Jarosław Sellin o alarmach bombowych: Część strajkujących nauczycieli sygnalizowała, że jest zainteresowana, aby nie doszło do egzaminów

09.05.2019 07:10

- Faktem jest, że niestety jakaś część strajkujących nauczycieli czy liderów związkowych sygnalizowała, że jest zainteresowana tym, żeby nie doszło do egzaminów ósmoklasistów, gimnazjalistów, żeby nie udały się matury. Jednak był ten element bardzo nieprzyjemny. Były oczekiwania zawalenia się systemu edukacji na użytek strajkowy, na użytek tej walki - tak wiceminister kultury Jarosław Sellin komentuje w Radiu ZET serię alarmów bombowych towarzyszących tegorocznym egzaminom maturalnym.

Beata Lubecka: Jarosław Sellin, wiceminister kultury, PiS, ale także kandydat na europosła z Pomorza, numer 2 na liście. Wziął pan urlop na czas kampanii?

Jarosław Sellin: Nie, nie było takiej potrzeby.

Ale mówiliście, że będziecie brać urlopy.

Staram się godzić obowiązki kampanijne z obowiązkami, które wypełniam w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Po prostu na weekendy, takie wydłużone weekendy, jeżdżę na Pomorze, żeby kampanię tam prowadzić.

Czyli w tygodniu nie ma pan żadnych działań kampanijnych?

Nie, rzadko mi się to udaje.

Ale ostatnio była debata w Radiu Gdańsk.

Jednak ze studia w Warszawie. Ja byłem w studiu w Warszawie, mój konkurent był w studiu w Gdańsku, bo musiałem zaraz po tej debacie pójść na posiedzenie rządu i reprezentować Ministerstwo Kultury na posiedzeniu rządu. To był wtorek.

Już się pan pakuje?

Szanowna pani redaktor, nawet gdyby się udało – to od łaski wyborców oczywiście zależy – zdobyć ten mandat do PE, to nie ma potrzeby żadnego pakowania się. Mandat się wypełnia w kraju, biuro poselskie się ma w kraju. Tam się jeździ tylko na sesje plenarne PE i na posiedzenia komisji. Nie mieszka się tam, nie wyprowadza się. Ciągle słyszę takie pytania: „Dlaczego pan wyjeżdża do Brukseli, jeśli pan kandyduje?”. Nie ma żadnego wyjazdu do Brukseli. Tam się jeździ do pracy, ale dom się ma w Polsce i biuro poselskie ma się w Polsce.

Czy to jest właściwy standard w państwie demokratycznym, że o 7.00 rano policja wchodzi do mieszkania kobiety, która jest podejrzewana o to, że rozlepiała nalepki z Matką Boską w aureoli z tęczy, przeszukuje jej mieszkanie, rekwiruje sprzęt elektroniczny. Czy to jest właściwy standard?

To brzmi bardzo męczeńsko, ale mamy do czynienia z zawodową prowokatorką, która jest znana z różnych innych sytuacji o podobnym charakterze.

Ale z drugiej strony to jest jak strzelanie z armaty do wróbla. No to jednak nie jest przestępczyni kryminalna, to nie jest ktoś podejrzewany o grubą korupcję.

Policja postępowała zgodnie z prawem wobec osoby, która najpierw wtargnęła do kościoła jednego w Płocku i jakieś wbijała tęczowe flagi na grobie Pańskim...

Ale co tam było napisane na tym grobie Pańskim?

Potem awanturowała się...

„LGBT”, „zboczeńcy”. To była też prowokacja ze strony kościoła.

Ale to jest jednak przestrzeń sakralna, ona pozwoliła sobie na tę prowokację.

Ale to była akcja-reakcja.

Potem doszło do jakichś nieprzyjemnych scysji z miejscowym księdzem, a potem nalepianie tych pseudoartystycznych wizerunków, które dla wielu katolików mają znamiona naruszenia ich uczuć religijnych wobec obrazu, który jest otoczony od stuleci dużą czcią wśród wielu wierzących katolików w Polsce i nie tylko. I ona te wizerunki nalepiała na toaletach, na śmietnikach.

Ale nie wystarczyło jej wezwać do prokuratury?

Wystarczyło zatrzymać i przesłuchać, i tak się stało. I wszystko było zgodnie z prawem.

No tak, ale wchodzenie o 7.00 rano? Organizacje, które bronią praw człowieka, są zaniepokojone tym faktem i mówią, że wygląda to na celowo zastosowaną represję, a w dodatku jeszcze doszło tutaj do ograniczenia praw jednostki, wolności jednostki, swobody wypowiedzi.

