Zamknij

Jaśkowiak o debacie z Kidawą-Błońską: nie będę chciał nikogo dzisiaj nokautować

06.12.2019 23:34
Jacek Jaśkowiak
fot. Lukasz Piecyk/REPORTER

– Nie będę chciał nikogo dzisiaj nokautować, będę chciał przekonać do siebie elektorów – mówi w Radiu ZET Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, kandydat w prawyborach PO.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Joanna Komolka: Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania i kandydat na kandydata PO w wyborach prezydenckich. Dzień dobry, panie prezydencie.

Jacek Jaśkowiak: Dzień dobry pani, dzień dobry państwu.

Za trzy godziny wchodzi pan, używając nomenklatury panu bliskiej, na ring, bo o 11:00 debata prawyborcza w PO, która właściwie można przypuszczać, że przesądzi o tym, czy to pan, czy Małgorzata Kidawa-Błońska będzie kandydatem w wyborach prezydenckich tej partii. Jest pan gotowy na starcie z wicemarszałek Sejmu? To będzie nokaut?

Jestem gotowy, ale moją ulubioną grą są szachy.

A nie boks?

Boks też bardzo lubię, lubię szachy. Gdyby się okazało, że 14 grudnia elektorzy zdecydują się wybrać mnie, no to wtedy czeka nas takie połączenie jeszcze takiego Biegu Wazów na 90 km, a kilka razy już ten bieg zrobiłem. I to będzie połączenie kilku dyscyplin: szachy, boks, biegi narciarskie…

Czyli nie przesądza pan o tym, czy będzie nokaut dzisiaj na Małgorzacie Kidawie-Błońskiej czy nie?

Ja na pewno nie będę chciał nikogo dzisiaj nokautować, będę chciał ewentualnie przekonać do siebie elektorów czy też Polaków.

Tylko wie pan, od tej debaty tak naprawdę będzie zależało wiele, bo o ile, tak jak zresztą słyszeliśmy przed chwilą w wiadomościach, już niektóre redakcje też robią takie badania, czyli badają, rozmawiają z tymi członkami PO, którzy będą decydować, czy Małgorzata Kidawa-Błońska, czy pan, no to tak naprawdę dzisiaj to będzie to decydujący moment.  No bo to dzisiaj pan będzie musiał odpowiedzieć pewnie na bardzo trudne pytania i od tego będzie zależało, jak za tydzień w sobotę PO zdecyduje, jakiego kandydata na święta da obywatelom, jak powiedział Grzegorz Schetyna, zresztą w tym studiu.

Ja odpowiadam na trudne pytania od pięciu lat, a właściwie również od tej kampanii wyborczej, w której wygrałem wybory samorządowe, odpowiadam również teraz, podczas różnego rodzaju wywiadów chociażby, pewnie dzisiaj też będą takie pytania zadane, w związku z tym to się nie sprowadza tylko i wyłączeni do jednej debaty. Zresztą mieliśmy przyjemność uczestniczyć w takiej wspólnej debacie w Olsztynie. Szkoda, że Małgorzata Kidawa-Błońska nie chciała takich wspólnych debat, bo to też była szansa dla dyskusji w naszych strukturach.

Ale widział pan takie debaty w poszczególnych okręgach miastach?

Wręcz chciałem takich spotkań, byśmy się spotykali razem, bo to byłoby z 12 może… We wszystkich okręgach byłoby to możliwe, żeby te kalendarze nasze uzgodnić. Natomiast to byłoby też ciekawe, na te spotkania przychodzą nie tylko elektorzy, ale też członkowie naszej partii, przychodzą też osoby z ruchów obywatelskich. Ja jestem z ruchów obywatelskich, przecież PO…

A dlaczego Małgorzata Kidawa-Błońska nie chciała przystać na tę propozycję pana?

To już jest pytanie nie do mnie, ja uważałem, że…

Musiała jakoś odpowiedzieć.

Wolała sama. Ja uważałem, że te prawybory nie tylko są szansą do tego, by siebie prezentować. To jest szansa na wewnętrzną dyskusję, na czym powinna polegać chadeckość. Czy na tym, co robi w tej chwili PiS, czyli takie afiszowanie się, te pierwsze rzędy w ławkach, te wyjazdy do Rydzyka, czy chadeckość powinna polegać jednak na współdziałaniu z Kościołem, takim, które my pokazujemy jako samorząd, gdy robimy szereg rzeczy dla bezdomnych, gdy robimy szereg rzeczy dla ubogich.

