Jacek Sasin: Ręce opadają. Jak 500+ dla niepełnosprawnych staje się faktem, Hartwich mówi że to cyniczne

20.05.2019 07:07

- Czytałem wypowiedź pani Hartwich. Ręce opadają. Co by nie zrobić, to źle. Pani Hartwich protestowała wraz ze swoim niepełnosprawnych synem właśnie po to, żeby było 500 złotych dla niepełnosprawnych. Jak 500 złotych dla niepełnosprawnych staje się w tej chwili faktem, to pani Hartwich mówi, że to obraża i jest cyniczne. To o co chodzi? O politykę – tak Jacek Sasin komentuje w „Gościu Radia ZET” reakcję części opiekunów osób niepełnosprawnych na zapowiedź PiS o dodatku 500+ dla tej grupy społecznej. Dorosłe osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie zapowiadają na czwartek protest w Warszawie. 

Beata Lubecka: Jacek Sasin, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. 500+ dla osób niepełnosprawnych, które są niezdolne do pracy, niezdolne do samodzielnego życia i skończyły 18 lat. Co się stało, że akurat teraz pada taka zapowiedź z ust premiera Morawieckiego i to na tydzień przed wyborami?

Jacek Sasin: Dlatego że w tej chwili według naszej oceny mamy takie możliwości finansowe.

A skąd się wzięły te możliwości finansowe?

Mamy chociażby zapowiedź w tej chwili już po wyroku TSUE, zapowiedź tego, że możemy powrócić do idei, a właściwie odblokować przyjętą już ustawę o tzw. podatku handlowym.

zapowiedź tego, że możemy powrócić do idei, a właściwie odblokować .

I z tego będą pieniądze dla niepełnosprawnych?

No, to jest, według naszych obliczeń, ponad 1,5 mld zł rocznie.

A ile to będzie w budżecie, jeśli chodzi o ten transfer, który zapowiadacie?

To wszystko zależy od tego, jak już tutaj konkretny projekt ustawy opisze tę grupę osób, które miałyby być beneficjentami tego projektu. Bo my mamy w Polsce bardzo szeroką grupę niepełnosprawnych o różnych stopniach niepełnosprawności i rzeczywiście ta grupa najbardziej potrzebująca, czyli ta, która pobiera renty socjalne, to mniej więcej dla niej te 500+ kosztowałoby budżet około tyle, ile wpłynie z podatku handlowego.

Czyli ok. 1,5 mld zł.

Tak jest.

Jak liczna będzie grupa objęta tym transferem?

Tak jak mówię, nie ma w tej chwili projektu, więc trudno mi przesądzać.

Aha, czyli pan premier Morawiecki po prostu sobie tak rzucił tydzień przed wyborami.

Pani redaktor, nie „aha”, bo pan premier powiedział: osoby dorosłe, które posiadają taki stopień niepełnosprawności, że nie mogą samodzielnie funkcjonować. Jest to rzeczywiście ta trzecia, najwyższa grupa niepełnosprawności. I tutaj, jak mówię, jest to taka grupa osób, ja nie pamiętam w tej chwili dokładnie, ile to jest osób, ale kosztowo, bo to już mniej więcej zostało policzone, to jest około 1,5 mld zł.

A kiedy ten projekt ustawy będzie gotowy?

Jak najszybciej.

Ale jak najszybciej, czyli kiedy?

Jak najszybciej. Dosyć szybko przygotowujemy te projekty.

Przed wyborami?

Nie potrafię tego powiedzieć. Tutaj Ministerstwo Rodziny będzie musiało się sprężyć, ale cały proces legislacyjny nie jest tak prosty, że w można w ciągu w tej chwili w pięciu dni...

Dla was nie jest prosty? Wy możecie sobie przegłosowywać ustawy w ciągu jednego posiedzenia Sejmu.

Możemy, tak się dzieje, ale żeby taka ustawa mogła trafić do Sejmu w ogóle jako projekt rządowy, to on musi po pierwsze powstać, po drugie przejść konsultacje społeczne, konsultacje międzyresortowe.

A nie może być projektem poselskim?

No nie, to są projekty rządowe, tego typu projekty, które wprowadzają różnego rodzaju świadczenia, to są projekty rządowe. Wszystkie te projekty były projektami rządowymi.

