Brejza apeluje o zwołanie RBN: mamy prezydenta w niewidzialnej technologii

08.01.2020 08:02

Senator PO Krzysztof Brejza apeluje do prezydenta o jak najszybsze zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego w związku z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie. Jego zdaniem ten rejon jest „na progu wojny”. – Amerykanie mają samoloty w technologii niewidzialnej. Mam wrażenie, że my mamy prezydenta i ministra spraw zagranicznych też trochę w technologii niewidzialnej, nieaktywnej – ocenia w programie „Gość Radia ZET”. Brejza uważa, że polscy żołnierze powinni wrócić z Iraku. – Ten konflikt trwa już wiele lat. Nie wiem, czy tak długie zaangażowanie strony polskiej i polskich sił zbrojnych jest konieczne w tej części świata – dodaje w rozmowie z Beatą Lubecką. 

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest dzisiaj Krzysztof Brejza, senator PO, dawno nie widziany. Dzień dobry.

Krzysztof Brejza: Dzień dobry, witam.

No nie jest dobrze, tak chyba można powiedzieć, bo Iran mści się za zabicie generała Sulejmaniego i baza lotnicza lotnicza w zachodnim Iraku, gdzie stacjonują siły Stanów Zjednoczonych, została ostrzelana. Na ile to niebezpieczna sytuacja pana zdaniem?

Wysoce niebezpieczna. Jesteśmy na progu… Stany Zjednoczone i Iran, cały Bliski Wschód jest na progu wojny.

I pan mówi to z całą świadomością?

Oczywiście. Jeżeli rakiety balistyczne Iranu spadają na amerykańskie bazy, jeżeli rakiety spadają na bazy, w których prawdopodobnie są polscy żołnierze, no to sytuacja jest dramatyczna. I dziwię się władzom Polski, na czele z prezydentem, że nie reagują. Nie reagują, mimo że ta sytuacja powinna doprowadzić do zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego. A słyszymy w ciągu ostatnich godzin i ostatnich dni, że nic takiego wielkiego na świecie się nie dzieje.

No dobrze, ale jeszcze nie było tak dramatycznej sytuacji, wczoraj jeszcze nic takiego się nie wydarzyło. Jest pan zaskoczony, że w ogóle coś takiego się stało, że ta baza amerykańska została ostrzelana?

Ale przecież wiadomo było, że skoro jest pogrzeb, podczas którego doszło też do zamieszek, są tak wielkie emocje…

Tłumy żegnały Sulejmaniego.

Tłumy… Giną też tam Irańczycy przecież zadeptani. Ale jest tak jasna deklaracja odwetu na stronie amerykańskiej… To wiadomo było – nie potrzeba tutaj żadnych danych wywiadowczych – że dzień po pogrzebie dojdzie do odwetu. I dochodzi. Sytuacja naprawdę jest dramatyczna. Dziwię się prezydentowi. Nie wiem, gdzie on jest.

W Pałacu.

Obecnie w Pałacu?

No tak sądzę.

Już wrócił, tak? Wrócił z wypoczynku?

A wyjechał? Nie no, przecież wczoraj była Rada Gabinetowa, czyli spotkanie z rządem.

Miał spotkanie podobno też z posłami swojego klubu.

Tak, wczoraj było wieczorne spotkanie z parlamentarzystami PiS-u.

