Emilewicz: Byłoby zręczniej, gdyby Banaś wymienił zastępców w NIK po urlopie

26.09.2019 08:02

– Prezes Banaś chyba nie zrobił niczego niezgodnego z prawem w zakresie wyboru czy niewyboru prezesów – tak Jadwiga Emilewicz komentuje w programie „Gość Radia ZET” planowaną przez prezesa NIK Mariana Banasia wymianę swoich zastępców w Izbie. Według minister przedsiębiorczości i technologii, byłoby jednak zręczniej, gdyby szef NIK zaczekał z decyzjami personalnymi do czasu powrotu z bezpłatnego urlopu.

Beata Lubecka: Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości. Dzień dobry pani minister.

Jadwiga Emilewicz: Dzień dobry pani redaktor, dzień dobry państwu.

Krakowianka, tak?

Z urodzenia, z wyboru.

Mieszkanka również Krakowa. Natomiast walczy teraz pani o Poznań, numer jeden na liście koalicji rządzącej. Dla sukcesu wyborczego pani zrobi wszystko. Nawet wybiegała ostatnio pani 5 km.

Biegam od dawna, tak że to nic szczególnego, ale rzeczywiście zorganizowałam bieg dla Poznaniaków i było bardzo sympatycznie. Byli rodzice z dziećmi, a o to tak naprawdę chodzi.

I to przyniesie pani sukces?

Zobaczymy, to jest, jak pani redaktor wie i państwo wiedzą, najcięższa placówka, na jaką mogłam być wybrana. No może jeszcze Gdańsk konkuruje, jeśli chodzi o liczbę osób gotowych głosować na listę PiS-u, tak że bardzo trudne zadanie. Kiedy rozmawiam z kolegami ministrami, którzy kandydują z Lubelszczyzny, Podlasia, Podkarpacia, to mówię, że zapraszam na jeden dzień.

Ktoś panią wsadził na minę?

Nie, to jest duże wyzwane. Dla mnie, powiem szczerze, po tych kilkunastu tygodniach bardzo intensywnej aktywności w Poznaniu, to jest wyzwanie, z którym mam się zamiar zmierzyć. Ja traktuję to swoje kandydowanie i swoją obecność w Poznaniu - tak jak mówię Poznaniakom, że obiecuję, że jeśli mi zaufają, to się ode mnie nie opędzą w ciągu najbliższych czterech lat – jako takie poważne wyzwanie kulturowe. Bo my chcemy odwojować ten Poznań tak naprawdę, bo uważam naprawdę, że my mamy dobrą propozycję programową.

Zrobić z niego miasto konserwatywne, tak? 

Takie, jakie ono jest w gruncie rzeczy przecież. Jeśli sobie pomyślimy o tym, jakie cnoty, jakie wartości są ważne dla poznaniaków, to one są mało kompatybilne z podejmowanymi przez nich wyborami. A muszę powiedzieć, że konkurencja tam – tak naprawdę to jest upokarzające trochę, ponieważ ona tam nic szczególnego nie robi.

To jeszcze o konkurencji porozmawiamy. Co to są gajgi?

Wiedziałam, że się zacznie. Słownik kupiony, pani redaktor, dla dzieci ostatnio...

I co?

Uczymy się.

Nie wie pani, co to są gajgi?

No...

Skrzypce. A bimba co to jest?

Pani redaktor…

Pani minister...

Mam cztery lata na to, żeby się nauczyć całego słownika.

Ale teraz pani walczy o Poznań. To ja powiem: tramwaj. A ćmik chociaż może? Bo to wszyscy wiedzą chyba.

Pani redaktor, zapraszam do Poznania, zrobimy szybki kurs słownika gwary lokalnej.

Chętnie przyjadę, bo to ładne miasto. Tak sobie pożartowałyśmy, teraz zupełnie na poważnie. Czy Marian Banaś, który jest w dwuznacznej sytuacji jako szef NIK-u, zanim pójdzie na urlop bezpłatny, powinien przemeblowywać szefostwo i odwoływać swoich zastępców?

