Jacek Sasin: Nie ma rządowych rozmów o podatku cyfrowym

04.09.2019 07:03

– Ja nie mam wrażenia, że taka decyzja zapadła – mówi wicepremier Jacek Sasin w programie „Gość Radia ZET” w odpowiedzi na pytanie o rezygnację z planów wprowadzenia podatków od tzw. „gigantów cyfrowych” takich jak Facebook, Google czy Apple. W rozmowie z Beatą Lubecką stwierdza jednocześnie, że żadne prace w tej kwestii nie są prowadzone. – W tej chwili nie rozmawialiśmy na ten temat. Nie ma regulacji, nie ma rządowych rozmów – deklaruje. 

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest dzisiaj wicepremier Jacek Sasin, Prawo i Sprawiedliwość, pierwszy raz w tym sezonie. Dzień dobry, panie premierze.

Jacek Sasin: Dzień dobry. Bardzo mi miło, że praktycznie jestem na samym początku sezonu.

Ale sobie posłodziliśmy! Widziałam, że pan przyjechał do nas w towarzystwie swojego ochroniarza, oficera SO-u – tak powinnam powiedzieć ładnie.

No tak.

Czuje się pan zagrożony?

Nie, nie czuję się zagrożony. To taka rutyna, że premier, wicepremier ma tę ochronę, natomiast ja bardzo chętnie się spotykam z Polakami. Bezpośrednie spotkania dają mi siłę, nigdy się nie czułem zagrożony tymi spotkaniami. Chętnie spotykam się z ludźmi.

A czy Małgorzata Kidawa-Błońska, posłanka Platformy Obywatelskiej, byłaby dobrym premierem?

Znaczy przede wszystkim nigdy nie będzie premierem i to nie dlatego, że wykluczam albo mówię, że PO nie może wygrać tych wyborów, bo tu nic jeszcze nie jest rozstrzygnięte...

No właśnie, nigdy nie mów nigdy!

Nie, nie, dlatego mówię, że nie chcę, żeby to było w ten sposób odczytane. My rzeczywiście jesteśmy dzisiaj dopiero właściwie na starcie kampanii wyborczej, więc wszystko się może zdarzyć i wiemy, że to będzie bardzo trudna walka o to, kto będzie rządził dalej Polską, ale niezależnie od tego, kto wygra, Małgorzata Kidawa-Błońska tym premierem nie będzie.

Ale czy byłaby dobrym premierem pana zdaniem?

Ale to nie ma żadnego znaczenia, można rozpatrywać bardzo różne osoby, kto będzie lepszy, kto będzie gorszy. Nie, nie byłaby dobrym premierem, ponieważ byłaby premierem rządu tworzonego przez opozycję, przez PO przede wszystkim, i realizowałaby tę politykę, którą PO realizowała już parę lat temu, politykę, która była zła dla Polski.

Ale dlaczego pan od razu kwestionuje na starcie, panie premierze, kwalifikacje [Małgorzaty Kidawy-Błońskiej]?

Nie, ja nie mówię o kwalifikacjach, ja mówię o pewnym programie czy pomyśle, czy sposobie zarządzania Polską. PO i PSL zresztą wtedy pokazały, że Polską rządzić nie potrafią. W czasie ich rządów wszyscy straciliśmy 260 mld zł na aferze VAT-owskiej, no chociażby z tego powodu. Nie potrafią dbać o finanse państwa, nie zajmują się sprawami Polaków, zaniedbali sprawy społeczne, nie dbali o polskie rodziny, w wielu obszarach państwo sobie nie radziło i nie chcielibyśmy powrotu do tego.

A wracając do tej kandydatury: ale jednak w Warszawie to myślę, że Małgorzata Kidawa-Błońska może wygrać te wybory, może mieć najlepszy wynik, lepszy niż Jarosław Kaczyński.

A ja myślę, że tutaj dochodzimy do sedna sprawy, czyli do pytania: po co ten ruch Grzegorza Schetyny? Ruch fałszywy – jeśli pani pozwoli, powiem o tym za chwilę. Ale myślę, że są dwa powody. Pierwszy to to, co doradza Platformie ta już osławiona i opisana w mediach firma PR-owska wynajęta do tego, żeby ustawić kampanię.

Być może tak, być może nie, nie wiemy tego na pewno.

Opieram się o doniesienia prasowe, widać, że chyba wiarygodne, jeśli taki ruch nastąpił wczoraj. Firma powiedziała: „Grzegorz Schetyna musi zniknąć. Grzegorz Schetyna jest kamieniem u szyi kampanii PO”.

