Joanna Scheuring-Wielgus: Moje oświadczenie ws. psów rzeczywiście było bez sensu. Nigdy bym już takiego nie napisała

23.05.2019 06:45

- Moje oświadczenie było rzeczywiście bez sensu. Przyznaję, że nigdy bym już takiego nie napisała. Powiem jeszcze raz: zależało nam na tym, żeby psy miały nowy dom i taki znalazły. Zaufaliśmy tej pani, która jakby przeprowadzała procedurę z moim mężem. Cieszę się, że psy znalazły nowy dom i to jest ten dobry finał – tak Joanna Scheuring-Wielgus komentuje w programie „Gość Radia ZET” oddanie swoich dwóch psów do schroniska. Kandydatka Wiosny do europarlamentu przyznaje w rozmowie z Beatą Lubecką, że była to decyzja dramatyczna. Zapewnia, że żałuje swojego wpisu na Facebooku, w którym tłumaczyła oddanie psów. Było w nim stwierdzenie, że znalazła zwierzętom "dom w dobrym schronisku" zamiast "przywiązać do drzewa, uśpić, czy zostawić na autostradzie".

Beata Lubecka: Z nami jest Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka partii Teraz!, a teraz kandydatka na europarlamentarzystkę z ramienia Wiosny. Jak pani się dostanie do PE, to będzie pani reprezentować partię Teraz! czy partię Wiosna? Bo ja się pogubiłam.

Joanna Scheuring-Wielgus: Wiosnę

Wiosnę. Można się pogubić.

Startuję z Wiosny, będę reprezentowała Wiosnę i będę w takiej rodzinie politycznej, do której pójdzie Wiosna.

Czyli pani już nie jest w partii Teraz!?

Na razie jestem, bo jestem w Sejmie. Proszę pamiętać o tym, że cały czas trwa posiedzenie.

A Wiosny nie ma w Sejmie.

Wiosny nie ma w Sejmie. Muszę jakoś funkcjonować, mieć możliwość zabierania głosu. Gdybym była niezależną posłanką, na całe posiedzenie miałabym tylko 6 minut, to jest strasznie mało.

„Musieliśmy oddać psy, bo mam alergię. Kundli nikt ze znajomych nie chciał” – to są pani słowa, które pani napisała na Facebooku, potem je wykasowała. Może się za mało pani postarała, żeby znaleźć dobry dom?

To akurat nie są moje słowa, bo nie powiedziałam, że „kundli nikt nie chciał”. Na Facebooku napisałam coś zupełnie innego. Ale chciałabym, jeżeli mam okazję, bo jestem w radiu, przedstawić fakty. Ponieważ jest dużo przekłamań i informacji, które są niezgodne z prawdą.

No to jak było w takim razie?

Już mówię. Po pierwsze, tak, jestem alergiczką od przeszło 20 lat.

I wcześniej to pani nie przeszkadzało, że miała pani psy?

I w związku z tym, że jestem alergiczką, nasze psy zawsze mieszkały w ogrodzie. Zawsze. To jakby też był mój warunek.

A były z panią od małego, od szczeniaka?

Tak, były z nami, mieszkały w ogrodzie. Zależało nam na tym, żeby dzieciaki wychowywały się...

A wzięła je pani ze schroniska czy skąd one się tam u pani wzięły?

Mój mąż dostał po prostu psa w prezencie. Ja byłam trochę przeciwna, bo wiedziałam, że nie jestem w stanie mieszkać z psem w domu, i zamieszkaliśmy w domu z ogrodem i psy po prostu były z nami w ogrodzie. Tak że nie przeszkadzały mi alergicznie, nie miałam z tym problemu. I 2,5 roku temu stanęliśmy przed trudną decyzją. Bo to nie była łatwa decyzja, co też mówiłam i też pisałam w swoim oświadczeniu, ona była dla nas dramatyczna. Musieliśmy podjąć decyzję, bo się przeprowadzaliśmy z domu z ogrodem do mieszkania. 

I naprawdę nie znalazł się żaden z pani znajomych, który wziąłby te psy do siebie do domu?

Mój mąż, który jest psiarzem, bardzo zaangażował się w szukanie nowego domu dla psów. Nie udało nam się.

To był rok 2016, tak?

Tak, z tego co pamiętam.

To pani już była popularna.

W ogóle nie byłam popularna.

A gdyby pani napisała na Facebooku, że szuka jednak dobrych nowych opiekunów dla swoich ukochanych psów?

