Magdalena Biejat: Głosowałabym za Robertem Biedroniem, był w grze dużo dłużej

24.11.2019 08:00
Magdalena Biejat
fot. Radio ZET

- Myślę, że Adrian Zandberg byłby gotowy merytorycznie i jest przygotowany do wystartowania, natomiast to czy ostatecznie taką decyzję podejmie, to nie jest tylko jego decyzja, to jest decyzja nas wszystkich - mówi w Radiu ZET Magdalena Biejat z klubu Lewicy zapytana, czy Adrian Zandberg może być kandydatem Lewicy na prezydenta.
Jak mówi Biejat, trwają rozmowy między wszystkimi partia, a w grze są dwa nazwiska. - Przedstawiciele poszczególnych partii wspólnie dyskutują na ten temat i oczywiście decyzja leży po stronie Roberta Biedronia i Adriana Zandberga... Zobaczymy, decyzja będzie wspólna - tłumaczy Magdalena Biejat. Dodaje, że choć bliżej związana jest z Zandbergiem, poparłaby Biedronia. - Ja osobiście głosowałabym za Robertem Biedroniem, ponieważ on był w grze dużo dłużej, on jest kandydatem na prezydenta (...) jesteśmy wspólnym klubem, wspólnie decydujemy i na razie naszym naturalnym kandydatem był Robert Biedroń. Jeżeli partie wspólnie zadecydują inaczej, to nie będę miała z tym problemu - mówi Biejat.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Joanna Komolka: Magdalena Biejat, posłanka i wiceszefowa klubu Lewicy. Dzień dobry, pani poseł.

Magdalena Biejat: Dzień dobry.

Słyszała pani w wiadomościach, że sąd w Olsztynie nakazał Kancelarii Sejmu przedstawienie list poparcia do nowej KRS. Kancelaria Sejmu odpowiada, że jest związana decyzją Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Myśli pani, że to jest kolejna próba sądu skazana z góry na niepowodzenie? Że będzie spora awantura Sejmu o to?

Obawiam się, że niestety jest skazana z góry na niepowodzenie, bo widzieliśmy jak wygląda procedowanie w tych sprawach. To jest oczywiście bardzo niepokojące, że władza ewidentnie coś ukrywa przed obywatelami. Zresztą niestety jesteśmy do tego przyzwyczajeni, nie ma żadnych procesów właściwie konsultacji, nawet te przy projektach rządowych są przeprowadzane w sposób fasadowy, więc nie dziwi próba ukrycia kolejnych procedur, zwłaszcza że tutaj są ogromne, ogromne wątpliwości, które mogłyby prawdopodobnie zaważyć w ogóle na legalności KRS-u. Domyślamy się, że z tymi podpisami pod kandydaturami coś było nie tak i dlatego władza nie chce ich pokazać. Ale znowu, to jest tak jak przy tym głosowaniu sławnym z mijającego tygodnia: władza robi, co chce – „i co nam zrobicie”?

A państwo jako klub Lewicy nie mogą w jakiś sposób tego wniosku sądu… No nie wiem, wesprzeć to trudno proceduralnie będzie, ale w jakiś sposób zwrócić się do Kancelarii Sejmu, być może po raz kolejny, o to, żeby te listy zostały udostępnione?

Na pewno będziemy szukać jakiegoś sposobu, żeby wesprzeć ten wniosek sądu, dlatego że po to jesteśmy w Sejmie, żeby wskazywać nieprawidłowości, żeby starać się je rozwiązywać, żeby walczyć o to, żeby praworządność wracała do Sejmu i do kraju. Więc na pewno będziemy w jakiś sposób tutaj działać, a jak, to zadecyduje klub.

