Jan Komasa zapowiada powstanie serialu "Boże ciało": W USA, po angielsku

11.03.2020 06:45

- Uważam, że zdecydowanie odpowiedzialne jest, żeby życie kulturalne na chwilę stanęło by móc opanować koronawirusa – ocenia gość Radia ZET Jan Komasa. – Ja sam zacząłem pracować zdalnie -  dodaje reżyser. Jego zdaniem koronawirus bardzo mocno odbije się na branży filmowej. - Już w ten weekend było 33 proc. mniej publiczności w ogóle na polskich filmach. Miesiąc temu 750 tys. ludzi a w ten weekend 500 tys. ludzi – analizuje Komasa.

Beata Lubecka: I Gość Radia ZET – Jan Komasa, reżyser filmu „Boże Ciało”, ale nie tylko, bo też „Miasto 44”, „Sala samobójców”, „Sala samobójców. Hejter”. Dzień dobry.

Jan Komasa: Dzień dobry.

Pan Jan na początek raczył się zieloną herbatą.

Tak, tak, tak.

Początek roku dla pana bajeczny, no bo raz, że ta nominacja do Oscara, wielkie wyróżnienie, teraz też polskie nagrody filmowe, zgarnął pan niemalże całą pulę. Ile tam było statuetek tych polskich Orłów?

No, myśmy dostali 11, w tym właśnie nagrodę publiczności. A to wszystko trwa od sierpnia tak naprawdę, od festiwalu w Wenecji.

To może się przewrócić w głowie trochę, zakręcić? Przewróciło się panu w głowie?

Tak, może się zakręcić w głowie, to prawda, trzeba szybko zejść na ziemię.

A gdzie te statuetki u pana stoją?

U mnie na razie nie stoją. Stoją pewnie w Akademii, bo trzeba je wygrawerować, więc trochę na to poczekamy.

A spodziewał się pan aż takiego zainteresowania i takiej popularności tego filmu „Boże Ciało”?

W ogóle. W tym momencie… Wczoraj dostałem SMS-a od producenta, że dzieli nas od 1,6 mln widzów jakieś 6 tys. widzów, więc pewnie tam powolutku doczłapiemy. Nikt się nie spodziewał. Jest taka karteczka – dosyć pokazuje moje rozeznanie biznesowe – która wisi na zestawem montażowym, gdzie się zakładaliśmy chyba 2 lata temu i ja obstawiłem 200 tys. widzów.

Nie, to pan się nie doszacował kompletnie.

Więc tak. Proszę mnie nie brać na żadne hazardy ani na żadne pokery. Nie, nie dam rady po prostu.

Dzisiaj prawdopodobnie, gdyby taka gala miała być zorganizowana, gala Polskich Nagród Filmowych Orły, to pewnie zostałaby odwołana ze względu na koronawirusa. Jak pan sądzi, na ile koronawirus odbije się na branży filmowej?

Bardzo, no branża filmowa, w ogóle filmy polegają na tym, że się ogląda kina… ogląda się je wspólnie. To jest doświadczenie wspólne, wspólnotowe. To jest doświadczenie, które ma łączyć ludzi. W dobie koronawirusa lepiej się nie łączyć, więc po prostu kino będzie – razem z teatrem i z wszystkimi, nie wiem, jakby miejscami, gdzie można się spotkać z innymi… To życie kulturalne, czyli ta wymiana myśli, powinna, uważam – niestety to powiem – ale uważam, że zdecydowanie odpowiedzialne jest, żeby… żeby to na chwilę stanęło, żeby móc to wszystko opanować.

No na pana filmie, ostatnim filmie, czyli „Sali samobójców. Hejter” to też się odbije.

Odbija się zdecydowanie. Już w ten weekend było 33% mniej publiczności w ogóle na polskich ki… filmach.

Czyli 1/3 już nie poszła do kina.

Tak, tak, spadek. Miesiąc temu - 750 tys. ludzi, w ten weekend – 500 tys., więc myślę, że… że to postępuje i… no i oczywiście nikt nie mógł tego przewidzieć. I to będzie tylko i wyłącznie postępować. Szkoły są zamykane, uniwersytety, miejsca pracy, ludzie pracują zdalnie, ja sam zacząłem pracować zdalnie, więc no że… taki czas.

Dzisiaj też nawet żółwika przybiliśmy. Ale jeśli chodzi o pierwszy weekend, ten weekend otwarcia, to 143 tys. prawie widzów obejrzało pański film, właśnie „Hejtera”. Taki pierwszy weekend otwarcia to zazwyczaj to jest takie stresujące doświadczenie dla reżysera?