Pani redaktor, ufam bardzo mojemu mężowi, zrobił wszystko, co wiedziałam, że zrobi najlepiej, natomiast pomogła nam sąsiadka nasza, której rodzina – siostra albo kuzynka, już teraz nie pamiętam – pracuje w schronisku, powiedziała, że nam pomoże i obiecuje, że znajdzie dla naszych psów nowy dom. I tak też się stało, za co jej bardzo dziękuję, bo tak naprawdę chodziło nam o to, aby psy miały dobry nowy dom. I tak jest.

Ale schronisko to nie jest dobry dom, to nie jest bezpieczna przystań.

Ale one znalazły nowy dom poza schroniskiem. I ona nam to obiecała, i to jest super.

To dobrze, to tutaj chwała Bogu.

I bardzo się z tego cieszę i dziękuję.

Ale schronisko to jest ostateczność. Ale napisała pani: „Zamiast przywiązać do drzewa, uśpić lub zostawić na autostradzie, co niestety się zdarza, znalazłam moim ukochanym psiakom dom w dobrym schronisku dla zwierząt”. W ogóle po co takie porównanie? Czy pani nie powinna jednak świecić przykładem? Właśnie dlatego, że są takie osoby, które mają takie pomysły i wcielają to w życie, że zostawiają takie psy właśnie na autostradzie albo przywiązane do drzewa, np. zimą jeszcze, kiedy jest siarczysty mróz.

Moje oświadczenie było rzeczywiście bez sensu, tu przyznaję. Nigdy bym już wcześniej następnym razem takiego nie napisała. Powiem jeszcze raz: zależało nam na tym, aby psy miały nowy dom, taki znalazły. Zaufaliśmy tej pani, która przeprowadzała tę procedurę z moim mężem, i cieszę się, że psy znalazły dom, i to jest ten dobry finał.

Pani też napisała, że musiała pani zmienić mieszkanie na mniejsze, z domu musiała się pani przeprowadzić do mieszkania. To mieszkanie ma ile, 100 metrów?

Nie.

Ale sądzi pani, że psom było lepiej w schronisku, w ciasnym kojcu niż w mieszkaniu, z rodziną? Psy kochają swoich właścicieli.

Pani redaktor, powtórzę jeszcze raz. Ja nie mogę mieszkać ze zwierzętami. Mam alergię w zasadzie nie tylko na sierść, ale również na pyłki, na w zasadzie wszystko, to są alergie krzyżowe. Odczulam się od sześciu lat, dostawałam przez prawie 6 lat z przerwą zastrzyki. I po prostu nie jestem w stanie. Nawet sprawdzałam ostatnio trzy tygodnie temu, byłam we Wrocławiu jako świadek na rozprawie u Marty Lempart. Marta ma piękne psy i zamieszkałam u niej, nocowałam u niej. I ledwo to przeżyłam.

Czym to się skończyło?

No niestety opuchlizną.

A psy ile z wami były, Mamba i Czarna?

Z 10 lat myślę.

Ale w grudniu przed tym schroniskiem, do którego pani oddała te psy, to pani zachęcała ludzi, żeby nie kupować, nie odpalać fajerwerków w Sylwestra zamiast wesprzeć zwierzęta. To nie jest hipokryzja jednak?

Pani redaktor, jeżeli ktoś się zwraca do mnie z prośbą o pomoc, żeby zadziałać w takim celu, to ja jestem bardzo otwarta. Zresztą to nie jest tajemnicą, ja tego nie ukrywałam. Jeżeli były dyskusje na temat, czy używać fajerwerków, czy nie, ja jestem przeciwnikiem i uważam, że każdy powinien w tym celu w ten sposób się wypowiadać, i ja też, tak że nie widzę w tym nic złego.

Czy na rzecz schroniska wpłaciła już pani pieniądze czy będzie czekać, jak się dostanie do PE, tak jak pani obiecała: „Jak dostanę się do PE, to wpłacę 20 tys. złotych”?

Pani redaktor, wpłacał na wiele organizacji społecznych i nigdy się tym nie chwaliłam, i chwalić nie będę. I w zasadzie wszystko na temat psów już, myślę, powiedziałam. Pani mnie zna...

Ale może wpłaciła pani chociaż na schronisko w Wadowicach Dolnych? Wczoraj był taki dramatyczny apel pracowników tego schroniska w Internecie, ponieważ ono zostało podtopione, sytuacja była naprawdę dramatyczna. Pewnie będzie też potrzebny remont. Wpłaciła pani chociaż 10 zł?