No dobrze, Jarosław Kaczyński też obciążał PiS, w związku z tym postawił na Beatę Szydło.

Ale Jarosław Kaczyński się nie chował i nie chowa w kampaniach wyborczych, Grzegorz Schetyna teraz postanowił się schować.

Nie no, będzie w kampanii wyborczej.

Zobaczymy.

Skoro jest numerem jeden we Wrocławiu, będzie musiał walczyć o głosy wyborców we Wrocławiu.

A druga sprawa – ja myślę, że Grzegorz Schetyna bał się tutaj starcia z Jarosławem Kaczyńskim w Warszawie, rzeczywiście jako tak niepopularny polityk przewidywał, że w bezpośrednim starciu liderów list jego wynik będzie gorszy. Czmychnął w związku z tym do Wrocławia, a wystawił tutaj panią Kidawę-Błońską, osobę taką sympatyczną, miłą, ale tym niemniej nigdy pani marszałek nie odcięła się od bardzo agresywnej polityki swojej partii, od tego, co mówił Grzegorz Schetyna – o strząsaniu z drzewa Polski PiS-owskiej szarańczy.

To była niefortunna wypowiedź.

Zapowiadał wsadzanie do więzień polityków PiS-u za to, że realizują swój program.

Teraz już nie zapowiada.

No właśnie, mówi jednego dnia jedno, drugiego dnia co innego. I tak samo będzie z panią Kidawą-Błońską, jak ze związkami partnerskimi...

Damy szansę.

Jednego dnia Grzegorz Schetyna mówił: nie będzie związków partnerskich, następnego dnia powiedział, że to będzie jedna z pierwszych spraw, które załatwi.

To będzie ciekawy pojedynek w Warszawie na pewno. A kto podjął decyzje, że Polska nie obłoży podatkiem cyfrowym gigantów z Ameryki?

Nie wiem, czy jest taka decyzja. W tej chwili na ten temat nie rozmawialiśmy...

Przecież wiceprezydent Pence już to ogłosił.

I nie ma na razie rozmów na ten temat rządowych, nie ma żadnych regulacji.

Ale w budżecie zapisano jednak miliard z tzw. digital tax, jak to się ładnie nazywa.

Proszę się nie martwić – mówię tutaj do naszych słuchaczy – o budżet. Budżet jest zrównoważony i wszystkie elementy tego budżetu...

Ale ja pytam o podatek cyfrowy. Dlaczego rząd się z tego wycofuje?

Ja nie mam wrażenia, że taka decyzja zapadła.

Jak to nie? Przecież o tym powiedział wiceprezydent Pence – że jest bardzo zadowolony, że Polacy podjęli dobrą decyzję, bo to będzie wpływało dobrze na nasze relacje handlowe wzajemne.

W tej chwili rząd nie pracuje nad takimi regulacjami.

To dziwne bardzo, bo jeszcze znalazłam taką depeszę: 21 lipca w niedzielę biuro prasowe Ministerstwa Finansów poinformowało PAP, że prowadzi pracę nad przygotowaniem projektu ustawy o podatku od niektórych usług cyfrowych.

Tak jest, ale takiego projektu do rządu, czyli do Rady Ministrów, jeszcze minister finansów nie wniósł, więc na etapie rządowym, prac rządowych takiego projektu jeszcze w tej chwili nie ma.

Na początku marca 2019 roku, czyli tego roku, premier Mateusz Morawiecki potwierdził gotowość do wprowadzenia digital tax w Polsce. Zdaniem szefa rządu zysk z opodatkowania usług cyfrowych amerykańskich gigantów ma być jednym z głównych źródeł finansowania tzw. piątki Kaczyńskiego.

Ale piątka Kaczyńskiego już została sfinansowana, więc niezależnie od tego praktycznie wszystkie te projekty, które zostały zapowiedziane, są faktem. Wczoraj chociażby podsumowaliśmy program odtwarzania połączeń autobusowych. W 850 gminach pojawią się nowe autobusy, 9 mln osób uzyska dostęp do tych połączeń. To wszystko się już dzieje. My na bieżąco kontrolujemy stan finansów państwa i w zależności od tego podejmujemy również decyzję. To jest decyzja, która jest gdzieś jeszcze przed nami: czy będziemy realizować te zapowiedzi pana premiera, ministra finansów, czy z powodu rozwoju gospodarczego, czy dla naszej gospodarki lepiej będzie, żeby tego typu regulacji nie wprowadzać. Jakichś ostatecznych decyzji w tej chwili nie ma.

