Jadwiga Emilewicz: W tym roku na pewno nie odczujemy podwyżek cen energii

06.06.2019 06:45

Minister przedsiębiorczości i technologii deklaruje w Radiu ZET, że „przeciętny Kowalski” do końca tego roku nie odczuje podwyżek cen energii. – W tym roku na pewno nie odczujemy, bo ta ustawa obowiązuje na 2019 rok – mówi Jadwiga Emilewicz w rozmowie z Beatą Lubecką nawiązując do ustawy przyjętej w trybie interwencyjnym zamrażającej ceny energii od 1 stycznia tego roku.

Beata Lubecka: Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii. Jak nam powiedziała, przyjechała pani dzisiaj rowerem.

Jadwiga Emilewicz: Nie tylko dzisiaj, bo jeżdżę, jak jest ciepło, jeżdżę rowerem do pracy.

I to tak codziennie?

Tak, tak. To pozwala przemyśleć, zachować formę. Wiemy, że ciało, umysł, duch...

To pani rower jest prywatny czy jednak ten miejski, wypożyczany?

Mój prywatny.

A czy premier Morawiecki obiecywał nam gruszki na wierzbie?

Nie wiem, o czym mówi pani redaktor.

No bo mówił, że nie będzie podwyżek cen energii. Tak mówił w Sejmie i to jest wypowiedź z 12 grudnia 2018 r., a ja teraz czytam, że jednak ceny energii miały być zamrożone, a nie będą, i od lipca rynkową stawkę za prąd zapłacą duże firmy, a od 2020 r., czyli od przyszłego roku, prawdopodobnie już my wszyscy.

Nie obiecywał, dlatego że od stycznia tych podwyżek realnie nie odczuliśmy w kieszeni, one zostały zamrożone. Co więcej, propozycja, którą bardzo szeroką złożyliśmy, przyjęliśmy ją w trybie interwencyjnym, i przypomnę, że za tą propozycją ustawy zagłosował jednomyślnie cały Parlament. Została częściowo zakwestionowana przez KE. Częściowo, ponieważ Komisja przyznała prawo do wypłaty rekompensat dla gospodarstw domowych, czyli każdy Polak na rachunku nie odczuje podwyżek prądu w tym roku, dla jednostek samorządu terytorialnego oraz dla małych i średnich przedsiębiorców do wysokości pomocy tzw. pułapu de minimis, czyli tego akceptowalnego przez Komisję pułapu udzielania pomocy publicznej.

Ale ja pytam, co będzie od lipca.

Czyli od 1 stycznia do 30 czerwca podwyżek prądu nie odczuje nikt, a od 1 lipca rynkowymi cenami będą ceny dla przedsiębiorstw tych, które pomoc publiczna mają wyczerpaną już w ramach limitu de minimis.

Czyli jakie to są przedsiębiorstwa np.?

Różne, to mogą być różne. My nie wiemy, nie mamy takiego szacunku, bo nie wiemy, jak dużo przedsiębiorstw w Polsce korzysta z pomocy de minimis, więc tak naprawdę ten system jak zacznie działać, zobaczymy po 2-3 miesiącach.

A przeciętny Kowalski, pani, ja odczujemy to?

W tym roku nie odczujemy, w tym roku na pewno nie odczujemy, no bo ta ustawa, przypomnę, obowiązuje, na ten rok, na rok 2019. Pamiętajmy, że istotny wpływ na podwyżkę cen energii elektrycznej mają uprawnienia do emisji CO2, czyli tzw. podatek węglowy, który jesteśmy zobowiązani płacić. Ten podatek wzrósł w ubiegłym roku o 600% w skali jednego roku, no i dzisiaj te uprawnienia są dalej – zaczynaliśmy od pułapu 5 euro, dzisiaj to jest ponad 20 euro, ciągle ponad 20 euro, tak że to jest najistotniejszy czynnik. Ale to, co istotne – bo to, co zawsze wpływa też na ceny towarów, bo przecież o tym mówi pani redaktor, nie tylko o rachunku za prąd, który płacimy w domu.

Ceny towarów, usług.

To to jest też bardzo istotne, ponieważ dzisiaj na Komitecie Stałym staje przygotowana przez nas, przez Ministerstwo Przedsiębiorczości ustawa o rekompensatach dla przemysłów energochłonnych. Czyli to jest około 300 podmiotów, niemal trzy miliony pracodawców. Te podmioty konsumują niemal 20% energii produkowanej w Polsce. To są huty, papiernie, cementownie, rafinerie, duże, wielkoformatowe, zakłady produkcyjne, zakłady nawozowe.

I czym to będzie skutkować?

