Iwona Hartwich: Niech Morawiecki, Kaczyński i Rafalska zamienią się na tydzień życiem z osobą niepełnosprawną

24.05.2019 07:13

– To jest amulet, byłam w Tybecie. Niech pani go dotknie i niech zamieni się na tydzień życiem z moim synem. Na tydzień życia z osobą niepełnosprawną, niezdolną do samodzielnej egzystencji – mówi Beacie Lubeckiej w programie „Gość Radia ZET” ze łzami w oczach współorganizatorka protestu osób z niepełnosprawnościami Iwona Hartwich. – Niech się zamieni pan Morawiecki, niech się zamieni pan Kaczyński, niech się zamieni Rafalska – zachęca. Tłumaczy też, co nie podoba się protestującym w dodatku 500 zł proponowanym przez rząd. 

Beata Lubecka: Iwona Hartwich, współorganizatorka protestu osób niepełnosprawnych, który wczoraj przeszedł ulicami Warszawy, a także jedna z liderek sejmowego protestu sprzed roku. Postanowiliście jednak przeszkadzać, wbrew prośbie Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS. Warto było protestować wczoraj?

Iwona Hartwich: Oczywiście, że tak. Będziemy przeszkadzać, nikt nie będzie zamykał ust w szczególności osobom z niepełnosprawnościami, które od wielu lat tak naprawdę borykają się z różnymi problemami.

Spodziewałam się, że będzie was więcej. Czy ta obietnica 500+ osłabiła siłę protestu?

Nie, nie, to był największy protest naszego środowiska do tej pory, jest oszacowany na przeszło dwa tysiące osób. Nigdy na naszym proteście nie było tylu osób.

Czyli rekordowa liczba, tak?

To była dla nas rekordowa liczba, z tego względu, że bardzo duża grupa rodziców nie może też przybyć. Z różnych przyczyn, wiadomo, czasami są to osoby leżące…

Byliście przed Pałacem Prezydenckim. Tam chyba pracownica odebrała petycję?

Tak, tak, dokładnie. Złożyliśmy petycję na ręce pracowników pana prezydenta, złożyliśmy list, który został odczytany tam przez Marzenę Stanewicz.

I co chcieliście prezydentowi w ten sposób zakomunikować?

To znaczy chcieliśmy powiedzieć, że pan prezydent oszukał nas, kiedy przyszedł do nas drugiego dnia w Sejmie i...

Rok temu, tak?

Tak, rok temu, wtedy, kiedy 40 dni protestowały osoby niepełnosprawne z opiekunami, z rodzicami, bo nigdy nie zapomnimy takich pamiętnych słów pana prezydenta Andrzeja Dudy, który powiedział do nas w pokoju takim zamkniętym w Sejmie: „Drogie matki, wy możecie już iść do domu, bo ja się tą sprawą zajmę”. I co się okazuje – że po czterech dniach pan prezydent zmienił zdanie, pan Kolarski już nie odbierał telefonów. Natomiast dla nas to było bardzo… My sądziliśmy, że to będzie takie porozumienie. To wyglądało na porozumienie, bo już wtedy pan prezydent wiedział, że nam chodzi o co – żeby na początek, bo my chcieliśmy pokazać, że na początek dołożyć te 500 zł do... Tam było napisane w jednym punkcie: 500 zł na życie wpisane do renty socjalnej. Czyli tak, żeby ta osoba niepełnosprawna zabezpieczona i corocznie ta kwota waloryzowana.

I teraz jest obietnica, że będzie to 500 plus dla pewnej grupy osób niepełnosprawnych. Jak to premier określił: comiesięczny stały dodatek dla wszystkich tych osób, które mają orzeczenie o całkowitej niepełnosprawności, o niemożności prowadzenia jakiegokolwiek życia samodzielnie. I pani powiedziała, że to dla pani i dla rodziców osób niepełnosprawnych to jest policzek wymierzony w wasze dzieci.