Organizacje wyspecjalizowane w obronie praw człowieka mogłyby wreszcie zauważyć, że naruszane są elementarne i bardzo wrażliwe prawa katolików w Polsce, którzy są obrażani, poniżani, ich uczucia religijne są naruszane, i powinni wziąć w obronę polskich katolików. Ja jakoś tego głosu nie dostrzegam.

A może właśnie chodzi o to, o czym pan już wspomniał – że chodzi o aktywistkę, która występuje przeciwko władzy, no bo jednak np. blokowała Marsz Niepodległości albo też na filii biura Krzysztofa Czabańskiego, bodajże chyba na oknach czy na drzwiach, napisała „PZPR”. Ale Krzysztof Czabański był członkiem PZPR.

Proszę zwrócić uwagę, że te czynności zostały podjęte wówczas, kiedy ona nie wymierzyła swojego ostrza przeciwko władzy, tylko przeciwko uczuciom religijnym bardzo wielu Polaków.

Ale może się doigrała po prostu?

A pod TVP, kiedy doszło do po prostu takich fizycznych ataków na jedną z dziennikarek czy publicystek stamtąd wychodzących, też była wówczas przesłuchiwana czy wylegitymowana.

Nie no, z tymi fizycznymi atakami to trochę pan przesadził, panie ministrze. Blokowano jej wyjazd samochodem.

Chciałaby pani być w takiej sytuacji?

Nie chciałabym być, ona na pewno była nieprzyjemna i mało komfortowa, ale tam nie było żadnych ataków fizycznych, to tutaj trochę przesada. A nie zastanawia pana, że prokuratura się odcięła od tego zatrzymania?

Nie wiem...

Szef Prokuratury Rejonowej w Płocku przyznał, że zatrzymanie kobiety było samodzielną decyzją policji. Prokuratura stała na stanowisku, że trzeba tylko przeszukać mieszkanie i samochód, koniec kropka.

Procedury zostały zastosowane zgodnie z prawem. Policja postępowała w tej sprawie zgodnie z prawem.

A to nie jest jednak na użytek kampanii wyborczej? Bo minister Brudziński jednak podkręcał sytuację na Twitterze. Może chciał się zaprezentować jako taki bezkompromisowy obrońca wartości chrześcijańskich?

My nie jesteśmy zainteresowani tą przestrzenią sporu w kampanii wyborczej. My w kampanii wyborczej mówimy, jak powinna wyglądać polityka polska w UE, bronienie polskich interesów w przestrzeni europejskiej, jak realizujemy naszą piątkę, która jest piątką społeczną, ta piątka Kaczyńskiego czy Morawieckiego.

I jest skrojona już pod wybory do Sejmu.

To jest nasza nowa propozycja. Jesteśmy wiarygodni, bo poprzednie propozycje zrealizowaliśmy, te też zrealizujemy. Jeśli ktoś wywołuje te spory światopoglądowe czy kulturowe, czy wręcz cywilizacyjne, to robi to Donald Tusk, jego najbliżsi współpracownicy, ludzie, którzy mu support jakiś na uniwersytecie robią i rozbudzają te...

No chwileczkę, ale wcześniej jednak podsycanie konfliktu LGBT było na rękę... O tym mówił Jarosław Kaczyński.

My tym zainteresowani nie jesteśmy. 

Ale policja jest tutaj taka wyrywna, taka bardzo konsekwentna, działa z determinacją, ale jeśli chodzi o wykrycie, kto stoi za alarmami bombowymi w Internecie, to już nie ma takiej determinacji.

Proszę nie stawiać kropki nad i, to się jeszcze okaże, czy policja nie jest tutaj skuteczna.

Na razie jest bezradna.

Wygląda na to, że to jest zorganizowana akcja jakichś profesjonalistów, bo to jest jednak zanonimizowane i w setkach tego typu przypadków każdego dnia, więc to nie są jakieś wygłupy jakiejś młodzieży, tylko to jest jakaś zorganizowana akcja i pewnie nie jest to łatwe do wykrycia. Liczę na to, że jednak to zostanie wykryte przez policję i że będziemy mieli efekty.

Ale widać to nie jest proste. 

No nie jest proste.

Łatwiej wejść do mieszkania pani Podleśnej, a tutaj – wykrycie…

Minął dzień czy dwa, a pani się już efektów spodziewa? Spokojnie, może takie efekty przyjdą.

No tak, ale informacje o tym, że coś takiego może zaistnieć słyszymy, że były wcześniej, że służby miały takie informacje.

O alarmach bombowych?

