Krzysztof Łapiński: milion by mnie nie zaskoczył - konwencja Dudy nie była tania

17.02.2020 08:02

– Taka konwencja na pewno nie jest tania. To zależy od tego, jakie technologie były użyte. To są duże kwoty. Milion by mnie nie zaskoczył – tak koszty konwencji Andrzeja Dudy szacuje w Radiu ZET były rzecznik prezydenta, Krzysztof Łapiński. Gość Beaty Lubeckiej zauważa, że rozmach konwencji nie był zaskoczeniem. – Nie było tajemnicą, że na otwarcie kampanii PiS zrobi bardzo dużą, efektowną konwencję. Pewnie chce trochę przyćmić konkurencję i pokazać, że cały czas jest energia – ocenia Łapiński. 

Beata Lubecka: Krzysztof Łapiński, były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy, a teraz przedsiębiorca, dzień dobry.

Krzysztof Łapiński: Tak. Oddałem się PR-owi.

Specjalista od PR-u, tak jest. Ma pan kota?

Nie.

A wie pan, że dzisiaj jest Światowy Dzień Kota?

To nie wiem, trzeba złożyć życzenia wszystkim miłośnikom kotów czy wszystkim kotom.

Wiadomo, kto jest największym miłośnikiem zwierząt w tym kraju.

Jest wielu miłośników kotów w Polsce.

A pan prezydent też jest miłośnikiem kotów?

Były prezydent zwierząt, nawet ta słynna tchórzofretka, ale jakoś po Pałacu Prezydenckim nie biegały i z tego, co pamiętam, to nawet jakieś takie koty, że tak powiem, przychodziły do ogrodów prezydenckich, tam były zaopiekowane, ale to proszę pytać obecnego rzecznika, jak tam relacje ze zwierzętami pana prezydenta.

Pan już nie jest na czasie.

Nie wiem, jak tam teraz jest.

Ale obejrzał pan konwencję rozpoczynającą kampanię?

Jak to się mówi: odzobaczyłem.

„Odzobaczyłem”. Czyli zobaczył pan to w Internecie. No i jak się panu podobała ta konwencja prezydenta Andrzeja Dudy?

To nie było tajemnicą, że na otwarcie kampanii PiS zorganizuje bardzo dużą, efektowną konwencję, żeby też przyćmić...

Widzieliśmy lasery, bajery.

Mówię, że to nie było zaskoczeniem, że taką zorganizuje, bo pewnie chce trochę przyćmić konkurencję, pokazać, że cały czas jest energia, jest moc, jest power, że będzie zawsze porównanie do konwencji sprzed pięciu lat, więc ta nie mogła wypaść gorzej, więc pod tym względem… Liczba osób tam – koło 3-4 tysięcy, duża frekwencja...

Niektórzy nawet nie mogli dostać się do środka i byli troszeczkę rozczarowani.

No tak, czyli pewnie jeszcze z tysiąc osób więcej, więc pod tym względem to konwencja, która wytacza pewien standard, no i zobaczymy, jak do tego się odniosą konkurenci. Oczywiście mogą nie iść tą drogą, w sensie nie bić się na konwencje...

Nie wszyscy mają takie pieniądze. Ile to mogło kosztować?

No taka konwencja na pewno nie jest tania, na pewno, w budżecie…

Nie wiem, milion złotych? 

Wie pani co, nie wiem, bo w zależności, jakie tam były użyte różnego rodzaju technologie, ale to są duże kwoty, milion by mnie nie zaskoczył, ale nie wiem, to pewnie w sprawozdaniach finansowych się pojawi.

No tak, należy o to zapytać.

Ale pamiętajmy, że inni kandydaci niektórzy też mają duże środki. Pytanie, czy dobrze je będą wykorzystywać w kampanii.

Co ciekawe, dziennikarze nie mogli opuszczać swoich miejsc, żeby broń Boże nie zadali jakiegoś niewygodnego pytania. Żeby ta reżyseria od początku do końca dokładna, taka jak sobie wymarzyło PiS. Bo prezydent Duda podczas tej konferencji przede wszystkim pokazał się jako prezydent partyjny, jako prezydent PiS-u. Właściwie jedyny komunikat, jaki stamtąd powiedział, to można powiedzieć, że „głosujcie na mnie, żeby PiS mógł dalej robić swoje”.

