Główny Inspektor Sanitarny: nie mamy w Polsce przypadku koronawirusa

Redakcja
26.01.2020 08:00
Główny Inspektor Sanitarny: nie mamy w Polsce przypadku koronawirusa
fot. RadioZET

– Chłopcy czują się dobrze, prawdopodobnie dwójka z nich wyjdzie dziś ze szpitala. Będziemy jeszcze obserwować jednego – mówi w Radiu ZET Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny, pytany o polskich studentów, którzy wczoraj wrócili z chińskiego Wuhan. Uspokaja, że w Polsce nie ma przypadku koronawirusa typu 2019.

Łukasz Konarski: Doktor Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny. Dzień dobry.

Jarosław Pinkas: Witam serdecznie.

Studenci z Rzeszowa wrócili z Chin. Byli tam na wymianie studenckiej. Byli w mieście Wuhan, gdzie panuje koronawirus, i są na obserwacji w szpitalu specjalistycznym. To, rozumiem, jest szpital zakaźny w Warszawie.

Tak, to jest referencyjny ośrodek leczenia osób zakaźnych, szpital wolski w Warszawie. Od razu mówię: chłopcy czują się dobrze, prawdopodobnie dwójka dziś wyjdzie ze szpitala. Będziemy jeszcze obserwować jednego.

Właśnie, bo ile osób przyjechało?

Przyleciał cały samolot, przyjechała trójka chłopców. Wcześniej przyjechała czwórka. Kilka osób zostało, siedem osób zostało w tej chwili z tej grupy studenckiej, informatyków, którzy byli na wymianie na uniwersytecie, na politechnice właściwie, w Wuhan. Mamy z nimi stały kontakt, to znaczy władze konsularne, dyplomatyczne mają z nimi stały kontakt. Będziemy próbowali oczywiście, żeby znaleźli się w Polsce.

Rozumiem, że dwie osoby nie są zarażone wirusem?

Znaczy poddaliśmy ich obserwacji. Musimy dmuchać na zimne, takie są procedury. Natomiast jesteśmy raczej przekonani, że nic złego się nie wydarzy, chłopcy nie przywieźli nam koronawirusa.

Rozumiem, że są odizolowani od innych pacjentów?

Tak, oczywiście. Są pewne standardy postępowania z pacjentami zakaźnymi. To jest doskonale wyposażony szpital z personelem doskonale wykształconym, z procedurami, które są wdrożone od razu, tak że jesteśmy bezpieczni.

A jak państwo sprawdzili, że te osoby nie są zarażone tym wirusem?

Znaczy tak: to jest bardzo ciekawe i dobre pytanie, dlatego że ten wirus jest jednym z siedmiu wirusów powodujących choroby u człowieka. Cztery z nich to tak naprawdę wirusy powodujące przeziębienia, dwa z nich to wirusy istotne dla bezpieczeństwa zdrowotnego, ponieważ mogą spowodować epidemię: jeden to taki, który powodował SARS, a drugi – MERS. Ten jest kolejnym, trzecim, o którym stosunkowo mało wiemy, dlatego że pojawił się w październiku. Opisany został tak naprawdę przedwczoraj przez „New England Journal of Medicine”, tak że my wiemy, jaki to jest wirus, znamy jego sekwencję, możemy zacząć wreszcie prowadzić badania naukowe i cały świat pewnie będzie prowadził istotne badania naukowe na temat tego wirusa, natomiast nie wiemy oczywiście, jak on się dalej będzie zachowywał w populacji. To jest wirus, który wydaje się, na szczęście jest wirusem o małej śmiertelności. On się łatwo rozprzestrzenia, to już w tej chwili widać. Natomiast ten obraz chorobowy, który on powoduje, to są objawy takie bardzo niespecyficzne, typowe dla zapalenia wirusowego układu oddechowego. I leczy się to wyłącznie objawowo. Nie mamy środków przeciwwirusowych skutecznych w tej chwili. Nie ma na to oczywiście także szczepionki, w związku z tym leczy się objawowo. Jeżeli pacjent ma objawy niewydolności oddechowej, to po prostu mamy wszystkie możliwe procedury, które powodują to, że pacjent będzie lepiej dotleniony, bo generalnie do tego przecież to wszystko zmierza, i później oczywiście jego organizm zwalczy ten wirus, i wiadomo, że zwalczy, bo są przypadki wyleczenia przecież w Chinach. Tak jak powiedziałem, to jest od początku, czyli od końca grudnia tak naprawdę, my też dokładnie nie wiemy, kiedy pojawił się ten pacjent zero. Następnie później będzie prowadzona diagnostyka, żebyśmy zobaczyli… Jeżeli będziemy mieli taki przypadek, tak jak powiedziałem, nie mamy w Polsce przypadku, o którym moglibyśmy pomyśleć nawet, że jest to przypadek koronawirusa, właśnie tego typu 2019.

