Gawkowski: Pawłowicz i Piotrowicz - komisarze polityczni wysłani przez PiS do TK

21.11.2019 08:02

 Piotrowicz i Pawłowicz to są komisarze polityczni wysyłani przez PiS do TK po to, żeby pilnować interesów partii pana Kaczyńskiego. To nie są ludzie, którzy mają pilnować interesów konstytucji polskiej – tak Krzysztof Gawkowski komentuje w programie „Gość Radia ZET” kandydatury PiS do Trybunału Konstytucyjnego. – Żeby w Polsce była normalność, trzeba przestrzegać konstytucji, a nie wysyłać do Trybunału komisarzy politycznych – mówi szef klubu parlamentarnego Lewicy w rozmowie z Beatą Lubecką.

Beata Lubecka: Krzysztof Gawkowski, szef klubu Lewicy. Kiedyś w SLD, dawno to było, teraz Wiosna. Dzień dobry.

Krzysztof Gawkowski: Dzień dobry, pani redaktor, witam naszych słuchaczy.

Chociaż dawno po Wiośnie, można powiedzieć. Pierwszy raz w Sejmie tuż przed czterdziestką. Jakie to było wrażenie?

Przede wszystkim wiosenne. Ale generalnie bardzo dobre. To jest tak, że kiedy człowiek zaczyna swoją karierę parlamentarną, ma przeczucie i poczucie, że robi coś innego, zaczyna jakiś nowy etap w swoim życiu. Ja też taki etap rozpocząłem, ale z głębokim przekonaniem, że jest o co walczyć, bo dzisiaj w polskim Parlamencie naprawdę nie ma dobrych emocji. Po wystąpieniu pana premiera widać doskonale, że ta polityka PiS-u to jest polityka celów, które sobie postawili, ale nieliczenia się ani z ludźmi, którzy na kogoś innego głosowali, ani z innym zdaniem opozycji, a przede wszystkim nieliczenia się z tym, że mamy jakieś problemy, które trzeba rozwiązywać. W wystąpieniu premiera – zero o płacach wyższych, zero o tym, że nauczyciele mają lepiej zarabiać, zero o pielęgniarkach...

No najlepiej to wypunktował Adrian Zandberg, zresztą bardzo chwalony za to wystąpienie, a dzisiaj w Sejmie będzie głosowanie w sprawie dwojga kandydatów na sędziów TK. Jak wiadomo, chodzi o Krystynę Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza – takie tuzy PiS-u. Ja rozumiem, że Lewica zagłosuje za tymi kandydaturami?

Pani tak powiedziała o tych tuzach, a ja tak sobie pomyślałem: to taka trochę drużyna P and P, czyli Pawłowicz i Piotrowicz, którzy dużo mówili o polityce, ale nigdy nie byli mężami stanu.

A to mąż stanu powinien być sędzią TK?

Ktoś, kto jest odpowiedzialny za słowa. Pan Piotrowicz, który łamał zasady demokratycznego państwa prawa, przeprowadził reformy krytykowane dotyczące SN, a później uchylane.

Według PiS-u był skuteczny.

Doprowadził do sytuacji, w której KRS została upolityczniona. Ma za sobą przeszłość, która nigdy nie została wyjaśniona, ale na pewno nie jest osobą, która będzie kompetentnie realizowała interesy wszystkich Polek i Polaków w trybunale. A pani Pawłowicz, która obrażała flagę UE, która prowadziła do zaostrzenia języka debaty w polskim Sejmie, która jeszcze trzy miesiące temu była jedną z głównych twarzy indoktrynacji PiS-u, dzisiaj ma być niezależną sędziną w TK.

Sędzią. Ale wczoraj pani Pawłowicz mówiła…

Nie bez przyczyny tej końcówki użyłem.