Tak. Małopolska kurator oświaty, Barbara Nowak w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl mówi tak: „To metody, które stosują tylko terroryści. Czy jest jeszcze jakaś granica w walce o władzę?”. To ma jakiś podtekst polityczny?

Nie wiem, jaki był kontekst tej wypowiedzi.

Przeczytam: „To metody, które stosują tylko terroryści, to kolejne potwierdzenie, że trwające od 8 kwietnia”...

Ale o czym mowa?

O tych zawiadomieniach...

O alarmach bombowych?

Tak, dokładnie tak. „To metody, które stosują terroryści. To kolejne potwierdzenie, że trwające od 8 kwietnia akcje strajkowe w szkołach były elementem nie pierwszym konsekwentnie realizowanego planu destabilizacji państwa polskiego. Czy jest jeszcze jakaś granica w walce o władzę?”.

Ja bym tutaj oczywiście takiej łączności nie robił, bo nie wiadomo, kto te alarmy wszczyna. Natomiast faktem jest, że niestety jakaś część, podkreślam to mocno, jakaś część strajkujących nauczycieli czy też liderów związkowych strajkujących w kwietniu sygnalizowała, że jest zainteresowana tym, żeby nie doszło do egzaminów ósmoklasistów, żeby nie doszło do egzaminów gimnazjalistów, żeby się nie udały matury. Jednak był ten element bardzo nieprzyjemny i myślę, że źle odbierany społecznie.

Ale trudno to łączyć z nauczycielami jednak.

Że było jakieś oczekiwanie jakiegoś zawalenia się systemu edukacji na użytek strajkowy, na użytek tej walki.

Ale pana zdaniem ma to jakiś podtekst polityczny czy nie?

Ale co?

No właśnie takie zawiadomienia o alarmach, które utrudniają jednak przeprowadzenie…

Nie wiem, bo nie wiadomo, kto to robi. Mówię, że ja tych rzeczy nie łączę, ale faktem jest, że była bardzo nieprzyjemna sytuacja, jeśli chodzi o takie dziwne oczekiwanie części, mam nadzieję, mniejszościowej środowiska strajkującego nauczycielskiego, a zwłaszcza liderów związkowych, żeby się te egzaminy nie udały. To oczekiwanie, nawet to straszenie było, że może tak być, przecież Broniarz tak mówił, potem się wycofywał, potem przepraszał, potem znowu to samo mówił. Więc ten element niestety był w tej grze, w tym sporze, kompletnie niepotrzebnym sporze między nauczycielami a rządem.

Ale ta wypowiedź kurator Małopolski jest trochę przesadzona?

Mówię, że ja bym tych rzeczy nie łączył, dlatego że nie mamy na to dowodów.

Dobrze, to tyle w części radiowej. Z nami jest Jarosław Sellin, kandydat do PE. Jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Jarosław Sellin odniósł się też do afery z bananami w Muzeum Narodowym w Warszawie.

- Po co dyrektor podjął decyzję, aby zdejmować z ekspozycji w dziale sztuki współczesnej prace niektórych artystów? – pytała Beata Lubecka.

- Nie wiem. To jest pytanie do dyrektora – stwierdza wiceminister kultury. – Nieprawdą jest, że ministerstwo się tym interesowało. Byliśmy tą sytuacją zaskoczeni – dodaje.
- Ale czy ta decyzja była racjonalna?

- Racjonalna byłaby zmiana kształtu galerii jako całości, bo od czasu do czasu trzeba ją odnawiać. W magazynach Muzeum Narodowego w Warszawie jest 99% obiektów. Na wystawie 1% obiektów, tyle mamy zbiorów. To są bardzo wartościowe zbiory, również jeśli chodzi o sztukę współczesną, o współczesne malarstwo, o rzeźbę. Warto od czasu do czasu ją odnawiać – uważa gość Radia ZET.

Jarosław Sellin podkreśla, że dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie ma prawo zmieniać ekspozycje.

- Błąd polegał na tym, że zdjął prace dwóch artystek, mimo że za tydzień czy dwa miał zdjąć wszystkie, żeby odnowić kształt galerii – stwierdza gość Beaty Lubeckiej.

Wiceminister kultury zapowiedział jednocześnie, że najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu dojdzie do spotkania przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z pracownikami Muzeum Narodowego. Odniósł się do jednego z wywiadów byłego p.o. dyrektora muzeum, Piotra Rypsona, który mówił że „sytuacja w muzeum jest patologiczna”.

- Coś złego dzieje się w muzeum? – pytała Lubecka.