Ale ostatnie dni no to jest prezydent i minister spraw zagranicznych w jakimś takim zawieszeniu. Amerykanie mają samoloty w technologii niewidzialnej, a ja mam niestety wrażenie, że mamy prezydenta i ministra spraw zagranicznych też trochę w technologii niewidzialnej, nieaktywnej, mimo że jest to rzecz, która powinna – i z tej strony też przecież płyną deklaracje polityków Koalicji Obywatelskiej – powinna jednoczyć i opozycję, i rząd. My jako Koalicja Obywatelska apelujemy do prezydenta o najszybsze zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Wypowiadał się jego rzecznik w ciągu ostatnich godzin, który twierdzi, że nie ma żadnego zagrożenia, nie dzieje się nic, co powodowałoby konieczność zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Czyli będziecie się dopominać o to cały czas, rozumiem, tak? No Paweł Soloch też, szef polskiego BBN-u, mówił, że na pewno teraz jesteśmy bezpieczni, Polska nie jest na pierwszej linii frontu, w regionie mamy opinię neutralnego państwa – tak mówił wczoraj na antenie TVP Info.

Nie możemy mieć opinii neutralnego państwa, skoro jeszcze rok temu Polska na skutek też niezbyt dobrych decyzji była gospodarzem szczytu antyirańskiego, bardzo jednoznacznie deklarując się po jednej ze stron tego konfliktu. Nie możemy być neutralni, skoro nasi żołnierze stacjonują w Iraku, i chodzi o to, aby naszym żołnierzom obecnie zapewnić maksimum bezpieczeństwa.

No to szef MON informuje, że żaden z polskich żołnierzy w Iraku nie ucierpiał. A czy w związku z tym właśnie polski kontyngent, polscy żołnierze powinni być wycofani z Iraku?

Ja nie rozumiem do końca decyzji chyba z grudnia o przedłużeniu obecności Polski w Iraku. Ten konflikt trwa już wiele lat. Nie wiem, czy tak długie zaangażowanie strony polskiej i polskich sił zbrojnych jest konieczne w tej części świata.

No to w takim razie czy polscy żołnierze powinni stamtąd być wycofani w obecnej sytuacji czy nie?

Ja uważam, że niepotrzebna jest obecność Polski już po tylu latach tego konfliktu.

Czyli powinni wrócić do kraju, tak?

Powinni wrócić do kraju.

A co by dało generalnie zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, gdyby do stołu z prezydentem i z przedstawicielami władzy usiadła opozycja, co by to dało, co by to zmieniło?

No przecież to jest uzgodnienie wspólnej polityki w zakresie bezpieczeństwa, polityki, która jest ponadpartyjna, ponad podziałami na stronę rządzącą, opozycyjną, polityki zagranicznej również w czasie kryzysu, która powinna jednoczyć i która powinna służyć realizacji interesów narodowych, a nie interesów jakichś partykularnych.

No to czekamy na rozwój wypadków. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki ruszył do kontrofensywy, tak można powiedzieć. Mamy byłego pacjenta – zresztą to był news Radia ZET – pacjenta, który utrzymuje, że jakiś nieznany człowiek podający się za pracownika szpitala próbował go przekupić, żeby ten pacjent, zresztą dziewięćdziesięcioletni pan, oskarżył Grodzkiego o korupcję. 90-latek nie przyjął pieniędzy, nie wziął 5 tys. złotych, jak twierdził, które mu oferowano, ale jak podaje TVP Info, tenże pacjent pracował w przeszłości dla Urzędu Bezpieczeństwa. Czy taki świadek może być wiarygodny?

Mamy do czynienia w ostatnich tygodniach z systemem mielenia przeciwników politycznych, z systemem niszczenia Tomasza Grodzkiego tylko dlatego, że jest marszałkiem Senatu, marszałkiem izby, do której wybory przez ekipę PiS zostały przegrane. Oczywiście to jest akcja z perfidią zaplanowana i realizowana w sposób wyjątkowo bezwzględny i podły. Celowe niszczenie marszałka Grodzkiego i jego dobrego imienia, tak jak wcześniej niszczone było dobre imię Pawła Adamowicza, jeszcze wcześniej, w czasach pierwszego PiS-u była sprawa zakończona tragicznie Barbary Blidy czy też roczna operacja specjalna wymierzona w swojego koalicjanta Samoobronę i Andrzeja Leppera. To są metody znane, łatwe do zidentyfikowania, wyjątkowo niegodziwe, ponieważ w tej operacji występują osoby bez nazwisk, chodzi mi o te osoby, których media PiS-owskie podają przykłady rzekomych łapówek, człowieka, który miał w 1994 roku przed nominacją dać 400 złotych.

