Małgorzata Kidawa-Błońska, to wtedy nie moglibyśmy liczyć na to, że zaprosimy czy zachęcimy do udziału w tych wyborach ludzi, którzy mają dystans do polityki, których właśnie taka polityka twarda, często agresywna, złych emocji od polityki odstawia czy odsuwa.

A nie za późno jest taki manewr wykonany? Na półtora miesiąca przed wyborami?

A kiedy można było go zrobić? Przed wakacjami? Przed wyborami, przed wyborami europejskimi? Koniec maja – wybory europejskie. One zamknęły pewien etap. Ale wcześniej wybory samorządowe. W takim maratonie wyborczym nie ma dobrego czasu. Ten czas jest najlepszy moim zdaniem z możliwych, bo jest przed kampanią wyborczą.

Czyli jednak posłuchał pan PR-owców wynajętych z Izraela, że powinien się pan nieco usunąć w cień, tak?

Nie… Mam wielką sympatię do pani redaktor, ale teza, którą stawia się w pytaniu, tworzy to pytanie nieprawdziwym.

Czyli nie wynajęliście żadnych PR-owców z Izraela i nie doradzali panu, że musi się pan usunąć w cień. Tak mam to zrozumieć?

Dokładnie tak, jak pani powiedziała. I chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, że ta sytuacja jest przemyślanym ruchem, który ma stworzyć nową szansę dla opozycji, ale też dla Polaków, przede wszystkim dla Polaków, żeby byli w tych wyborach, żeby uwierzyli, że polska polityka może się zmienić, że polscy politycy wyciągają wnioski z tego, co słyszą na ulicach, w miejscach publicznych, w rozmowach z wyborcami. Właśnie to jest nowa jakość.

Tylko że przez całą kadencję pan kontestował ten model rządzenia przyjęty przez PiS, skądinąd dysfunkcyjny, że lider partii nie jest premierem, a teraz pan wchodzi w te same buty.

To jest zupełnie inna sytuacja, bo decyzja… propozycja, którą złożyłem pani Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, nijak się ma do tego, jak wskazywanie przez Kaczyńskiego kandydatów na premierów, za którymi stawał i za którymi się chował. To nie jest tak, że pani Małgorzata Kidawa-Błońska jest osobą przypadkową w polityce, czy jest wyciągnięta z kampanii wyborczej.

A Beata Szydło była przypadkową? Nie no, z całym szacunkiem, była wiceprezesem PiS-u.

Ale była osobą, która prowadziła kampanię prezydentowi. Proszę przypomnieć sobie, jak była traktowana pani Beata Szydło przez prezesa Kaczyńskiego, jak wczoraj, dzisiaj i jutro decyzje, jeśli chodzi o rząd, podejmowane są na Nowogrodzkiej. To Beata Szydło jako premier, a teraz Morawiecki jako premier jeżdżą rządowymi limuzynami razem z Radą Ministrów na Nowogrodzką, Żeby słuchać i odbierać wskazówki. O takim modelu chce ze mną pani rozmawiać? To jest model wschodni.

Czyli rozumiem, że Grzegorz Schetyna nie sterowałby z tylnego siedzenia, tak?

To jest oczywiste.

I co, byłby pan wtedy szeregowym posłem?

To jest najpoważniejsza różnica, która jest między PiS-em a PO: Czy rządzi się z Nowogrodzkich, czy rządzi się z Al. Ujazdowskich z Kancelarii Premiera. Jeżeli taką decyzję podejmujemy, to po to, żeby premierem i faktycznym szefem rządu była Małgorzata Kidawa-Błońska po zwycięskich wyborach, a nie, żeby decyzje były podejmowane w centrali partyjnej PO na ul. Wiejskiej. Bo to jest absurdalne. Proszę to zobaczyć i proszę zobaczyć, jaka jest w tym różnica.

To są jednak political fiction scenariusze, jeśli chodzi o nową panią premier potencjalną. A manewr z Małgorzatą Kidawą-Błońską nie miał pana uchronić przed porażką w Warszawie?

Nie no, to, wie pani… To są...

Liderzy PiS-u mówią, że pan czmychnął do Wrocławia, bo wystraszył się pan Jarosława Kaczyńskiego. Miał bardzo dobry wynik cztery lata temu – ponad 200 tys. głosów.

I przegrał z Ewą Kopacz, i przegrał z Donaldem Tuskiem.

A pan by z nim wygrał?

I przegrał z Donaldem Tuskiem 8 lat temu i 12 lat temu.