Ale pojawiają się tego typu informacje, że są pacjenci, którzy nie mają przez kilka dni objawów żadnych żadnej choroby, wirusa?

Jest oczywiście okres inkubacji i zawsze się tak zdarza, że można zarażać jeszcze przed objawami klinicznymi. Tutaj też takiej pewności nie mamy, między nami mówiąc. Pojawiają się informacje. Według mnie raczej tak nie będzie. Ale to, tak jak powiedziałem, mogę estymować pewne zdarzenia, natomiast absolutnie nie mamy tutaj żadnej pewności.

A jakim badaniom zostali poddani ci ludzie?

Znaczy przede wszystkim zrobiono zdjęcie klatki piersiowej, bo objawem najbardziej niepokojącym tego wirusa jest zapalenie płuc. Oczywiście mierzymy temperaturę, robimy rutynowo wszystkie badania. Ten wirus jest niebezpieczny dla tych, którzy mają deficyt odpornościowy. I to jest niezwykle ważne. Ten wirus jest niebezpieczny dla osób starszych, ten wirus jest niebezpieczny dla tych, którzy leczą się właśnie z powodu braków odporności różnego typu, są leczeni z powodu nowotworów, mają choroby przewlekłe. Natomiast no niespecjalnie boimy się, że może to być groźne dla studentów dwudziestokilkuletnich, którzy mają swoją odporność. Oni oczywiście przeżyli może nie horror, ale wiedzieli, co im grozi, dlatego starali się wyjechać z Wuhan jak najszybciej w momencie, kiedy powzięli informację, że Wuhan będzie zamknięte. Mieli na to kilka godzin, dostali się do pociągu, który jechał do Pekinu i później udało im się znaleźć połączenie lotnicze.

Bo rozumiem, że dwie osoby na pewno są zdrowe, a co do tej jednej jeszcze badania trwają?

Też, myślę, jest zdrowa. Natomiast tu… No mnie obowiązuje oczywiście tajemnica lekarska. Musimy po prostu bardziej precyzyjnie przyjrzeć się i wykluczyć wszystko to, co byłoby jakimś cieniem zagrożenia dla tej osoby.

Tutaj słuchacze pytają, czy GIS zna dane osób i dokładną liczbę osób, które wróciły z Wuhan w styczniu?

Mamy wszystkie dane. Myśmy się przygotowali do tego wcześniej, tak że wiedzieliśmy kto w jakim czasie przyjedzie. Objęliśmy osoby, które były w Wuhan, nadzorem epidemiologicznym. Być może nie wiemy o wszystkich, ale mówię: być może. Myślę, że bardzo istotna akcja informacyjna doprowadziła do sytuacji, że część ludzi po prostu sama mówiła, że była w Wuhan. Staramy się także opowiadać o tym i mówić o tym, i przekonywać wszystkich, żeby po prostu z nami się kontaktowali i żeby analizowali to, co się dzieje na stronach internetowych Głównego Inspektoratu Sanitarnego, w naszych mediach społecznościowych, również tam są wszelkie informacje. I także prośba o to, żeby zwyczajnie siebie obserwować. Ale niewątpliwie niewyobrażalne wsparcie dostaliśmy ze strony straży granicznej, a także naszego konsulatu w okolicach Wuhan i oczywiście ambasady, tak że byliśmy na bieżąco informowani. I tu muszę podziękować władzom Politechniki Rzeszowskiej, dlatego że oni nam udzielali bardzo istotnych informacji dotyczących lokalizacji, telefonów komórkowych. Myśmy byli w stałym kontakcie.

Czy z każdą z tych osób, o których wiemy, że były w okolicach Wuhan, przeprowadzono ankietę na temat ich zdrowia? Wiemy, gdzie są te osoby?