W ramach tych rekompensat, system, jaki obowiązuje, jest prenotyfikowany z Komisją Europejską, więc tutaj nie ma żadnych wątpliwości Komisja co do systemu tychże rekompensat. Przeznaczamy na to ok. 900 mln zł w przyszłym roku, ale to jest mechanizm długoterminowy, on co roku będzie obowiązywał i w każdym roku będzie to właśnie ok. te 900 mln zł, które na mocy wniosku złożonego przez te zakłady będą mogły uzyskać rekompensaty bezpośrednie. To będzie ok. 20-30 w zależności od instalacji, od wielkości. A zatem wiemy, że tego typu przedsiębiorstwa mają ogromny wpływ i na rynek pracy, ale też ostatecznie i na ceny właśnie towarów i usług. Więc dzisiaj, mam nadzieję, ustawa przyjęta przez Komitet Stały, w przyszłym tygodniu przez Radę Ministrów, przyjęta jeszcze przez ten parlament wejdzie w życie i rekompensaty będą wypłacane od 1 stycznia przyszłego roku.

A na co mogą liczyć samorządy? Będą obiecane rekompensaty czy nie? Bo pan premier mówił, że samorządy nie ucierpią z powodu podwyżek cen prądu, ale jednak płacą więcej, o 60% płacą więcej.

Jednostki samorządu terytorialnego będą mogły dostać rekompensaty zgodnie z…

Od kiedy?

Ja rozumiem, że system ma działać, tak jak mówił minister Tchórzewski, od 1 lipca będą mogły być wypłacane.

Ale za pierwsze półrocze czy za cały rok?

Za cały rok. Jednostki samorządu terytorialnego – za cały rok.

A co zaproponujecie w ofensywie programowej teraz tej kampanii wyborczej wyborcom? Czym będziecie ich kusić?

Ja myślę, że przede wszystkim rząd Zjednoczonej Prawicy uzyskał nagrodę za skuteczne rządzenie oraz premię za jedność.

Tak, to już wiemy. Ja pytam, co teraz.

My musimy przede wszystkim dokończyć te programy i te ustawy, które zapowiedzieliśmy. Przypomnijmy, że do zrealizowania jest jeszcze obniżenie PIT-u z 18% do 17% czy zerowy PIT dla najmłodszych wchodzących na rynek pracy, czyli dla tych do 26. roku życia, i to musimy zrealizować.

I kiedy zostanie to sfinalizowane?

Mamy cztery czy pięć posiedzeń Sejmu, jeśli dobrze pamiętam, prawdopodobnie do wyborów.

Czyli do końca lipca to musi być dopięte na ostatni guzik?

Do końca lipca powinien się zakończyć proces legislacyjny w rządzie, po to, aby potem mógł się tym zająć Sejm. Tak że jest naprawdę nad czym pracować jeszcze i ten pociąg jedzie, jak powiedział premier, bardzo szybko. Więc to są przede wszystkim takie wątki. Natomiast taki, na na który my jako Porozumienie będziemy kłaść bardzo mocny nacisk, to jest nasza agenda, którą ogłosiliśmy w styczniu, i będziemy ją kontynuować, czyli agenda miejska. Bo poprawa jakości życia w miastach, zwłaszcza w tych miastach, które ja nazywam często miastami drugiej prędkości, byłymi miastami wojewódzkimi, które w tym modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnym nie odnalazły się, nie są tak dużymi beneficjentami wzrostu gospodarczego, jak byśmy chcieli. Wiele rzeczy dobrych w tym obszarze się wydarzyło, pakiet miast średnich, który minister Kwieciński przygotował, jest realizowany dzisiaj, ale to jeszcze ciągle za mało. A zatem poprawa jakości życia w miastach. To wiąże się z poprawą jakości powietrza bardzo często w tych miastach.

I to będziecie proponować w kampanii wyborczej?

Będziemy rozmawiać z młodzieżą na pewno, bo PIT 26 to jest tylko jako dobry appetizer, coś małego dla tych najmłodszych, ale na pewno będziemy ich chcieli zachęcić do aktywnego udziału w procesach demokratycznych, bo o nich warto dzisiaj walczyć, i my z nimi na pewno będziemy bardzo intensywnie rozmawiać. Rozpoczął to już Jarosław Gowin, ja do tego dołączam za chwilę.

Musi pani pochwalić szefa, rzecz jasna. Dzisiaj posiedzenie rządu w nowym składzie. Czy minister Banaś będzie lepszym ministrem niż minister Czerwińska, jeśli chodzi o resort finansów?