Denominacją.

Denominacją, przepraszam. Jajko kosztowało wtedy 800 zł, a masło kosztowało 30 tys. złotych, a tutaj jest akurat człowiek, który występuje pod imieniem i nazwiskiem, który mówi, że...

I ten pan jest dla pana wiarygodny, ten były pacjent? 

Oczywiście, że tak. Jeżeli osoba pod imieniem i nazwiskiem mówi, że zgłosił się do niego ktoś, teraz trzeba sprawdzić, kim jest ta osoba, która oferowała łapówkę za pomówienie marszałka Senatu, organu konstytucyjnego, to możemy mieć do czynienia z zamachem na konstytucyjny organ państwa.

Zobaczymy, ABW powinno to sprawdzić.

Jest konieczne wyjaśnienie, kto to organizuje kto za tym stoi, mam nadzieję, że tak jak bardzo sprawnie CBA wkraczało do skrzynki pocztowej chyba pana radnego z Gdańska, który miał dostać mail od jakiejś też osoby w sprawie rzekomych łapówek Grodzkiego – nie wiem, czy pani pamięta – od razu, po kilku godzinach była akcja służb PiS-owskich. Mam nadzieję, że teraz od razu równie skutecznie służby zajmą się wyjaśnieniem tego, kto wysłał człowieka do tamtego człowieka, żeby pomawiać i w tej akcji plugawej uczestniczyć.

A jak pan ocenia akcję „Gazety Polskiej”, która zachęca do wysyłania do profesora Grodzkiego kopertówki. I tam czytamy dzisiaj: „Do dzieła, marszałek Grodzki bez koperty jak Lech Wałęsa bez kuponu w totolotka” – zachęca „Gazeta Polska”.

Mamy w ostatnich czterech latach do czynienia z pożarem nienawiści, który trawi Polskę, to środowisko, środowisko przecież uzależnione też finansowo od PiS-u. Ta gazeta jest uzależniona od ludzi, od spółek powiązanych też z PiS-em, to środowisko nie może żyć bez konfliktu, potrzebny jest wróg publiczny. Takim wrogiem są albo środowiska sędziowskie, lekarze rezydenci, przedsiębiorcy, czasem dziennikarze, czasem politycy opozycji, a teraz wrogiem jest Grodzki.

Ale jak rozumieć tę akcję?

Wyjątkowo podła akcja niszczenia dobrego imienia marszałka Grodzkiego. Nie mają żadnych argumentów merytorycznych, no to próbują go zaszczuć. To szczucie jest typowe dla tego środowiska. O co też chodzi? No przecież w ostatnich tygodniach Polacy nie mają według polityków PiS rozmawiać o podwyżkach prądu, o inflacji, która pożera portfele, o kolejnych skandalach tej ekipy, tylko Polacy mają być skupieni albo na konflikcie PiS-u z sędziami, albo na marszałku Grodzkim, którego próbuje się za wszelką cenę zobrzydzić opinii publicznej. To jest takie domknięcie systemu.

No teraz chyba najważniejsze jest to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, i te napięcia. Krzysztof Brejza, senator PO jest z nami, ale teraz już będziemy w Internecie. I w Internecie ciąg dalszy naszej rozmowy. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl, Beata Lubecka, zapraszam.

***

W internetowej części programu „Gość Radia ZET” Beata Lubecka zapytała Krzysztofa Brejzę o słowa marszałka Senatu, że doświadcza on „nienawiści i zorganizowanego hejtu tak, jak w większym stopniu doświadczał Paweł Adamowicz czy ksiądz Jerzy Popiełuszko”.