Właśnie raczej bym powiedział – premiera i premiera na jakimś festiwalu, bo wtedy jest się mocno ocenianym, a ja to już idzie do kin, to jest takie wypuszczenie – powiem to, przepraszam – dziecka do szkoły. Niech sobie radzi. Więc, więc po prostu dziecko jest w szkole, jakoś tam sobie radzi, chociaż coraz mniej uczniów w klasie.

A dlaczego pan nakręcił w ogóle „Hejtera”?

„Hejtera”, dlatego że się bałem, trochę dlatego. Mam dużą rodzinę i widzę, jak czasy, w których żyjemy, polaryzacja itd., odbija się na naszej dużej rodzinie. Nie mówię tylko o moim rodzeństwie, o rodzicach, mówię o w ogóle całej rodzinie. Widzę, jak to wygląda i że są osoby, z którymi ciężej się rozmawia dzisiaj albo w ogóle. I uważam, że… Tzn. całe… zawsze, zawsze rosłem w takim przekonaniu, że dzięki tej dużej rodzinie jestem bezpieczny, a teraz nagle się skądś, nie wiadomo skąd, pojawiło zagrożenie, że może oto ci ludzie wcale nie są moją rodziną, tylko są jacyś obcy, są jacyś inni, może między sobą już nie znajdziemy wspólnego języka, co nas rozłączyło. I taki strach przed takim byciem samemu. I myślę, że wiele osób to odczuwa, czuje taki nastrój przyjaciół, którzy już ze sobą nie rozmawiają, którzy się z Facebooka wypisują, tzn. ze swojej wspólnej puli znajomych itd.

Ale dlaczego nie rozmawiają? Bo co – dzielą ich poglądy polityczne?

Dzielą ich poglądy, ale myślę, że bańka… Bańki w ogóle – zaczęliśmy się organizować w bańki tak zwane. Bańka powoduje, że w zasadzie już po posiłku można kogoś poznać, na kogo głosował. Tzn. jeżeli jest bardziej wegański ten posiłek… Mówię o stereotypach, ale bańki myślę, że to spowodowały i algorytmy internetowe nam tylko w tym pomogły.

„Doczekaliśmy się polskiego <Jokera>” – takiego czytam recenzje pańskiego filmu właśnie „Sala samobójców. Hejter”. „Film o głębokich podziałach w naszym kraju i potędze manipulacji”.

Ja bym powiedział, że „Joker” już  tu z nami był przed tym, jak wyszedł ten amerykański. Myśmy zaczęli film z Mateuszem Pacewiczem, scenarzystą, pisać w 2016 roku. Pomysł na chłopaka, który przyjeżdża do dużej… do rodziny, tzw. dobrej rodziny, z wielkiego miasta i przypomina im się z dzieciństwa, bo razem żyli – oni przyjeżdżali do niego kiedyś tam, do domu letniskowego i tak dalej… Pomysł ten jest ze mną od 10 lat. Po… Zawsze zresztą interesowały mnie podziały społeczne jako takie. Te szklane ściany były u nas zawsze i będą zawsze. Człowiek nijak by myślę, że ich… Tzn. to jakby są trzy osoby na Księżycu nawet, to się i tak podzielą. Niestety, taką chyba mamy naturę. To każdy, ktoś musi się czuć lepszy albo zrobi tak, żeby się czuć lepszym od innych. Więc z tych nastrojów społecznych, które się tylko spolaryzowały, wzięliśmy to, co się… to, co się znalazło w „Hejterze”, w filmie. I wszystko to przystroiliśmy taką trochę… takim trochę gatunkiem, gatunkowością. Więc żeby ten film też się oglądało, a nie tylko był takim… reklamą społeczną.

No i w tym filmie nikt nie jest dobry już, abstrahując od głównego bohatera, ale też pan portretuje w pewien sposób liberalne elity, które same siebie uważają za lepsze, mają o sobie takie dobre mniemanie, natomiast bardzo protekcjonalnie traktują tych, którzy aspirują do tego miana, żeby znaleźć się w ich gronie.

Tak, no zawsze jeżeli się jest po tej stronie, która… która sobie robi kawały o tej drugiej stronie, no to nigdy nie czujemy – mówię o swojej bańce – nigdy nie czujemy, że robimy coś złego. „No sorry, no my się tylko troszkę podśmiewamy, heheszkujemy sobie itd.”. Druga strona może odczuwać to jako po prostu systemowy rodzaj wykluczenia. Systemowy tzn. taki, w którym po prostu zapach cię zdradza. W ogóle zapach się liczy, mówiąc już tak obrazowo. I… I myślę, że to rosło przez lata. To czasem wychyla głowę. Po ’89 roku ludzie się jednoczyli w zdobywaniu pieniędzy, więc trochę… więc o tym troszkę chcieli zapomnieć w latach 90., ale to wróciło w 2000., myślę. No i po wejściu do Unii Europejskiej obserwuję tylko i wyłącznie wzmocnienie tych nastrojów – dzieciaki na dobre uniwersytety, reszta… i reszty nie stać, to sorry itd. Więc to się dzieje i…

Czyli te podziały się pogłębiają.