Pani jest szefową polityki społecznej i rodziny. Tak jak zresztą wiele osób mówi, pani z wielkim przytupem rozpoczęła swoją pierwszą kadencję w Sejmie. Ja zacytuję pani wypowiedź jednej osoby: „W Sejmie znalazło się ugrupowanie Lewicy, które lansuje model destrukcji rodziny. Poważnym błędem było oddanie im komisji ds. rodziny. Oddajemy najważniejszy dla nas symbol”. Wie pani, kto to powiedział?

Nie.

Była premier Beata Szydło, wiceprezes PiS-u. Jest pani w stanie ten symbol PiS-u obronić i pozostać na stanowisku szefowej komisji?

Myślę, że tak. Myślę, że musimy poczekać, aż zaczniemy prace. W tej chwili jeszcze do naszej komisji nie trafił żaden projekt ustawy ani żaden inny dokument, na którym moglibyśmy pracować. Komisja i tak się spotka, bo mamy kilka rzeczy proceduralnych do załatwienia, chociażby utworzenie podkomisji stałych. Natomiast przede wszystkim myślę, że trzeba dać mi czas, żebym mogła pokazać, że będziemy pracować w sposób rzetelny, w sposób, który dopuszcza wszystkich do głosu. Chcemy też w komisjach pokazywać, że można pracować inaczej, że można pomimo różnic, które nas dzielą, jednak pracować konstruktywnie.

Może to jest też tak, że te wnioski na razie, jak rozumiem, nieformalne ze strony posłów związanych z Solidarną Polską i PiS-em wbrew pozorom pani pomogą?

Zobaczymy. Jeżeli chodzi o Solidarną Polskę, to to jest na razie wewnętrzna sprawa klubu Zjednoczonej Prawicy. Żaden wniosek formalny nie wpłynął do komisji polityki społecznej o odwołanie mnie. Głosy z PiS-u dochodzą takie, że to była decyzja przemyślana, zresztą innej się nie spodziewałam. I też umówmy się, jestem przedstawicielką Lewicy, my od samego początku mówiliśmy jasno, jaki jest nasz program, jakie są nasze wartości, i myślę, że to nie jest dla nikogo zaskoczenie, że akurat takie prezentujemy.

Poza tym PiS ma większość w tej komisji.

Dokładnie tak, ma większość, oczywiście…

Ale to pani będzie, jak rozumiem, decydowała o tym, kiedy zwołać posiedzenie, jaki ono będzie miało przebieg?

To zależy.

Może pani odebrać głos czy nie? Znamy posiedzenia komisji sprawiedliwości, np. z poprzedniej kadencji bardzo słynne komisji, której szefował Stanisław Piotrowicz. Tam dyskusji w ogóle nie było i to on decydował o tym, kto w danej kolejności będzie mówił, więc ta rola jakaś pani jest.

Tak, tak, oczywiście. Zresztą już w zeszłym tygodniu na komisji finansów publicznych, w której procedowane były dwa projekty ustaw, które przeszły przez Sejm, widać było, że te „standardy” zostały utrzymane, bo Tomasz Trela, przedstawiciel klubu Lewicy, złożył wniosek o wysłuchanie publiczne w sprawie ustawy o funduszu solidarnościowym i ten wniosek nie został nawet procedowany, mimo że to był wniosek formalny i powinien być procedowany w komisji.

Pani będzie jako szefowa komisji dopuszczała wnioski?

Oczywiście.

Bez względu na przynależność partyjną wnioskodawcy?

Tak. Tak jak powiedziałam, jesteśmy w Sejmie po to, żeby pokazywać inne standardy, więc tak. Natomiast jeśli chodzi o terminy zwoływania komisji, to tylko w teorii mam pełną dowolność, dlatego że zwróćmy uwagę, że jeżeli marszałek Witek i większość sejmowa zdecydują, że sprawozdanie komisji ma być na posiedzeniu Sejmu pojutrze, to szef komisji nie ma wyjścia, musi zwołać komisję i przedstawić to sprawozdanie w wyznaczonym terminie.

