Jacek Saryusz-Wolski o proteście nauczycieli: to jest strajk polityczny, powrót do niego będzie związany z kolejnymi wyborami

Redakcja
26.04.2019 23:23
Jacek Saryusz-Wolski o proteście nauczycieli: to jest strajk polityczny, powrót do niego będzie związany z kolejnymi wyborami
fot. RadioZET

– ZNP nie strajkowało, kiedy nie było podwyżek, a teraz strajkuje z przyczyn politycznych. To strajk polityczny, związany z wyborami, a powrót do niego będzie związany z kolejnymi wyborami – mówi w Radiu ZET europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Kandydat do Parlamentu Europejskiego z listy PiS-u dodaje, że nie powinno się używać dzieci, żeby wygrać w sprawach płacowych, ani związku zawodowego, żeby toczyć batalie polityczne.

Joanna Komolka: Jacek Saryusz-Wolski, europoseł i kandydat PiS-u, jedynka na warszawskiej liście do PE. Wczoraj wylosowany numer listy – czwórka – dla PiS-u to dobry numer czy nie ma znaczenia pana zdaniem?

Jacek Saryusz-Wolski: Ja lubię czwórkę. Ja 20 lat uczyłem dzieci na uniwersytecie i chyba to była taka moja ulubiona ocena.

Czyli nie piątki ani trójki?

Na piątkę to zna, że tak powiem, prowadzący zajęcia. A czwórka to już jest bardzo dobra ocena. Bo ja jeszcze się poruszam w tym starym schemacie, do pięciu.

No to skoro czwórka i skoro pan mówi o nauczaniu, no to czy pana zdaniem zawieszenie strajku przez ZNP, strajku nauczycieli, pomoże PiS-owi w kampanii wyborczej? Czy to można rozpatrywać w kategorii wygranej rządu z nauczycielami?

Jako stary belfer powiem, że to bardzo dobrze dla nauczycieli, bo zdejmuje z nich to odium szkodzenia dzieciom. I to bardzo dobrze dla uczniów, bo sami pamiętamy, bardziej lub mniej, jaki to jest stres, egzaminy. I oni mają prawo naprawdę spokojnie do tych egzaminów, które same w sobie są wielkim stresem, podejść i nie mieć tego kontekstu strajkowego, a nauczyciele nie powinni czynić z nich zakładników.

No tak, ale to też nie jest koniec całej sytuacji, bo strajk jest zawieszony  we wrześniu może wrócić ze zdwojoną siłą. ZNP chce rozmawiać z rządem, a Beata Szydło, wicepremier, m.in. w Radiu ZET mówi: Nie mamy więcej pieniędzy, żeby dać teraz nauczycielom. To znaczy, że sprawa nie jest zamknięta jeszcze.

Nie jest zamknięta, powrót we wrześniu. Mam nadzieję, że rok szkolny się odbędzie i dzwonek zabrzmi jak zwykle 1 września, a potem że będzie dobrze.

Czy ten okrągły stół, który się wczoraj odbył, w ogóle ma sens, nie zasiadają te osoby, które są w sporze z rządem? Myślę tu o ZNP. Jaki to ma sens?

To jest bardzo dobre pytanie, ponieważ te osoby były zaproszone i nie przyszły. Natomiast każda rozmowa ma sens. I jest takim dobrym zwyczajem, że na zaproszenia się odpowiada. Natomiast też jest w pewnych zawodach, które są misją – nauczyciel, lekarz – że się nie nadużywa tego statusu.

No tak, tylko wie pan, my mówimy o zarobkach.

Nie, zgoda, ja sam byłem związkowcem po stronie nauczycieli akademickich, więc ja wiem…

Czyli rozumie pan te postulaty?

Ależ oczywiście,że tak. Tylko że podobne postulaty mogą mieć inni. Każdy ma prawo do strajku, na tym polega piękna strona naszej demokracji. Natomiast nie można czynić zakładnikami dzieci, o czym już mówiłem. Ale przede wszystkim nie w momencie… Wyobraźmy sobie, że strażacy strajkują wtedy, kiedy się pali...

