Wiceminister zdrowia: Zakaz wywozu leków z kraju to działanie prewencyjne

06.03.2020 06:35

- Najgorszy scenariusz to gwałtowny wzrost liczby osób zarażonych koronawirusem, wzrost obłożenia łóżek w szpitalach, ale są przygotowane konkretne procedury. Przygotowujemy się dość skutecznie – zapewnia gość Radia ZET, wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. Pytany przez Beatę Lubecką o to, co będzie jeśli liczba zarażonych będzie większa niż liczba łóżek w szpitalach zakaźnych, odpowiada, że w tym momencie nie ma takiego ryzyka. - Łóżek jest ok. 4 300. Dysponujemy też szpitalami polowymi gdyby ta sytuacja się rozwinęła – dodaje polityk.

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest Janusz Cieszyński, wiceminister zdrowia, nie lekarz, tylko menadżer i w przeszłości…

Janusz Cieszyński: [pomrukuje]

No, dzień dobry.

Dzień dobry pani, dzień dobry państwu.

I zresztą młody człowiek. Wcześniej doradca Mateusza Morawieckiego w Ministerstwie Finansów i Ministerstwie Rozwoju.

Tak, to ja.

Ale jest pan również radnym dzielnicy Mokotów w Warszawie, tak.

Tak, także tym się zajmuję.

I jest pan w PiS?

Tak.

A ma pan żonę?

Nie, nie mam.

A gdyby pan miał żonę, to czy – zadam panu osobiste pytanie – czyby pan się z tą żoną całował, kiedy koronawirus dotarł do Polski?

No, jeżeli żadne z nas nie miałoby podejrzenia, że miało kontakt z pacjentem z koronawirusem, że nie byliśmy w żadnych miejscach, gdzie można było się tym zarazić, to myślę, że bym rekomendował.

Czyli całować się. Ja tak pytam, ponieważ no Dzień Kobiet się zbliża, a poza tym szefowa sanepidu w Słubicach, o czym pan zapewne wie, zalecała: „Nie całujcie się z nikim, kto wykazuje objawy infekcyjnie i nie jest mężem, a nawet może i z mężem nie, bo po co chłop ma się zarazić?”.

No, pani redaktor, myślę, że tu wszyscy, którzy widzieli ten występ, no to mogą sobie wyrobić na jego temat zdanie. No w mojej ocenie pani inspektor no akurat tutaj po prostu troszeczkę nie udźwignęła powagi sytuacji. Ja myślę, że to dowodzi słuszności tych zmian, które myśmy wprowadzali jako PiS raptem kilka miesięcy temu, kiedy podjęliśmy decyzję o pionizacji Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

„Pionizacji”?

Pionizacji, tak.

A może pan powiedzieć tak bardziej po ludzku?

Oczywiście, już mówię. Dzisiaj inspektora sanitarnego powołuje starosta powiatowy. My chcemy, żeby to było spionizowane, czyli że na poziomie wojewódzkim to wojewódzki inspektor sanitarny będzie tego inspektora powoływał, czyli można powiedzieć, że przepływ informacji będzie dużo lepszy. I dzięki temu myślę, że bylibyśmy w stanie uniknąć takich sytuacji, no w której pani inspektor niestety no po prostu nie udało się zrozumieć powagi sytuacji.

A pani dyrektor powinna stracić stanowisko, tak jak tego dopomina się szef GIS?

Myślę, że stanowisko pana ministra Pinkasa jest racjonalne, natomiast tu zawsze decyzja należy do starosty powiatowego. Według mojej wiedzy pan starosta ze Słubic się na to nie zdecydował, natomiast myślę, że powinniśmy oczekiwać od wszystkich urzędników, wszystkich przedstawicieli polskiego państwa – czy to w rządzie centralnym, czy to w samorządzie – no pełnego profesjonalizmu. Tutaj myślę, że każdy się zgodzi, tego profesjonalizmu zabrakło.

Czy są kolejne potwierdzone przypadki zakażenia koronawirusem w Polsce?

Nie, pani redaktor.

Uff.

Jak tylko te przypadki się pojawiają, my natychmiast o tym komunikujemy. I od samego początku prowadzimy przejrzystą politykę informacyjną. Od samego początku mieliśmy jasne stanowisko – koronawirus wedle wszelkiego prawdopodobieństwa pojawi się w Polsce. W momencie, w którym mieliśmy potwierdzone wyniki badań…

To wtedy informujecie.

…no, to było półgodziny po północy, więc nie zrywaliśmy wszystkich z łóżek. O 8:00 rano informacja pana prof. Szumowskiego.

To pamiętamy. A te osoby, które miały bezpośredni kontakt z pacjentem, tzw. pacjentem zero, zostały przebadane i wyniki są już być może znane?

Zostały poddane kwarantannie domowej, będą też wykonywane badania pod kątem…

Będą czy zostały wykonane?

