Zamknij

Żona ''agenta Tomka'': Mąż nie czuje się najlepiej. 500 tys. kaucji? Nie wpłacę

05.03.2020 06:45

- Nie posiadam pół miliona złotych. Kaucja, by mąż wyszedł na wolność, nie zostanie przeze mnie wpłacona – mówi gość Radia ZET, żona „agenta Tomka” Katarzyna Kaczmarek. Dodaje, że były agent CBA nie liczy na wsparcie społeczne. - Ze względu na całą sytuację i dobro rodziny podjęłam inicjatywę zbiórki, ale jest próba zastraszenia społeczeństwa, które chciałoby się solidaryzować z mężem poprzez wpłaty najdrobniejszej kwoty – ocenia Kaczmarek.

Beata Lubecka: Katarzyna Kaczmarek, żona Tomasza Kaczmarka. Można używać, tak? Imienia i nazwiska pełnego?

Katarzyna Kaczmarek: Tak, oczywiście, tak.

Czyli słynnego agenta Tomka, byłego agenta CBA. Dzień dobry.

Dzień dobry, witam panią, witam państwa.

Pół miliona złotych kaucji i agent Tomek, czyli pani mąż będzie mógł wyjść na wolność - tak postanowił sąd w Białymstoku. Pół miliona to są bardzo duże pieniądze. Pani je posiada?

Nie, niestety nie posiadam takiej kwoty. I taka kaucja nie zostanie przeze mnie wpłacona.

Ale chce pani sobie pomóc, tak? Ogłosiła pani zbiórkę w Internecie?

Małżonek nie liczył na to, że wpłacę taką kwotę. Nie liczył też na wsparcie społeczne. Ja natomiast ze względu na całą tą sytuację i dobro naszej rodziny podjęłam inicjatywę zbiórki… zbiórki na kaucję męża. Aczkolwiek w takim wymiarze społecznym, ponieważ zależy mi przede wszystkim na tym, aby ta zbiórka uświadomiła naszym przeciwnikom politycznym, że mój małżonek nie jest samotny, jest wiele osób, które go wspiera. I nie mam tutaj na myśli kwestii finansowej.

Ale na razie tak chyba trochę słabo idzie ta zbiórka?

Pani redaktor, biorąc pod uwagę, że osoby na tym portalu są straszone przez konta fake’owe, zastraszane…

A skąd pani wie, że te osoby są straszone?

Tą informację mam od administratora tej strony. Przekazał mi wczoraj informację, że w całej historii tego portalu nie miał takiej sytuacji mowy nienawiści, agresji, gróźb kierowanych pod kątem… w kierunku osób, które chciałyby wziąć udział w takiej akcji. Administrator wyłapał ponad sto kont fake’owych. Prawdopodobnie będzie w tej sprawie składane doniesienie na policję. Jest próba zastraszenia społeczeństwa, które chciałoby się w tej sytuacji solidaryzować z moim mężem poprzez wpłaty najdrobniejszej kwoty.

A to nie jest trochę tak, że pani bierze jednak opinię publiczną na litość?

Nie, pani redaktor. Ja nie oczekuję, że ta akcja przyniesie skutek taki, że ja uzbieram tą kwotę na kaucję.

Bo czas jest do 30 kwietnia, prawie 2 miesiące.

Podkreślam, że bardziej zależy mi na tym, aby osoby, które dziś solidaryzują się z moim mężem, z naszą rodziną i dają wyraz tej solidaryzacji… solidarności na co dzień – na parkingu, w sklepie, w aptece, miały możliwość…

Tak? Dostaje pani takie wyrazy wsparcia?