Tak, wiemy. Wprowadziliśmy pewien standard postępowania z takimi osobami. A właściwie ze wszystkimi tymi, którzy przyjeżdżają z Chin w tej chwili, czy z Azji już w tej chwili – rozszerzyliśmy te działania. Na lotnisku rozdawana jest karta lokalizacji pasażera. To jest dla nas niezwykle ważne, dlatego że mówimy o tym, co trzeba obserwować, jeżeli chodzi o własne zdrowie, i także informujemy powiatowych inspektorów sanitarnych, którzy będą sprawdzali, czy wszystko jest w porządku, pytali się, dzwonili, analizowali, czy rzeczywiście nie ma zagrożenia po powrocie.

I teraz, rozumiem, że zgodnie z procedurami każdy jest tutaj poddawany bieżącej weryfikacji pod kątem stanu zdrowia, wypełnia dokumenty, które pozwalają na jego lokalizację, rozumiem, w kraju?

Tak, to jest pewien standard postępowania i to się zawsze sprawdza.

Rozumiem, że nie ma potrzeby, żeby kierować te osoby od razu do szpitala?

Nie, absolutnie. Do szpitala kieruje się osoby, które mają jakieś objawy sugerujące, że może to być ten wirus. Przy czym pewnie za chwileczkę zada mi pan pytanie, jak to się bada, w którym momencie będziemy wiedzieć, że to jest wirus 2019.

Tak.

Więc tak: standardy Światowej Organizacji Zdrowia są dość jednoznaczne. Mamy dwa ośrodki referencyjne. Jeden to jest Uniwersytet Erasmusa w Rotterdamie, drugi to jest - najbliżej nas – Charité, duży ośrodek kliniczny...

W Berlinie.

W Berlinie. Oni mają możliwość bardzo precyzyjnego zbadania, już w tej chwili precyzyjnego, dlatego że mają primery do badania PCR-u. Nie chcę tłumaczyć tego, jest to bardzo ciekawa diagnostyka, warto się z nią zapoznać na stronie internetowej. Natomiast wysyłamy do nich tylko wtedy, kiedy wykluczymy inne przyczyny takiego stanu zdrowia. Proszę pamiętać o tym, że wirusowe zapalenie płuc może być powodowane przez różne wirusy. Zresztą między nami mówiąc, w tej chwili mamy większy problem z grypą niż z tym wirusem i mam nadzieję, że w Europie on rzeczywiście nie będzie wirusem, który będzie powodował jakieś wielkie problemy zdrowotne. Mam nadzieję, że tutaj sobie poradzimy z tym problemem, natomiast były także pytania, czy my jesteśmy w stanie badać to w Polsce. Oczywiście jesteśmy w stanie badać to w Polsce, wiele laboratoriów robi takie badania, natomiast musimy mieć primery, czyli trzeba porównać...

Wzór.

Wzór, tak jest. Wystąpiliśmy kilka dni temu do ośrodków referencyjnych o przysłanie nam tego. Cała Europa już czeka w tej chwili.

W razie czego procedura będzie szybka?

W razie czego procedura będzie szybka, przy czym możemy jeszcze zastosować inną procedurę, dlatego że mamy możliwość zbadania tego w sposób mniej precyzyjny, ale pokazujący, że jest tam koronawirus.

Wspomniał pan, że ci pozostali studenci, którzy są jeszcze w Wuhan, będą przetransportowani do Polski, będzie ewakuacja ich.

To znaczy to zależy oczywiście od nich. Oni w tej chwili mają propozycję, żeby wydostać się z miasta. Przy czym jest to już teraz bardzo skomplikowane, już w tej chwili muszą zająć się tym nasi dyplomaci. Miasto jest zamknięte. Natomiast oczywiście są przypadki, że miasto opuszczają całe grupy ludzi. Wiem, że w tej chwili do ewakuacji przystępują władze Francji. Oni tam mają dużą fabrykę motoryzacyjną i chcą swoich pracowników przenieść poza miasto objęte kwarantanną. No i także w tej chwili już prawie oficjalnie mówi się o tym, że około tysiąca Amerykanów wyjedzie ze strefy i oni będą przetransportowani do Stanów Zjednoczonych.

Państwo wiedzą o ilu Polaków w okolicy albo po prostu Chinach? Chiny – wielki kraj.