– Tomasz Grodzki od kilku miesięcy, chyba od pierwszego dnia po wygranych do Senatu wyborach, jest pod ogromną presją i wielkim ostrzałem ludzi, którzy chcą go zaszczuć. Jestem dla niego pełen podziwu, jak on to znosi przy tylu atakach i niegodziwościach, które spotykają jego i jego najbliższych. Nie ukrywajmy, że to przekłada się na życie rodzinne, bliskich – zauważa Krzysztof Brejza w Radiu ZET.

– Ręczy pan za marszałka Grodzkiego? – chciała wiedzieć Beata Lubecka.

– Znam Tomasza Grodzkiego od lat. Jest człowiekiem niezwykle uczciwym, jest fachowcem i wybitnej klasy specjalistą, który pomógł setkom, jeśli nie tysiącom ludzi w swojej karierze medycznej – deklaruje gość Radia ZET.

Według senatora PO, profesor Grodzki powinien korzystać ze ścieżki sądowej w sprawie pomówień.

– Dopóki sądy są wolne od represji i szykan, powinien z tej drogi korzystać. Przypomnę, że takie sprawy politycy KO wygrywają w ostatnich miesiącach. Tomasz Grodzki również powinien bronić swojego dobrego imienia i cieszę się, że będzie takie pozwy kierować – mówi Krzysztof Brejza w programie „Gość Radia ZET”.

Czy Tomasz Grodzki – zdaniem Krzysztofa Brejzy – miał prawo zaprosić do Polski przedstawicieli Komisji Weneckiej, żeby wydała opinię w sprawie tzw. ustawy kagańcowej, nakładającej szereg kar na sędziów?

– Zgodnie z art. 8 regulaminu Senatu miał takie prawo – odpowiada senator PO odpowiadając na słowa wiceministra sprawiedliwości. Michał Wójcik lansował wczoraj w programie „Gość Radia ZET” pogląd, że marszałek Senatu nie ma podstaw prawnych do zaproszenia przedstawicieli Komisji Weneckiej. – Marszałek reprezentuje Senat. Zgodnie z opinią prawników senackich, miał takie prawo. Dziwię się panu wiceministrowi, że nie docenia tego gestu. (…) Szukajmy standardów na Zachodzie, a nie na Wschodzie – dodaje.

Co – według członka senackiej Komisji Ustawodawczej – zmieni opinia Komisji Weneckiej, zakładając że może być negatywna, jeśli chodzi o projekt ustawy kagańcowej, która trafi teraz do Senatu?

– Ta opinia nie jest wiążąca, ale jest też wytyczną w postępowaniach przed zachodnimi trybunałami. Cały czas trwa sprawa z art. 7. Zrównajmy do najlepszych, posiłkując się też opiniami dobrych instytucji, nawet jeśli nie są wiążące – zachęca Brejza.

Beata Lubecka zapytała też swojego gościa, czy jest zaskoczony decyzją Grzegorza Schetyny, który postanowił nie starać się o ponowny wybór na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej.

– Trochę jestem zaskoczony – przyznaje Brejza. – Aczkolwiek PO jest tak różnorodna i ma tylu wspaniałych kandydatów, że jest z czego wybierać. Wcześniej płynęły sygnały, że przewodniczący rozważa start, a ta decyzja zapadła w ostatniej chwili. Myślę, że doszedł do wniosku, że jego misja wyprowadzenia PO na prostą… bo przecież pamiętajmy, że Schetyna zaczynał od 10 czy 11 procent, a Koalicja Obywatelska zdobyła w wyborach 27 procent. Umówmy się, że gdyby nie polityka Schetyny jako przewodniczącego, to mielibyśmy wariant węgierski, opozycji podzielonej. To wielka zasługa Schetyny, że w tym ciężkim czasie czteroletniej pracy opozycyjnej odbudował pozycję PO – dodaje.