No ja wiem – feminatywy. „Nie cofam żadnego słowa, „morda” to nie jest słowo wulgarne”. Bo wczoraj też była pytana o to pani Krystyna Pawłowicz przez posłów opozycji, czy wycofałaby się z takich stwierdzeń, rzucanych publicznie zresztą, chyba na forum Komisji Sprawiedliwości, z tego, co pamiętam. A pana Piotrowicza bardzo bronił wczoraj w Telewizji Polsat premier Morawiecki, który mówił tak: „Zapoznałem się z jego działalnością w pierwszych latach stanu wojennego. Rzeczywiście był prokuratorem, ale w tych sprawach, które przez jego ręce przechodziły, zachował się przyzwoicie”.

Jak słyszałem wczoraj zapowiedzi, które miały wskazać, jacy to dobrzy kandydaci, to ja podsumuję to tylko jednym zdaniem: pan Piotrowicz i pani Pawłowicz to są komisarze polityczni wysyłani przez PiS do TK po to, żeby interesów partii pana Kaczyńskiego pilnować. To nie są ludzie, którzy mają interesów konstytucji polskiej pilnować. To nie kto inny jak pan premier Mateusz Morawiecki mówił z mównicy sejmowej w exposé, że chciałby, żeby konstytucja była przestrzegana, żeby była w Polsce normalność. Otóż, żeby była w Polsce normalność, trzeba przestrzegać konstytucji, a nie wysyłać do Trybunału komisarzy politycznych.

Wracając do mojego pytania, rozumiem, że Lewica zagłosuje na „nie”?

Zagłosuje na „nie”, bo TK w Polsce nie działa w sposób niezależny. Zagłosujemy na „nie” również dlatego, że uważamy, że w Polsce jest prawidłowo wybranych trzech sędziów TK, których powinien zaprzysiąc prezydent. I nie zgłosimy również kandydatów do TK, bo nie będziemy się z PiS-em ścigali na to, kto będzie miał więcej głosów na sali sejmowej. To jest po prostu nieuczciwe, kiedy opowiada się o TK w Polsce, o jednej z najważniejszych konstytucyjnych instytucji, że ona jest prawidłowo wybrana, dobrze działa, a wiemy doskonale, że tam z prawidłowością jest tyle wspólnego, co w grze w pokera ustawionego wcześniej.

Mocno powiedziane. Pogratulowałby pan Donaldowi Tuskowi wyboru na szefa EPL?

Tak, pogratulowałbym wyboru na szefa partii ludowców, ale pan premier Donald Tusk już nie będzie znaczącym europejskim politykiem, bo szef partii europejskich ludowców to jest osoba, która może doradzać, może zbierać innych polityków, ale nie jest kimś, kto ma wpływ taki wykonawczy na władzę. Myślę, że pan premier Donald Tusk szukał sobie bezpiecznego, spokojnego takiego lądowania na przyszłość, gdzie będzie mógł jeszcze rozmawiać, ale już o niczym nie będzie decydował.

A spekulacje są takie, że być może byłaby to taka trampolina do tego, żeby za pięć lat powalczyć o bycie szefem KE.

Pamiętam te tytuły, jak Donald Tusk w 2015 roku zostawał szefem Rady Europejskiej i mieliśmy takie przekonanie, że no, Donald Tusk, za pięć lat, na białym koniu. Tych koni Donald Tusk tutaj zaprowadził tak wiele, że się okazało, że w 2020 nie będzie kandydował, bo abdykował z tego swojego takiego wielkiego celu.

Ale to było do przewidzenia po pięciu latach? „Mam dość bycia głównym europejskim biurokratą – tak powiedział Donald Tusk. – Jestem gotowy do walki, mam nadzieję, że wy też”. No to w takim razie tak trochę postponuje to stanowisko, które sprawował.

Ja pamiętam, jak Donald Tusk mówił, ale i jego zaplecze polityczne, o tym, że przecież będzie prezydentem Europy. Jak ktoś zostaje prezydentem Europy, to rozumiem, że już nie ma ważniejszego stanowiska. Myślę, że Donald Tusk wie doskonale, że szanse na jego zwycięstwo w wyborach prezydenckich w Polsce, były marne, dlatego nie startował. Ale to dobrze dla tych wyborów prezydenckich, bo niestartowanie Donalda Tuska może doprowadzić do sytuacji, w której te wybory rzeczywiście wygra w Polsce opozycja. Nie wiem, kto to będzie, ja kibicuję kandydatce, kandydatowi Lewicy. Mam poczucie, że to jest tak, że ten wyścig został dopiero otwarty.