My mamy na szczęście ławki kadrowe na tyle dobre, że jak w dobrej sztafecie jeden zawodnik przejmuje pałeczkę od drugiego i biegną równie dobrze. I myślę, że to jest taka dobra sztafeta. Minister Banaś ma tę zaletę, że w sytuacji, w której są projekty do dokończenia tak naprawdę, zna resort, pracuje w nim, pracował i współpracował blisko i ściśle z panią minister Czerwińską, wie, jakie projekty należy dokończyć. Nie bez znaczenia jest to, że ma ogromne sukcesy w uszczelnianiu luki VAT-owskiej.

Ale rozumiem, że nie będzie stawał teraz okoniem, jeśli okaże się, że trzeba będzie jeszcze kolejny transfer socjalny uruchomić np. albo obiecać?

Jak ktoś ma czarny pas w karate, to jest naprawdę suwerenny intelektualnie i myślę, że minister Banaś stoi na straży...

Ale ja nie podważam kompetencji intelektualnych, tylko jednak chodzi o to, że pani minister Czerwińska odeszła dlatego, że nie chciała jednak do końca żyrować tej piątki Kaczyńskiego.

Nie wiem, skąd taka wiedza pani redaktor. Pani minister Czerwińska zresztą wspominała o swoich innych planach zawodowych jeszcze pod koniec ubiegłego roku, jeszcze zanim pojawiła się piątka Kaczyńskiego. Więc o tyle tutaj ani pan premier nie był zaskoczony tą decyzją, ja myślę, że to był umówiony i ustalony plan z panem premierem pani minister Czerwińskiej. Więc ja tutaj nie widzę zaskoczenia żadnego. Pani minister doprowadziła coś, co nazywamy takim prebudżetem, czyli aktualizację planu konwergencji przygotowała w czasie, kiedy piątka była ogłoszona. Taki wstępny budżet.

I w nagrodę dostała posadę w zarządzie NBP. Jeszcze pytanie o panią: czy pani wystartuje w tych wyborach jesiennych? Bo nie jest pani posłanką.

Nie, nie jestem. Dyskusje pewnie na ten temat pewnie dopiero się rozpoczną w tej chwili.

Ale chce pani?

Myślę, że najważniejsze jest… to muszą być dobre listy, bo program obozu Zjednoczonej Prawicy zmienił bardzo w sposób bardzo dobry, korzystny dla Polaków Polskę w ciągu ostatnich czterech lat.

A kiedy listy będą gotowe?

Myślę, że to, co sprawdziło się w wyborach europejskich, to to, że obóz Zjednoczonej Prawicy miał listy gotowe bardzo wcześnie, i wtedy, kiedy opozycja kłóciła się, kto na którym miejscu i z którego okręgu, my po prostu prowadziliśmy kampanię wyborczą.

Czyli kiedy można przewidywać?

Na pewno to się wydarzy w wakacje i myślę, że na pewno nie będzie to ostatni dzień, kiedy rejestruje się listy. Tak że sądzę, że te wakacje będą intensywnie kampanijnie także.

To tyle, jeśli chodzi o część radiową, z nami jest Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii. Cały czas jesteśmy na RadioZET.pl i Facebooku, zapraszam.

***

Początkujący przedsiębiorca będzie się mógł pomylić. Projekt ustawy będzie przyjęty jeszcze w tej kadencji

W internetowej części programu "Gość Radia ZET" Jadwiga Emilewicz zapowiada, że przepisy ułatwiające start początkującym firmom poprzez "prawo do błędu" zostaną uchwalone jeszcze w tej kadencji. – Dopilnujemy na pewno, żeby projekt w takim kształcie został przyjęty – deklaruje w rozmowie z Beatą Lubecką.

– Zajmujemy się przede wszystkim zmianą prawa w taki sposób, żeby przedsiębiorcom opłacało się i chciało się w Polsce być. Konstytucja Biznesu, Pakiet stu zmian dla firm, czy w tej chwili Pakiet Przyjazne Prawo – wymienia Emilewicz. – Tudzież prawo do popełnienia błędu dla przedsiębiorcy – dodaje.

– No ale ten pomysł właśnie pani nie wypalił – stwierdza Beata Lubecka w kontekście prawa do błędu.

– Nie no, jak to? Jest w projekcie ustawy – wskazuje minister przedsiębiorczości w Radiu ZET.

– Czytam, że chciała pani ułatwić życie nowym przedsiębiorcom stawiającym pierwsze kroki. Że jeśli popełnią jakiś błąd w ciągu pierwszego roku swojej działalności, to będą mogli pomylić się bezkarnie w mniej istotnych sprawach – mówi gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– Tak. Taki przepis mamy w projekcie Przyjazne Prawo – odpowiada Jadwiga Emilewicz.