Panu się dobrze współpracuje z Kościołem w Poznaniu?

Bardzo dobrze. Ja zresztą już spotkałem się z ekonomem archidiecezji poznańskiej, z księdzem Waldemarem Hanasem, to jest jednocześnie prawa ręka arcybiskupa Gądeckiego, i już zaproponowałem księdzu Hanasowi, który wcześniej był szefem Caritasu, czyli też ma kontakt z tymi właśnie, którzy mają problemy, są bezdomni, są ubodzy, i chciałbym wspólnie z Kościołem, gdyby mi się udało te wybory wygrać, przeprowadzić taką akcję, która by pomogła tym, którzy mają problem z alkoholem. Bo przecież mamy w tej chwili rosnące spożycie alkoholu. To alkoholizm jest w 90% przypadków źródłem bezdomności i tych wszystkich problemów, które prowadzą do tragedii ludzkiej, do tragedii w rodzinach. I tutaj widzę bardzo duże pole do współpracy z Kościołem.

O planach pana jeszcze porozmawiam. A chciałam pana jeszcze zapytać, czym pan dzisiaj o tej godzinie 11:00 zamierza przebić konkurentkę? Czy to będzie pana dość liberalny pogląd np. w kwestii liberalizacji związków tej samej płci czy też dopuszczalności eutanazji? To są trudne pytania, ale też pan o tym mówi głośno. Pytanie, czy to się podoba PO?

Ja przede wszystkim zawsze mówiłem to, co myślę. Nie uciekałem z odpowiedziami nawet na trudne pytania. Uważam, że te kwestie światopoglądowe, one akurat teraz może budzą największe emocje i one są też na rękę PiS-owi, które właśnie lubi taką nagonkę, czy np. sobie postawi za cel uchodźców, czy te ruchy LGBT.

No tak, ale ze swoimi kontrowersyjnymi… Może nie kontrowersyjnymi, ale ze swoimi liberalnymi poglądami, no też pan daje takie paliwo PiS-owi, prawda?

Ja nie daję paliwa, ja tylko mówię, że Polska powinna być w tej części Europy, która jest ciekawsza, która jest różnorodna, która jest otwarta, tolerancyjna. I uważam, że nie możemy czynić różnicy pomiędzy konserwatyzmem w Europie, w Anglii, czy chadeckością w Niemczech a chadeckością w Polsce. U nas Zjednoczona Prawica to jest tak naprawdę socjalizm z elementami narodowymi, bo nie chciałbym tego definiować jako narodowy socjalizm, w związku z tym trzymajmy się tych definicji, które są obowiązujące w świecie.

Ale będzie pan też podczas tej debaty mówił o swoich poglądach? No bo takie pytania, które zresztą zbiera PO w Internecie, mogą paść od internautów, bo to są kwestie światopoglądowe, które interesują również obywateli, którym przyjdzie też potem oddać głos na kandydata któregoś, tak?

Ale pani redaktor, pięć lat temu również część moich kolegów była bardzo zdziwiona, wtedy gdy przed kampanią wyborczą, w której PO zdecydowała się na to, by postawić na takiego kandydata obywatelskiego, wywodzącego się z ruchów miejskich, z bardzo krótkim stażem, bo raptem jednego roku w PO, czyli to otwarcie Platformy Obywatelskiej na obywateli, to wtedy również wielu kolegów i koleżanek było zdziwionych tym, że ja biorę udział w tej akcji protestacyjnej związanej z odwołaniem „Golgoty Picnic”, bo wtedy w ramach festiwalu Malta. Mój poprzednik zdecydował jednak, że ta sztuka się nie odbyła. I potem również w trakcie całej mojej kadencji koledzy, koleżanki mieli wątpliwości, czy mój udział w marszu równości nie jest czymś, co... Budziło to wątpliwości.

Jak pan chce uzyskać ich głosy? – to jest moje pytanie. Bo PO o tym, o czym pan mówi, o tych kontrowersyjnych decyzjach, udział w marszach czy też właśnie te kwestie liberalnego podejścia do kwestii światopoglądowych, no to nie jest tak Platformie Obywatelskiej chyba łatwo przełknąć na co dzień? Członkowie PO chyba nie mówią o tym na co dzień. Swoją drogą, dostał pan po głowie od Grzegorza Schetyny?