A kto byłby lepszym kandydatem Lewicy: Biedroń czy Zandberg?

Obydwaj są bardzo dobrzy, i jeden, i drugi ma zalety. I jeden, i drugi pewnie będzie musiał się zmierzyć też z kilkoma zarzutami. Ale takie poczucie, że...

Zarzutami? Jakimi np.?

Jednemu powiedzą, że dopiero zaczyna karierę polityczną w Parlamencie.

Zandberg.

Drugiemu powiedzą, że będzie w PE, jak będzie robił kampanię. Zawsze są jakieś zarzuty.

Nie zrzekł się mandatu. Obiecywał, że się zrzeknie.

To nie chodzi o to.

Ale tak było.

Ale ja chciałbym wrócić do tego, jak będą oceniani. Ja jestem przekonany, że i jeden, i drugi, bez względu na to, kto to by był, ma szanse realne powalczyć o to, jak będzie wyglądała II tura wyborów prezydenckich. To nie jest tak, że jest coś rozdane na opozycji, że już wiadomo, że jest Kosiniak, że jest Kidawa… Bo nie wierzę w Jaśkowiaka, z całym szacunkiem. Ale wiem, że kandydat Lewicy to będzie naprawdę wielkie ciążenie ku temu, żeby była zmiana w wyborach prezydenckich, bo i Aleksander Kwaśniewski w ‘95 roku zaczynał od poparcia kilkunastoprocentowego, a skończył, pokonując wielką gwiazdę, zdobywcę Nobla, Lecha Wałęsę. I wygrał.

Lech Wałęsa wtedy przegrał też na własne życzenie, bo zachował się tak, jak się zachował.

Ale przegrał. Bronisław Komorowski przegrał na własne życzenie. Ludzie przegrywają na własne życzenie albo z własną determinacją. Myślę, że kandydat Lewicy ma szanse na drugą turę.

Ale u was, rozumiem, nie będzie żadnych prawyborów i to ma się rozstrzygnąć na przełomie roku, tak?

Ale po co te prawybory? Pani wierzy, że w Platformie prawybory to są uczciwe?

No, Radosław Sikorski sugerował, że poprzednie, z 2010 roku, to była regularna ustawka.

Przepraszam, że się uśmiecham i nasi słuchacze tego nie widzą, ale naprawdę... Ja może jestem pierwszy raz w polskim parlamencie...

Ale swoje już widziałem, tak? Jako wiceprzewodniczący SLD w przeszłości?

Nie tylko. I sekretarz nawet tam generalny. Ale potrafię docenić to, że Grzegorz Schetyna sprytnie ucieka spod topora gilotyny partyjnej, próbując zamknąć usta swoim kolegom w partii, mówiąc: najważniejsze są wybory prezydenckie, tutaj będziemy teraz wybierali kandydatkę, kandydata, wszystko jest naprawdę uczciwe zrobione, jestem mocny w swoim przeświadczeniu, że to będzie najlepszy ktoś. No dobra, będzie jak będzie, Kidawa-Błońska wystartuje, a ja wierzę, że Biedroń albo Zandberg będą w tej walce walczyli nie tylko o to, żeby być, ale żeby wygrywać

A gdyby w II turze z Andrzejem Dudą znalazła się albo Małgorzata Kidawa-Błońska, albo np. Jacek Jaśkowiak, który dołączył w ostatniej chwili do tych prawyborów...

Patrzę w pani oczy i nie wierzę, że pani wierzy w Jaśkowiaka, ale niech będzie.

Nie wierzę, ale sam pan powiedział, że można startować z kilkunastoprocentowym poparciem. A zresztą Andrzejowi Dudzie też nikt nie dawał szans – proszę bardzo.