Ale najpierw jednak była taka wola zapowiadana również ze strony pana premiera, a teraz jednak się z tego wycofujemy. Przestraszyliśmy się Donalda Trumpa?

My się, pani redaktor, szanowni państwo, nikogo nie przestraszamy, a szczególnie nikogo za granicą. My podejmujemy decyzje w oparciu o to, jak one wpłyną na nasz rynek, na naszych obywateli, na naszą sytuację w Polsce i będziemy również w tej sprawie takie decyzje podejmować.

No to też słuchacze pytają: to komu zabierze rząd ten miliard złotych, żeby załatać lukę cyfrową?

Nikomu nie zabierze żadnych pieniędzy, wręcz przeciwnie. Będziemy informować również o nowych pomysłach, nowych projektach, dobrych dla obywateli, już w najbliższą sobotę na naszej konwencji programowej będziemy o tym mówić. Mamy znakomity stan finansów publicznych, w związku z czym nie musimy nikomu niczego zabierać.

To jest tzw. budżet wyborczy.

No jaki wyborczy, no pani redaktor!

Budżet wyborczy.

A cóż jest w nim wyborczego?

Zawsze tak się go konstruuje przed wyborami, żeby był najlepszy, żeby wyborcy mogli go oklaskać.

A czy kiedykolwiek był zrównoważony budżet? Nie. Mamy budżet, w którym rzeczywiście mamy bardzo wysoki poziom dochodów, 430 mld złotych, rekordowe dochody, dlatego że udało nam się po pierwsze...

Jaki on będzie, to się przekonamy na początku przyszłego roku i wyjdzie szydło z worka.

Szydło – pani premier Szydło to już w Brukseli, na pewno z żadnego worka nie będzie wychodziła. Natomiast mamy budżet bardzo dobry dzięki temu, że uszczelniliśmy system podatkowy, ale również dzięki temu, że są większe wpływy, mamy wysoki wzrost gospodarczy, bardzo niskie bezrobocie, szybko rosną pensje Polaków. To wszystko powoduje, że mamy naprawdę dobrą sytuację i możemy realizować nasz program.

No i tak się właśnie chwalił wicepremier Jacek Sasin, to tyle w części radiowej.

To nie chwalenie się, to opis rzeczywistości, pani redaktor.

A w części internetowej zapytam, czy prezes Kaczyński mógł wiedzieć o aferze hejterskiej w resorcie sprawiedliwości, zanim doniosły o tym media. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

– Wiemy, że to będzie bardzo trudna walka o to, kto będzie rządził dalej Polską, ale niezależnie od tego, kto wygra, Małgorzata Kidawa-Błońska tym premierem nie będzie – mówi w internetowej części rozmowy Jacek Sasin. Jego zdaniem wystawienie Kidawy-Błońskiej na szefową rządu PO-KO to „oszukańcze ruchy”. – Grzegorz Schetyna nigdy nie zrezygnuje z bycia premierem, jeśli będzie miał taką okazję. To człowiek niezwykle ambitny, wycinający wszystkich konkurentów po drodze – stwierdza.

– Ambicja to chyba nie jest nic zdrożnego – zastanawiała się Beata Lubecka.

– Ambicja nie może być niezdrową ambicją. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w to, że Grzegorz Schetyna odłoży w tej chwili swoje ambicje na bok i pozwoli rządzić pani marszałek Kidawie-Błońskiej. Zagrywka tylko i wyłącznie wyborcza obliczona na oszukanie wyborców – ocenia Jacek Sasin.

Wicepremier Sasin uważa, że zaproponowanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na premiera rządu Koalicji Obywatelskiej to jeden z fake newsów, żeby opozycja mogła zaistnieć.

– Takie oszukańcze ruchy. Kampania wyborcza, która serwuje nam nagłe zwroty – stwierdza gość Radia ZET.

– A dlaczego ma nie serwować? Przecież opozycja chce osiągnąć jak najlepszy wynik, to po pierwsze. Po drugie: taki sam manewr w 2015 roku wykonał Jarosław Kaczyński. Wtedy było genialne, teraz jest fatalne? – dopytywała Beata Lubecka.

– Wtedy była decyzja o tym, że pani premier Szydło jest kandydatką na premiera i została premierem. Pani Kidawa-Błońska żadnym premierem nigdy nie zostanie – ocenia Sasin.

– Nie zostanie, jak nie wygra opozycja – precyzuje Lubecka.