Tak. Tak, ku mojemu zdziwieniu, pani redaktor, całą masę wsparcia od osób totalnie nam obcych, niezwiązanych z nami, nie od przyjaciół. Nieustannie wręcz dostaję takie akty wsparcia. Chcą ludzie przekazywać mi w sklepie 50 zł na kaucję, proszą pozdrowić męża, przekazują nam, żebyśmy się trzymali, żebyśmy się nie dali, a więc…

Ale zbiórka idzie tak sobie. No być może dlatego, jak pani twierdzi, że są próby zastraszania.

Myślę, że tak, że jest to cel.

Natomiast dlaczego Polacy mieliby wspierać człowieka, byłego agenta CBA, byłego posła Prawa i Sprawiedliwości także, który ma na swoim koncie bardzo poważne zarzuty – pranie brudnych pieniędzy? Pranie brudnych pieniędzy – powtórzę to po raz kolejny.

Pani redaktor, proszę się wstrzymać do ferowania jakichkolwiek tutaj osądów…

Oczywiście, że jest zasada domniemania niewinności, tak?

Bo rozumiem, że powtarza pani tezę naszych tutaj kolegów partyjnych jeszcze przed…

Pani jest w PiS?

Byłam do niedawna, tak, członkiem, wieloletnim członkiem tej partii i proszę tutaj nie ferować jeszcze na tym etapie żadnych wyroków, ponieważ nie trafi…

Ja tylko mówię, że to jest poważnych zarzut.

Oczywiście. …nie trafił akt oskarżenia do sądu i nie zostaliśmy jeszcze prawomocnie skazani. To będzie przedmiotem postępowania, mam nadzieję, w najbliższym czasie, ponieważ na akt oskarżenia czekam już od 5 lat w tej sprawie.

Pani też ma 12 zarzutów na swoim koncie.

Tak, tak. Czekamy. Czekamy od 5 lat.

M.in. założenie zorganizowanej grupy przestępczej i kierowanie tą grupą.

Tak.

Też bardzo poważny zarzut.

Bardzo, pani redaktor, poważny w ocenie prokuratury. Mam nadzieję, że już niebawem będziemy mogli naszego dobrego imienia bronić przed niezależnym sądem i o tym mówić nieco więcej niż w tej chwili, ponieważ toczy się postępowanie. Nie mogę mówić o szczegółach tego postępowania, bo byłabym oskarżona o mataczenie i ujawnianie informacji z tego postępowania. Liczę na to, pani redaktor, że w końcu, po 5 latach, pojawi się akt oskarżenia i będziemy mogli z mężem i inne osoby w tej sprawie, które mają postawione zarzuty, bronić się przed niezależnym sądem.

Ale dlaczego mamy pani uwierzyć, że to pani jest niewinna, a prokuratura – to nie wiem, co robi w takim razie? Co, w takim razie stwarza dowody sztuczne przeciwko wam?

Pani redaktor, a jakby pani nazwała taką sytuację sprzed 2 tygodni, której byłam świadkiem? Czekając na korytarzu Sądu Rejonowego w Białymstoku na orzeczenie sądu w kwestii, czy będzie podtrzymany areszt dla mojego męża czy też nie, a jego sentencja znalazła się na stronie prokuratury regionalnej godzinę przed jego ogłoszeniem. Czy to wg pani jest normalne postępowanie instytucji publicznych, niezależne, obiektywne?

No trochę to dziwne, trochę to dziwne. Mówi pani, że boi się o życie męża w areszcie.

Tak.

To były jakieś niepokojące incydenty? Coś pani na ten temat wie? Dotarły do pani takie informacje?

Tak, pani redaktor. Nieustannie boję się o życie mojego męża, biorąc pod uwagę…

No ale czy mąż jest zagrożony? Czy coś się wydarzyło?

Tak, jest. Jest, oczywiście, że jest zagrożony. No biorąc pod uwagę to, że przed zatrzymaniem, parę dni przed jego zatrzymaniem przyjechał agent CBA, informując nas o tym, zapadł w stosunku do mojego męża wyrok… wyrok, który wydał pan Kamiński, a pan Wąsik ma go wykonać, no to obawiam się o życie i bezpieczeństwo mojego męża. I też naszej rodziny.