Znaczy mamy w tej chwili wiedzę o 23 Polakach i nie sądzę, żeby ta grupa była większa, znaczy tych, którzy w ogóle są zainteresowani tym, żeby wrócić do Polski. Młodzi ludzie stwierdzili, że na razie chyba nie, ale oczywiście będziemy ich przekonywać, żeby do Polski wrócili. Z tego, co się orientuję – to już nie jest moja działka – władze konsularne oferują istotną pomoc. Wiem, że także można by się było przyłączyć do grupy Francuzów czy też ewentualnie Amerykanów. Tam już będzie to bardziej skomplikowane, ale możliwy.

I to są osoby, które są w Wuhan albo w okolicy, tak?

To są osoby, które są w Wuhan albo w okolicy. Przy czym proszę pamiętać o tym, że strefa zamknięta jest w tej chwili bardzo duża. Mówi się w tej chwili o 35 milionach poddanych kwarantannie, a nawet o 56. Ona się też prawdopodobnie będzie bardzo szybko powiększała.

Tak. Też znalazłem porównanie, że tyle chyba osób mieszka w Wielkiej Brytanii.

Tak.

To może przejdźmy przez procedury. Leci samolot do Polski i jest podejrzenie, że jest chory pasażer na pokładzie. Co się dzieje?

Znaczy może rozpocznijmy od początku. Po pierwsze pasażer musi wsiąść do samolotu na lotnisku, z którego wylatuje. Tam jest poddany już…

W Chinach.

Tak. Tam jest oczywiście informacja na ten temat, czy wsiada zdrowy, czy nie. Na pokładach naszych samolotów oczywiście prowadzimy obserwację. Personel pokładowy jest poinformowany o niepokojących objawach, które należy zgłosić.

Np. jakich?

Np. temperatura, np. duszność, np. kaszel. I oczywiście wtedy taki pasażer poddany jest zwiększonej opiece ze strony personelu pokładowego.

On jest odizolowany jakoś już na samym pokładzie samolotu czy nie?

My musimy wiedzieć, gdzie on siedzi. Dojdę do tego, co się później z takim pasażerem dzieje. Jeżeli wydarzy się to w trakcie lotu, to precyzyjnej diagnozie będziemy poddawać tych, którzy siedzą dwa fotele przed i dwa fotele za.

To jest taki promień, rozumiem, gdzie można zarażać?

Tak, gdzie on może zarażać. Po wylądowaniu, a właściwie już w trakcie lotu pasażerowie dostają karty lokalizacyjne, wypełniają je, my je odbieramy i na lotniku analizujemy zagrożenie. Analizujemy ryzyko, które mogło w tym samolocie być, o ile pojawiła się osoba, która jest dla nas jakoś problematyczna. Służby lotniskowe badają pasażerów. Jeżeli nie ma żadnych objawów, karty tychże pasażerów później trafiają do inspekcji powiatowej w Polsce, trzystu dwudziestu, i tam dalej analizujemy, czy pacjent jest bezpieczny, czy jest zdrowy, informuje nas o tym. Jeżeli mamy podejrzenie, to pacjent za pomocą specjalnego transportu – tak wczoraj zresztą było to zastosowane – trafia do ośrodka chorób zakaźnych i tam są już lekarskie procedury precyzyjnie określone. Na naszej stronie internetowej za każdym razem pojawia się nowy komunikat praktycznie każdego dnia. Jeden z nich jest bardzo obszerny i on opisuje wszystkie możliwe zdarzenia na każdym etapie. Jak u siebie rozpoznać, jakie objawy są niepokojące, jak się ma zachować personel pokładowy także, a także lekarze. W poniedziałek wszystkie placówki NFZ dostaną bardzo precyzyjne informacje, jeżeli chodzi o postępowanie z pacjentami. One się już pojawiły wcześniej, ale tym razem wszystkie placówki dostaną, tak żeby nie było sytuacji, że któryś z naszych lekarzy powie: „Ja nie wiem, jak leczyć, jeżeli do mnie trafi taki pacjent”. To się w ogóle nie może zdarzyć. Zresztą mam nadzieję, że nigdy się nie zdarzy.

Ciąg dalszy będzie na Facebooku Radia ZET. Doktor Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny. Ale jeszcze jedno pytanie: nie ma co panikować, rozumiem?

Nie ma co panikować, zdecydowanie.

Ciąg dalszy na Facebooku Radia ZET.