No to jest decyzja, rozumiem… Pan prezes Banaś chyba nie zrobił niczego niezgodnego z prawem w zakresie wyboru czy niewyboru prezesów.

Ale dlaczego chce to zrobić? Nie powinien z tym poczekać?

Być może byłoby to zręczniejsze, zwłaszcza że na pewno rzecz, którą zrobił, czyli odejście na urlop bezpłatny w sytuacji...

Byłoby to zręczniejsze, gdyby jednak…?

Gdyby nie zmieniał w tej chwili swoich zastępców, bo zdajemy sobie sprawę, że sytuacja jest dość trudna.

To po co on to robi? Zabezpiecza sobie teren, nie ufa?

Nie rozmawiałam z panem prezesem, nie wiem, dlaczego to zrobił, w każdym razie znamy jego oświadczenie na razie, rozumiem, że czekamy na wyjaśnienie sprawy. I tutaj na pewno nie będzie, tak jak i w żadnym innym przypadku, nie będzie to sprawa zamiatana w jakikolwiek sposób pod dywan.

Trzymamy za słowo, jeszcze kilka dni temu prominenci PiS-u mówili, że to kryształowy człowiek. No teraz już trochę połykają język. Wie pani, ile jest żartów na temat tej sprawy w Internecie? Jednak Polacy nie wierzą w tę wersję wydarzeń, że tę kamienicę to pan minister Banaś dostał w spadku.

No ale nie rozumiem, dlaczego w to mamy nie wierzyć. Przecież to jest kamienica nie nabyta ani miesiąc, ani dwa miesiące temu. Wedle tej wiedzy, którą ja czytam, to jest gdzieś z początku 2001…

Dostał darowiznę od zaprzyjaźnionego kombatanta – tak mówił pan minister w państwowej telewizji.

Ale ja proponuję nie żartować sobie z takich rzeczy i proponuję, abyśmy sobie...

Ale ja nie żartuję.

Znaczy nie żartować, bo pani redaktor przywołuje żarty...

Mnóstwo żartów jest w Internecie.

Ja uważam, że dajmy szansę po pierwsze panu raz, że panu prezesowi wyjaśnić sprawę, a dwa, odpowiednim służbom zająć się tą sprawą, i mam nadzieję, że wyjaśnienie poznamy niezwłocznie.

A wynajmowanie kamienicy wyraźnie taniej, niż wynika to z rynku, jest wyrazem przedsiębiorczości czy unikaniem podatku od najmu? - pytają słuchacze.

Każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą, ma płacić należyte daniny. Jeżeli w tym przypadku były podejmowane praktyki, które miały na celu obniżenie wartości czy niezapłacenie, są niezgodne z prawem i po prostu powinny być ukarane, kropka.

Ale przepraszam bardzo, to pan minister wynajmował tę kamienicę poniżej cen rynkowych.

Ale pan minister czy jego syn, pani redaktor?

Chodzi o kamienicę.

Ale chodzi o to, kto to robił. No ja rozumiem, że jest tak, że jest jedno nazwisko, ale według mojej wiedzy, gazetowej przecież, bo nie rozmawiałam z panem prezesem, to działalność gospodarczą prowadził syn pana prezesa i to on, zdaje się, był właścicielem tej kamienicy. Ja rozumiem, że to jest zawsze kłopotliwe, co robią nasze dzieci, ale zdaje się, że to dziecko jest już całkiem pełnoletnie i tutaj musimy mówić o odpowiedzialności tego dziecka.

Ale czy osoba, która nie miała pojęcia, co się dzieje w kamienicy, którą wynajmuje, że to jest dom schadzek, mówię teraz o panu ministrze, może stać na czele najważniejszej instytucji w kraju?

Pani redaktor, jeszcze raz powtarzam: zdaje się, że kamienica nie była pana ministra Banasia, pana prezesa Banasia, tylko jego syna.

No nie ujął tego w oświadczeniu i dlatego oświadczenie majątkowe jest sprawdzane.

No to poczekajmy może i proszę pozwolić mi komentować wtedy, kiedy będziemy wiedzieć, kiedy będziemy znać dane.