– Bilans jego rządów ocenia pan dobrze czy bardzo dobrze? – zastanawiała się prowadząca program.

– Oceniam dobrze – odpowiada senator PO.

Beata Lubecka zwróciła uwagę, że Grzegorz Schetyna uważał kiedyś Tomasza Siemoniaka – wspieranego teraz przez niego kandydata na przewodniczącego PO – za człowieka, który nie posiadał cech przywódczych.

– Rozumiem, że przez ten czas Tomasz Siemoniak nabrał cech lidera? – pytała prowadząca.

– To prehistoria polityczna sprzed wielu lat. Nie ma co do tego wracać. Jesteśmy w sytuacji, gdzie jest 6 bardzo dobrych kandydatów na przewodniczącego. Każdy ma szansę przekazać członkom PO wizję swojego prowadzenia ugrupowania, wizję prowadzenia kampanii prezydenckiej Małgorzaty Kidawy–Błońskiej. Czasu nie jest dużo, wybory są 25 stycznia. Wierzę w mądrość członków PO. Ta kampania będzie temu służyć. Przedstawienia wizji i tego, żeby wybrać najskuteczniejszą wizję prowadzenia PO przez najbliższe miesiące – mówi Krzysztof Brejza.

Beata Lubecka zapytała który z kandydatów na przewodniczącego PO ma największe szanse.

– Jesteśmy na początku tej wyborczej drogi, krótkiej ale intensywnej kampanii wyborczej. Każda z tych osób reprezentuje inny styl uprawiania polityki – odpowiada senator PO.

– A na kogo pan zagłosuje?

– Jeśli podejmę decyzję, będzie pani pierwszą osobą, której to przekażę – zapewnia Brejza w Radiu ZET.

Krzysztof Brejza nie odpowiada na pytanie, kto będzie szefem sztabu Małgorzaty Kidawy–Błońskiej.

– To pytanie do kandydatki – mówi krótko polityk w Radiu ZET.

– A dlaczego był pan jako szef sztabu zmarginalizowany podczas kampanii wyborczej przed wyborami do Sejmu?

– Absolutnie nie byłem zmarginalizowany! – zaprzecza senator.

– W kuluarach słyszeliśmy, że o wszystkim decydowali najbliżsi współpracownicy Grzegorza Schetyny, a wszystkie decyzje zapadały na którymś piętrze w budynku Czytelnika wśród oparów cygar – wskazuje Beata Lubecka.

– Złe podszepty, prehistoria. Mamy to za sobą. Nie czułem się zmarginalizowany. Pracowałem bardzo ciężko w terenie. Jeździłem busem, odwiedziłem kilkadziesiąt powiatów, jeśli nie więcej. Może nawet około 200 objechaliśmy busem w ramach kampanii bezpośredniej. Wszyscy w PO, wszyscy w sztabie pracowali na swoich odcinkach i zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić w tamtym czasie – uważa Krzysztof Brejza.

Krzysztof Brejza nie odpowiada wprost na pytanie, jakie błędy popełniono, że kampania się nie udała.

– To zostawiam władzom partii – ucina gość Radia ZET.

Brejza zapewnia, że będąc w Senacie nie czuje się „na politycznym oucie”.

– Senat teraz jest głównym frontem walki, izbą do której opozycja wygrała wybory – odpowiada.

– Reduta oporu wobec PiS? – pyta Lubecka.

– Nie reduta oporu. Wyspa wolności, która pokazuje, że można inaczej stanowić prawo i inaczej prowadzić politykę. Że możemy mieć marszałka, którego nie wstydzimy się jako Polacy, że można tworzyć dobre prawo i rozmawiać z ludźmi. Że nie trzeba ograniczać senatorom wypowiedzi do 30 sekund lub minuty. Że można zaprosić i wysłuchać ekspertów, którymi nie gardzimy i nie szydzimy. Od tego jest parlament – wymienia senator PO.