Nie znam tej sytuacji, dlatego że wczoraj zajmowałam się sprawą księdza Andrzeja Dymera ze Szczecina, którą próbuję rozwikłać i o której mogę poopowiadać, ale sprawdzę. Nie wiem, nie znam tematu.

„Oddanie najwierniejszych przyjaciół z domu, który kochają, do najgorszego dla nich miejsca jawi nam się jako okrutne i nieodpowiedzialne” – tak uważają działacze organizacji, które bronią spraw zwierząt. Są oburzone pani zachowaniem.

Ja rozumiem krytykę i ją przyjmuję, natomiast chciałabym podziękować też osobom, które mają psy i które zrozumiały, co miałam na myśli, dlaczego podjęłam taką decyzję. I jeżeli mogę, to chciałabym podziękować Paulinie Młynarskiej, Zbyszkowi Hołdysowi, Pawłowi Kasprzakowi, Marcie Lempart i wielu, wielu innym ludziom, którzy po prostu do mnie wczoraj pisali i wspierali. Ale chyba najbardziej wzruszył mnie telefon od Kuby Hartwicha, który też ma psa, który zadzwonił do mnie…

Kuba Hartwich to jeden z liderów tego sejmowego protestu osób niepełnosprawnych w tamtym roku.

Zadzwonił wczoraj do mnie, długo rozmawialiśmy. Bo zresztą współpracujemy ze sobą, Kuba jest moim asystentem, który powiedział mi coś w stylu: „Psy szczekają, karawana idzie dalej, ja jestem bardziej hejtowany niż ty, nie przejmuj się”.

A czy dzisiaj w proteście osób niepełnosprawnych w Warszawie będzie pani uczestniczyć? Wesprze pani te osoby niepełnosprawne?

Wspieram osoby z niepełnosprawnością, zawsze, ale nie jestem osoba, która przemawia, tylko zawsze jestem w tłumie i będę pomagała tym osobom, które będą miały problemy też z przejściem, ponieważ cała ta manifestacja jest od Pałacu Prezydenckiego do premiera i później do Sejmu. Tak że będę na pewno w tłumie gdzieś.

Ale przejrzałam pani interpelacje z ostatniego roku i są tylko dwie związane z tym środowiskiem. To mało.

Interpelacje są jednym z narzędzi, natomiast ja na co dzień pracuję z Jakubem Hartwichem i działamy u nas w Toruniu.

A co pani jeszcze zrobiła na rzecz środowiska niepełnosprawnych w ciągu ostatniego roku?

Pracuję z Kubą Hartwichem i odpowiadamy na zapotrzebowania mieszkańców właśnie w tej kwestii, i mu pogadam. Kuba Hartwich, jak wiecie państwo, jest osobą z niepełnosprawnością od urodzenia, przyjmuje interesantów u mnie w biurze. Też zresztą jest świetnym rozmówcą, jeżeli chodzi o telefony do nas, do biura poselskiego, bo do nas dzwoni bardzo dużo osób właśnie z takimi problemami. Ale powiem jedną ważną rzecz – dlatego że planowaliśmy z protestującymi, że będziemy czynnymi uczestnikami wszystkich debat w Centrum Dialogu. Niestety uniemożliwiono to osobom, które protestują, dlatego że dostały zakaz wstępu do Sejmu na wszystkie komisje do...

I nie mogła pani temu przeciwdziałać? Nie mogła pani jakoś zadziałać?

Próbowałam. Pani redaktor, ja sama jestem na czarnej liście u marszałka Kuchcińskiego. Natomiast te osoby, które protestowały, ta cała dwunastka, ma zakaz wstępu do Sejmu i uczestniczenia na komisjach do 26 maja 2020 roku. Szkoda, dlatego że mają bardzo fajne postulaty i mogliby naprawdę dużo dobrego wnieść do tych dyskusji.

A dlaczego w pani spocie wyborczym wystąpiła Iwona Hartwich?

W moim spocie wyborczym wystąpiły osoby, których działania ja wspieram. Jak pani zauważyła, to nie jest spot taki, gdzie ktoś mówi: „Popieram Joannę Scheuring-Wielgus”, bo to nie o to chodziło, tylko ja popieram działania, które robią te osoby, i bardzo Iwonie za to dziękuję.

To był pomysł pani Iwony czy pani pomysł?

Nie, to był pomysł mój, zapytałam się – wielu osób się pytałam – i Iwona powiedziała: „Z wielką przyjemnością”, więc cieszę się, że jest ze mną i mnie wspiera również.