Tak.

Dlaczego?

Bo to nie może być dodatek. To nie może być dodatek, jak wcześniej wspomniałam, ta kwota 500 zł w całości musi być wpisana, włożona do renty socjalnej i wtedy mamy 935 zł plus dodatkowa kwota 500 zł to nam daje 1435 zł...

A dlaczego to jest takie ważne, że to musi być dopisane do tej renty socjalnej?

Bardzo ważne, dlatego że ta osoba niepełnosprawna nie może być bardziej upokarzana i corocznie składać jakieś dokumenty w MOPS-ie i raz może ten dodatek będzie, a tak pieniądze przyniesie albo listonosz, albo będą wpłacone na konto.

Aha, czyli wtedy byłyby z automatu po prostu?

Stałe pieniądze, które muszą być zabezpieczeniem. My obliczyliśmy minimum socjalne dla osoby niezdolnej do samodzielnej egzystencji. Ono wynosi przeszło 4000 zł.

No to taka kwota jest nierealna.

Oczywiście, ona jest bardzo realna. Powiem dlaczego. Nie chcemy czterech tysięcy. Ale niech państwo zabezpieczy asystenta osoby niezdolnej do samodzielnej egzystencji. Asystent kosztuje dwa tysiące. I nie chcemy czterech tysięcy. Chcemy, żeby te osoby dostawały dwa tysiące.

Według polityków partii rządzącej wasz protest był jednak polityczny. Tutaj zacytuję np. ministra Sasina, który siedział tutaj na pani miejscu w poniedziałek, w „Gościu Radia ZET” był naszym gościem właśnie. „Jak 500 zł dla niepełnosprawnych staje się faktem, to pani Hartwich mówi, że to jest coś, co obraża, że to jest cyniczne. No to chodzi? Chodzi o politykę, to jest jasne. Ręce opadają”.

Ale pani redaktor, powiem uczciwe, to pan Sasin… Nie powinnam w ogóle się do tego odnosić, ale to jest po prostu brak kultury. A poza tym może wróćmy do tej propozycji, sprecyzujmy tę propozycję...

Brak kultury ze strony pana ministra Sasina?

Absolutnie. Poza tym jeszcze wcześniej słyszałam takie zdanie, że „dlaczego wylewacie krokodyle łzy za osoby niepełnosprawne?”. To też była odpowiedź tego pana, bardzo nieładna. Powiem szczerze, że… no jest to przykre, ale politycy muszą mentalnie dojrzeć w ogóle do tej pomocy tym osobom. Warto tutaj powiedzieć, jakie propozycje przygotował pan Morawiecki. Może ja zacytuję: że prawdopodobnie będzie to 500 zł, że będzie to za kilka miesięcy...

Projekt ma być gotowy w czerwcu – słyszymy takie zapowiedzi.

Dobrze, ale tak powiedział siedem dni przed wyborami, a cztery dni przed naszym protestem – że za kilka miesięcy, że jak spłyną fundusze z tego podatku solidarnościowego i chyba jak wygrają jakiś proces, nie wiem, czy wygrany, czy przegrany.

Czyli dla pani ta obietnica jest niewiarygodna?

Ja powiem szczerze: ja nie jestem naiwną osobą. Te pieniądze przyjdą, tylko ja nie wiem, czy one przyjdą np. od przyszłego roku, czy tuż przed wyborami do Parlamentu...

Ale chyba ważne, żebyście w ogóle je dostali.

I bardzo dobrze. Oczywiście. Tylko że to nie może być jałmużna, dodatek z MOPS-u. To musi być włożone w rentę socjalną. A ja pani jeszcze coś powiem, bo jestem porażona właśnie takimi – „polityczny”, „protest polityczny”. Ja jeszcze powiem jedno słowo – nie powinnam – do pana Sasina. Niech zaglądnie w słownik. Ja to zrobiłam. Każdy protest przeciwko władzy jest polityczny. A politycznie dzisiaj parta PiS skazuje te osoby niepełnosprawne, chore od urodzenia na protestowanie, na niegodne życie. Wie pani co, wpadło mi coś takiego do głowy. Pani redaktor, to...