No ale agent może powiedział tak sobie po prostu, no, bo to by tak po prostu powiedział, a że to powiedział, to nie znaczy, że tak musi być.

No, tak sobie powiedział i tak też się stało, a więc jego słowa, które przekazał [do] mojego męża, w krótkim czasie się zmaterializowały, a więc mam tutaj pewne obawy i mam prawo wierzyć w to, że te słowa się potwierdzą.

Ale czy dotarły do pani jakieś informacje, że rzeczywiście pani mąż jest zagrożony w tym areszcie?

Pani redaktor, ja nie mam kontaktu z moim mężem. Prokurator…

A przez pełnomocniczkę?

Prokurator stwierdził, że nie ma… odmówił mi widzenia z mężem, ponieważ uzasadnił to możliwością mataczenia. Przez 5 lat, okazuje się, że nie miałam takiej możliwości, od tygodnia jest takie ryzyko i tutaj prokurator uznał, że jest tak wielkie, że nie mogę się widzieć z mężem. Odmówił mi możliwości widzenia, jak również rodzicom. Nie mam informacji poza takimi lakonicznymi od pani mecenas, w jakiej przebywa celi, jak się czuje. Ciężko…

I jak się czuje?

No czuje się nie najlepiej. Biorąc pod uwagę, że okoliczności, że zostałam sama z czwórką dzieci, że on przebywa tam na skutek politycznych represji, czuje się nie najlepiej.

A dlaczego pani mąż zaczął obciążać swoich byłych przełożonych? Co się takiego wydarzyło, że nagle dojrzał do tego czy miał dojrzeć?

Pani redaktor, nie nagle…

Bo złożył w prokuraturze takie zeznanie, tak? Którego dnia złożył takie zeznanie?

Po pierwsze nie nagle. Właściwie swoje stanowisko byłym swoim przełożonym… już informował ich o tym od właściwie 2-3 lat, można powiedzieć.

No dobrze, ale co innego poinformować swoich byłych przełożonych, a co innego złożyć zeznanie w prokuraturze, pod przysięgą.

No ale mój małżonek nie był inicjatorem konfrontacji i wzruszenia sprawy państwa Kwaśniewskich, tylko prokuratura. Prokuratura go wezwała na czynności konfrontacyjne, gdzie małżonek wielokrotnie prze… mówił im, swoim przełożonym, że nie zamierza podtrzymywać tej linii, którą oni oczekiwali, jaką prezentował wcześniej, zamierza powiedzieć prawdę. Chyba nie do końca wierzyli, że przyjmie taką postawę, i został małżonek wezwany w grudniu na konfrontację, w której powiedział…

I w grudniu powiedział, że jego ówcześni przełożeni mieli zlecać mu takie, a nie inne działania.

Jak donoszą media – tak, tak.

No ale np. rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych na Twitterze napisał tak: „Jak usłyszał zarzuty dot. oszustw finansowych, nagle przypomniał sobie o naciskach Kamińskiego i Wąsika”.

Pani redaktor, powtórzę jeszcze raz dla pani i dla opinii publicznej – mój małżonek już taką postawę przyjął 2 lata temu.

No ale zarzuty były wcześniej postawione. Te pierwsze zarzuty…

Nie, zarzuty były postawione miesiąc wcześniej, przed konfrontacją tylko dlatego, że był wyznaczony termin konfrontacji, gdzie małżonek też kontaktował się ze swoimi i powiedział, że weźmie udział w tej konfrontacji, ale żeby nie liczyli na to, że będzie mówił nieprawdę. A więc szybko, miesiąc przed tą konfrontacją wezwano mojego małżonka w celu postawienia mu zarzutów, zdeprecjonizowania go w oczach opinii publicznej, bo jak wszyscy wiemy, no dziś w oczach opinii publicznej i pani jesteśmy złodziejami, mimo że jeszcze nie trafił akt oskarżenia.