A pani minister Czerwińska będzie zaskoczona?

Nie sądzę, żeby była zaskoczona.

Czyli to już było konsultowane z panią minister finansów?

To jest przecież nasza obietnica, która została złożona już wiele miesięcy temu. Ja przypomnę, że kiedy protestowały osoby niepełnosprawne w Sejmie, wtedy to żądanie dotyczyło 500 zł dodatku dla osób o tym znacznym stopniu niepełnosprawności, osób dorosłych.

I chodziła wtedy, żeby to była żywa gotówka.

Tak, żywa gotówka.

I wtedy słyszeliśmy, że tak być nie może, bo to może prowadzić do nadużyć – mówili niektórzy politycy PiS-u. A teraz już nie będzie prowadzić do nadużyć?

Ale nasze stanowisko – ja nie chcę się odnosić do pojedynczych wypowiedzi…

Jak to? To mówił szef Kancelarii Premiera w jednym z programów telewizyjnych, Michał Dworczyk.

Chyba chodziło o co innego, chodziło chyba o te świadczenia różnego rodzaju inne dla osób niepełnosprawnych, jeśli dobrze sobie przypominam.

Nie, mówił wyraźnie, że nie można dawać pieniędzy do ręki, bo to być może będzie prowadzić do nadużyć.

Nie wiem, nie pamiętam tej wypowiedzi.

29 kwietnia 2018 roku.

Ale nie ma to większego znaczenia.

Jak to nie ma?

Podjęliśmy taką decyzję, że rzeczywiście to jest środowisko, które musi być wsparte, bo to jest środowisko, które na takie wsparcie zasługuje.

I teraz będą to pieniądze do ręki?

I będą to, tak, tak to zostało sformułowane, 500 zł, takie 500+ dla osób niepełnosprawnych. Tak jak mówię, wiele miesięcy temu zapowiadaliśmy, wtedy to już mówiliśmy, że wtedy, kiedy budżet państwa będzie na to stać, takie decyzje podejmiemy. I my swoich obietnic dotrzymujemy. Rzeczywiście dzisiaj mamy dodatkowe źródło dochodu do budżetu w postaci tego podatku od sieci wielkopowierzchniowych i chcemy te pieniądze przeznaczyć dla niepełnosprawnych.

A to ma związek z tym, że w czwartek będzie protest osób niepełnosprawnych w Warszawie.

My cały czas pracujemy nad tym, żeby los różnych grup społecznych poprawiać.

A nie chodziło o to, żeby zneutralizować ten protest?

My o tym proteście przecież wiemy od dawna, bo on jest zapowiadany od dawna.

No właśnie. Będzie w czwartek.

Więc jeśliby chodziło o to, tobyśmy pewni już wcześniej tego typu działania podejmowali. Nie no, mamy przecież w ostatnich dniach, wszyscy o tym pamiętamy, ten wyrok TSUE zapadł i to jest bezpośrednie następstwo tego wyroku. Mamy środki i decydujemy, na to te środki przeznaczymy. Przeznaczymy te środki na wsparcie osób niepełnosprawnych, tych najbardziej potrzebujących.

Iwona Hartwich, liderka sejmowego protestu sprzed roku, matka dorosłego niepełnosprawnego syna mówi tak: „Propozycja PiS jest cyniczna, nie odwołujemy protestu. Mówiono nam, że nie będzie pieniędzy”.

Czytałem tę wypowiedź pani Hartwich. Ręce opadają. Co by nie zrobić, to źle. Chciała pani Hartwich wraz ze swoim niepełnosprawnym synem protestowała i mówiła, że protestuje po to, żeby było 500 zł dla niepełnosprawnych. Jak 500 zł dla niepełnosprawnych staje się faktem, to pani Hartwich mówi, że to jest coś, co obraża, że to jest cyniczne itd. No to o co chodzi? Chodzi o politykę, to jest jasne.

Jak to o politykę? Protest jest polityczny ten czwartkowy?

A nie był wtedy ten w Sejmie? Pani redaktor, nie śledziła pani tych wypowiedzi, nie widziała pani zaangażowania polityków opozycji w ten protest?

A jak zostały wtedy osoby niepełnosprawne potraktowane przez marszałka Sejmu? 