– Jak wygra, to premierem będzie Grzegorz Schetyna. Ja panią zapewniam – mówi Jacek Sasin Beacie Lubeckiej. – Oni całą kampanię opierają na oszustwie. Pani mówi, że chcą zdobyć jak najlepszy wynik. Każdy chce zdobyć jak najlepszy wynik, ale to nie jest tak, że można do tego najlepszego wyniku iść na oszustwie wyborczym. Nie można oszukiwać wyborców – dodaje.

– A kto obiecywał, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin, a potem okazało się że Antoni Macierewicz? – przypomina Beata Lubecka.

– Powiem tylko tak: to jest wyjątek, który potwierdza regułę naszej wiarygodności… - zaczyna Sasin.

– Akurat ten wyjątek był bardzo znaczący – dopowiada Lubecka.

– … potwierdza, że jesteśmy wiarygodni. Co mówimy, to realizujemy. W przypadku Platformy Obywatelskiej jest absolutnie odwrotnie – ocenia wicepremier w Radiu ZET.

– Proszę zobaczyć, podzieliła się cała opozycja na 3 bloki. Mówią, że są bardzo różni, ale do Senatu idą razem. Jedno oszustwo wyborcze. Sześciopak Schetyny. Trzy tygodnie temu apelowałem do kierownictwa Platformy żeby pokazali ile to będzie kosztować. Konkretne wyliczenia, projekty. Cisza. Nikt o tym nie mówi. Wielkie oszustwo – dodaje.

Jacek Sasin zapewnił przy tym, że kandydatem na premiera Prawa i Sprawiedliwości będzie Mateusz Morawiecki.

– Naszym kandydatem na premiera jest Mateusz Morawiecki. Jest premierem i jeśli wygramy wybory, będzie premierem również po wyborach – zapewnia wicepremier w Radiu ZET.

Czy w takim razie powinna odbyć się debata Mateusz Morawiecki – Małgorzata Kidawa-Błońska? Takie pytanie zadał jeden z internautów, Bronisław.

– Nie wiem, w tej chwili słyszałem, że na razie propozycja była taka, że Grzegorz Schetyna chciał debatować z Jarosławem Kaczyńskim…

– Ale zmieniła się sytuacja – zauważa Beata Lubecka.

– Aha, no to może poczekamy i znowu się zmieni. Nie wiem, czy za 3 dni Grzegorz Schetyna nie zmieni zdania i nie stwierdzi, że nie wie jak mógł nie wpaść na to wcześniej, że to on będzie kandydatem na premiera. Albo pan Nitras, pan Grabiec, pan Kierwiński, nie wiem kto jeszcze mógłby być… Naprawdę, trudno poważnie traktować tego typu konkurentów w kontekście poważnej rozmowy – ocenia Sasin.

– A może Kidawa-Błońska jest szykowana jako kandydatka opozycji na prezydenta w 2020 roku? – zastanawia się prowadząca.

– Ja myślę, że Platforma Obywatelska w ogóle ma problem z określeniem się i wiarygodnością. Po tych wielu sprawach, w których oszukali, nikt już nie wierzy w jakiekolwiek słowo liderów PO. Tyle warta jest ta zapowiedź dotycząca pani Kidawy-Błońskiej, ile warta była zapowiedź jeszcze przed wyborami w 2011 roku, że PO nie podniesie wieku emerytalnego, a później podniosła. Jak można wierzyć dziś w cokolwiek, co mówią liderzy PO? To jest wszystko skrajnie niewiarygodne. Trudno, żebyśmy pod to dostrajali naszą politykę wyborczą. My będziemy głównie rozmawiać z wyborcami, z Polakami. To są nasi rozmówcy – mówi Jacek Sasin.

Wicepremier Sasin został zapytany również o słowa Patryka Vegi. Reżyser twierdzi, że kopia scenariusza filmu „Polityka” trafiła do KPRM.

– Nie widziałem żadnego scenariusza – mówi gość Radia ZET. – Nikogo u mnie z żadnym scenariuszem nie było. Nie słuchałem tej rozmowy, ale czytałem jej stenogram. Jestem zorientowany. Naprawdę bardzo dziwi mnie to, jeśli reżyser filmowy czy artysta działający w sferze kultury i showbiznesu zaczyna zajmować się polityką. Nigdy nie wychodzi to na dobre. Nie wiem po co to potrzebne panu Vedze, po co wygłaszanie manifestów o końcu wolności w Polsce. To dosyć żenujące i rozmija się z rzeczywistością, która jest za naszymi oknami. Jak robi ktoś filmy, to niech je robi. Naprawdę, w Polsce można zrobić każdy film – dodaje.