Pitera: marnie widzę II turę, jeśli kandydat PO nie objawi nowych cech w walce

09.12.2019 08:02

– Cała debata nie porywała. Oglądałam ją tylko dlatego, że jestem związana z PO i bardzo przeszkadza mi miłościwie panujący nam Andrzej Duda. Wolałabym, żeby odszedł na przedwczesną, ale zasłużoną emeryturę – tak była europosłanka PO Julia Pitera komentuje w programie „Gość Radia ZET” sobotnią debatę Małgorzaty Kidawy–Błońskiej i Jacka Jaśkowiaka. Gość Beaty Lubeckiej przyznaje, że pod znakiem zapytania widzi pojawienie się kandydata Platformy w obecnych okolicznościach. – Zobaczymy w praniu, jakie cechy wyłoniony przez kolegów kandydat objawi już w ferworze walki. Jeżeli nie objawi nic nowego, to marnie to widzę. Jeżeli objawi, no to może jest szansa – ocenia Pitera. 

Beata Lubecka: Dawno niewidziana w tym studiu. Julia Pitera, PO. Dzień dobry.

Julia Pitera: Bardzo mi miło, podziwiam remont, bo inaczej troszeczkę pamiętam wnętrze radia.

Wszystko się zmienia. Jest pani poza Sejmem. Nie tęskni pani do Sejmu?

Mam kontakt z kolegami, i to bardzo żywy, i dużo rozmawiamy. Natomiast komfort, który mam w tej chwili, poza tym, że żyję tak, jak większość ludzi w Polsce, czyli zajmując się domem, rodziną i różnymi sprawami, co jest bardzo ważne, mam mnóstwo czasu na to, żeby czytać. Zawsze byłam pożeraczem książek, a teraz jestem bardzo dobrze zorientowana w rozmaitych zjawiskach, niekoniecznie bazując tylko na plotkach sejmowych. Dzisiaj widzę, jak bardzo plotki sejmowe potrafią być niszczące, jeżeli nie ma pewnego świeżego powiewu.

Ale rozumiem, że debatę między kandydatami na prezydenta z ramienia PO pani oglądała uważnie?

Bardzo uważnie oglądałam.

A była pani na Foksal? Czy widziała to pani w Internecie?

Nie, na Foksal nie byłam, dlatego że ja lubię takie wydarzenia dość kluczowe oglądać, że tak powiem, z bliska, na dokładkę nagrywam jednocześnie i bardzo często różne fragmenty jeszcze później sobie analizuję, więc naprawdę były to bardzo staranne i pogłębione studia.

Oglądała pani w Internecie. I kto wypadł lepiej pani zdaniem?

Ja w ogóle bym nie oceniała, bo ta debata jest chłodna.

Emocje rzeczywiście były jak na rybach.

Jeżeli mamy mówić o konkretach, no to więcej konkretów niewątpliwie mówił prezydent Jaśkowiak i co do tego nie mam wątpliwości. Natomiast prawdę powiedziawszy, cała debata nie porywała i ja ją oglądałam tylko dlatego, że jestem oczywiście związana z Platformą.

Z obowiązku.

Nie no, jestem związana z PO i bardzo przeszkadza mi obecnie miłościwie nam panujący Andrzej Duda i wolałabym, żeby już odszedł na przedwczesną, ale zasłużoną emeryturę i żeby ktoś go zastąpił.

No dobrze, czy może go zastąpić w takim razie kandydatka lub kandydat PO?

Oczywiście mnie to martwi, mogę się zastanawiać, dlaczego przez 4 lata...

Bo blado to wygląda w sondażach.

…nie można było na forum partii znaleźć kogoś, kogo się będzie powoli promowało, lansowało, przygotowywało itd., itd.

Konsekwentnie.

No nie mogę tego, pani redaktor, zrozumieć. Natomiast mam nadzieję, że się pojawi jeszcze wielu kandydatów rozsądnych. Na razie nie widzimy handlarzy wkładkami. Ja nie wiem, czy pani pamięta. Kiedyś był taki kandydat, który handlował wkładkami do obuwia. To było z 15 lat temu.

To było bardzo dawno.

Tak jest, to było coś kapitalnego. A dzisiaj widzę, że zupełnie są te kandydatury takie, które mogą być brane pod uwagę, dlatego że uważam, że w I rundzie tych wyborów powinni być kandydaci, którzy znajdą różne nisze wyborcze i dopiero II tura będzie rozstrzygająca, dlatego jest tak ważne, żeby I wyczerpywała zainteresowanie ludzi.

A kogo wybierze PO? Kto dostanie nominację pani zdaniem?

Zgodnie z tym, co czytam w gazecie, Małgorzata Kidawa-Błońska.

Ale rozmawia pani z koleżankami, z kolegami, jakie są sympatie.

Prawdę powiedziawszy, nie bardzo pytam.

A pani sympatia jest po czyjej stronie?