Strażacy strajkowali tuż przed 11 listopada i dostali pieniądze. Pamięta pan tę sytuację.

Jaki jest związek między policjantem a 11 listopada?

Grozili, że nie będą… Wie pan, o czym mówimy, tak?

Nie, nie, ale ja wolę porównanie, że strażacy strajkują wtedy, kiedy się pali, no to to jest niedopuszczalne. W niektórych krajach mi się ten model podoba: nauczyciele są urzędnikami, dobrze zarabiają, nie wolno im strajkować. I są też takie zawody w wielu krajach, które po prostu mają w statusie swoim...

Pan powiedział: dobrze zarabiają”, a nauczyciele w Polsce nie zarabiają dobrze.

Nie zarabiają dobrze. Któż dobrze zarabia?

Myślę, że są grupy zawodowe, które dobrze zarabiają.

No poza stricte wolnorynkowymi zawodami w biznesie, no to wszystkie służby publiczne źle zarabiają.

Myśli pan, że nie dojdzie do takiej sytuacji, że we wrześniu może nastąpić coś znacznie gorszego, niż to, co wydarzyło się teraz, trzytygodniowy strajk nauczycieli, bo wtedy mamy i kumulację roczników? I jeżeli nie dojdzie do porozumienia między rządem, a wiele wskazuje na to, że może nie dojść, jeśli chodzi o pieniądze, to co wtedy?

ZNP strajkowało, kiedy nie było podwyżek, a teraz strajkuje z przyczyn politycznych.

No tak, ale strajkowali za różnych rządów.

Nie, wtedy, kiedy była pustynia, Sahara, to wtedy nie było strajków. Więc charakter polityczny… Pani zna ten wątek, wszystkie argumenty, więc nie powtarzajmy ich. To jest strajk związany z wyborami, a powrót do niego będzie związany z kolejnymi wyborami, i to leży jak na dłoni, to jest oczywiste.

No tak, tylko my mówimy o ZNP, ale mówimy też o setkach tysięcy nauczycieli, którzy, jak sądzę, nie są członkami ZNP , a strajkowali, więc chyba nie można tego dewaluować, prawda?

Nie no, organizatorem tego strajku było ZNP.

Organizatorem tak, ale chodzi o liczbę osób, które protestowały.

Ja nie znam statystyk, pani wybaczy, moje dzieci już są dorosłe, a wnuki jeszcze są w przedszkolnym wieku. Natomiast to jest decyzja polityczna ZNP i pana Broniarza osobiście, żeby użyć związku w sprawie politycznej. Dlatego ja jako nauczyciel z zawodu, który przeżył dużą część swojego zawodowego życia właśnie ucząc, uważam, że jest coś nie tak.

To znaczy?

No że nie powinno się używać dzieci, nie powinno się używać dzieci, żeby wygrać w sprawach płacowych, i nie powinno się używać związku – który jest potrzebny – żeby toczyć batalie polityczne.

No tak, ale jeżeli nauczyciel słyszy o tych wszystkich obietnicach z kampanii m.in. też do PE, w której pan bierze udział, o piątce Kaczyńskiego, piątce PiS-u, jakkolwiek to nazwać i z drugiej strony słyszy: Dla was, nauczyciele, nie ma pieniędzy, no to nie dziwi się pan, że?

Po pierwsze wciąga mnie pani w temat, w którym nie siedzę. Ale po pierwsze jest propozycja… Znaczy ja nie znam, a obserwuję scenę polityczną wszystkich krajów europejskich od dawna i szczegółowo. Podwyżki, o które walczą związkowcy, w krajach zachodniej Europy, są o jeden, dwa procent. Trzydzieści procent – no po prostu nikt nigdy czegoś takiego nie słyszał.  Rząd z tego, co wiem, oferuje 15%, co jest gigantyczną podwyżką. Gdyby oni stopniowo mieli podwyższane płace wtedy, kiedy pan Broniarz siedział jak mysz pod miotłą, to prawdopodobnie sytuacja by się tak nie skumulowała, nie nawarstwiła. Tak że to jest dużo bardziej skomplikowane, ale a propos tej pustej kasy. No przecież wszyscy wiemy, że np. program 500+, który generalnie biorąc, jest bardzo akceptowany, do tego stopnia, że opozycja nagle go polubiła.