Popłynął taki komunikat, że prezydent i rząd z tej samej opcji to jest dobrze, bo nie ma wojen, nie ma awantur, można wszystko zrobić. Czy ten komunikat będzie głównym przesłaniem kampanii – zobaczymy, czy na tym komunikacie da się zbudować takie poparcie, żeby mieć 50 plus jeden, też zobaczymy, ale być może jest to gdzieś zbadane przez sztaby, że właśnie ten argument, że prezydent i rząd z tej samej opcji, którzy już tyle zrobili, tyle programów wprowadzili, to jest dobrze dla kraju, bo tak samo będzie w kolejnej kadencji, że będzie zgodna współpraca. Czy to wystarczy? Zobaczymy.

No można powiedzieć, że to była mobilizacja własnego elektoratu, ale też nie padła żadna nowa obietnica, nie padła żadna obietnica jakiejś wizji prezydentury na kolejne pięć lat. No po prostu to ma być kontynuacja tak na dobrą sprawę.

Ja nie znam, jaki jest timing tej kampanii, jak sztab to przygotował, bo pamiętajmy, że to jest jeszcze trzy miesiące… no niecałe już trzy miesiące kampanii, więc też nie można się na początku wystrzelać ze wszystkich pomysłów, wszystkich propozycji. Ta kampania dopiero de facto się zaczyna, kandydaci zostali zgłoszeni, zarejestrowały się komitety. Myślę, że takim momentem kluczowym będzie szczególnie marzec i szczególnie kwiecień po Wielkanocy, te ostatnie kilka tygodni. Też pamiętajmy, że w Polsce jest też spora grupa wyborców, taka licząca nawet kilkanaście procent i więcej, która podejmuje decyzję, na kogo zagłosuje, w ostatnich dniach, nawet czasami godzinach.

I decydują emocje.

Decydujące pewnie będą ostatnie dwa, trzy tygodnie, no i też emocje – pozytywne lub negatywne, w zależności od tego, do kogo się zgadzamy.

A na ile ten obraźliwy gest posłanki PiS-u Lichockiej może zaszkodzić panu prezydentowi w tej kampanii? Bo słyszeliśmy, że to miała być rzeczniczka sztabu w ogóle Andrzeja Dudy, ale już nie będzie.

Nie wiemy, ile też było w tym prawdy, bo zawsze są różnego rodzaju przymiarki osobowe. Na tyle to zaszkodzi, na ile opozycja będzie potrafiła to wykorzystać, ten gest.

Wielu ludzi to jednak bardzo zbulwersowało, chociaż pani poseł tłumaczyła się w sposób taki dziecinny.

Często takie gesty są źle odbierane i na pewno przed konwencją sztabowcy Andrzeja Dudy woleliby, żeby nie mówiono o tym geście, tylko o konwencji. I to jest na pewno rzecz niekorzystna.

Zasięgi w sieci były ogromne.

Ogromne.

Nie da się tego powstrzymać. Rozlało się wszędzie.

Byłem w tym czasie na urlopie poza Polską, ale gdzieś tam, jak wiadomo, człowiek jak już jest na urlopie, cały czas przy telefonie nie siedzi, ale tam chwilkę zawsze wieczorem znajdzie, no i faktycznie, jak zobaczyłem, co się dzieje, co jest tematem głównym, to był ten temat.

Czyli to może zaszkodzić, jeśli okaże się, że opozycja będzie umiejętnie potrafiła to wykorzystać, tak?

Jeśli opozycja będzie to potrafiła też skleić z samym kandydatem, no bo też szczęście w nieszczęściu jest takie, że ten gest został pokazany nie przez osobę, która jest najbliższym współpracownikiem prezydenta, nie przez osobę, która jest szefem sztabu...

Tylko przez członkinię Rady Mediów Narodowych.

No tak, ale jest to ważna posłanka PiS-u, posłanka, która sprawuje też różne funkcje, tak jak pani mówi, jest w Radzie Mediów Narodowych, więc na pewno da się to skleić z tym obozem i taki gest na pewno przez wiele osób, nawet, myślę, umiarkowanych zwolenników PiS-u, został bardzo źle odebrany.

Na konwencji też pana prezydenta Andrzeja Dudy zauważono jednego z czołowych działaczy białostockiej Młodzieży Wszechpolskiej. I ten pan w przeszłości zasłynął tym, że podpalił kukłę z podobizną Ryszarda Petru. Czy takie osoby przypadkiem mogą się znaleźć na konwencji?

Rozumiem, że na konwencji było kilka tysięcy osób, więc wejść pewnie mogło duże grono osób, zaproszonych, działaczy – różny jest klucz. Ale rozumiem, że pani mówi, że ta osoba była w bliskim otoczeniu, które...

Była na pierwszym planie. Była jedną z tych osób, z którą jak prezydent wchodził, to witał się z tą osobą. Ten pan był w koszulce również, z napisem „Duda 2020”.