Włodzimierz Czarzasty, wicemarszałek Sejmu, powiedział wczoraj, że zwraca się z prośbą do tych posłów, którzy uważają, że głosowanie powinno być powtórzone, o zebranie 30 podpisów pod wnioskiem o reasumpcję głosowania. Chodzi oczywiście o to głosowanie, o którym pani wspomniała, słynne czwartkowe w nocy, które zostało anulowane przez marszałek Witek, a dotyczyło wyboru członków KRS. To nie jest trochę za późno pani zdaniem teraz, próba zebrania 30 podpisów i reasumpcji?

Mam wrażenie, że wicemarszałek Czarzasty odnosił się do tego, że po prostu sposób procedowania był regulaminowy i że to, co powinno się było wydarzyć, to marszałek Witek powinna była pokazać wyniki i jeżeli te wyniki budzą wątpliwości, a mogły budzić wątpliwości Zjednoczonej Prawicy przecież, to należało złożyć wniosek o reasumpcję głosowania, przeprocedować ten wniosek i powtórzyć wtedy. I wtedy przynajmniej wszystko odbyłoby się zgodnie z prawem i zgodnie z regulaminem Sejmu. Jeśli chodzi o złożenie tego wniosku o reasumpcję w tej chwili, to teoretycznie jest taka możliwość, ponieważ formalnie pani marszałek Witek nie zakończyła pierwszego posiedzenia Sejmu. Nadal nie wiemy, czy to posiedzenie się zakończyło, czy nie. Nadal nie wiemy, jakie będą dalsze posiedzenia Sejmu, jaki jest harmonogram obrad, w związku z tym teoretycznie można by to zrobić.

Czyli teoretycznie to posiedzenie cały czas trwa, można powiedzieć?

Tak.

Bo ponowne głosowanie można przeprowadzić tylko na trwającym posiedzeniu Sejmu.

Tak.

A państwo będą próbowali, jak rozumiem, udowodnić, że to posiedzenie wciąż trwa?

Nie musimy niczego udowadniać, ono formalnie nie zostało zakończone. Bo też myślę, że to nie dla wszystkich jest jasne – od dwóch tygodni trwa jedno posiedzenie Sejmu cały czas, w związku z tym tak, cały czas możemy procedować jeszcze – w teorii. W praktyce może się okazać, że pani marszałek Witek zaocznie oświadczy, że to posiedzenie się skończyło, i tyle.

Pani się udało dobrze zagłosować?

Tak. Myślę, że głównie problem mieli starzy posłowie, dlatego że nowi posłowie mieli szkolenie z tego, jak obsługiwać maszynkę do głosowania, i u nas w klubie Lewicy zdaje się, że nikt nie miał problemu z poprawnym zagłosowaniem w tym głosowaniu.

Pani powiedziała, że chce, aby wszelkie projekty ustaw, które trafiają do Sejmu czy też są autorstwem posłów, w Sejmie były konsultowane. To prawda?

Tak.

A dlaczego pani zagłosowała akcyzy na alkohol i papierosy o 10%? Skoro wcześniej… Bo była mowa o podniesieniu akcyzy, tutaj nie ma co do tego żadnych wątpliwości, ale nie o 10%, a o 3%. Nie przeprowadzono żadnej dyskusji na ten temat z kimkolwiek.

Dlatego że uważamy, że... Zagłosowaliśmy w 10 osób w klubie Lewicy i uważamy, że po prostu podnoszenie akcyzy jest słusznym kierunkiem jako element przeciwdziałania alkoholizmowi.

Ale przecież nie o to chodzi w tym projekcie. Pani wie o tym.

Oczywiście, że nie o to chodzi.

Może trzeba było głosować za poprawką PSL-u, która przewidywała, żeby te pieniądze z tej tak wysoko podniesionej akcyzy, rzeczywiście jeżeli mają poprawić zdrowie i ratować życie Polaków, no to trafiły właśnie na przeciwdziałanie…?

