Schetyna: zniesienie 30-krotności ZUS to ustawka, żeby interweniował prezydent

14.11.2019 08:02

Przewodniczący PO ocenia, że powrót do pomysłu zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS to „polityczna ustawka”. – Ma służyć temu, żeby interweniował później prezydent Duda. Będzie debata, a skończy się tak, jak ma się skończyć – ocenia Grzegorz Schetyna w programie „Gość Radia ZET”. W rozmowie z Joanną Komolką wskazuje, że powrót do zniesienia limitu to „brak rzetelności w kampanii wyborczej”.

Joanna Komolka: Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. „Totalna opozycja się skończyła” – tak powiedział Jarosław Kaczyński, ale zdaje się, że opozycja będzie miała w jednej kwestii albo może mieć jednego sojusznika. Wczoraj PiS złożyło projekt ustawy dotyczący zniesienia limitu trzydziestokrotności składek na ZUS przeciwko Jarosławowi Gowinowi. Porozumienie mówi: „Nie zagłosujemy za”. Pójdziecie razem z Gowinem pod rękę w tej kwestii?

Grzegorz Schetyna: Myślę, że to polityczna ustawka i to ma służyć temu, żeby interweniował później prezydent Duda, będzie debata, a skończy się tak, jak ma się skończyć. To jest część, tak na to patrzę, przede wszystkim…

Kampanii wyborczej już?

Już kampanii wyborczej prezydenckiej, a z drugiej strony braku rzetelności w kampanii wyborczej tej parlamentarnej PiS-u, bo to, że zmieniają zdanie i zaczynają mówić o kryzysie finansowym, o spowolnieniu, to pokazuje, w jaki sposób prowadzili kampanię, kłamiąc i wprowadzając w błąd Polaków.

A nie sądzi pan, że to też jest jakaś, mówiąc kolokwialnie, rozgrywka między Jarosławem Gowinem a Jarosławem Kaczyńskim? No bo mówi się nieoficjalnie, że ta umowa koalicyjna jeszcze wciąż jest na stole, niepodpisana.

Na pewno tak, i w tych relacjach Kaczyński-Ziobro, Kaczyński-Gowin pokazuje miejsce przystawek prezes Kaczyński. To na pewno tak. Ale uważam, że generalnie to pokazuje brak spójności i brak pomysłu na to, jak przechodzić przez trudny czas gospodarczego zbliżającego się kryzysu, spowolnienia. Bo wiadomo, że on będzie. Dominuje przede wszystkim czysta polityka. Kaczyński chce udowodnić swoim sojusznikom, kto ma władzę i kto trzyma długopis.

Marian Banaś stanie przed senacką komisją? Jest już taka polityczna decyzja ze strony opozycji? Stanisław Karczewski, były marszałek, powiedział, że tak naprawdę jest to niezgodne z prawem i – to taki pstryczek, rozumiem, pod adresem marszałka Grodzkiego – że prawo trzeba dobrze poznać.

Oczywiście to decyzja Senatu, komisji senackiej…

Ale potrzebna też decyzja polityczna, tak?

Tak, ale nie będziemy podejmować jej w partyjnych centralach. Tym się różni Koalicja Obywatelska, PO od PiS-u, że to marszałek Grodzki, prezydium Senatu, szefowie komisji będą o tych sprawach decydować, ale sprawa jest ważna, bo Senat jest jednak miejscem, w którym zaczyna się – sama pani redaktor na to zwraca uwagę – miejscem normalnej, parlamentarnej demokracji. Bo o tym, czy szef NIK-u zostaje wezwany przed komisję, czy nie, decydują właśnie członkowie komisji, prezydium komisji, marszałek…

Pan widzi sens wezwania takiego?

Jeżeli to, co zdarzyło się czy dzieje się wokół szefa NIK-u, ta cała historia bulwersująca coraz bardziej opinię publiczną wymaga tego, żeby porozmawiać i żeby odpowiedział na kilka pytań senatorów czy też posłów. Wiadomo, że przez Sejm nie zostanie wezwany, więc Senat musi spełniać rolę normalnej izby Parlamentu.

Chyba że zaproszony na uroczystość.

Chyba że tak jak było, prawda, jak było przedwczoraj przy zaprzysiężeniu, przecież był gościem Sejmu, ale nie po to, żeby zostać przepytanym, przesłuchanym, tylko po to, żeby uczestniczyć w ślubowaniu, czy współuczestniczyć, obserwować ślubowanie. Ja uważam, że Senat dla nas, nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak ważną rolę musi zdobyć i zbudować teraz, żeby pokazać, że w Polsce może funkcjonować parlamentarna demokracja, że może funkcjonować debata, że opozycja ma prawo także głosu i że prawo mniejszości jest szanowanie. Dzisiaj to prawo mniejszości w Senacie dotyczy PiS-u.