Ale w prawdziwych wyborach. A tam nie będzie sytuacji, w której będzie ktoś inny niż Kidawa-Błońska, naprawdę.

Rozumiem, że w takim razie Jacek Jaśkowiak jest na zająca, żeby nie było kompromitacji tej całej operacji, tak to nazwijmy, zaproponowanej przez Grzegorza Schetynę. Ale gdyby w II turze znalazła się Małgorzata Kidawa-Błońska, to co, to Lewica ją poprze?

Ale dzisiaj trzeba zastanowić się, czy pani Kidawa-Błońska w ogóle chciałaby takie poparcie, bo ja przypominam, że kilka dni temu pani marszałek...

Przepraszała za to.

Ale oczywiście, tylko dlatego to przypomnę, bo przepraszała, tylko dlatego. Powiedziała, że wyborcy Lewicy, cała Lewica byłaby nic nie warta, gdyby w ogóle rozważała myślenie o tym, że trzeba poprzeć trzydziestokrotność.

Nie ma na myśli Lewicy ani wyborców Lewicy.

Pani redaktor, ja to spłycam...

Ale nie odpowiedział pan na moje pytanie.

Specjalnie nie odpowiedziałem.

Jeśli dojdzie do takiej sytuacji, że Małgorzata Kidawa-Błońska będzie w II turze, to co?

Specjalnie nie odpowiedziałem na to pytanie.

A dlaczego pan nie może odpowiedzieć na to pytanie?

Dlatego że ja jestem głęboko przekonany, że Lewica nie będzie nikogo popierała, dopóki nie będzie miała kandydata i jego poparcia zmierzonego w wyborach. To nie jest tak, że dzisiaj PO jest na pozycji liderstwa w opozycji, to nie jest hegemon, który jeszcze rozdawał karty kilka miesięcy temu. Może Grzegorzowi Schetynie, pani marszałek Kidawie-Błońskiej się tak wydaje. Otóż ostatnie exposé, a nasze kontrexposé lewicowe udowodniło, jak myśli prawdziwa opozycja o tym, jak by przejąć władzę, a jak myślą ci, którzy byli dotychczas w Parlamencie.

No, bardzo pan jest pewny siebie.

Nie, nie, nie jestem pewny siebie. Bez buty, spokojnie patrzę na to.

Krzysztof Gawkowski, szef klubu Lewicy, jest z nami. A w części internetowej zapytam jeszcze o ten wasz projekt dotyczący likwidacji limitu składek na ZUS dla osób najlepiej zarabiających. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam.

***

Połączenie SLD z Wiosną prawdopodobnie w lutym

Przewodniczący klubu Lewicy zapowiada, że Wiosna połączy się z SLD. – Taki jest strategiczny cel. Działaczki i działacze Wiosny, ale też w SLD, podjęto podobne decyzje. Rozpoczęliśmy ten proces. To nie będzie proces tygodniowy, a potrwa kilka miesięcy. Trzeba pozmieniać statuty – mówi Krzysztof Gawkowski w internetowej części programu „Gość Radia ZET”. Dopytywany przez Beatę Lubecką przewiduje, że do połączenia dojdzie najprawdopodobniej w lutym przyszłego roku.

– Czyli Krzysztof Gawkowski wróci do macierzy? – upewniała się Beata Lubecka.

– A macierz wróci do Gawkowskiego. Bo to będzie połączenie. Zawsze, jak coś się łączy, to tak jest – odpowiada gość Radia ZET.

– Ale Wiosna to miała być nowa jakość, świeżość. A jednak w SLD są ludzie, którzy mają rodowód taki PRL-owski – wskazuje prowadząca rozmowę.

– Ale dzięki współpracy Wiosny i SLD, oczywiście z Razem, udało nam się wejść do parlamentu. Dużo dobrego zrobiliśmy. Cieszę się, że siedzę koło Włodka Czarzastego, bo możemy porozmawiać o przeszłości, ale i o przyszłości – mówi Gawkowski o swojej obecności w Sejmie.