– Czytam, że wszyscy inni ministrowie stanęli okoniem. Zwłaszcza Ministerstwo Finansów – mówi Beata Lubecka odnosząc się do środowej publikacji w „Pulsie Biznesu”. Wynika z niej, że resort finansów obawia się, że może to ułatwić unikanie obowiązków podatkowych lub je powodować.

– Po owocach mnie państwo poznają. Proszę poczekać, aż projekt wyjdzie z Komitetu Stałego, następnie z Rady Ministrów – zachęca Emilewicz.

– Ale jeszcze z tej kadencji wyjdzie? – dopytuje prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Tak, oczywiście. Przyszły tydzień, czy za dwa tygodnie powinien być na Komitecie Stałym – przewiduje minister.

– Czyli w tej kadencji będzie uchwalony projekt ustawy, z którego będzie wynikać, że jeśli ktoś zaczyna swoją działalność… - zaczyna Beata Lubecka.

– … będzie mógł się pomylić – kończy zdanie prowadzącej program Jadwiga Emilewicz.

Projekt zakłada, że dopuszczalne będzie popełnienie błędu przez początkujące przedsiębiorstwa w mniej istotnych sprawach.

– A co to znaczy „mniej istotne sprawy”? – dopytywała gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– To jest kategoria, która istnieje w systemie prawa. To nie jest nic szczególnego, co my wprowadzamy u siebie. Od kwestii rozliczenia podatkowego, jeśli źle wyliczymy zaliczkę na podatek, ale także jeśli nie złożymy poprawnie oświadczenia. To są tego typu rzeczy, które paraliżują początkujących – odpowiada Emilewicz.

Nauczyciele nie będą urzędnikami państwowymi

- Nie forsowałam rozwiązania, że nauczyciel ma zostać urzędnikiem państwowym – tak minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz dementuje doniesienia prasowe z których wynika, że nauczyciele mieliby zostać włączeni do służby cywilnej. Oznaczałoby to dla nich m.in. brak możliwości strajku. – Nie pracujemy nad takim projektem – mówi.

Z informacji opublikowanych w połowie maja przez „Dziennik Gazetę Prawną” wynika, że rozwiązanie, zgodnie z którym nauczyciele zostaliby włączeni do służby cywilnej, miałaby forsować Jadwiga Emilewicz. Dziennik twierdził, że przeciwna miała być temu minister edukacji narodowej Anna Zalewska.

- Myśmy o tym nie rozmawiali. Potem oczywiście media wybiły, że forsujemy, nawet ktoś napisał że pracujemy nad tym projektem – odpowiada na publikację Jadwiga Emilewicz.

Minister przedsiębiorczości i technologii mówi, że temat pojawił się przy okazji prezentacji raportu „Szkoła dla innowatora”, pilotażowego projektu realizowanego wspólnie z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Jednym z wniosków raportu było to, że jednym z czynników wpływających na poziom kształcenia jest godne wynagrodzenie.

- Zapytana w jaki sposób w takim razie pracować nad wzrostem wynagrodzeń mówiłam, że są różne modele. Jeden z nich zakłada, że nauczyciele są urzędnikami, jak w Niemczech. Wstępują do korpusu służby cywilnej. To oznacza, że o wejściu do zawodu decyduje egzamin państwowy, który później co jakiś czas jest weryfikowany kolejnymi egzaminami – tłumaczy Emilewicz. – Nie forsowałam tego projektu. Mówiłam, że to jedno z rozwiązań nad którym być może można dyskutować – dodaje.

- Jest wiele modeli. Wielu analityków w Polsce wskazuje, że aby zacząć radykalny wzrost, być może trzeba policzyć dokładnie ilu mamy nauczycieli w Polsce, ilu mamy uczniów, jaka jest perspektywa demograficzna. Ale tak jak mówię: to nie jest moja jurysdykcja, nie było takiego projektu, nie było w ogóle takiej dyskusji – ucina spekulacje gość Radia ZET.

- Bo trzeba powiedzieć, że gdyby taki projekt wszedł w życie, nauczyciele nie mogliby strajkować – zauważa Beata Lubecka.

- Tak, bo potem państwo nadali ten tembr tej wypowiedzi. Jeszcze raz powtarzam: kiedy rozmawiałam na ten temat, mówiłam że są różne modele. W ogóle nie dyskutowaliśmy o różnych strajkach czy nie strajkach – zapewnia Jadwiga Emilewicz.

- Czyli w tej kadencji nie ma takiej możliwości, żeby wprowadzić zmiany, aby nauczyciel stał się pracownikiem korpusu cywilnego? – upewniała się gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

- Absolutnie nie – deklaruje Emilewicz.