Mamy szklankę przed sobą. Z wodą.

Nie. To jest amulet. Amulet. Byłam w Tybecie. To jest amulet. I teraz niech pani ją dotknie. I niech pani się zamieni z moim synem na tydzień życia.

Nie rozumiem.

Dlaczego? Zamieni się pani na tydzień życia z osobą niepełnosprawną, niezdolną do samodzielnej egzystencji.

Ma pani łzy w oczach.

Niech się zamieni pan Morawiecki, niech się zamieni pan Kaczyński, niech się zamieni Rafalska, proszę bardzo.

Chce pani dalej rozmawiać?

Tak.

Wzruszyła się pani bardzo.

Powiem szczerze, że ja nie rozumiem tego betonu… Nie rozumiem, dlaczego… Ale właśnie mówię, tu chodzi o tę mentalność, i to jest też obraźliwe dla tego rządu, bo powiem szczerze, jesteśmy 15 lat w UE. Jesteśmy państwem 38-milionowym. Pani, wszyscy tutaj, którzy siedzą, dawno składają się na to, żeby te osoby niepełnosprawne żyły godnie. Bo to nie są tylko postulaty pieniężne, mamy szereg różnych innych postulatów, od ubezwłasnowolnienia. Przecież my nie mamy dzisiaj w Polsce darmowych pampersów.

A one są drogie.

Nikt z nas nie zaoszczędził [z] tej cudownej ustawy pani Kopcińskiej i pani Rafalskiej nawet 20 zł, tego słynnego 520 zł. Więc nie ma… Muszą dojrzeć do...

Dobrze, to podsumowując: rozumiem, że to, co by satysfakcjonowało na ten moment wasze środowisko, osoby niepełnosprawne, rodziców osób niepełnosprawnych…

Tak, na początek tak.

...to jest to 500 zł dopisane do renty socjalnej?

Dokładnie tak. Corocznie waloryzowane.

I tutaj musimy postawić wielokropek w tej części radiowej. Iwona Hartwich jest z nami, cały czas jesteśmy na Facebooku i na Radio ZET.pl.

***

Iwona Hartwich mówi Beacie Lubeckiej w internetowej części rozmowy, że nadal czeka na przeprosiny od premiera Mateusza Morawieckiego. - Gdyby pan premier Morawiecki był człowiekiem honoru, przeprosiłby niepełnosprawne osoby za to, że były zamykane windy, zamykane toalety w Sejmie podczas 40-dniowego protestu, był włączany specjalny nawiew, żeby było nam zimno. Nie oczekiwaliśmy, że przyjdzie z ustawą. Mógłby jednak zaprosić delegację, przedstawić zarys projektu. My moglibyśmy wytłumaczyć dlaczego tak ważne jest, by osoby o niesamodzielnej egzystencji miały pieniądze wpisane do ustawy. Mógł przeprosić za to, bo my jesteśmy wyborcami PiS – wyznaje współorganizatorka protestu osób z niepełnosprawnościami. Jak tłumaczy, głos oddany w 2015 roku na obecną partię rządzącą wynikał „z wkurzenia”.

- Na Platformę? – dopytywała gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

- Dokładnie.

- Ale mówi pani, że Donald Tusk zachował się bardziej przyzwoicie… - zauważa Lubecka.

- Nie będę chwaliła każdego rządu, który coś zrobił. Wiem, jak wyglądała ta walka. To była nasza bardzo trudna walka – mówi Hartwich.

- To było za mało, że w końcu się pani wkurzyła i uznała, że teraz będzie głosować na PiS?