To kwestia odwagi… Grzegorz Schetyna wie, że ja nie jestem człowiekiem, który daje się… który jest przeznaczony do połajania. Ja mam swoje zdanie i Grzegorz doskonale wie, że ja nie będę słuchał jego poleceń, tak samo zresztą jak koledzy, koleżanki z PO przekonali się, że ja będąc prezydentem Poznania, nie słucham jakichś dyspozycji politycznych. Mieszczę się w programie PO, ale jestem niezależny, nie mam zwyczaju takiego, nie wiem, korzystania z zaplecza personalnego w obsadzaniu poszczególnych stanowisk czy to w miejskich spółkach, czy to w urzędzie. Być może dla części było to jakimś rozczarowaniem, ale pokazuję, jak należy sprawnie zarządzać miastem. Włączyłem w zarządzanie miastem również ruchy miejskie, obywatelskie. To oczywiście wymagało kompromisów, bo te postulaty często tych ruchów obywatelskich były zbyt radykalne albo były bardzo radykalne, a ja szukałem kompromisów pomiędzy możliwościami akceptacji tego przez radę miasta, przez radnych a tymi postulatami miejskimi. Również zaangażowałem do urzędu szereg osób, które się wywodziły z tych ruchów obywatelskich, które były działaczami osiedlowymi, i ta obywatelskość w Poznaniu bardzo nam dobrze wyszła.

No tak, ale czy ona przełoży się, pana zdaniem może się przełożyć na to, że jest w pan w stanie dzisiaj Małgorzatę Kidawę-Błońską w tej debacie pokonać, a następnie za tydzień pokonać ją, jeśli chodzi o wybór na kandydata w wyborach prezydenckich?

Ale udało się 5 lat temu przekonać Rafałowi Grupińskiemu Donalda Tuska, żeby wystawić w wyborach w Poznaniu kandydata obywatelskiego.

Tak, ale dzisiaj Donald Tusk mówi, że poprze Małgorzatę Kidawę-Błońską, a nie pana. Powiedział to w jednym wywiadów z wprost.

I powiedział również, że też mnie wspiera. Natomiast dla mnie istotne jest to, żebyśmy wybrali takiego kandydata, który ma szansę wygrać z Małgorzatą Kidawą-Błońską. Ja bym też oczekiwał od takich polityków jak Donald Tusk takiego jednoznacznego opowiedzenia się, ale nie dlatego że „bo ja znam” albo „bo to jest bardzo sympatyczna osoba i darzę ją sympatią”. Ja bym chciał, żeby większość kolegów naszym nie przejmowała się tym, przecież ja się nie będę dąsał, jak oni się opowiedzą za Małgorzatą, a Donald Tusk nie opowiedział się tak wyraźnie za Małgorzatą.

Powiedział, że była pierwsza i że to ona jest bliżej – tak mniej więcej można było to odczytać.

Ale w tym momencie ja bym oczekiwał, żeby może ci politycy powiedzieli tak właśnie jak kolega Lenz, jeden z szefów regionów, że okej, ta osoba ma większe szanse.

Ale Grzegorz Schetyna odda głos na pana czy na Małgorzatę Kidawę-Błońską?

A to należy zapytać Grzegorza Schetynę.

No tak, ale ja rozumiem, że mówi się nieoficjalnie, że pan jest kandydatem Grzegorza Schetyny.

Nie jestem kandydatem Grzegorza Schetyny, jestem kandydatem Jacka Jaśkowiaka. Ja sam zaproponowałem siebie.

W ogóle nie było żadnych nacisków?

Oczywiście, że nie było nacisków. Zresztą każdy, kto mnie zna, proszę zapytać tych wszystkich polityków z PO, czy oni w ogóle próbowali przez te cztery lata mnie naciskać, a jeżeli takie naciski miały miejsce w pierwszych miesiącach sprawowania urzędu przeze mnie, no to koledzy wiedzą, do czego to prowadzi. Ja byłem niezależny, jestem niezależny i będę niezależny. Wręcz w różnego rodzaju wywiadach i wypowiedziach polityków PiS pojawia się właśnie ten sygnał, że ja będę absolutnie niezależny. I to może budzić oczywiście wątpliwości w tym obszarze, ale ja tam postrzegam sprawowanie urzędu. Należy oddzielić przynależność partyjną od bycia, tak jak prezydent Duda, takim prezydentem partyjnym. Ja przecież w tych wyborach w zeszłym roku otrzymałem bardzo dużo głosów osób o konserwatywnych poglądach. Przecież wśród seniorów 30% zwolenników PiS-u głosowało na mnie. Potrafię łączyć te środowiska i w tym zakresie…