Część opozycji miała go tak naprawdę też w programie.

Zostawmy to. Jest na raty robiony. Czyli w miarę tego, jak się pojawiają środki, to jest rozdysponowywane. Oczywiście można mówić, że nie na to, ale na to, że lepiej w innej kolejności czy w innych proporcjach, ale demokracja polega na tym, że o tym decyduje większość, czyli ci, którzy sprawują władzę. Którzy sprawują władzę. To jest istota demokracji – m.in. budżet i dzielenie pieniędzy. Tak że można dyskutować, ale to jest prerogatywa władzy, żeby decydować komu. W ogóle argumentacja opozycji jest kompletnie niespójna. Bo z jednej strony mówią: „Oj, niebezpiecznie, zbliżamy się do granicy”, co jest nieprawdą, oczywiście, bo mamy niski deficyt, grubo, grubo, grubo i jeszcze grubiej poniżej limitu UE i bardzo zdrowe finanse… Natomiast grożenie, że się dzieje źle i będą wielkie długi, a z drugiej strony domaganie się, żeby dojść do ściany i jeszcze przez tę ścianę przejść.

A nie dziwi pana, że Jarosław Kaczyński nie zabrał głosu w sprawie strajku nauczycieli  ani razu podczas kampanii wyborczej? I konwencji, które przecież się odbywają, dzisiaj także kolejna?

Wie pani..

Bo ten głos może byłby ważny, może jest też oczekiwany, prawda?

Znowu wrócę do moich doświadczeń zachodnioeuropejskich, z którymi tak się lubi polska dzisiejsza opozycja porównywać i odnosić. Jeżeli w sprawie strajku nauczycieli głos zabierze minister edukacji, to już jest góra. A u nas robienie z tego… Obrażanie się, że premier nie rozmawia... Przesadzamy. Naprawdę są poważniejsze sprawy dzisiaj, mam na myśli wybory europejskie i kształt UE na kolejną pięciolatkę co najmniej.

No właśnie, panie pośle.

Bo obawiam się, że bardzo ważny problem nauczycieli i ich płac w tej chwili kradnie uwagę społeczeństwa naszego, która powinna być poświęcona temu, co za chwilę.

A jak pan zamierza o tę uwagę mieszkańców Warszawy walczyć? Bo pan jest jedynką na liście warszawskiej. Bardzo aktywna jest dwójka na liście warszawskiej, Ryszard Czarnecki z PiS-u, o którym się mówi, że może panu sporo głosów zabrać. Bo pan jest mało widoczny w Warszawie. Ma pan jakieś billboardy?

Po pierwsze polityka to jest gra zespołowa. Więc każdemu z nas na liście PiS-u zależy na zespołowym wyniku i każdy do tej wygranej, jak mam nadzieję, włoży swoją cegiełkę. Natomiast ja dawno, dawno temu startowałem do Senatu z Warszawy, dostałem 200 tys. głosów, to była lista 2001, pani tego nie pamięta...

Pamiętam.

...bo pani jest młodziutką osobą.

Z całym szacunkiem, pamiętam.

Okej. I zabrakło mi 20 tysięcy, żeby się dostać wówczas. To była taka lista PO-PiS-owa, mówiąc starym językiem. Więc robiłem kiedyś kampanię, będę również w tej kampanii robił...

Czyli pan już wrócił z tej Brukseli do Warszawy teraz na tę kampanię czy nie?