- Nie, chodziło o pomoc niesamodzielnym po 18 roku życia. Dlaczego nasze środowisko tak zawierzyło PiS? Dlatego, że pani Rafalska, pani Mazurek, pani Beata Kempa, pan Szwed i wiele osób przychodziło na nasze protesty. Klepało po ramionach i mówiło: „pani Hartwich, my na pewno zajmiemy się tą sprawą”. Już w 2014 roku mówiłam, że potrzeba pomocy osobom po 18 roku życia – przypomina Iwona Hartwich.

Iwona Hartwich zapowiada w programie „Gość Radia ZET”, że rozważy ewentualną propozycję startu w wyborach do polskiego parlamentu.

– Nie dostałam jeszcze dzisiaj żadnej propozycji. Jeśli dostanę propozycję, to będę się zastanawiać – deklaruje. Według współorganizatorki protestu osób z niepełnosprawnościami, w Sejmie brakuje parlamentarzystów będących rzecznikami niepełnosprawnych.

- Dzisiaj nie ma w Sejmie osoby, która mówi głosem osób niepełnosprawnych, niezdolnych do samodzielnej egzystencji. Pojawiają się wtedy, gdy jest protest. Smutne jest to, że tam potrzebny jest głos tych ludzi – uważa Hartwich.

Iwona Hartwich stwierdza w programie „Gość Radia ZET”, że rodzic walczący o swoje niepełnosprawne dziecko, już jest dla niej politykiem.

- A Joanna Scheuring-Wielgus namawia panią do tego, żeby startowała pani w wyborach do Sejmu? – pytała Beata Lubecka.

- Powiem szczerze, że nie miałam takiej rozmowy z panią Joanną, znaczy z Asią…

- Znacie się. Zresztą Joanna Scheuring-Wielgus maszerowała wczoraj w tym marszu, proteście – zauważa gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

- Tak, absolutnie. Powiem szczerze, że podczas 40-dniowego protestu czy Joanna Scheuring-Wielgus, czy Joanna Augustynowska, czy Monika Rosa to były kobiety, które po prostu bardzo nam pomagały w Sejmie – odpowiada Hartwich.

Gość Beaty Lubeckiej skomentował też zarzuty Patryka Jakiego. Wiceminister sprawiedliwości powiedział, że jeśli protest osób niepełnosprawnych organizują osoby wprost popierające Wiosnę lub są radnymi PO, to jego zdaniem szkodzi to sprawie. Nawiązał tym do Iwony Hartwich, która pojawiła się w spocie wyborczym Joanny Scheuring-Wielgus. Jej syn, Jakub Hartwich, jest z kolei radnym w Toruniu z ramienia ówczesnej Koalicji Obywatelskiej.

- To ja powiem do pana Patryka Jakiego w ten sposób. Pan Gowin i Patryk Jaki zaprosili mnie i jeszcze dwie osoby w 2015 roku na spotkanie w Sejmie. Była rozmowa z panem Jakim, ponieważ też jest ojcem niepełnosprawnego syna z zespołem Downa. Uważam, że to jest wysoko niestosowne, bo podczas tego protestu pan Jaki powinien być z nami i protestować. Po prostu nas wspierać, a nie mówić o proteście politycznym – uważa Iwona Hartwich.

Beata Lubecka przypomniała wydarzenia z 2014 roku i ówczesny protest rodziców osób z niepełnosprawnościami.

- Politycy wtedy w opozycji, z tego co pamiętam Solidarnej Polski, wspierali was, kiedy protestowaliście w Sejmie w 2014 roku – zauważa.

- Mało tego. Jedli z nami kanapki, jedli jogurty. Pan Cymański, pan Ziobro, pan Mularczyk który nas wprowadzał. Przynosili jogurty, kanapki. Razem z nami jedli. Pani Kempa pisała SMS-y na święta, dała ciepłe koce. Pani Rafalska z mównicy mówiła: „tam przez was leżą te matki i dzieci” – wspomina gość Radia ZET.