Przepraszam, zostały, one zostały wykonane. Jeżeli tylko będą jakiekolwiek wyniki, to tak samo jak w przypadku tego pierwszego pacjenta będą one podane do publicznej wiadomości.

A ile jest w szpitalach osób z podejrzeniem koronawirusa?

Na ten moment mamy 92 osoby hospitalizowane, ok. 500 poddanych kwarantannie domowej i ok. 5600, które otrzymały karty lokalizacyjne i są pod nadzorem sanitarnym.

A co będzie, jeśli liczba zakażonych tym koronawirusem będzie większa niż liczba łóżek w szpitalach zakaźnych?

W naszej ocenie po pierwsze na ten moment takiego ryzyka nie widzimy, ponieważ tych łóżek jest kilka tysięcy, jest ich około – na podstawie raportów, którymi my dysponujemy – ok. 4300 na oddziałach intensywnej terapii, 2900, jeżeli chodzi o oddziały zakaźne. Mówimy o całej Polsce. Natomiast też warto pamiętać o tym, że od tego też jest ta specustawa, która została w tym tygodniu uchwalona przez Sejm, aby na wniosek ministra zdrowia dokonywać pewnych przekształceń w strukturze szpitali, no i pewne oddziały, które dzisiaj funkcjonują jako inne specjalności, mogły być przekształcane w oddziały zakaźne, czyli no dostosowujemy się do tej sytuacji. I jeżeli tylko będzie potrzeba, żeby coś zmienić, no to my takich zmian dokonamy.

„Musimy uwzględnić następny etap i powinniśmy być gotowi na najgorszy scenariusz” – tak powiedział wczoraj w Brukseli dyrektor Komisji Europejskiej ds. zdrowia publicznego. Jak my w Polsce przygotowujemy się na najgorszy scenariusz?

No, tak jak do tej pory widać, dość skutecznie, ponieważ wprowadziliśmy procedury…

A co to znaczy w ogóle „najgorszy scenariusz” pana zdaniem?

No najgorszy scenariusz to jest gwałtowny rozwój, wzrost liczby osób zarażonych, wzrost liczby osób hospitalizowanych. To, o co pani redaktor pytała, czyli właśnie wzrost obłożenia tych łóżek zakaźnych, intensywnej terapii. To są wszystko rzeczy, na które my się przygotowujemy i przygotowanie polega przede wszystkim na tym, że są przygotowane i rozdystrybuowane do wszystkich placówek leczniczych w Polsce konkretne procedury. I warto omówić to na przykładzie tego pacjenta, który właśnie z województwa lubuskiego się pojawił, ponieważ tam ta procedura zadziałała modelowo. Pacjent zgłosił się telefonicznie, podkreślam – telefonicznie, bo to jest ważne, żeby nie iść do poczekalni, tam, gdzie jest dużo ludzi, telefonicznie do swojego lekarza pierwszego kontaktu. Ten lekarz szybko zrozumiał, że tu może być jakieś podejrzenie. Pacjent został karetką przetransportowany do szpitala w Zielonej Górze. Szpital w Zielonej Górze pobrał próbkę, próbka przesłana do centralnego laboratorium, od razu tego referencyjnego w Państwowym Zakładzie Higieny, i przebadana w ciągu kilku godzin. Wynik, informacja – do ministra zdrowia, do inspekcji sanitarnej, oczywiście do tego szpitala. Ta procedura…

Ale ja pytam o scenariusz… Bo na razie wszystko jest rzeczywiście pod kontrolą, przynajmniej tak to się wydaje. Jest tylko na szczęście jeden chory. Życzymy mu zdrowia, powrotu do zdrowia jak najszybszego. Ale co będzie, jak będzie gorzej? Gdyby ta sytuacja nas przerosła, nie daj Boże.

No, pani redaktor, naszym zadaniem jest to, aby doprowadzić do tego, aby ta sytuacja w żadnym momencie nas właśnie nie przerosła, czyli tak jak mówię – dostosowanie organizacyjne, zmiana profili szpitali. No jest mowa o tym, że dysponujemy też pewnymi takimi szpitalami polowymi, które mogą być uruchamiane na wypadek, gdyby ta sytuacja się rozwinęła. My mamy to przygotowane, mamy odpowiednie rezerwy, zapasy zgromadzone. No i jeżeli – mam nadzieję, że do tego nie dojdzie – ale jeżeli taka konieczność nadejdzie, to one będą sukcesywnie uruchamiane. I pokażemy tak jak w przypadku tego pierwszego pacjenta, gdzie nie dość, że udało się szybko zaopatrzyć samego pacjenta, ale także dzięki wysiłkowi inspekcji sanitarnej z całej Polski dotrzeć do wszystkich 47 pasażerów tego autokaru… Pokażemy, że jesteśmy na to przygotowani, i będziemy skutecznie działać.

Dlaczego wprowadzamy zakaz wywozu leków z kraju? Chodzi o takie leki przeciwbólowe, przeciwgorączkowe, przeciwwirusowe. Dlaczego? Jest taki niedobór.

