Leszek Miller: nie cieszę się, zwycięstwo PiS wydaje się przytłaczające

14.10.2019 08:02

– Wojna postu z karnawałem nabierze nowego wydźwięku. Wygrał karnawał obietnic na wyrost i podarunków na koszt obdarowanych. Coś za coś. Post będzie stał za drzwiami i będzie czekał na okazję, żeby się pojawić – tak Leszek Miller komentuje w programie „Gość Radia ZET” cząstkowe wyniki wyborów do polskiego parlamentu. – Nie cieszę się. Zwycięstwo PiS wydaje się być przytłaczające – mówi europoseł i były premier w rozmowie z Joanną Komolką. Jego zdaniem, wynik ośmieli PiS do realizowania „straszliwie niebezpiecznych” zapowiedzi.

Joanna Komolka: Leszek Miller, europoseł, były premier jest z nami Pan ze smutną miną dzisiaj do nas do studia zawitał?

Leszek Miller: Ja się nie cieszę, dlatego że zwycięstwo PiS-u wydaje się być przytłaczające. Mamy tutaj, i pani, i ja...

No właśnie, mamy dane, które przed chwileczką spisywaliśmy. PKW podała dane ze zliczenia ponad 70% głosów. PiS 45%, prawie 46%, Koalicja Obywatelska, 25,5%, Lewica – prawie 12%, PSL – prawie 9%, Konfederacja, patrząc na sondaże, które były w nocy, rośnie do 6,71%.

No właśnie, rano o 6.00 te wskazania były jeszcze inne, więc będziemy obgryzać nerwowo paznokcie do końca.

No tak, ale PiS jest stuprocentowym wygranym tych wyborów, tutaj nie ma wątpliwości.

Tak, w ogóle myślę, że można powiedzieć, że są co najmniej cztery czynniki pewne. Po pierwsze, że PiS wygrał te wybory i uzyskał znacznie więcej niż 4 lata temu, i zarówno w punktach procentowych, i liczbach bezwzględnych, to znaczy pewnie… nie wiem, czy dwa miliony ludzi więcej głosowało, czy mniej, to się dopiero okaże – i to się już nie zmieni. Drugi pewnik to to, że Lewica po czterech latach nieobecności wraca do Sejmu, i to jest niewątpliwie sukces.

Ale czy sukcesem jest wynik pana zdaniem? Teraz patrząc na to, to może być ze 12%. Oczywiście to się też może zmienić jeszcze.

Wynik jest to sukces i Czarzastego, i Zandberga i Biedronia. Natomiast to jest wynik porównywalny z tym, co było 4 lata temu, gdyby Lewicę dodać do Razem, tylko że wtedy cztery lata temu nie chciała iść wspólnie, no bo wtedy ta partia śniła taki piękny sen o potędze. Dzisiaj już nie śni i to się udało, że wszyscy poszli razem.

Ale to zadowolenie wczorajszego wieczoru trzech tenorów: Biedronia, Zandberga i Czarzastego było trochę przedwczesne albo na wyrost pana zdaniem?

Liczono na więcej. Niektórzy mówili, że to będzie 20%, że to będzie druga siła przed PO, ale sukces polega na tym, że Lewica jest w Sejmie. Trzeci pewnik – że wysoka frekwencja, o którą tak walczono, wysoka frekwencja sprzyja PiS-owi. I mitem były założenia, że im więcej ludzi pójdzie do urn, to PiS będzie miał mniej. Odwrotnie – ma więcej.

Czyli zmobilizował swój elektorat bardziej niż PO i Lewica też.

Dokładnie. I czwarty pewnik to to, że rozpad koalicji Europejskiej dał samodzielną większość PiS-owi, bo jak popatrzymy na pierwsze i drugie ugrupowanie z wyborów do PE, to różnica między PiS-em a Koalicją Europejską to było 7% procentowych. A dzisiaj no to jest albo 15 albo 16% w tej chwili punktów procentowych. A w przypadku obliczania ostatecznego wyniku to ma znaczenie. To znaczy ma znaczenie różnica między pierwszym a drugim ugrupowaniem.

Czyli ile kto mandatów dostanie. Czy Grzegorz Schetyna jest największym przegranym tych wyborów?