A to nie jest tak, że pani swoje zainteresowania przeniosła głównie na walkę z pedofilią w Kościele jednak?

Wie pani co, jak był protest osób z niepełnosprawnościami, to ja już zajmowałam się, pracowałam z Fundacją „Nie Lękajcie Się”, ale to była taka praca, powiedzmy, w ukryciu, bo żeśmy – Artur Nowak, Agata Diduszko-Zyglewska i Marek Lisiński – pracowali nad przygotowaniem mapy pedofilii, raportu, konferencji, bo się odbyło przecież już sześć konferencjo na temat pedofilii, jedna dotyczyła konkordatu i to się trochę też nałożyło na siebie. Rzeczywiście jestem teraz megaskupiona na kwestii pedofilii, tak jak powiedziałam przed chwilą, rozpracowuję i chciałabym generalnie przypomnieć państwu i księdzu Andrzeju Dymerze ze Szczecina.

I o tym za chwilę porozmawiamy jeszcze, już w Internecie, w części internetowej. Jesteśmy cały czas na Facebooku, Radio ZET.pl. Z nami jest Joanna Scheuring-Wielgus, zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Joanna Scheuring-Wielgus skomentowała list biskupów do wiernych. Przepraszają w nim i przyznają, że „nie uczynili wszystkiego, aby zapobiec krzywdom”. – Czy mnie to przekonuje? Nie. Czy dobrze, że ten list powstał? Oczywiście że tak, bo będzie odczytywany na mszach w niedzielę. Natomiast nie wystarcza przepraszanie i mówienie, że zrobiliśmy coś złego. Episkopat powinien zachować się honorowo i podać się do dymisji w ręce papieża. Tak jak zrobili to biskupi chilijscy – mówi w rozmowie z Beatą Lubecką kandydatka Wiosny do PE. Skomentowała też zarzuty pojawiające się pod adresem szczecińskiego księdza Andrzeja Dymera.

„Nie ma słów, aby wyrazić nasz wstyd z powodu skandali seksualnych z udziałem duchownych. Są one powodem wielkiego zgorszenia i domagają się całkowitego potępienia, a także wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec przestępców, oraz wobec osób skrywających takie czyny” – czytamy w liście biskupów opublikowanym po posiedzeniu Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski. Biskupi zaczynają swoje przesłanie do wiernych słowami świętego Marka: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza”.

- Te słowa są znane od tysięcy lat – mówi w programie „Gość Radia ZET” Scheuring-Wielgus.

Posłanka zauważa, że do Polski ma przyjechać papieski wysłannik, maltański duchowny Charles Scicluna, który sporządził szczegółowy raport na temat pedofilii w kościele w Chile, po którym doszło do dymisji całego tamtejszego episkopatu. Wskazała też, że przywieziony przez nią w lutym do Watykanu raport sporządzony wraz z fundacją „Nie lękajcie się” został zakwalifikowany jako jeden z ważnych dokumentów po synodzie.

- To był jedyny dokument z Polski. Wiemy, że papież Franciszek i wielu kardynałów przeczytało ten dokument. Będąc w lutym w Rzymie wiedzieliśmy, że ten kardynał Scicluna przyjeżdża do Polski nie bez przyczyny. Mam nadzieję, że doprowadzi do jakiegoś wstrząsu, że potrząśnie tymi naszymi biskupami – mówi Joanna Scheuring-Wielgus.

- Niestety, nasi biskupi zachowują się w sposób wyjątkowy i inny. Na przykład czy to w Niemczech, czy w Irlandii, czy w Pensylwanii jednak biskupi zachowywali się honorowo i ta reakcja na przestępstwa w Kościele była szybsza, dynamiczniejsza i bardziej konkretna – ocenia posłanka Teraz! i kandydatka Wiosny do PE.

- Też biskupi podawali się do dymisji? – pytała Lubecka.

- Nie, ale na przykład w Niemczech biskupi wyszli z inicjatywą współpracy. Otworzyli swoje archiwa. Był duży okrągły stół, który w efekcie doprowadził już do bardzo dobrej rzeczy, która się w Niemczech wydarzyła – odpowiada Scheuring-Wielgus.

Gość Radia ZET zachwala jednocześnie film „Tylko nie mów nikomu” autorstwa Tomasza i Marka Sekielskich.