Iwona Hartwich ocenia jednocześnie, że kwestia spełnienia postulatów opiekunów osób niepełnosprawnych była rozwiązana lepiej w czasach, kiedy premierem był Donald Tusk.

- Powiem szczerze, że to jest zupełnie inna kultura polityki. Wtedy przyszedł do nas na drugi dzień do Sejmu premier Tusk. Usłyszał wiele gorzkich słów. Protestowaliśmy wielokrotnie, natomiast już trzeciego dnia przyszedł znów premier Tusk i dał propozycję i wiedzieliśmy, że to jest dobra propozycja, bo tam chodziło o świadczenie pielęgnacyjne, które wzrosło do najniższej krajowej. Tylko my walczyliśmy o waloryzację, bo cóż z tego, że ono by zostało podniesione, jakby nie było tej corocznej waloryzacji? – pyta Iwona Hartwich. – W 13 dniu protestu przychodzi pan Kamysz i mówi, że będzie waloryzacja. De facto to nas satysfakcjonowało, później powstał okrągły stół pana Kamysza. Udało się zrobić coś więcej. Nie było czegoś takiego jak zasiłek, dodatek… przykra sprawa, bo kiedy dziecko umiera matka zostawała bez złotówki na kromkę chleba. Udało nam się wywalczyć dodatek półroczny dla takiej mamy – dodaje.

Współorganizatorka protestu osób z niepełnosprawnościami nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, za czyich czasów niepełnosprawnym było lepiej – PiS czy PO-PSL?
- Ja bym w ten sposób nie podchodziła. My cały czas się rozwijamy, państwo cały czas się rozwija – stwierdza.

Dlaczego Iwona Hartwich wystąpiła w wyborczym spocie Joanny Scheuring-Wielgus?
- Gdyby przyszła do mnie pani Monika Rosa, która pomagała w Sejmie. Gdyby przyszła do mnie pani Joanna Augustynowicz, gdyby przyszła wicemarszałek Dolniak, która też pomagała i poprosiła czy mogłabym w taki sposób pomóc, absolutnie każdej z tych pań pomogłabym – deklaruje. Dodaje, że propozycja padła ze strony kandydatki Wiosny do PE. – Oczywiście, że pani poseł pytała – mówi.

Współorganizatorka protestu osób z niepełnosprawnościami mówi w Radiu ZET, w czyim spocie by nie wystąpiła.

- Nie zgodziłabym się na udział w takim spocie pani Agnieszki Ścigaj – mówi o posłance Kukiz’15. – Dlatego że jestem atakowana przez panią Agnieszkę Ścigaj. Jestem zszokowana, ponieważ zabierała nasze dzieci z Sejmu na spacery. Ostatnio przeczytałam taką wiadomość do mnie: „Iwono, proszę udowodnić że nie jest to walka przeciwko tej władzy i pomóc 190 osobom niepełnosprawnym we Wrocławiu, bo jest likwidowana szkoła”. Zgłębiłam ten temat. Okazało się, że tam była dzierżawa do 10 lat. Te osoby chciały dalej dzierżawić, okazało się że chcieli po prostu zmienić nauczycieli i rodzice i osoby niepełnosprawne nie godzą się na to. To jest środowisko, które chce być razem. Miasto zaproponowało dwie szkoły. Też nie ma na to zgody, bo oni chcą być razem. To są osoby niepełnosprawne, ja to rozumiem. Jestem przekonana, że miasto Wrocław znajdzie rozwiązanie, żeby te osoby były razem. Moja interwencja była w tej sprawie. Rozmawiałam z pewnymi ludźmi na ten temat. Jestem pewna, że stanie się coś dobrego. Nie rozumiem tego wpisu Agnieszki Ścigaj. Nie odpisałam wtedy. Pierwsze, co cisnęło mi się takiego, to: „kto tu jest posłem?”. To jest posłanka na Sejm, może więcej – stwierdza Hartwich.