Ta kamienica, jeżeli dobrze zrozumiałam z tłumaczeń pana ministra Banasia, była zabezpieczeniem jako hipoteka pod duży kredyt, który to otrzymał syn pana ministra z jednego z banków.

Ale rozumiem, że właścicielem nieruchomości jest syn.

Jest pani pewna?

Nie jestem pewna, dlatego nie chcę komentować, poczekajmy na wyjaśnienie, rozumiem, są odpowiednie służby, które się w tej chwili zajmują tą sprawą i bez zbędnej zwłoki ona zostanie wyjaśniona. Tak jak powiedziałam: jeśli ktoś prowadzi działalność gospodarczą, unika płacenia należnych danin, no to popełnia wykroczenie i nie powinien zajmować miejsc w życiu publicznym. Ale poczekajmy, nie prowadźmy tego dochodzenia w gazetach.

Jesteśmy w radiu.

Pamiętamy jedną sprawę prowadzoną czy też nagłośnioną kiedyś kilkanaście lat temu przez redaktora, który tę sprawę nagłośnił i po kilku latach musiał… doprowadził do bardzo trudnej sytuacji osobę, którą pomówił. Więc nie oceniam w tej chwili reportażu, chciałabym móc się odnosić do faktu.

Projekt budżetu na przyszły rok zakłada zniesienie limitu trzydziestokrotności składek na ZUS. Źle się stało?

Kiedy przyjmowaliśmy ten projekt budżetu na przełomie sierpnia, na początku września, ja wówczas zgłosiłam swoją uwagę dotyczącą zniesienia limitu. Przypomnijmy, to jest dyskusja, którą toczymy od dawna…

Ja wiem, ale czy źle się stało?

W tej chwili mamy tak, jak mamy, w budżecie. Ostatecznie decyzję podejmie Sejm, ustawę budżetową będziemy przyjmowali na przełomie września i października.

Ale w Sejmie większość ma PiS.

Ja myślę, że mamy czas na to, żeby jeszcze o tym dyskutować.

Ale pani była za tym, żeby ten limit jednak utrzymać. Pani szef, czyli Jarosław Gowin, pani szef partyjny...

Jestem za utrzymaniem tego limitu, tłumacząc dlaczego, jaka jest moja...

No właśnie. To jaka jest pozycja Jarosława Gowina w rządzie, skoro nie był w stanie przeforsować swojego pomysłu?

Ale pani redaktor, dajmy nam szansę jeszcze podyskutować o tym w Sejmie. Dwa dni temu w wywiadzie udzielonym przez pana premiera dla „Rzeczpospolitej” pan premier też powiedział, że rozstrzygnie ostatecznie o tym Sejm.

Ale to w Sejmie będziemy o tym dyskutować już na tym odroczonym posiedzeniu?

Ustawa budżetowa najczęściej przyjmowana jest na przełomie listopada i grudnia czy w grudniu. No więc pani redaktor, to nie jest wyjątkowy rok, kiedy przyjmujemy w takim czasie ustawę w Sejmie.

Czyli to się może zmienić, rozumiem, tak?

Myślę, że… Kiedy Sejm pracuje nad ustawą budżetową, zawsze coś się zmieniało w tej ustawie. I to nie jest specyfika naszych rządów, tylko zawsze, kiedy zobaczymy historię uchwalania tej ustawy, w Sejmie zawsze zdarzają się jakieś poprawki. A mamy na to przestrzeń, dlatego że mamy zerodeficytowy budżet. W przypadku trzydziestokrotności...

Czyli to się może zmienić po wyborach w takim razie, zakładając, że PiS wygra wybory?