Znaczy, wie pani, wszyscy oprócz PiS-u.

Jeżeli pytamy polityków PO, bo pytałam o to i wczoraj, i dzisiaj też był pytany o to wiceszef PO, to cały czas odpowiedź jest jedna: poczekamy, zobaczymy, przyjdzie czas na rozliczenia. Tyle tylko że Grzegorz Schetyna – wiele na to wskazuje – przegrał we Wrocławiu. Wiele na to wskazuje, że wynik Koalicji Obywatelskiej, czyli też PO, nie będzie najlepszy. Miał wygrać poprzednie wybory, do Europarlamentu, miał wygrać te wybory do Parlamentu polskiego i nadal to się nie dzieje. Czy Grzegorz Schetyna – to jest ten moment, kiedy powinien usunąć się w cień?

No nie, na takie wnioski to trzeba poczekać, a poza tym to jest suwerenna decyzja PO. Natomiast jeżeli popatrzymy jeszcze raz na liczby, to właściwie rzecz biorąc, tylko PiS uzyskał przyrost i punktów procentowych, i głosów, dlatego że Koalicja Obywatelska cztery lata temu to była Nowoczesna i PO. Oni razem dostali wtedy więcej. PSL plus Kukiz to cztery lata temu było więcej niż teraz, a Lewica to jest mniej więcej ten sam poziom. Natomiast źle, że to bardzo ośmieli, ten wynik bardzo ośmieli PiS i te wszystkie zapowiedzi, które były realizowane, będzie próba ich realizowana. Niektóre zapowiedzi są straszliwie niebezpiecznie.

A ośmieli też, wracając do PO, tzw. doły w partii, żeby domagać się zmiany w zarządzie, zmiany na fotelu lidera?

Na pewno tak. Ale wie pani, przecież ja pamiętam, jak niedawno jeszcze pan Kaczyński mówił, że ostatnia barykada, którą trzeba zdobyć, to jest sądownictwo. Mówił o tym, że zostanie przyjęta ustawa o zawodowym statusie dziennikarzy, czyli taka weryfikacja dziennikarzy. Czy mówił o zniesieniu immunitetu sędziów. Do tego konflikt z UE.

Ale polskie społeczeństwo albo nie jest tym zainteresowane, albo czy to nie dotarło albo być może źle zostało wyartykułowane przez opozycję?

Nie, po prostu ludzie na to nie zwracają na to uwagi. Tutaj mogę się posiłkować tezą staruszka Marksa, który mówił, że byt określa świadomość. Więc ponieważ byt się poprawił wielu ludziom dzięki rozmaitym transferom socjalnym, no to i świadomość jest taka, że ci, którzy dają, zasługują na poparcie. Jak przestaną dawać, to wtedy ten elektorat się zastanowi, ale generalnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że polska wojna postu z karnawałem nabierze nowego wydźwięku. Wygrał karnawał obietnic, obietnic na wyrost, podarunków na koszt obdarowanych, ale coś za coś – post będzie stał za drzwiami i będzie czekał na okazję, żeby się pojawić.

Za drzwiami stoją też wybory prezydenckie, które właściwie już za chwilę. PO sugeruje, że chce, żeby kandydatką była Małgorzata Kidawa-Błońska. Ale czy ona może liczyć na poparcie pozostałych ugrupowań: Lewicy, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Pawła Kukiza?

Proszę pani, jeżeli pani Kidawa-Błońska błyskotliwie wygra z Jarosławem Kaczyńskim tutaj w Warszawie, no nie mamy jeszcze tych danych, to myślę, że dla PO to będzie naturalna kandydatka na urząd prezydenta w sytuacji, kiedy Donald Tusk, zdaje się, już ostatecznie się z tą myślą rozstał.

Ale czy ma szansę na poparcie ze strony Lewicy?

Myślę, że raczej nie ma, dlatego że ugrupowania polityczne, patrząc na kampanię prezydencką, traktują ją zawsze jako okazję do popularyzowania swojego programu. Czyli trzeba mieć własnego kandydata, żeby ten program popularyzować.