- Jak Tomasz Sekielski ogłosił, że będzie tworzył ten film, byłam święcie przekonana że on po prostu będzie bardzo dobry. „Sekielski” równa się „marka”. Byłam też jedną z osób, które wpłacały na ten film i jestem z niego bardzo dumna. Nie dziwi mnie, że ten film wstrząsnął. To jest świetna publicystyka, która mówi jak jest. Sekielski pokazał nam wszystkim mechanizmy działalności w Kościele, mechanizmy ukrywania i przenoszenia, jeśli ktoś tego wcześniej nie rozumiał – zauważa posłanka. – Był raport, który przecież jest dostępny dla wszystkich, nikt na to nie zareagował. Okej, mogło to być po prostu za słabe, ale ten film naprawdę pokazał coś. Myślę, że otworzył ludziom oczy. Ja się bardzo cieszę z tego powodu – deklaruje.

Zdaniem Joanny Scheuring-Wielgus list biskupów do wiernych nie ma bardzo ważnej rzeczy.

- To, czego zabrakło mi w tym liście, to pokazanie że Kościół ma świadomość, że przenosił i działa systemowo, że to jest problem Kościoła. W ostatnim zdaniu czy ostatnim akapicie jest napisane, żeby nie wsadzać – oczywiście nie wsadzamy wszystkich księży do jednego worka – ale że w naszym Kościele większość to są księża, którzy są dobrzy, świetni i tak dalej. To moje pytanie: Dlaczego ci księża nie reagowali widząc, że coś się dzieje? – zastanawia się posłanka.

Joanna Scheuring-Wielgus przytoczyła też konkretną historię, którą bada wraz fundacją „Nie lękajcie się”. Chodzi o zarzuty padające pod adresem księdza Andrzeja Dymera ze Szczecina. Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, podejrzany o molestowanie chłopców ksiądz miał być kryty przez biskupów: Stanisława Stefanka, Mariana Przykuckiego, Zygmunta Kamińskiego i obecnego ordynariusza Andrzeja Dzięgę. Ksiądz Dymer w latach 90. kierował szczecińskim schroniskiem Brata Alberta. Miał kontakt z chłopcami z patologicznych rodzin, a „GW” cytuje wspomnienia jednego z podopiecznych. Mówił on o m.in. o wzajemnym obmacywaniu się i stosunkach oralnych.

- Wrzuciliśmy go na mapę [pedofilii w Kościele – red.] w październiku zeszłego roku. To jest typowy przykład księdza, który ma bardzo duże lobby wśród polityków. Jest bardzo mocno umocowany. Ma bardzo duże powiązania z władzą, ale tą, która była – mówi w Radiu ZET Scheuring-Wielgus. - Tak naprawdę pierwsze informacje, że ksiądz molestuje chłopców były w latach dziewięćdziesiątych. Alarmowali już wtedy księża i do episkopatu i do Watykanu. Ksiądz jest hołubiony przez wszystkich polityków wszystkich opcji, Platformy i PiS. Dowiedziałam się wczoraj, że ten ksiądz, który teraz mieszka chyba w domu emerytów, dostał kolejne dofinansowanie z Ministerstwa Środowiska, bo jest przyjacielem byłego ministra środowiska, pana Szyszki. Historia tego księdza pokazuje mechanizm ukrywania powiązań z politykami – dodaje.

- Co ma na sumieniu ksiądz Dymer? – pytała prowadząca program „Gość Radia ZET”.

- Molestował chłopców – twierdzi Scheuring-Wielgus. – Było prawie 100 przesłuchiwanych osób w latach dziewięćdziesiątych. To jest taki przykład Jankowskiego, tylko nie z województwa pomorskiego, a zachodniopomorskiego. Ten przykład pokazuje jak bardzo Kościół jest silny, jak bardzo jest wykorzystywana władza do ukrywania przestępstw. Dla mnie jest to przerażające. Uważam, że dziennikarze śledczy powinni się tym jak najszybciej zająć. Szczególnie, że po filmie Sekielskich zgłosiły się kolejne osoby ze Szczecina, które powiedziały, że były wykorzystywane przez tego księdza – dodaje.

- Co chce pani osiągnąć w sprawie księdza Dymera? – pytała Beata Lubecka.

- Chciałabym, żeby znalazł się w więzieniu – mówi Scheuring-Wielgus. – Nie może być tak, że księża dokonujący przestępstw są hołubieni. Ksiądz Andrzej Dymer jest i był hołubiony przez klasę polityczną ze Szczecina. Trzeba to wyjaśnić i pokazać – dodaje.

- Czyli chciałaby go pani postawić przed sądem?

- Tak – deklaruje posłanka.