My na pewno, i pan premier Gowin, i ja, będziemy prowadzić rozmowy z dużym partnerem koalicyjnym, przekonując, podając te argumenty, które podajemy cały czas: zniesienie limitu trzydziestokrotności w perspektywie 15-20 lat może być niebezpieczne dla ZUS-u, bo wypłata należnych świadczeń emerytalnych może być trudna od tak wysokiej kwoty. Po drugie, z trzydziestokrotności dzisiaj korzysta 380 tys. podatników, 29% – sfera publiczna, 71% – prywatna. Te 29 z publicznej na pewno zapłaci i tę kwotę wpływu do budżetu zobaczymy, ale te 71%, ja zakładam, że będzie szukało innych form opodatkowania, samozatrudnienia, różnych, i tego wpływu założonego nie zobaczymy. I punkt trzeci, na który zwracamy uwagę: ciągle zależy nam na przyciąganiu talentów, na tym, żeby pokazywać młodym inżynierom, informatykom, że dzisiaj w Polsce warto pozostać, a nie wyjeżdżać, i to jest istotny element. Informatycy najczęściej, jak popatrzymy na tę pulę osób...

To są specjaliści i właśnie zarabiają bardzo dobrze. I uderzy ich to po kieszeni.

Ale skąd jest ta propozycja…

Musimy…

Ale pani redaktor, jedno zdanie.

Ale jedno.

Naprawdę. Zdajemy sobie dzisiaj sprawę, że ci najlepiej zarabiający mają najmniejsze obciążenia pracy w stosunku do tych najsłabiej zarabiających, więc dyskusja o tej trzydziestokrotności gdzieś ma tutaj swoje źródła i ja myślę, że w Sejmie do tego będziemy przekonywać, że znajdźmy rozwiązanie.

I tu musimy postawić wielokropek. Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości, jest z nami. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

Dziękuję bardzo.

***

W trakcie internetowej części programu „Gość Radia ZET” padło też pytanie od słuchacza, który prosił o komentarz do słów Jarosława Kaczyńskiego z 2017 roku. Prezes PiS na konferencji w Wyższej Szkole Medialnej o przedsiębiorcach, którym nie starczy na zapłacenie ZUS, mówił tak: „Spotykałem się niejednokrotnie z tymi środowiskami i czasem padały takie postulaty, które w gruncie rzeczy ograniczały się do tego, żeby te ograniczenia, mówię także o relacji z pracownikami, odrzucić. Więc jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie, jeżeli te ograniczenia nie będą odrzucone, po prostu powinien zająć się czymś innym”.

– Podpisałaby się pani pod takim stwierdzeniem? – chciał wiedzieć słuchacz pod nickiem @dane_publiczne.

– To bardzo ostre słowa, ale pytanie było do mnie pani redaktor do mnie przed chwilą… - zaczyna Emilewicz.

– Czy to nie było obraźliwe dla przedsiębiorców? – zastanawiała się Beata Lubecka.

– Może niefortunne stwierdzenie. Myślę, że można powiedzieć tak: bycie przedsiębiorcą oznacza ciężką pracę z nastawieniem na zysk. Jeśli zysku nie ma, warto zastanowić się być może, czy powinienem być przedsiębiorcą – odpowiada minister przedsiębiorczości i technologii.

– To jest ciąg dalszy pytania od słuchacza. „Jeśli o godne pensje strajkowała większość budżetówki: policjanci, nauczyciele, ratownicy, pracownicy sądów – czy PiS nadaje się do rządzenia, skoro nie jest w stanie zaspokoić tych oczekiwań grup zawodowych ważnych dla funkcjonowania państwa?” – dopytuje prowadząca.

– Nie ma wątpliwości, że bycie politykiem to moment, kiedy trzeba wybierać w jakiej kolejności realizuje się niektóre polityki publiczne. W ciągu ostatnich lat mamy zwiększenie wydatków. Jak zobaczymy uposażenie pracowników sektora opieki zdrowotnej, to mamy wzrost. Nie jest satysfakcjonujący, ale mamy wzrost. Jeśli chodzi o pensje nauczycieli, także mamy wzrost. Niesatysfakcjonujący, wiem. Sprawdzałam to rozmawiając ze środowiskiem nauczycielskim w Poznaniu. Przed nami ogromne wyzwania. Proszę pamiętać, że przez wiele lat pensje w budżetówce były po prostu zamrożone – mówi w Radiu ZET Jadwiga Emilewicz.