Moja sympatia w ogóle jest dość chłodna, jeśli chodzi o obydwie kandydatury, mówię zupełnie szczerze. Mam tylko nadzieję, że ta kandydatura, która zostanie wyłoniona, niezależnie, jakie pobudki będą za tym stały, czy rzeczywiście za tym stoją różne frakcje, że te kandydatury jednak już w toku samej kampanii wyostrzą się, ta, która oczywiście wygra – wyostrzy się, będzie mówiła o swoich poglądach trochę bardziej czytelnie i krótko mówiąc, będzie rzeczywiście partnerem do takich sparingów politycznych, bo tym jest polityka.

Gdyby to miałaby być Małgorzata Kidawa-Błońska, musiałaby się poddać ostrym szkoleniom, bo jednak podczas tej debaty była mocno zestresowana.

No tak, wie pani…

A jednak umiejętność opanowywania stresu to też jest pewna kompetencja, którą powinien mieć kandydat bądź kandydatka na prezydenta, a potem prezydent bądź prezydentka. No bo próbuję sobie wyobrazić np. Małgorzatę Kidawę-Błońską, zakładając, że wygrałaby wybory, że staje oko w oko z Władimirem Putinem. No i po prostu jest katastrofa.

Znaczy ja też niedawno sformułowałam taką myśl, natomiast bardzo jest ważne otoczenie doradcze, bo rzeczywiście jak usłyszałam wczoraj o konieczności prowadzenia polityki... przedwczoraj, przepraszam, w sobotę… polityki z Afryką, to troszkę byłam zaskoczona i byłam ciekawa, kto wpadł na taki pomysł, i nawet zaczęłam się trochę śmiać pod nosem, że z Chinami trzeba w tym wypadku prowadzić rozmowy, ponieważ bardzo są, powiedziałabym, ostro nastawione na pozyskiwanie kontynentu afrykańskiego Chiny, dość skutecznie zresztą.

Mówi pani, że chłodno podchodzi do tych dwojga kandydatów z ramienia PO. Ale na kogoś będzie musiała pani zagłosować.

Będę musiała albo nie będę musiała, zobaczymy.

A, znaczy wstrzymam się od głosu w ogóle?

Znaczy ja czternastego akurat mam rodzinne zobowiązanie i wrócę do Warszawy dopiero po południu, więc nie będę brała w tym udziału.

Aha, czyli pani nie zagłosuje. Nie jest pani delegatką w takim razie?

Ja nie jestem delegatką, ja w ogóle już nie jestem posłem, nie jestem delegatem ani w radzie krajowej, ani w radzie regionalnej. Więc może w tym wypadku to jest nawet dość komfortowa sytuacja.

A czy Polska w ogóle jest gotowa na kobietę prezydenta?

To w ogóle nie jest pytanie, pani redaktor, dlatego że ja bardzo wątpię, żeby ludzie się kierowali taką kwalifikacją, że tak powiem, jaką jest płeć. Problem polega na tym, że ludzie moim zdaniem czekają na bardzo silnego prezydenta. I patrząc na wyniki wyborcze kobiet w zupełnie innych wyborach: do Senatu, do Sejmu, kobiety otrzymują znakomite wyniki i ja sądzę, że ludzie się tym nie kierują.

Tylko że z badań, które zamówiła PO, wynika, że dla 8% do 10% wyborców po stronie nie-PiS-owskiej prezydent to jest mężczyzna. I to są kluczowi wyborcy, którzy mogą rozstrzygnąć o wyniku wyborów.

Pani redaktor, powiedzmy sobie szczerze: niezależnie albo może właśnie dlatego, że jest taka strasznie silna kampania na rzecz kobiet, ale wyłącznie w kategoriach: głosujmy na kobiety. Same osoby, które tę kampanię robią, w jakiś sposób odzierają kobiety z innych cech niż płeć. A ja twierdzę, że chociażby nasza laureatka Nagrody Nobla pokazała, że na trzy Noble, które były przyznane Polsce w literaturze po II wojnie światowej, bo był to Miłosz, Szymborska i Tokarczuk są to dwie kobiety. Więc ja myślę, że kobiety świetnie sobie dają radę i myślę, że nie należy im po prostu w tym przeszkadzać, podsycając tylko ten płciowy argument.

Ale to też podkreślała Małgorzata Kidawa-Błońska mocno.

Za mocno właśnie.

Szymon Hołownia – komu odbierze głosy?

Trudno powiedzieć, komu odbierze głosy, bo ja słuchałam nie całego, tylko częściowo tego jego wystąpienia, już nie tak starannie jak debaty, ale ono jeszcze na razie było miękkie dość. To znaczy my wiemy, kim jest Szymon Hołownia po jego publicystyce i w „Tygodniku Powszechnym”, i w „Newsweeku”, i w rozmaitego rodzaju pismach.

Ale komu może odebrać głosy? Jednak komuś będzie odbierał, zakładając, że rzeczywiście zbierze te głosy poparcia.

Komu on może zabrać? Myślę, że w dużym stopniu będzie odbierał PO i myślę, że w jakimś stopniu będzie odbierał PiS-owi, jeśli chodzi o ten bardziej umiarkowany elektorat PiS-u, który nie znajduje…

A w II turze się znajdzie?