Tak, oczywiście, to była bardzo dobra poprawka, my ją popieraliśmy i głosowaliśmy za nią w komisji finansów i bardzo namawialiśmy rządzących do tego, żeby ją przyjęli. Oczywiście wiadomo, dlaczego rządzący zgłaszają takie projekty ustaw, a nie inne, że chodzi o zasypywanie dziury budżetowej. Ale po pierwsze: są dobre i złe sposoby zasypywania dziur budżetowych i akurat w tym przypadku uważam, że podnoszenie akcyzy jest w porządku. Zwracamy uwagę również na to, że oczywiście to PiS decyduje, jak budżet jest kształtowany, ale nie zmienia to faktu, że to jest budżet państwa, więc budżet nas wszystkich, i chcemy być odpowiedzialni za ten budżet.

Właśnie, a wiadomo, kiedy budżet będzie głosowany?

Nie, bardzo czekamy na to, zwłaszcza że ja jako przewodnicząca komisji mam żywotny interes w tym, żeby się dowiedzieć, bo moja komisja będzie również opiniowała dużą część tego budżetu.

A będą państwo też jako Lewica zgłaszali jakieś poprawki do budżetu?

Zdecydowanie tak.

Bo skoro pani mówi, że to jest budżet nie PiS-u, a jednak budżet państwa, to ja rozumiem, że państwo mają całą listę poprawek przygotowaną?

Zdecydowanie.

Czego one będą dotyczyły na przykład?

Te poprawki są jeszcze w przygotowaniu.

Ale rozumiem, że są jakieś sfery, prawda?

Tak, oczywiście. Generalnie całość tego budżetu jest źle przygotowana, ten budżet jest tworzony pod propagandowe zagrywki partii rządzącej, więc w tej chwili mamy do niego bardzo dużo zastrzeżeń. Fakt, że zagłosowaliśmy w tym jednym przypadku za podniesieniem akcyzy, nie oznacza, że akceptujemy kształt budżetu jako całość. Tutaj, tak jak mówiłam, raczej mówiliśmy o tym, że badania pokazują, że podnoszenie ceny alkoholu i papierosów realnie wpływa na zmniejszenie konsumpcji wśród najmłodszych, że to jest ten czynnik decydujący.

Czyli jakaś bariera finansowa, rozumiem?

Tak, wśród najmłodszych, bo nie wśród osób starszych.

To jakie poprawki państwo będą zgłaszać? Czego dotyczące?

To przedstawimy już niedługo. W tej chwili jeszcze nad tym pracujemy. Nie jestem w tej chwili upoważniona...

A jeśli się okaże, że w przyszłym tygodniu marszałek Witek zdecyduje się… no właśnie, teraz pytanie, czy na kontynuację posiedzenia…

Tak.

...czy też zwoła nowe posiedzenie Sejmu, bo jak rozumiem państwo mają co do tego wątpliwości, i powie: budżet głosujemy, to państwo będą gotowi?

Będziemy gotowi. Będziemy gotowi, jeżeli będzie trzeba siedzieć po nocach, to będziemy siedzieć po nocach, Myślę, że pokazaliśmy w zeszłym i poprzednim tygodniu, że tym się wyróżniamy na tle całego Parlamentu, że potrafimy mówić merytorycznie, i to jest nasz główny cel. Jesteśmy wszyscy przygotowani do naszych wystąpień, jesteśmy przygotowani do pracy i będziemy przygotowani również do głosowania budżetu. Ten budżet i tak musi być konsultowany w komisjach, taka jest procedura i on musi trafić do poszczególnych komisji, a następnie być przedyskutowany… Komisje przedstawiają sprawozdanie i dyskutują również na komisji finansów na ten temat. Więc to nie jest też taki proces, który się wydarza superekspresowo.

W dwie godziny.

Tak.