Beata Lubecka zapytała też Krzysztofa Brejzę o jego własną sprawę, głośną w trakcie kampanii wyborczej. Niektóre media sugerowany, że Brejza za pieniądze samorządu miał rozkręcać fabrykę trolli w urzędzie miejskim w Inowrocławiu, gdzie prezydentem jest Ryszard Brejza, jego ojciec.

– Co w tej sprawie? Był pan przesłuchiwany przez prokuraturę? – pytała prowadząca.

– Ale gdzie tam! – zaprzecza Brejza.

– Jak to? Skoro rozkręcał pan farmę trolli za pieniądze samorządu… – nawiązywała do publikacji medialnych gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– Podobne określenia, kłamstwa, kierował wobec mnie jeden z pracowników tzw. mediów PiS. Wygrałem sprawę w trybie wyborczym. Sąd nakazał tej osobie mnie przeprosić i proszę sobie wyobrazić, że ta osoba do tej pory nie zrealizowała wyroku sądu. Była nagonka oczywiście w ostatnich tygodniach, która wpisuje się w taki klimat, że uderza się w polityków opozycji, żeby ich zaszczuć i zniszczyć – odpowiada senator PO. – Najlepszym dowodem i podsumowaniem tej kampanii jest to, że w moim rodzinnym Inowrocławiu uzyskałem 20 tysięcy głosów i był to rekordowy wynik, którego żaden kandydat od roku 90. nie uzyskał – dodaje.

– Ale co w tej sprawie? Prokuratura miała pana przesłuchać?

– Pytania do prokuratury – odpowiada Brejza.

Gość Radia ZET przyznaje, że jest mu przykro, że w tę sprawę zaangażowano jego rodzinę.

– Oberwała moja rodzina. Mój ojciec jest bezpartyjnym samorządowcem, od wielu lat pozytywnie ocenianym przez mieszkańców. Dostawał po głowie za mnie, ale też zaatakowano moją mamę. Tego im nigdy nie wybaczę, tak po ludzku – zapowiada senator PO.

– Ale była osoba, która mówiła, że poseł Brejza przychodził do urzędu raz w tygodniu, zazwyczaj w poniedziałki. Podczas tych narad wskazywane były osoby, które należy zaatakować w internecie. To mieli być oponenci PO – powołuje się na informacje medialne prowadząca rozmowę.

– Bzdury totalne! Ta sprawa zaczęła się w innym urzędzie miasta. To nie sprawa hejtu, a nielegalnych faktur w czasie, kiedy pani, która ma postawione zarzuty, działała w PiS. Liczę na to, że służby, prokuratura sprawę zgłoszoną przez mojego ojca, zbada od początku. Ta sprawa dotyczy wyprowadzenia pieniędzy z urzędu. Mam nadzieję, że będzie wyjaśniona – mówi Krzysztof Brejza.

– To był jedyny pozew, jaki pan wytoczył, jeśli chodzi o TVP? – pytała Lubecka.

– Nie. Jest jeszcze kilka spraw. Wiem, że moja mama kierowała sprawę. Nie wiem na jakim jest etapie, nie rozmawiałem z nią o tym. Ja też kierowałem poprzez kancelarię adwokacką. Musze sprawdzić na jakim etapie jest druga sprawa. Wydaje mi się, że jest wytoczona przeciwko pracownikowi TVP. Nie używajmy słowa „dziennikarz”, bo to nie są dziennikarze. To osoby realizujące zadania partyjne, często polityczne, a czasem – tak jak w tym przypadku – zlecane najprawdopodobniej przez służby. Ta cała kampania odpalona na początku września nie była przypadkowa. To była kampania gdzieś głębiej zaplanowana i przeprowadzona – dodaje.

– Czyli pan uważa, że jest czysty jak łza i niczego się nie boi? – upewniała się Lubecka.

– Absolutnie tak – deklaruje Krzysztof Brejza.