Tego ja nie umiem powiedzieć. Pani redaktor, ja nie wróżę tak mocno. Ja niestety dość mocno wróżyłam Bronisławowi Komorowskiemu, że będzie kłopot z wygraniem w I turze, tak żeśmy to komentowali w Brukseli...

Kasandra po prostu Kasandra! A czy kandydat PO znajdzie się w II turze?

No właśnie dlatego jestem ciekawa i dlatego powiedziałam, że zobaczymy w praniu, jakie cechy wyłoniony przez kolegów kandydat objawi już w ferworze walki. Jeżeli nie objawi nic nowego, to marnie to widzę. Jeżeli objawi, no to może jest szansa.

Ale co pani podpowiada intuicja? Czy to będzie Małgorzata Kidawa-Błońska, czy to będzie jednak Jacek Jaśkowiak?

Intuicja mi podpowiada, że nie do końca jest to walka, której celem jest wyłonienie kandydata, w którego się wierzy. Ja dość wierzę w te publicystyczne doniesienia, że jest to wybór kandydata, który reprezentuje jedną z dwóch frakcji w obrębie PO. Stąd mój kłopot i stąd mam ten problem.

Tutaj musimy postawić wielokropek. Kończymy część radiową, ale jesteśmy cały czas w Internecie. Julia Pitera z nami zostaje. Jesteśmy na Facebooku, na RadioZET.pl, ciąg dalszy tej rozmowy, Beata Lubecka, zapraszam.

***

– Byłoby dobrze, gdyby pan Janniger wytoczył proces Onetowi dlatego, że musiałby przedstawić kontrargumenty na to, co pisze Onet – tak Julia Pitera komentuje w programie „Gość Radia ZET” zapowiedzi pozwu przeciwko redakcji portalu. Miałby dotyczyć rzekomej publikacji przez redakcję „nieprawdziwych informacji” dotyczących wydatków PFN na Edmunda Jannigera, byłego asystenta Antoniego Macierewicza.

Na liście wydatków PFN dziennikarze Onetu znaleźli informacje na temat Edmunda Jannigera, który w 2015 roku został doradcą ówczesnego szefa Ministerstwa Obrony Narodowej. Zdaniem portalu, za przelot do USA i zakwaterowanie Jannigera kosztowało PFN 6 284 dol. (ok. 25 tys. zł). Zostało ono opłacone w maju tego roku.

"Żeby odwieść nas od poniższej publikacji, Janniger wynajął nowojorską kancelarię prawną" - pisze redakcja Onetu. Adwokat groził dziennikarzom pozwem za „publikowanie nieprawdziwych informacji”.

– Znając postępowanie po stronie Onetu, prawdopodobnie pytania dziennikarzy byłyby tak dociekliwe, aż do badań psychologicznych włącznie, że to mogłoby rzeczywiście być interesujące i może te zagadki by się wreszcie wyjaśniły. Jestem za. Chciałabym namawiać, żeby Janniger wytoczył Onetowi sprawę. Wreszcie dowiemy się, co jest grane z panem Macierewiczem. Jak nie można wprost, trzeba dookoła – ocenia Julia Pitera w internetowej części programu „Gość Radia ZET”.

– Powiedziałabym tak, że gdyby podsumować koszty obejmowania przez Antoniego Macierewicza mecenatem dwóch młodych osób, o których wiemy – jeden to słynny pan Misiewicz, który zanim odszedł z polityki, kosztował nas jakieś niewyobrażalne miliony złotych. Drugi – ten Janniger. Kompletnie tego zjawiska nie rozumiem. Jeśli do tego dodamy zamiłowanie do hochsztaplerów, jacy zajmowali się wybuchem parówek, puszek i budowaniem dziwnych teorii… – wymienia była europosłanka PO.

– Mówi pani o członkach podkomisji smoleńskiej, która zajmowała się wyjaśnianiem katastrofy? – upewniała się Beata Lubecka.

– Dokładnie. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego akurat osoby tego pokroju mają zaufanie człowieka, który prezentuje siebie jako poważnego polityka. Wie pani, ja nie jestem ani psychologiem, ani psychiatrą, ani nie posiadam żadnej z tych cech, ale powiem jedno: jako zwykły człowiek oceniający tego typu zjawiska, nie jest to absolutnie normalne. Polityka ocenia się też przez pryzmat jego otoczenia. Jeśli w jego otoczeniu widać dobrych, poważnych ekspertów, analityków, ludzi którzy rzeczywiście coś wnoszą – jakiś kapitał do przemyśleń, analiz – zupełnie inaczej ocenia się takiego polityka. Czy można poważnie traktować polityka, który tak dalece obejmuje jakąś opieką, wsparciem, kompletnie nieprzydatnych ludzi z punktu widzenia państwa polskiego wydając publiczne pieniądze? Ja tego kompletnie nie rozumiem! – mówi Pitera w Radiu ZET.