Adrian Zandberg, jego wystąpienie po exposé Mateusza Morawieckiego dość dobrze oceniane przez i komentatorów, i ekspertów, a i też polityków, także PiS-u, jak się okazuje, było chyba najbardziej konkretne. Czy to takie kontrexposé przyszłego kandydata na prezydenta?

To, kto zostanie naszym kandydatem na prezydenta, zostanie ogłoszone już wkrótce.

A państwo wiedzą w ogóle, w jaki sposób będą decydować o tym? Czy to będą prawybory, jak w PO np.? Jaka będzie formuła? No bo rozumiem, że cały czas w grze są de facto dwa nazwiska, tak? Adrian Zandberg, Robert Biedroń.

Tak, my będziemy o tym decydować wspólnie, przedstawiciele poszczególnych partii wspólnie dyskutują na ten temat. Oczywiście decyzja leży przede wszystkim też po stronie Roberta Biedronia i Adriana Zandberga. Zobaczymy.

A wie pan, czy Adrian Zandberg byłby gotowy wystartować? Państwo pewnie rozmawiają w ramach partii na ten temat.

Myślę, że byłby gotowy merytorycznie i jest przygotowany do takiego wystartowania, natomiast to, czy ostatecznie taką decyzję podejmie, to nie jest tylko jego decyzja. To jest decyzja nas wszystkich.

A pani na kogo by zagłosowała, gdyby pani miała możliwość oddać swój głos i na Roberta Biedronia, i na Adama Zandberga, żeby któryś z nich został kandydatem na kandydata na prezydenta?

Ja osobiście głosowałabym za Robertem Biedroniem, ponieważ on był w grze dużo dłużej, on jest dobrym kandydatem na prezydenta...

Mimo że pani jest bliżej z Adrianem Zandbergiem, jeżeli chodzi o partię?

Tak, tak, ale tak jak mówiłam, jesteśmy wspólnym klubem, wspólnie decydujemy, mamy jakieś wspólne priorytety i zupełnie na razie naszym naturalnym kandydatem był Robert Biedroń. Jeśli wspólnie partie zadecydują inaczej, to również nie będę z tym miała problemu.

Chciałam jeszcze zapytać o projekt, który państwo złożyli, dotyczący likwidacji trzydziestokrotności, a jednak… Właściwie może tak: PiS złożyło taki projekt, państwo złożyli taki projekt… Jaki był cel złożenia waszego projektu?

Taki, że jesteśmy za zniesieniem limitu trzydziestokrotności składek do ZUS, ale ten projekt, który złożyło PiS, był głęboko nieodpowiedzialny. Był pisany na kolanie, był źle przygotowany i stanowił zagrożenie dla stabilności Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

No tak, bo państwo zakładają tzw. maksymalną emeryturę.

I minimalną.

No tak, tylko wie pani, czy to nie jest tak, jak to mówią niektórzy, oszustwo trochę wobec obywateli, bo obywatel umawia się z państwem jako takim na coś – że będzie odkładał tyle i tyle. Tyle państwo będzie pobierało na jego emeryturę. W związku z tym ma prawo liczyć, że ta jego emerytura, jeżeli odkładał bardzo dużo, będzie jednak wysoka, a nie w pewnym momencie przyjdą politycy i powiedzą: „Przepraszam, uzbierał pan dużo, ale przepraszam, nie będzie miał pan takiej emerytury”.

Przede wszystkim my jesteśmy bardzo przywiązani do idei praworządności i do idei, że prawo nie działa wstecz. Więc nie chodzi o to, żeby teraz wejść tym osobom, które mają coś odłożone na te konta składkowe, zabrać emeryturę, którą już mają uzbieraną, powiedzmy. To po pierwsze. Po drugie, wydaje mi się, że powinniśmy przestać mówić o emeryturze i w ogóle o systemie ubezpieczeń społecznych jako o jakimś systemie osobistych oszczędności. To nie tak. My wszyscy możemy sobie ja odkładać na prywatnych funduszach, tak jak każdy może odkładać pieniądze na swoim prywatnym koncie na emeryturę. To jest ubezpieczenie społeczne. I musimy wrócić do myślenia o tym w sposób, który wskazuje konstytucja, czyli w sposób taki, że to jest solidarnościowe, że to zagwarantuje solidarność społeczną.