A czy Małgorzata Kidawa-Błońska miałaby szansę wygrać z Andrzejem Dudą? Czy to będą kolejne wygrane wybory dla PiS-u na fali tego, co dzieje się teraz?

W tej chwili nie, ale jeszcze mamy wiele miesięcy. Ja pamiętam w polskiej polityce niezwykłe zaskoczenia. Pamiętam AWS, który w ‘97 wygrał wybory, a cztery lata potem nie wszedł do Sejmu i pamięć o AWS-ie, wielkim ugrupowaniu, się rozpłynęła.

Leszek Miller jest z nami, pozostajemy na RadioZET.pl i naszym profilu na Facebooku.

***

W internetowej części rozmowy Leszek Miller krytycznie ocenia kampanię wyborczą Koalicji Obywatelskiej.

– Wydaje mi się, że opozycja zrobiła błąd. Zwłaszcza główna partia. Polegał na tym, że zbyt wiele przedstawiano treści, nie koncentrując się na kilku zasadniczych – mówi. – Skuteczna propaganda od dawna zresztą polega na tym, że trzeba maksymalnie uprościć przekaz, jakim chce się zainteresować wyborców. On musi być ciągle powtarzany – dodaje.

Miller zauważył, że zbyt wiele kampanijnych propozycji tworzy u wyborcy poczucie chaosu.

– Nie można przerzucać się od problemu do problemu, bo dla wyborcy tworzy się pewien chaos i on zniechęca w pewien sposób. Trzeba było wybrać trzy, cztery rzeczy i od rana do wieczora wszędzie powtarzać to do znudzenia – mówi były premier.

Główny ton kampanii nadawało Prawo i Sprawiedliwość. Zdaniem Leszka Millera, to również przyczyniło się do dobrego wyniku partii rządzącej.

– Bardzo ważne jest w takich kampaniach kto narzuca temat, a kto musi się do niego ustosunkowywać. Ci, którzy mają postawę ofensywną, mają szansę wygrać. To się ludziom podoba. Ludzie myślą „aha, czyli wiedzą, co chcą osiągnąć”. Potem dopiero następuje weryfikacja tego, co jest możliwe, a co nie. Mieć strategiczną inicjatywę to rzecz bezcenna w każdych wyborach – mówi Leszek Miller w Radiu ZET.

– Myśli pan, że mimo wygranej, która da PiS samodzielne rządy, Prawo i Sprawiedliwość może mieć trudniej w Sejmie? Myślę o tym dlatego, że weszła Lewica, weszła Konfederacja, a przynajmniej wiele na to wskazuje… - przewiduje Joanna Komolka, prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Zgadzam się z panią – potwierdza Miller. – Konfederacja to obejście PiS z prawej strony. Lewica… ja oczywiście nie wiem, kto dokładnie wejdzie, ale zakładam, że tam będzie dominować grupa działaczy SLD, którzy są doświadczeni w walkach politycznych w Sejmie, ale też w pracy parlamentarnej – zapewnia były premier. – PiS będzie miał trudniej w sensie werbalnym. Jeśli chodzi o przegłosowywanie rozmaitych projektów, będą mieli taką przewagę, że nie muszą się przejmować. Niestety, w Sejmie jest tak, że nie wystarczy mieć rację, trzeba mieć też większość – dodaje.

Leszek Miller dodaje w programie „Gość Radia ZET”, że problem może mieć też Platforma Obywatelska.

– Myślę, że dla Platformy to czas wielkich zmian. Wybory do Parlamentu Europejskiego lekko, ale jednak przegrane. Wybory do polskiego parlamentu przegrane mocniej. Zawsze w takich sytuacjach zaczyna się – z pewnym opóźnieniem – proces rozliczeń i oczekiwania, że pojawi się jakieś nowe kierownictwo. Być może pani Kidawa-Błońska, jeśli otrzyma bardzo dobry rezultat – przewiduje Leszek Miller.

– Myśli pan, że wyniki w Warszawie mogą przeważyć, czy to ona będzie na czele PO? – zastanawiała się Joanna Komolka.

– Tak. Gdyby się okazało, że pani Kidawa-Błońska wygra z panem Kaczyńskim, i to wygra przekonywająco, będzie kandydatką na lidera – ocenia Miller.