W internetowej części rozmowy Jadwiga Emilewicz wytykała swoim konkurentom z Poznania brak aktywnej kampanii.

– Jestem zaskoczona zerową aktywnością zwłaszcza liderów list. Bardzo mocno starają się ci z dalszych miejsc – ocenia minister.

– Pani się dwoi i troi, jak spojrzałam na Facebook. Pani jest chyba codziennie w Poznaniu. To nie koliduje z pracą w ministerstwie? – pytała Lubecka.

– Staram się popołudnia spędzać w Poznaniu. Da się to zrobić na szczęście. Nie uchybiłam ani jednego dnia, ani jednych swoich codziennych obowiązków w pracy – zapewnia Emilewicz.

– Codziennie niemalże jeździ pani do Poznania po pracy?

– Prawie codziennie, albo co drugi dzień. Wynajęłam tam mieszkanie, elektryczny samochód, żeby nie było wątpliwości, że poruszam się swoimi środkami lokomocji. Mam niezwykle trudne zadanie. W wyborach europejskich lista PiS zdobyła 23,9% poparcia w Poznaniu i w powiecie. To rekordowo niskie poparcie. Cel, jaki sobie postawiłam, jest trojaki. Po pierwsze dostać mandat. Nie jestem posłem, kandyduję po raz pierwszy do Sejmu. Wątpiącym mówię, że historia zna przypadki, kiedy 3 osoby mające pierwsze miejsca nie dostały się do parlamentu, czy PE. W trudnym Poznaniu to jest także wyzwanie. Po drugie: mieć najlepszy wynik na liście, a po trzecie, aby ta lista miała najlepszy wynik w historii PiS w Poznaniu i powiecie. Sondaże pokazują, że to może się udać – przewiduje Jadwiga Emilewicz.

– Konkurencja w takim razie rzeczywiście mało się udziela?

– Konkurencji nie widać. Co więcej – z przykrością muszę stwierdzić, że wielokrotnie zapraszałam panią Joannę Jaśkowiak, liderkę listy KO, żebyśmy stanęły obok siebie i zmierzyły się w debacie o Poznaniu i o Polsce – mówi gość Radia ZET.

– A nie jest wyznaczony termin debaty na 10 października?

– Nie, takiej debaty, rozmowy jeden na jeden pani Joanna unika od początku. Trudno ją w ogóle znaleźć w Poznaniu – zauważa Emilewicz. – Dobrze, że przyjęła zaproszenia na dwie pozostałe debaty. W telewizji publicznej nie zjawiła się. Na pierwszej debacie wielkopolskiemu radiu odmówiła. Czekamy. Dobrze, że się spotkamy i będzie okazja porozmawiać – dodaje.

Emilewicz dodaje, że jej przeciwników niemal nie widać.

– Jest to opozycja bardzo mało widoczna w mieście. Mam wrażenie, że – może przesadzam – ale jest to nieco aroganckie. Mając w głowie, że poparcie jest w okolicach 70% to można nic nie robić, bo jak mawiają poznaniacy, kiedy się z nimi spotykam na Moście Teatralnym: „gdyby żyrafa miała numer 1, dostałaby mandat”. Może trochę tak jest, ale to trochę nieuczciwe podejście do mieszkańców. Co więcej, kiedy Rafał Grupiński prezentował poznańską listę Koalicji Obywatelskiej zapytany przez dziennikarzy o program, powiedział: „my nie musimy mieć programu” – cytowała Emilewicz. – Nawet zazwyczaj życzliwi PO dziennikarze w Poznaniu byli lekko zażenowani tą odpowiedzią. Na prezentacji nie było też pani Joanny Jaśkowiak – dodaje.

– Bardzo dziwna [jest] kampania opozycji poznańskiej, dlatego staram się wykazywać dużą aktywnością. Nie udaję, że nie jestem z Poznania. Staram się przedstawić poznaniakom i pokazać, co chciałabym zrobić w ciągu najbliższych lat – tłumaczy minister Emilewicz w Radiu ZET.