Ale obawiał się pan tego pojedynku czy nie?

Pierwsze, co zrobiłem, to zaproponowałem debatę Kaczyńskiemu. Co powiedział Kaczyński? Co mówił Brudziński? Jak odpowiadali politycy PiS-u? Proszę to przywołać. Jeżeli ktoś jest tak pewny, że wygra z kimś, to staje do debaty. Dlaczego Kaczyński uciekał od debaty ze mną? Dlaczego nie chciał rozmawiać?

Bo może ma traumę z 2007 roku, kiedy przegrał debatę z Donaldem Tuskiem.

Przegrał debatę i przegrał wybory. I te wybory też przegra. Zostanie zmiażdżony przez panią Małgorzatę Kidawę-Błońską. Przegra te wybory w Warszawie. To mogę dzisiaj pani powiedzieć, napisać i podeprzeć to słowem harcerza, jak pani chce.

W wyborach może tak, w Warszawie. Czy będzie odpowiedź na cysternę wstydu?

Na kompromitujące rzeczy będzie pytanie, skąd pieniądze, jakie jest zaangażowanie Orlenu w kampanię wyborczą PiS-u.

Ale jakie zapytanie?

Zapytanie do tych, którzy te pieniądze publiczne w Orlenie wydają, którzy angażują się w kampanię wyborczą PiS-u.

Ale Orlen już napisał, że absolutnie to nie są cysterny koncernu. Będziemy oczekiwać pełnego ujawnienia finansowania tej akcji.

Chcę też wiedzieć, skąd prokuratura… Czy była koordynowana akcja zatrzymania byłego prezesa Orlenu Jacka Krawca razem z przygotowaniem tego żałosnego happeningu przez Morawieckiego i Brudzińskiego. To są pytania, na które musi...

I komu chce pan postawić to pytanie?

Premierowi i szefowi kampanii, Brudzińskiemu i Morawieckiemu, bo to są rzeczy skandaliczne. To są standardy wschodnie. Jeżeli ktoś szykuje, jeżeli ktoś prowadzi kampanię wyborczą w taki sposób, jak wczoraj wiedzieliśmy Morawiecki z Brudzińskim, to jest naprawdę kompromitacja i to są standardy, które są nie do zaakceptowania w Polsce.

To tyle w części radiowej.

***

W internetowej części programu „Gość Radia ZET” Grzegorz Schetyna tłumaczył dlaczego Cezary Grabarczyk – mając zarzuty dot. nielegalnego wejścia w posiadanie pozwolenia na broń – jest liderem listy Koalicji Obywatelskiej w Piotrkowie Trybunalskim. – Ta sprawa została umorzona przez poprzednią prokuraturę w 2015 i została przywrócona w 2016 roku po zmianie prokuratury – mówi lider PO w rozmowie z Beatą Lubecką. Obecność Tomasza Zimocha na pierwszym miejscu łódzkiej listy KO tłumaczy „twardym charakterem i niezależnością” byłego dziennikarza sportowego.

Beata Lubecka zauważyła, że listy wyborcze spowodowały podział w samej Platformie Obywatelskiej.

– Na przykład Elżbieta Radziszewska zgłaszała takie zastrzeżenia, że jak to się dzieje, że Cezary Grabarczyk – człowiek z zarzutami – jest liderem listy w Piotrkowie? Ma zarzut o to, że nielegalnie wszedł w posiadanie pozwolenia na używanie broni – mówi prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Na temat prokuratury, która jest pod rządami PiS i prokuratora generalnego, który jest politykiem, mówiłem już wielokrotnie. Natomiast jeśli chodzi o Cezarego Grabarczyka, ta sprawa została umorzona przez poprzednią w 2015 roku i została przywrócona w 2016 roku po zmianie prokuratury – odpowiada Schetyna.

– Ale zarzut jest. Skoro wymagamy wiarygodności i uczciwości wśród oponentów, sami powinniśmy świecić przykładem, czyż nie? – zauważa Beata Lubecka.

– Ale zarzut stawia prokuratura sterowana przez Zbigniewa Ziobrę. Nie poprzednia prokuratura. Poprzednia prokuratura umorzyła, zamknęła to postępowanie. Sprawa wróciła po roku – stwierdza lider PO.