Ale bez poparcia PO w kampanii wyborczej niewiele będzie pan mógł zdziałać, musi pan to poparcie mieć, więc pytanie jest moje takie, czy liczy pan na to, że Grzegorz Schetyna pana poprze?
Nie wiem, i o to nie będę zabiegał. W tym zakresie to jest współodpowiedzialność elektorów, którzy podejmą decyzję, kto będzie kandydatem Koalicji Obywatelskich w wyborach prezydenckich, i to jest również ich współodpowiedzialność za wynik wyborów majowych. Tak jak 5 lat temu były prawybory, w których wybierano prezydenta – 10 lat – Komorowskiego i Sikorskiego.

To już dziesięć.

Dziesięć, czas szybko leci. I wtedy również zdecydowano, że to będzie prezydent Komorowski. Gdyby był Sikorski, historia być może potoczyłaby się inaczej. Być może...

Ale słyszał pan, co Radosław Sikorski powiedział o tych prawyborach, że właściwie to on w tych prawyborach nie chce startować, bo tamte były ustawione, i nie chciałby w czymś podobnym brać udziału.

Ja nie wiem czy te wybory były, tamte, ustawione. I nie wiem też…

A te?

Nie wiem też, czy te nie są ustawione. Ale to jest wtórne. Nie można patrzeć w ten sposób. Ja robię swoje, przekonuję do swoich racji, a jeżeli ten wybór będzie inny niż moja osoba, to będę wspierał z całego serca Małgorzatę Kidawę-Błońską i będę robił wszystko, żeby jej pomóc w wygraniu tych wyborów…

A robił pan jakieś takie badania albo sprawdzał pan, albo PO sprawdzała, jakie szanse miałby pan, gdyby pan był kandydatem PO, co więcej, przeszedł do II tury, w której prawdopodobnie się spotkałby pan z Andrzejem Dudą – i co wtedy?

Ja wczoraj widziałem, bo Kantar zrobił jakieś badania, i dotarły do mnie informacje, że wprawdzie na dzisiaj mam mniejszą rozpoznawalność, ale gdyby doszło do drugiej tury, to wręcz taki zaskakujący wynik, że miałbym lepszy wynik niż Duda.

Byłby pan w stanie pokonać Andrzeja Dudę?

Tu nie mam akurat żadnych wątpliwości, tym bardziej, że jest tego czasu bardzo dużo. Ja wiem, jak zrobić dobrą kampanię. Moją poprzednią kampanię zrobiliśmy w cztery osoby. Ja wiem, co mam mówić, nie jestem aktorem, nie czekam na to, aż ktoś mi coś napisze, i mam przemawiać i tutaj mówić coś, co ktoś napisał, tylko mówię od serca. Może czasami chropowatym językiem, może czasami to nie jest takie ładnie poskładane, natomiast to jest coś, to, co myślę, co czuję i to, co uważam. Mówię ot samo w Warszawie i mówię to samo w Świebodzinie. Będę mówił to samo na wsi i będę mówił to samo w wielkich miastach, i robiłem tak od samego początku. I nawet jeżeli są osoby, które mogą mieć wątpliwości i nie ze wszystkim się ze mną zgadzają, to jednak dla nich ta wiarygodność, ta prawdziwość, autentyczność, że ja nie jestem takim politykiem, który ucieka, który patrzy tylko przez pryzmat sondaży… Kiedy podejmowałem decyzję o pójściu w marszu równości, absolutnie nie kierowałem się jakimikolwiek kalkulacjami politycznymi, sondażami. Kiedy podejmowałem decyzję o tym, żeby uporządkować kwestie finansowe z Kościołem, co było naprawdę ewenementem na skalę Polski – na kilkadziesiąt milionów złotych wymieniliśmy się nieruchomościami – również nie kalkulowałem. Wręcz koledzy, koleżanki myśleli: ja popełniam samobójstwo polityczne, jeżeli ja idę na takie twarde negocjacje z Kościołem.

Czy Jacek Jaśkowiak popełni samobójstwo polityczne i czy ma plan – teraz bardzo znany – plan B na to, co się wydarzy po dzisiejszej debacie i za tydzień? Zapytam o to w części internetowej, serdecznie zapraszam.

RadioZET.pl