No właśnie, ale może być trudno i to nie będzie na pewno spokojna kadencja, zarówno w Senacie, czego pan się pewnie spodziewa i obawia wbrew pozorom, ale także w Sejmie. Czy PiS w ramach odwetu zabrał wam najważniejsze komisje sejmowe, w tym panu spraw zagranicznych?

Tak… To nie moja prywatna komisja, miałem przyjemność być jej przewodniczącym przez cztery lata i to była dobra praca, ale tak, tu był dyktat ze strony PiS-u w stosunku do partii opozycyjnych, nie było negocjacji. Zawsze tak jest na początku kadencji, że rozmawiają wszystkie partie, starają się zbudować ten parytet.

Podobno Marek Suski tam u państwa bywał często. To były jakieś rozmowy właśnie na temat podziału sejmowych komisji?

Nie, bo to była tylko informacja, ile komisji i jakie są do wzięcia, i oczywiście te największe i najbardziej prestiżowe były zabrane przez PiS. To jest, nie mam co do tego złudzeń, to jest retorsja, odwet za to, co zdarzyło się w Senacie. Tak bardzo boli ich ten Senat i marszałek Grodzki, i prezydium Senatu, że musieli odreagować. To szkoda dla dobrej parlamentarnej pracy, bo uważam, że komisje akurat są miejscem, gdzie ta debata, ta rozmowa jest potrzebna, żeby pracować nad najważniejszymi ustawami, a PiS chce takiej komisji jak komisja sprawiedliwości i praw człowieka prowadzona przez posła prokuratora Piotrowicza.

A kto ma zostać jej szefem zamiast Stanisława Piotrowicza, wiadomo już? Była o tym mowa? Czy to dopiero wybór przed?

Dzisiaj są te wybory od godz.12.00 do 16.00.

Tam nazwiska jakieś padały pewnie.

Tak, tylko że te nazwiska są też wskazywane na Nowogrodzkiej. Też decyduje o nich PiS czy prezes Kaczyński, i tutaj nie ma żadnej dyskusji. Tak jak mówię, to jest nowa jakość, ale jestem przekonany, że musimy naprawdę jako wszyscy parlamentarzyści walczyć o to, że to nie jest norma, że tak nie można pracować w Parlamencie, tak nie można pracować w Sejmie, dlatego ten Senat jest taką wielką nadzieją, myślę, że nie tylko dla nas, polityków, ale dla wszystkich, i będziemy go z życzliwością obserwować i mu kibicować.

Pan marszałek Grodzki mówi, że tak naprawdę to pan był architektem tego porozumienia senackiego. Utrzyma pan swoje stanowisko w partii? No bo tak naprawdę za miesiąc, 14 grudnia, rozpocznie się kolejny etap bardzo ważny dla pana, dla partii, czyli ruszy procedura wyboru szefa. Pan jest gotowy stanąć w szranki np., nie wiem, z Bogdanem Zdrojewskim? Choć kandydatów pewnie będzie więcej?

No…

Pan się uśmiecha. To jest bardzo ważna kwestia.

Bo zaczęliśmy od Senatu, a skończyliśmy na wyborach...

No tak, ale to wszystko się łączy.

Ekspresowo pani redaktor tu potraktowała tę najbliższą przyszłość i teraźniejszość.

Ale ona się będzie łączyła teraz.

Będzie, tak, oczywiście. Ale tak jak mówiłem, Koalicja Obywatelska zbudowana w taki sposób szeroki dała nam efekt porozumienia w Senacie i zwycięstwo. Mówiłem o tym wcześniej: jeżeli udałoby się rozszerzyć Koalicję Obywatelską w wyborach do Sejmu, dzisiaj byśmy cieszyli się powołaniem rządu.

A czy to zwycięstwo wzmocniło pana pozycję w samej partii?

Wzmocniło opozycję, wzmocniło PO, wzmocniło Koalicję Obywatelską, wzmocniło mnie także, dlatego że pomysł i koncepcja, o którym mówię od czterech lat, że trzeba integrować opozycję, że trzeba budować szersze porozumienie niż tylko partyjne, daje efekt. I ten efekt widzieliśmy w Senacie przedwczoraj, i będziemy go widzieć codziennie. To jest nadzieja dla normalnej Polski, dla przyszłości.

Ale skoro pan czuje się wzmocniony, to można to odbierać w ten sposób, że pan wystartuje w wyborach na szefa partii?