Nie, niedoboru nie ma, ale działamy prewencyjnie. Tak jak pani redaktor pytała no o te przygotowania na wszelki wypadek. To właśnie jest jeden z takich elementów. Warto zobaczyć też, że inne kraje – np. Czechy, Niemcy – także wprowadzają ograniczenia, jeżeli chodzi o wywóz z kraju pewnych dóbr. No, każdy…

Ale też wprowadzamy ograniczenia, jeśli chodzi o odzież ochronną np. No tutaj chyba są niedobory?

No ale, pani redaktor, jeżeli chodzi o odzież ochronną, myśmy przekazali bardzo wiele zestawów do – zapasów tych rezerw – przekazaliśmy do podmiotów leczniczych, za pośrednictwem stacji sanitarno-epidemiologicznych, za pośrednictwem naszych baz, rezerw. Były wnioski składane do Ministerstwa Zdrowia i myśmy te wnioski sukcesywnie realizowali, ze wsparciem też wojska. Tutaj duże podziękowania dla Ministerstwa Obrony Narodowej za wsparcie. Te zapasy były dystrybuowane po całej Polsce. Tam, gdzie one zostały zamówione, one niezwłocznie – siłami państwa, siłami rządu – docierały.

Ale nawet przedstawiciele Komisji Europejskiej zwracają uwagę, że tych środków ochrony brakuje w 20 państwach członkowskich. Czy my jesteśmy wśród tych 20 państw członkowskich?

Dlatego pan prof. Łukasz Szumowski, minister zdrowia, jest właśnie w drodze do Brukseli, aby podpisać porozumienie ws. takich wspólnych, ogólnoeuropejskich zakupów, jeżeli chodzi właśnie o pozyskanie tego typu środków, czyli uzupełnienie, nawet na zapas, takich materiałów. Bo to, szanowni państwo, też warto powiedzieć jedną rzecz – my jesteśmy bardzo dobrze przygotowani, jeżeli chodzi o procedury, ale także jeżeli chodzi o środki finansowe. Była taka narada u pana premiera Morawieckiego. Ktoś w pewnym momencie podniósł taką wątpliwość, czy na pewno nam starczy pieniędzy. Pan premier, można powiedzieć, wzrokiem zgasił tę osobę. No tak było. Powiedział, że środki będą.

Oj, wychowanek premiera się odezwał.

No, pani redaktor, nie wiem, czy wychowanek premiera, ale tak to rzeczywiście wyglądało. Pan premier powiedział, że środki będą na wszystkie potrzeby.

No to jak powiedział, to będą.

No, nie zawsze to było oczywiste.

Janusz Cieszyński, wiceminister zdrowia jest z nami. To tyle w części radiowej, ale pan minister z nami oczywiście zostaje i kontynuujemy tę rozmowę m.in. na temat, czy jest wystarczająca liczba testów na obecność koronawirusa w Polsce. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam.

"Nie można wywozić z Polski np. maseczek, igieł czy termometrów. Leki? Tylko 5 opakowań"

- Nie można wywozić najpopularniejszych leków i wszystkiego, co może być przydatne w związku z przeciwdziałaniem rozwijaniu się chorób wirusowych – maseczek, igieł, czepków, termometrów. Działamy wyprzedzająco – mówi wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, pytany w internetowej części programu „Gość Radia ZET” o zakaz wywozu leków z Polski. - Jadąc za granicę można mieć przy sobie do 5 opakowań, szóste radzę zostawić w domu – dodaje polityk. Cieszyński zaznacza, że przedsiębiorcom, którzy naruszą ten zakaz, grozi do 10 lat pozbawienia wolności. - W specustawie jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Jeżeli zaszłaby konieczność to mamy możliwość ograniczenia obrotu produktami wyłącznie do łańcucha aptecznego – mówi wiceminister zdrowia.

- Mamy ekspertyzy, mamy dokumenty potwierdzające poprawność naszego działania i jeżeli ktoś uważa, że te testy nie odpowiadają światowym standardom, to niech to podniesie a nie wskazuje rzeczy zupełnie nieistotne – mówi Janusz Cieszyński. Odnosi się w ten sposób do zarzutów pod adresem rządu, że ten kupił testy wykrywające koronawirusa od firmy, w której radzie nadzorczej zasiada były radny PiS. - Wszystko zostało zrealizowane zgodnie z przepisami. Nie jest prawdą to, co mówią sztabowcy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej – zapewnia wiceminister zdrowia. - Jeżeli byłaby taka sytuacja, że testy miałaby firma, w której radzie nadzorczej zasiadałby były radny PO, to my i tak takie testy byśmy kupili dla dobra pacjentów. Zdrowie, szczególnie w takiej krytycznej sytuacji, nie powinno być barw politycznych – komentuje gość Radia ZET.

 RADIOZET/MA