Tak, zdecydowanie. Jest to…

Wyznaczane również przez ekonomię.

Zdecydowanie tak. Jest to tak samo jak na i… jak i na Zachodzie. Bym powiedział wręcz, że dołączając do modelu zachodniego, tylko i wyłącznie przejęliśmy te wzorce. Więc to jest nieuchronna konsekwencja naszego połączenia z globalną wioską.

A polityką się pan interesuje na co dzień czy raczej stara się pan izolować?

Interesuję się, ponieważ polityka stała się życia naszego tutaj, w ogóle takiego doczesnego, bym powiedział, stała się częścią rozmów. Nigdy nie… Nigdy nie rozmawiało się o polityce… Tzn. nie pamiętam, żebym nie rozmawiał kiedykolwiek tak mocno o polityce… o polityce jak dzisiaj. Politycy stali się, mam wrażenie, wręcz takimi celebrytami. Ludźmi, o których się po prostu rozmawia, tak jak się kiedyś rozmawiało nie wiem o kim.

O aktorach, o pisarzach.

Dokładnie, tak.

No może mnie o reżyserach, bo reżyser jednak stoi za kamerą i jest mniej widoczny.

Stał kiedyś, tak.

A w wyborach prezydenckich pan weźmie udział? Tzn. czy pan będzie w nich głosował?

Oj, zawsze głosuję, zawsze głosuję. Moja córka ma teraz 19 lat, więc też głosuje. Więc my tak dosyć obywatelsko podchodzimy. Dyskretnie, acz obywatelsko.

A powinna nastąpić zmiana w Pałacu Prezydenckim?

No... Myślę, że… Nie wiem, czy chcę rozmawiać tutaj o polityce.

No to może być niewygodne pytanie.

Tzn. nie chcę nikogo… nie chcę nikogo… Jakby chciałbym oddzielić moje osobiste poglądy od tego, czym się zajmuję, natomiast ja jestem zawsze za zmianami na lepsze.

Dobrze. I tutaj stawiamy wielokropek. Tzn. że kończymy część radiową, ale zostajemy cały czas w Internecie. Jan Komasa, reżyser „Bożego Ciała” i nie tylko „Bożego Ciała”, z nami zostaje. Jesteśmy na Facebooku, na RadioZET.pl. Beata Lubecka, polecam.

Powstanie serial "Boże ciało". "Serial w USA, po angielsku... Południowa Korea też jest zainteresowana"

- Wczoraj rozmawiałem ze Stanami Zjednoczonymi o serialu „Boże ciało”. Bardzo ciekawie się to rozwija. „Boże ciało”, serial w USA, po angielsku – zapowiada Jan Komasa. - Scenarzysta i producent są na etapie bardzo zaawansowanych rozmów – dodaje gość Radia ZET. - Producenci po tamtej stronie bardzo chcą, żebym nakręcił pilota. Pilot do serialu amerykańskiego? Bardzo proszę – zdradza reżyser. Komasa ujawnia, że zainteresowana zrobieniem serialu „Boże ciało” jest również Południowa Korea.

Pytany o indywidualne produkcje odpowiada, że „jest parę bardzo ciekawych”. – Jest jeden projekt obsadzony w PRL-u, w środowisku sportowym. O tym, jak grupa się zachowuje pod presją, jak potrafi niszczyć jednostkę – opowiada reżyser. – Dostaję teraz bardzo dużo propozycji. Niektóre w ogóle pisane pode mnie, bo np. jeden projekt jest o słynnym egzorcyście z Watykanu, tematy kościelne, wiary. Też na faktach – mówi Komasa. Dodaje, że dostał też propozycję zrobienia „horroru o księdzu, który jest wampirem”. – Czyli dostaje pan propozycje z Hollywood? – pyta Beata Lubecka. – Cały czas przychodzą – odpowiada reżyser.

- Czasem jestem bólem tyłka. Piszę: Co z twoim filmem? Teraz potrzebujemy następnego! Mam poczucie, że fajnie gdyby więcej tego powstawało, bo w Polsce jest wiele utalentowanych ludzi – mówi gość Beaty Lubeckiej.