Nie dostrzegła pani faktu, że osoby, które protestowały, kandydowały potem w wyborach samorządowych z list Koalicji Europejskiej czy partii opozycyjnych?

Wtedy to była Koalicja Obywatelska.

Może Obywatelska, ale partie te same. I środowiska opozycyjne te same. Więc naprawdę nie udawajmy, że to był protest tylko zdesperowanych osób bez żadnego politycznego podtekstu. I tak samo ten protest zapowiadany tuż przed wyborami musi być w tym kontekście rozpatrywany. I ta wypowiedź również, o której pani mówi – ja żałuję bardzo, że ta wypowiedź ma miejsce, bo ona jest niepotrzebna.

Czyli pana zdaniem ten protest, który będzie w czwartek, jest polityczny?

Pani redaktor, no jeśli protest miał dotyczyć przyznania 500-złotowego dodatku dla osób z najcięższą niepełnosprawnością, dla osób dorosłych, i to jest już realizowane w tej chwili, a protest mimo to ma się odbyć, bo ma się odbyć przed wyborami, no to jak ja mam to odczytać? No przecież to jest chyba jasne dla każdego, kto nas słucha.

A czytał pan „Gazetę Wyborczą” dzisiejszą?

Nie, nie czytałem. Czytałem w Internecie tylko omówienia.

Jest artykuł na pierwszej stronie: „Jak uwłaszczył się Morawiecki”.

Wie pani, to jest taka kolejna wrzutka „Gazety Wyborczej”.

Ja nie wiem, czy wrzutka.

Wrzutka...

Mateusz Morawiecki za bardzo okazyjną cenę miał kupić działkę na wrocławskim Oporowie od Kościoła za 700 tys. zł w 2002 roku, a już w 1999 r. jak wycenił później rzeczoznawca, warta była ta działka prawie 4 mln zł. Teraz jest warta blisko 70 mln zł.

Po pierwsze, nie ekscytujmy się tymi sumami, bo nie wiem, jak „Gazeta Wyborcza” to wyliczyła, te sumy. Ja mam małe zaufanie do tego, co pisze „Gazeta Wyborcza”...

Nie spodziewałam się, że pan powie coś innego.

...po licznych już wtopach tej gazety i wielkich zapowiedziach, które później się okazywały niczym. Tutaj mamy do czynienia z aferą, której nie ma. Rzecz dotyczy zakupu sprzed prawie 20 lat, działki rolnej.

Ale w bardzo atrakcyjnej cenie.

Nie wiem, czy atrakcyjna, bo sama „Gazeta Wyborcza” sobie tutaj zaprzecza, bo z jednej strony mówi, że pan premier rzekomo kupił to po zaniżonej cenie, a potem pisze dalej, że potem sprzedał część tej działki, jedną czwartą bodajże tej działki, jakiemuś innemu podmiotowi właśnie za taką część tej sumy, za którą nabył. Więc jeśli to byłby taki interes i tak bardzo nie dopłaciłby za tę działkę, no to rozumiem, że wtedy chciałby zarobić, sprzedając, i sprzedawać po właściwej cenie, a nie znowu po zaniżonej.

Ale „Gazeta Wyborcza” zapytała kurię, dlaczego działka została sprzedana za tak niską kwotę i okazuje się, że dokumenty dotyczące transakcji zniknęły.

Ale niech pani mi nie każe tłumaczyć bałaganu w dokumentach w kurii.

Jeszcze premier Morawiecki był przesłuchiwany w tej sprawie jako świadek przez ABW i miał zeznać, że dowiedział się o możliwości zakupu od kardynała Henryka Gulbinowicza.

Widzi pani, właśnie dokładnie w tym materiale o to chodzi – żeby takimi insynuacjami zbudować przekonanie, że coś jest nie tak. To na takiej zasadzie: ukradł rower, jemu ukradli rower, nieważne, zamieszany jest w kradzież. I trochę tak się właśnie tutaj próbuje grać z panem premierem Morawieckim.

Tu nie chodzi o kradzież.