Rozumiem, że to jest dokładnie sprawdzone, bo ja tego nie sprawdzałem dokładnie, że to jest ta sama osoba, że to nie jest jakieś tam tylko podobieństwo. No to jak pamiętam, w poprzedniej kampanii ta grupa osób, najczęściej z młodzieżówki, która towarzyszyła panu prezydentowi, czy w wejściu na scenę czy w przejazdach Dudabusem…

Była weryfikacja?

Była weryfikacja, w sensie, że wiadomo, że może nie jesteśmy służbami… sztab nie jest służbami specjalnymi...

No tak, ale nie były to osoby przypadkowe.

Ale np. były to osoby rekomendowane przez lokalne struktury, jak się jechało np. do Wielkopolski czy na Pomorze i była prośba: „Proszę zorganizować młodych ludzi”, to wiadomo, że organizowali ludzi lokalni działacze czy szef lokalnych struktur. I on za to jakby odpowiadał też, więc tutaj widocznie albo ten pan zmienił postawę, poglądy, już się nie utożsamia z poprzednimi działaniami, albo ktoś tutaj czegoś nie dopatrzył.

A może chodzi o to, że żeby prezydent jednak wygrał w II turze, to musi odbić, odwojować głosy elektoratu Konfederacji?

Na pewno musi zdobyć więcej wyborców czy więcej głosów niż PiS zdobyło w ostatnich wyborach, bo nawet jeśli ten wynik był rekordowy, ponad 43%, no to do 51% jeszcze trochę brakuje i pytanie, gdzie tego szukać: czy u wyborców Konfederacji, czy u wyborców też PSL-u, czy może trochę lewicowych. Zobaczymy. Sztaby powinny już mieć badania, kto jest, jaki kandydat dla wyborców Kosiniaka-Kamysza, Szymona Hołowni czy Krzysztofa Bosaka jest kandydatem tzw. drugiego wyboru, na którego jest w stanie w II turze zagłosować, no i pod to też dobierać różnego rodzaju działania kampanijne. Ale nie wiem, jak jest w tym przypadku, kto jest bardziej do pozyskania, czy wyborcy gdzieś PSL-u, trochę może lewicowy, czy wyborcy Konfederacji, pewnie z każdego trzeba trochę uszczknąć, z każdego elektoratu.

I tutaj stawiamy wielokropek. Krzysztof Łapiński z nami zostaje. Teraz przenosimy się do Internetu, jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Ciąg dalszy tej rozmowy.

Słuchaczom radia dziękuję.

Beata Lubecka, zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Krzysztof Łapiński został zapytany między innymi o to, czy zwycięstwo Andrzeja Dudy jest możliwe w pierwszej turze wyborów prezydenckich.

- Jest trudna, ale jest możliwa. Musiałaby być duża mobilizacja elektoratu prezydenta i demobilizacja elektoratu wszystkich konkurentów. To znaczy, że prezydent w sondażach prowadziłby bardzo dużą przewagą i znaczna część elektoratu konkurentów jest podłamana. To mega trudne, ponieważ w historii udało się to raz, prezydentowi Kwaśniewskiemu w szczycie jego popularności. Należy zakładać, że wybory rozstrzygną się w dwóch turach. Nawet dla prezydenta, który jest faworytem, zdobycie 51% w pierwszej turze będzie bardzo trudne – ocenia Łapiński.

Krzysztof Łapiński nie krył zdumienia materiałem o Kindze Rusin wyemitowanym w Wiadomościach TVP1. Wpisy dziennikarki w mediach społecznościowych przytaczane w trakcie materiału były czytane męskim głosem udającym kobiecy.

- To poważny program informacyjny? - pytała Beata Lubecka.

- Pani teraz żartuje? - dziwi się były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy. - Chłop udawał babę? Facet udawał kobietę? Nie wiem, co mam odpowiedzieć. Zastrzeliła mnie pani trochę tym pytaniem – przyznaje gość Radia ZET nie kryjąc rozbawienia.

Krzysztof Łapiński uważa, że w nadchodzących wyborach dużym plusem dla Andrzeja Dudy w walce o ewentualną reelekcję jest to, że ma format prezydencki.

- Naprawdę, różne są powody, dla których ludzie głosują. Dla jednych na pewno plusem jest to, że Duda zna Trumpa, Macrona, bo się z nimi spotykał, więc niech on prowadzi sprawy międzynarodowy. Ktoś inny zarzuci, że jest zbyt blisko PiS. Zobaczymy, która narracja wygra – komentuje Łapiński.