No tak, tylko pani mówi o tym, że możemy sobie zbierać nasze prywatne pieniądze na prywatnych kontach itd.

Tak.

Tylko jeżeli w systemie emerytalnym polskim non stop dzieją się różne rzeczy…

To prawda.

...nikt z obywateli nie ma gwarancji, co stanie się także z pieniędzmi, które uzbiera na tych indywidualnych kontach, prawda?

Mówię o kontach zupełnie prywatnych.

Czyli ktoś otwiera sobie rachunek oszczędnościowy i na nim wpłaca sobie pieniądze, tak?

Tak, tak. Ja się zgadzam, że w tej chwili ogromnym problemem naszego systemu ubezpieczeń społecznych jest to, że on jest bardzo niestabilny, że przychodzą kolejne ekipy i znowu go zmieniają. Dlatego chcielibyśmy, żeby ten nasz projekt był przyczynkiem do szerokiej dyskusji na temat tego, jak zreformować system. On w tej chwili jest bardzo niewydolny, ludzie mu nie ufają. Musimy pamiętać, że w tej chwili, tak samo jak kiedyś, płacimy na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych po to, żeby wypłacać bieżące emerytury. Z naszych pieniędzy de facto finansowane są emerytury tych osób, które są teraz na emeryturze. Więc po prostu musimy się zastanowić, jak to zrobić. Naszym zdaniem jako Lewicy powinniśmy pomyśleć o tym, żeby przejść z systemu zdefiniowanej składki do systemu zdefiniowanego świadczenia, czyli uzależnić wypłaty emerytur nie od tego, ile się fizycznie uzbierało na te składki, tylko ile lat się pracowało.

Czyli od przebiegu, rozumiem…?

Przebiegu pracy, czasu pracy. Natomiast ten nasz projekt jeszcze, chciałabym zaznaczyć, że wprowadza emeryturę minimalną na poziomie 1600 złotych. Co oznacza wprowadzenie dla dwóch milionów ludzi w miarę godnej emerytury, zrównanie minimalnej emerytury dla kobiet i mężczyzn i gwarantuje, że te pieniądze zostają w systemie emerytalnym, te, które pochodzą z ZUS-u.

Ale na razie chyba ten projekt wyląduje w koszu, wiele na to wskazuje, bo poparcia nie macie dla niego.

Będziemy liczyć… To jest ten moment, kiedy mówimy „sprawdzam”. Adrian Zandberg mówił, że będziemy mówić „sprawdzam”, więc mówimy „sprawdzam”. Jeśli PiS-owi rzeczywiście zależy na tym, żeby poprawić system emerytalny, żeby było więcej pieniędzy na emerytury, to liczymy, że będzie jednak zdecydowany procedować ten projekt. Jeśli nie, to będziemy się upominać i będziemy o tym głośno mówić, a swoją drogą rozpoczniemy debatę na temat zmian w FUS-ie.

Jeszcze krótkie pytanie, proszę o krótką odpowiedź: przyłącza się pani do apelu posłanki Klaudii Jachiry, żeby mężczyźni nie całowali pani w rękę?

Ja uważam, że to jest słuszny apel. Wielokrotnie, zwłaszcza przedstawiciele Konfederacji rzucają się całować mnie w rękę, co jest o tyle ciekawe, że jednocześnie próbują mnie odwołać z funkcji przewodniczącej komisji. Byłoby dobrze, żeby uszanowali naszą potrzebę i przestali to robić.

Magdalena Biejat zostaje z nami, ciąg dalszy rozmowy na RadioZET.pl i na naszym profilu na Facebooku, zapraszam.

RadioZET.pl