No nie, ale tego typu właśnie sytuacje, że niezależnie, kto w jakiej roli występuje w jakiej sprawie, no to trzeba go oskarżyć. Nie ma tutaj naprawdę żadnej afery. Mamy do czynienia z działką rolną. Z działką, która jak była kupowana, nie było żadnego planu zagospodarowania wówczas dla tej działki, więc stawianie jakiejś tezy, że potem ktoś wpadł na ten pomysł, że tam ma jakaś droga przechodzić, że to w związku z tym podwyższa wartość tej działki, to jest rzeczywiście zupełnie nieuprawnione. A ponadto jednak przez 20 lat – wszyscy chyba to przyznają – ceny nieruchomości w Polsce wzrosły, więc to, że działka jest więcej warta, to nic dziwnego.

I tutaj stawiamy trzykropek. Z nami jest Jacek Sasin, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów, PiS. Jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl.

***

W internetowej części rozmowy Beata Lubecka zwróciła uwagę na tezę stawianą przez „GW”.

- Pan premier nie popiera takich praktyk uwłaszczania się na państwowym majątku. Te grunty były państwowe, przekazane potem kościołowi. A pan premier lubi powtarzać, że trzeba rozliczyć elity III RP, które uwłaszczyły się pod hasłem wolnego rynku – przypomina gospodyni „Gościa Radia ZET”.

- Uwłaszczanie się to przejmowanie majątku państwa albo za darmo, albo za tzw. przysłowiową złotówkę. Elity komunistyczne doskonale to opanowały i przeprowadziły po ‘89 roku. Uwłaszczyły się na bankach, nieruchomościach – to rzeczywiście miało miejsce. Natomiast wrzucanie do tego worka premiera Morawieckiego, który w legalny sposób kupił od kościoła… chyba nic złego nie ma też w tym, żeby od podmiotów publicznych nabywać. W końcu podmioty publiczne sprzedają różne dobra i obywatele mają prawo to kupować. Pan premier nie był wtedy politykiem, nie pełnił funkcji publicznych – zauważa szef Stałego Komitetu Rady Ministrów.

- Pytanie, czy każdy miał dostęp do informacji, że ta działka może być w przyszłości atrakcyjna. Wcześniej zdaje się Mateusz Morawiecki był radnym sejmiku dolnośląskiego – zastanawia się Beata Lubecka.

- To już chyba mamy również wyjaśnione jak sprawa wyglądała. Z tego co wiem, również z oświadczenia Centrum Informacyjnego Rządu, to małżonka premiera Morawieckiego weszła w posiadanie tej informacji… - mówi Sasin.

- No ale premier co innego zeznał przed ABW. „GW” o tym mówi. Pisze, że premier zaczerpnął informację od kardynała Gulbinowicza, który przyjaźnił się z rodziną Morawieckiego – powołuje się na zapisy „Wyborczej” gospodyni „Gościa Radia ZET”.

- Nie ma rozbieżności w tych dwóch informacjach. Pani małżonka pana premiera rzeczywiście dostała tę informację od znajomego, który działał w obszarze nieruchomości.

- Widzę, że był pan zaangażowany w wyjaśnianie sprawy jako minister KPRM – stwierdza Beata Lubecka.

- Mam wiedzę, która jest wiedzą publiczną, bo została zawarta w oświadczeniu. Bez emocji próbuję to wyjaśnić – odpowiada Sasin. – Dostała informację, że kościół chce sprzedać nieruchomości, które kościół odzyskał z zasobu państwa. Na podstawie tej wiedzy pan premier spytał kardynała Gulbinowicza z którym się znał. Taką informację otrzymał. Teza „Gazety Wyborczej”, jak wszystkie zawarte w tym artykule, jest po prostu fałszywa – dodaje.

Szef Stałego Komitetu Rady Ministrów skomentował też sondaż IBSP (Ogólnopolskiej Grupy Badawczej) dla radiozet.pl i „Newsweek Polska”. Wynika z niego, że aż 62,12 proc. Polaków nie popiera Jarosława Kaczyńskiego i jego działań. Lider PiS jest równocześnie jedynym politykiem, którego znają wszyscy obywatele RP. Drugim w zestawieniu najbardziej niepopieranych polityków w kraju jest Grzegorz Schetyna, którego poglądów i działań nie akceptuje 57,26 proc. ankietowanych. Tuż za nim znalazł się premier Mateusz Morawiecki. Szef rządu nie znajduje uznania w oczach aż 52,89 proc. Polaków.