– Czyli o Wiośnie można zapomnieć – podsumowuje Lubecka.

– Nie można zapomnieć! Bo o SLD też zapomnimy – odpowiada szef klubu parlamentarnego Lewicy.

– Będzie zupełnie nowy szyld w takim razie? – zastanawiała się prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Tak.

– „SLD na Wiosnę”? – żartowała Beata Lubecka.

– Nie powiem co to będzie, ale będzie pani miło zaskoczona. Uważam, że w Polsce trzeba budować nową jakość polityczną – ocenia Krzysztof Gawkowski.

– Czyli będzie rebranding?

– Myślę, że będzie coś, co będzie dawało przeświadczenie, że jesteśmy spójni w przekazie klubowym i partyjnym – przewiduje polityk Lewicy.

– Czyli będzie nowy szyld, tak?

– Przypuszczam, że taka będzie ostateczna decyzja – odpowiada Gawkowski.

– Czyli SLD połączy się z Wiosną i Razem?

– Nie. Partia Razem od początku nam mówiła, że chce z nami współpracować, że koalicja może trwać w ramach klubu. Że jest odpowiedzialność za wspólnego kandydata na prezydenta, że razem budujemy koalicję na 2023 rok, czyli długoterminowo, ale jako partnerzy. Dla mnie nie jest to nic dziwnego. Będą dwie partie, będzie wspólnota interesów dotycząca komitetu wyborczego, wspólnego kandydata na prezydenta. To było jasno powiedziane – mówi przewodniczący klubu Lewicy.

– I kiedy wykluje się ta nowa inicjatywa, jeśli chodzi o połączenie?

– Początek roku. Myślę, że bardziej luty, ale wszystko zależy od sądów rejestrowych. To są procedury. Chcemy przejść to powoli, bo już w trakcie kampanii wyborczej okazało się, że niuans jednego słowa może kosztować nas to, że komitet nazywa się inaczej. Dziś na spokojnie, powoli, ale do celu. Naszym celem jest rok 2023. Do tego momentu będzie na pewno jedna partia – zapewnia Gawkowski w Radiu ZET.

Krzysztof Gawkowski zapowiedział też dalsze działania w sprawie usunięcia barierek odgradzających Sejm od ulicy Wiejskiej.

- Robi to złe wrażenie. Szczególnie, że Sejm RP nawet w najtrudniejszych czasach, kiedy przechodziliśmy z jednego ustroju do drugiego w '89 roku, nie był odgrodzony barierkami. Nawet wtedy nie było barierek - przypomina gość Radia ZET.

- Przecież słyszymy, że Polska jest bezpiecznym krajem. Jeśli jest tak bezpiecznym krajem, poza przejściami dla pieszych - jak mówił premier w expose - to po co te barierki? - zastanawiała się Lubecka.

- Może żeby chronić te przejścia dla pieszych... Oczywiście kpię z tego, ale to jest tak, że pani marszałek otrzymała od nas pismo dotyczące tego, żeby otworzyć polski Sejm. Otworzyć na obywateli, na to, żeby był wolny od złych emocji takich jak stawianie barierek.

- Dostaliście odpowiedź?

- Tak. Dostaliśmy. Pani marszałek powiedziała najpierw na prezydium, a potem na konwencie seniorów, że rozważa taką możliwość. Poprosiła o ekspertyzy, które dotyczą tego, co by się działo, jakby ktoś chciał wtargnąć. Czekamy. Wykazała dobrą wolę. Nie twierdzę, że ta dobra wola zostanie zrealizowana. My jesteśmy ufni na Lewicy. Trzeba poczekać. Myślę, że taka data graniczna to koniec roku. Zostało nam 5 tygodni. Jeśli do końca tego roku te barierki nie znikną, złożymy oficjalny wniosek - protest do pani marszałek. Będziemy wtedy walczyli na piśmie mając nadzieję, że są jeszcze instytucje w Polsce, które będą mogły o tym zdecydować - mówi Gawkowski.