Ja nic takiego nie powiedziałam, chwileczkę.

No ale jakby sugestie medialne są jednoznaczne.

Nie. Nie, nie, nie, nie, nie. Powiedziałam tylko, że są poważne zarzuty.

Poważne zarzuty – i wszyscy dzisiaj postrzegają nas jako osoby, które prały brudne pieniądze, zarządzały grupą przestępczą, ukradły potężne kwoty, zarzuty są ciężkiego kalibru, chociaż przypomnę, że żaden akt oskarżenia do sądu nie trafił, nie zostaliśmy ukarani żadnym prawomocnym wyrokiem, ale też nie mamy możliwości żadnej obrony na tym etapie swojego dobrego imienia.

I tutaj musimy postawić wielokropek, musimy postawić pauzę, ale ta rozmowa będzie się dalej toczyć, tym razem na Facebooku – zresztą tak jak teraz jest, ale teraz będzie na Facebooku i na RadioZET.pl. Beata Lubecka, zapraszam.

"Wąsik nie mógł znieść, że mąż ułożył sobie na nowo życie. Jego sprawa to polityka zazdrości, zawiści i małostkowych ludzi"

- Przez parę lat działalności Stowarzyszenia Helper zdobywaliśmy setki nagród – z urzędu wojewódzkiego, z ministerstwa, z Parlamentu Europejskiego, z organizacji pozarządowych. Wszystkie w tym okresie kontrole – a było ich więcej niż mam włosów na głowie – kończyły się dla nas pozytywnie – zapewnia Katarzyna Kaczmarek. Żona „agenta Tomka” odnosi się w ten sposób, w internetowej części programu „Gość Radia ZET”, do prokuratorskich zarzutów domniemanych nadużyć w jej Stowarzyszeniu. - Co się stało, że nagle zaczęły ginąć dokumenty w urzędach z wynikami kontroli? Co się stało, że ci sami urzędnicy, którzy stawiali nas za wzór, nagle starają się stawiać nam zarzuty złodziejstwa? – pyta gość Beaty Lubeckiej. Zdaniem Kaczmarek to zemsta byłego wiceszefa CBA Macieja Wąsika. - Toczył konflikt ambicjonalny z moim mężem i nie mógł znieść tego, że mój mąż ułożył sobie na nowo życie i odciął się od polityki – uważa Katarzyna Kaczmarek. Jej zdaniem to polityka „zawiści, zazdrości i małostkowych ludzi” skonfliktowanych z „agentem Tomkiem”.

- Boję się każdego dnia. Baliśmy się wcześniej i boimy się dziś – mówi Katarzyna Kaczmarek. Pytana o czworo swoich dzieci odpowiada, że „sytuacja jest bardzo dramatyczna”. – Są szkalowane, straciły poczucie bezpieczeństwa. Są pod stałą opieką psychologa i psychiatry. Są w tragicznej sytuacji – opisuje gość Radia ZET. Dopytywana przez Beatę Lubecką o to, z czego teraz żyje, mówi, że utrzymuje się z "pomocy przyjaciół, rodziców, emerytury męża".

Katarzyna Kaczmarek opowiada również o swoim pierwszym mężu. -Kiedy byłam ofiarą przemocy w rodzinie, skutków alkoholizmu doświadczałam każdego dnia, postawa mojego obecnego męża w tamtym okresie bardzo mi zaimponowała. Miałam nadzieję, że w końcu u mojego boku będzie mężczyzna, który zaopiekuje się moimi dziećmi i będę z nim mogła stworzyć rodzinę - opowiada żona "agenta Tomka". - Jedynym agresorem do dziś pozostaje mój były małżonek, który prześladuje dzieci, które nie chcą mieć z nim kontaktu i nie mają od wielu lat, inicjuje różnego rodzaju postępowania - dodaje.