- Z czego wynika to, że jest taka niechęć dla Jarosława Kaczyńskiego? – pytała Beata Lubecka.

- Myślę, że wiele lat wylewania inwektyw na Jarosława Kaczyńskiego, wiele lat poniżania i nieprawdziwych informacji na jego temat musiało zostawić jednak pewien ślad w świadomości opinii publicznej. Ktoś kiedyś powiedział, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju i to się pewnie tu potwierdza, bo rzeczywiście Jarosław Kaczyński od wielu lat formułował bardzo trafne spostrzeżenia i diagnozy jak powinna wyglądać polska polityka. Potem to się za każdym razem sprawdzało, ale za każdym razem był niemiłosiernie atakowany, kiedy te diagnozy formułował – mówi Jacek Sasin.

W trakcie internetowej części rozmowy padło też pytanie od słuchacza: „TSUE utrzymał wprowadzony przez rząd podatek handlowy. Czy premier Morawiecki zamierza pójść za ciosem i wprowadzić kolejne podatki?”

- Nie. Nie planujemy żadnych kolejnych podatków. O podatku handlowym mówiliśmy jeszcze w kampanii wyborczej, planowaliśmy ten podatek od początku. Niczego nie robimy, czego byśmy nie zapowiadali wcześniej. Cieszymy się, że taki jest wyrok, że TSUE przyznał nam rację – mówi Sasin.

Inny słuchacz był ciekaw co dalej z cenami paliw.

- Paliwo jest już po 5,40 zł. Czy będzie obniżka akcyzy jak postulował prezes Kaczyński, według którego było to takie proste, kiedy rządziła Platforma Obywatelska – pyta w imieniu słuchacza gospodyni „Gościa Radia ZET”.

- Wczoraj tankowałem po 5,21 zł – zauważa Jacek Sasin. – 20 groszy to sporo – dodaje.

- Czy będzie obniżka akcyzy?

- Cena paliw się waha. Niedawno była poniżej 5 złotych. Wszystko zależy od tego, co dzieje się na rynkach światowych – mówi szef Stałego Komitetu Rady Ministrów. – Benzyna w Polsce jest najtańsza w Europie w tej chwili, przynajmniej jeśli chodzi o Unię Europejską – dodaje.

- Tylko inaczej zarabiamy – zauważa prowadząca.

- Inaczej zarabiamy, ale Węgrzy, Słowacy, Czesi, mieszkańcy części krajów bałtyckich też nie zarabiają kokosów, też nie zarabiają tak bardzo wysoko jak zarabiają mieszkańcy Europy Zachodniej, a benzyna jest tam droższa. Po pierwsze nie dramatyzujmy. To nie jest tak, że w Polsce jest dramatyczna sytuacja z cenami paliw. Po drugie – nie wszystko zależy od nas. Wiele zależy od koniunktury na rynkach światowych. Mamy wiele zagrożeń, chociażby konflikt amerykańsko-irański generuje wzrost cen ropy na rynkach światowych. Ta benzyna raz jest tańsza, raz jest droższa – zauważa Jacek Sasin.

„Czy podziękuje Pan za film o SKOK-ach?” – pyta Jacka Sasina słuchacz Tomasz.

- Jaki film o SKOK-ach? Jest jakiś film o SKOK-ach? – zastanawia się szef Stałego Komitetu Rady Ministrów.

- Bracia Sekielscy będą kręcić nowy film – precyzuje Beata Lubecka.

- Żeby za coś podziękować, trzeba wiedzieć za co się dziękuje. Nie widziałem takiego filmu jeszcze.

- Ale czy taki film jest potrzebny?

- Można nakręcić film o wszystkim – stwierdza Sasin.

- Ale jest coś na rzeczy, że to największa III RP? – dopytywała gospodyni „Gościa Radia ZET”.

- Bądźmy poważni. Naprawdę mieliśmy wielkie afery, a największą aferą III RP jest afera VAT. 260 miliardów złotych, które wypłynęły z budżetu państwa albo przy niewiedzy i bezczynności najważniejszych osób w państwie, albo wręcz przy przepisach przyjmowanych, które to ułatwiały. To jest największa afera. Każdy, kto próbuje szukać afer tam, gdzie ich nie ma, próbuje zaciemniać ten obraz sytuacji – uważa Jacek Sasin.