– Ale kiedy umorzyła? Jeszcze w 2015 roku, kiedy jeszcze rządziła PO? – dopytywała gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– Prokuratura, jak pani dobrze wie, była niezależna. Prokuratora generalnego Seremeta wybierał prezydent Lech Kaczyński. Pamiętamy? Więc dlatego ta prokuratura była niezależna i ona to postępowanie umorzyła. Wróciła ta sprawa po roku, kiedy prokurator generalny Zbigniew Ziobro czy prokurator przez niego wskazany uznał, że ta sprawa może mieć potencjał wyborczy czy polityczny i sprawa została wprowadzona znowu na agendę – mówi Schetyna w Radiu ZET.

– Ale świadkowie zeznają, że ci którzy uczestniczyli w egzaminie teoretycznym czy praktycznym, że nie widzieli na oczy Cezarego Grabarczyka – odpowiada Beata Lubecka.

– Jeszcze raz mogę powiedzieć, że ta sprawa została umorzona w 2015 roku – powtarza lider PO.

– Czyli pana zdaniem teraz jest ustawiona, tak? – pyta o sprawę prowadząca.

– Uważam że teraz nie może być tak, że prokurator podległy Ziobrze będzie stawiał zarzuty politykom opozycji. My jako liderzy opozycji będziemy eliminować ich z możliwości kandydowania w wyborach do parlamentu. Bo jeśli tak by było, to są w stanie postawić zarzuty wszystkim, żeby wszystkich wyeliminowali. Tak nie będzie. Nie będę realizował scenariusza pisanego na Nowogrodzkiej czy w prokuraturze. To jest twarda walka o to, żeby każdy miał możliwość wyboru. Walka o swoje dobre imię – mówi Grzegorz Schetyna.

Dlaczego numerem 1 jest Tomasz Zimoch?

– Uważam, że to bardzo symboliczna postać. Dla dziennikarstwa, dla niezależnych mediów. Dla wolności mediów… - wymienia Schetyna.

– Jakie ma szczególne zasługi? Jakie ma pojęcie o polityce? – zastanawiała się Beata Lubecka.

– Jeśli robi się Koalicję Obywatelską, otwiera się swoje szeregi, miejsca i przestrzeń dla ludzi spoza polityki partyjnej, to wszyscy mówią: „to świetnie, róbcie tak, tylko jakie będą wskazania?”. To jest takie wskazanie. To przestrzeń, propozycja dla osoby, która nie jest wprost z partyjnej polityki. Ma ogromnie dużo doświadczenia – zachwala Zimocha lider PO.

– Ale doświadczenia w jakim zakresie? Że jest dobrym komentatorem sportowym? – dopytywała Lubecka.

– Tak. Był świetnym dziennikarzem sportowym. Jest osobą wielkich zasad, twardego charakteru czy niezależności – tłumaczy przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

– A gdzie ten twardy charakter i niezależność się objawia? – zastanawiała się Lubecka.

– Choćby, że został wyrzucony z publicznego radia, za to że nie podjął współpracy z tymi, którzy jej oczekiwali po 2015 roku. Dla mnie to argument, bo uważam że takich ludzi trzeba pokazywać. Ich jest wielu, a oni są poza polityką – tłumaczy Schetyna.

– I to będzie taka skuteczna lokomotywa w Łodzi?

– Uważam że lista łódzka jest tak skonstruowana, że osiągnie tam dobry wynik przy wsparciu pani prezydent Zdanowskiej. To jest drużyna, która wygra. Prowadzona przez Tomasza Zimocha, ale bardzo dobrze skonstruowana, jeśli chodzi o dobre nazwiska różnych osób. Jako Koalicja Obywatelska nie możemy być czystym porozumieniem partii politycznych i środowisk stricte partyjnych – stwierdza gość Radia ZET.

– Ale Hanna Zdanowska wycofała się w formie protestu ze sztabu wyborczego – przypomina Beata Lubecka.

– Ta sprawa nie dotyczyła bezpośrednio Tomasza Zimocha, ale generalnie konstrukcji pisania list. Wszystko jest już w porządku. Listy zarejestrowane, podpisy zebrane – tłumaczy Schetyna.

– Jesteście pogodzeni?

– My się nie kłócimy. Ja się mogę spierać, mogę mieć różne zdanie, ale to odpowiedzialność szefa partii, żeby stworzyć konstrukcję, która ma szansę na zwycięstwo. Trzeba mieć przekonanie, że wskazanie ludzi służy dobrej sprawie. Ja mam takie przekonanie. Różni ludzie. Nie tylko z partii politycznych, nie tylko z PO, ale tacy którzy chcą wygrywać, a wcześniej ciężko pracować w tej kampanii – deklaruje gość Radia ZET.