- Mamy stały kontakt również z załogą. Nawet chyba w przyszłym tygodniu jesteśmy umówieni na rozmowę w ministerstwie z przedstawicielami załogi właśnie, i będziemy rozmawiać, jak z ich perspektywy wygląda działalność Muzeum Narodowego w ostatnich latach i pod nowym kierownictwem, więc nie unikamy tego typu rozmów i szukania tego typu opinii, ale nie wiem czy opinia dyrektora Rypsona jest prawdziwa – mówi Sellin.

W trakcie rozmowy padło między innymi pytanie od słuchacza, który chciał wiedzieć dlaczego wciąż nie ma ustawowego rozwiązania finansowania mediów publicznych.

- Nie jest to łatwy temat. Wymagałby jednak jakiejś akcji informacyjnej czy uświadamiającej, że media publiczne jako dobro nas wszystkich wymagają publicznego utrzymania w formie jakiegoś podatku. Dzisiaj abonament jest traktowany jako forma podatku przez wielu Polaków – stwierdza gość Radia ZET. – Abonament jest nadal obowiązującym prawem, ja go płacę, ale wiem że większość gospodarstw go nie płaci. To jest ból, bo w gruncie rzeczy jest to łamanie prawa. Trudno ten mechanizm uszczelnić, od lat się z tym borykamy. Powinna być nowa regulacja rozwiązująca problem publicznego finansowania mediów publicznych. To nie jest łatwy temat, oznaczałby konieczność płacenia kolejnego, niewielkiego, ale jednak podatku – stwierdza wiceminister. - Mamy przygotowane przepisy, ale nie ma decyzji politycznej żeby z nimi wychodzić – zapewnia i przyznaje, że zielonego światła nie dało kierownictwo jego środowiska.

„Jeśli zdaniem rządzących wejście Rosjan do Polski w 1944 r. nie było żadnym wyzwoleniem, lecz wstępem do 50 lat wyzyskiwania kraju, to dlaczego reparacje są nam winni tylko Niemcy a nie Rosja? Czy śmierć żołnierzy wyklętych znaczyła mniej niż powstańców warszawskich?” – pytał wiceministra jeden z użytkowników Twittera.

- Trudny problem. Wejście sowieckiej Rosji do Polski nastąpiło w 1939 roku, potem było powtórne wejście w 1944 roku. Licząc od 1939 roku podległość najpierw połowy terytorium Polski, potem całego terytorium Polski przez lata. Problem polega na tym, że z krajem, w którym jesteśmy w jednym kręgu cywilizacyjnym i wyznającym te same reguły prawne można o takich rzeczach rozmawiać. To są Niemcy. Natomiast wszyscy wiedzą, jak wygląda polityka Rosji, jak Rosja się zachowuje, jak łamie traktaty międzynarodowe, jak łamie prawo międzynarodowe i atakuje sąsiednie państwa, jak rozbiera terytorialnie Ukrainę. To po prostu nierealne podejmować takie rozmowy. My na przykład staramy się od Rosji wydobyć utracone dzieła sztuki. To praktycznie niemożliwe, bo Rosja uchwaliła sobie prawo, że wszystko zdobyte w czasie II wojny światowej jest zdobyczą wojenną. W dużej mierze te rzeczy zagrabiane są tak traktowane. Co możemy zrobić? – pyta Sellin.

Czy wiadomo już jak będą wyglądały państwowe obchody 4 czerwca?

- Po pierwsze będziemy zaczynać już 2 czerwca, dlatego że 40 lat przyjechał do Polski po raz pierwszy papież Jan Paweł II i właśnie 2 czerwca zaczął tę pielgrzymkę. Nie będzie mszy, będzie wielki koncert opowiadający naszą drogę do wolności od 2 czerwca 1979 do 4 czerwca 1989 przez polską piosenkę, narrację prowadzących. On będzie otwarty, zapraszam na plac Piłsudskiego – zachęca wiceminister kultury. - 4 czerwca oczywiście też uroczyste posiedzenie Senatu. Zaproszenie wszystkich żyjących senatorów, 250 ponoć potwierdziło ze wszystkich opcji politycznych, zaproszenie ich też na koncert do Teatru Wielkiego z piękną, polską muzyką. Będzie zaproszenie też działaczy komitetów obywatelskich „Solidarności”, bo to oni wygrali wtedy te wybory – wymienia dalej.

Jarosław Sellin deklaruje, że na obchodach 4 czerwca będzie w Warszawie, nie w Gdańsku.

- Uroczystości w stolicy, które pomagam zorganizować, są dla mnie ważniejsze - mówi.