Ja powiedziałem, że w grudniu najpierw przeprowadzimy prawybory, bo one są dzisiaj dla nas najważniejsze – wskazanie kandydata prezydenta KO, PO, po to, żeby skutecznie walczył z Andrzejem Dudą w tych wyborach, żeby do ostatniej godziny ta walka wyborcza trwała i żeby rozstrzygnęła się w maju. I wtedy, po wskazaniu tego kandydata, później przejdziemy do wyborów wewnętrznych, to będzie w styczniu. I w grudniu, kiedy zamknę ten proces znalezienia i wskazania kandydata przez konwencję krajową PO, wtedy przekażę decyzję i..

Ale nie mówi pan „nie”.

Nie mówię „nie”, dlatego że to jest kwestia odpowiedzialności. Ja nie mogę zostawić wszystkiego i powiedzieć: „To mnie nie interesuje, przegraliśmy wybory do Sejmu, wprawdzie wygraliśmy do Senatu, ale ja muszę to komuś zostawić i szukam tego kogoś, komu to przekażę”. To jest kwestia odpowiedzialności.

A widzi pan kogoś takiego?

PO jest partią na wskroś demokratyczną i wszyscy członkowie decydują, kto jest jej przewodniczącym na cztery lata, i wierzę w ich mądrość, i wierzę, że podejmą dobrą decyzję.

Ja czuję, że Grzegorz Schetyna wystartuje jednak w tych wyborach, a zostaje na razie z nami na RadioZET.pl i na naszym profilu na Facebooku. 

***

W internetowej części rozmowy Joanna Komolka zapytała swojego gościa czy to prawda, że Grzegorz Schetyna nie chciał dać pieniędzy na kampanię Donalda Tuska. Takie doniesienia pojawiły się na prawicowych portalach.

– Nie, to bzdura – zaprzecza Schetyna. – Absurdalne. Najtrudniej odnosić się do takich wrzucanych przez oponentów politycznych, czy ludzi źle życzących. Potrafią mówić nieprawdę i tym się posługują w publicznej debacie. Jestem zdumiony. Rozmawialiśmy z Donaldem Tuskiem i podjął on decyzję samodzielną, przemyślaną. Szanuję tę decyzję – dodaje.

– Pan ją trochę wymusił – stwierdza Joanna Komolka.

– Prosiłem o to, żeby była wcześniej, żebyśmy mogli mieć inicjatywę, jeśli ta decyzja będzie na „nie”. Żebyśmy mogli możliwość podjęcia decyzji o prawyborach, o których dzisiaj mówimy. To był bardzo przyzwoity gest ze strony Donalda Tuska i bardzo nam w podjęciu tej decyzji pomógł – mówi przewodniczący PO.

Grzegorz Schetyna zauważył że w przyszłym tygodniu Donald Tusk kończy swoją kadencję jako szef Rady Europejskiej.

– Ale w przyszłym tygodniu 20 listopada w Zagrzebiu na kongresie EPL będę głosował na niego jako przewodniczącego największej chadeckiej partii, największej międzynarodówki politycznej w Europie. Jego rola jako lidera tego projektu będzie ogromna. Także będzie miała wpływ na polską politykę – ocenia gość Radia ZET.

Czy Grzegorz Schetyna poprosi Donalda Tuska, aby wsparł on kandydata lub kandydatkę PO na prezydenta?

– Na pewno łatwiej będzie mu to zrobić i jestem przekonany, że nie będę musiał go to o to prosić wtedy, kiedy już nie będzie szefem Rady Europejskiej, a będzie spełniał rolę polityczną – mówi szef PO.

Zapytany, czy Donald Tusk zaangażuje się w wybory, Schetyna odpowiada: „Uważam, że tak. To będzie bardzo ważne i potrzebne. Rola i pozycja Tuska w Europie i świecie jest nie do przecenienia. Obok Wałęsy jest najbardziej znanym i wpływowym Polakiem”.

Czy w Senacie Platformie Obywatelskiej nie będzie pracowało się trudno z byłym szefem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim? Nieformalnie mówi się, że nie darzy on PO zbyt gorącym uczuciem.

– Nie wiem, czy to uczucie jest gorące. Akurat znamy się. Uważam, że ma ogromne doświadczenie – mówi o Krzysztofie Kwiatkowskim Grzegorz Schetyna.

– Ma być szefem poważnej senackiej komisji – zauważa Joanna Komolka mówiąc o Komisji Ustawodawczej.

– Bardzo ważnej, krytycznej. Komisja Ustawodawcza będzie w tym wariancie bardzo ważna. To dobrze, że senator niezależny będzie sprawował tę funkcję. Może pokazać, że nie jest partyjnym przedstawicielem politycznego klubu, a jest niezależny i może spojrzeć szeroko. Jestem pewny, że zrobi to dobrze – ocenia Schetyna.