Jak najbardziej wróciłem, ja mieszkałem 11 lat w Warszawie, założyłem tu dwie edukacyjne instytucje: Kolegium Europejskie w Natolinie i Instytut UE w Collegium Civitas. tak że nie jestem rodowitym warszawiakiem, ale Warszawę znam, będę obecny również na billboardach i w mediach.

A kiedy pan zaczyna się spotykać z wyborcami? Bo Ryszard Czarnecki to już ruszył.

Ja już się spotykałem. Chociażby w Otwocku.

A myśli pan, żeby może panowie razem się spotkali z?

Mam bardzo gęsty kalendarz spotkań. Zasada jest taka, że każdy uprawia własne poletko.

No tak, a jak to poletko dla PiS-u wygląda w Warszawie? Nie będzie łatwe do uprawiania, prawda? Patrząc na sondaże, Koalicja Europejska raczej w Warszawie ma większe szanse.

To będzie 30-40, według badań taki będzie wynik.

40 dla Koalicji Europejskiej?

Tak. Tak mówią badania, zobaczymy. My walczymy o jak najlepszy wynik.

O ile mandatów?

Natomiast będzie to lepszy wynik niż… Znowu, ja mogę się tylko do badań odnosić: 2-2. Tak mówią badania, ale...

Warszawa jest trudna.

Warszawa jest trudna, oczywiście. Sam wynik na prezydenta miasta to pokazuje. No ale sądzę, że wynik w wyborach do PE będzie lepszy niż wynik w wyborach samorządowych.

A obawia się pan  i to pytanie od słuchacza naszego  co powie Donald Tusk 3 maja w Warszawie?

Nie, nie obawiam się.

Jego wystąpienia to z reguły są wystąpienia, które odbijają się szerokim echem, zresztą zapowiadane są już od jakiegoś dłuższego czasu, bo jest to bardzo wyjątkowe...

Bo jest to przewidywalne. To jest budowanie napięcia, ale trudno być zaskoczonym. Wejdzie w politykę polską i będzie jątrzył.

W newralgicznym momencie, prawda? Bo to będzie i Święto 3 Maja, i też kampania wyborcza.

Znaczy zrobi to, czego nie wolno przewodniczącemu Rady Europejskiej...

Nie wolno mówić o wartościach, o solidarności, o konstytucji?

Nie wolno ingerować w politykę wewnętrzną w ogóle kraju członkowskiego, a zwłaszcza kraju własnego, mówi o tym traktat, który mówi, że nie wolno sprawować żadnych funkcji publicznych. To narusza ducha – może nie literę – traktatu i dobry zwyczaj. I tak się nie robi, ale on już kiedyś mówił, że tego nie będzie robił, będzie neutralny, potem powiedział: „Chyba sobie nie wyobrażaliście, że nie będę tego robił”, czyli kpi sobie Donald Tusk ze zwyczajów i z ludzi.

A podtrzymuje pan swoją deklarację, że jeżeli Donald Tusk wystartuje w wyborach prezydenckich, to pan także to zrobi? Napisał pan czas jakiś temu na Twitterze: Jeśli ta postać poważy się ubiegać o urząd prezydenta RP, zgłaszam gotowość stanięcia w szranki w obronie honoru Najjaśniejszej.

Staję w szranki, tak. Znaczy nie jako kandydat na prezydenta, bo kandyduję do PE.

Ale jedno drugiemu szkodzi? Chyba nie.

Tak, szkodzi. Szkodzi, szkodzi. Znaczy ja uważam, że w ramach moich kompetencji, ja od drugiego roku studiów się zajmuję integracją europejską, naukowo, potem politycznie…

Czyli wycofuje się pan z tej deklaracji?

Ona była emocjonalna, gdyby była taka potrzeba, to bym to zrobił…

To jest przyszły rok.

…ale to nie jest my dream job, może tak, i sądzę, że jest znakomity kandydat na to stanowisko – pan prezydent Andrzej Duda.

Jacek Saryusz-Wolski, dziękuję bardzo, pozostajemy na RadioZET.pl.