Wassermann: nie pisałam raportu ws. Amber Gold ku zadowoleniu kogokolwiek

18.09.2019 08:02

– Jeśli oczekiwania opinii publicznej były takie, że Donald Tusk wyjdzie w kajdankach, to przykro mi. Ja nie pracuję na opinię publiczną. Jestem prawnikiem i cenię sobie swoje nazwisko – tak posłanka PiS Małgorzata Wassermann komentuje w programie „Gość Radia ZET” zakończenie pracy komisji ds. Amber Gold. Ocenia, że raport podsumowujący to jeden z największych materiałów, z jakimi przyszło zmierzyć się jakiemukolwiek organowi. – Jak się go przeczyta, to proszę mi uwierzyć, on jest porażający bez naciągania czegokolwiek – mówi w rozmowie z Beatą Lubecką. 

Beata Lubecka: Małgorzata Wassermann, Prawo i Sprawiedliwość, szefowa komisji ds. Amber Gold. Jedynka na liście Prawa i Sprawiedliwości w Krakowie. Dzień dobry, pani poseł.

Małgorzata Wassermann: Dzień dobry, witam panią, witam państwa.

Dzisiaj mamy już taką pogodę jesienną prawie, takie ołowiane obłoki nad miastem, ale nie o pogodzie będziemy rozmawiać. Na początek chciałabym panią zapytać, czy chciałaby pani zobaczyć film Solid Gold?

Chciałabym zobaczyć, bardzo jestem ciekawa. Słyszałam o tym filmie, nie mam pojęcia...

Inspirowany aferą Amber Gold, wyreżyserowany przez Jacka Bromskiego.

Tak, bardzo chętnie zobaczę, czekam na ten film.

Ale nie wiem, czy pani słyszała, bo film miał być pokazany na festiwalu w Gdyni, na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, miał powalczyć o Złote Lwy, ale został wycofany przez producenta, a koproducentem jest Telewizja Polska. Sytuacja bez precedensu – mówi reżyser. Co pani o tym sądzi?

Ja nie znam się w ogóle na tych procedurach, nie mam pojęcia, nie jestem w ogóle wdrożona w tę tematykę, mogę powiedzieć jako osoba zainteresowana po prostu filmem, że chętnie go zobaczę i mam nadzieję, że jak najszybciej się ukaże. Z tego, co do mnie dochodzi, no to tu jest kwestia – nawet sam reżyser mówił o tym, że nie chciałby zostać wkomponowany w wybory, więc czekam, po wyborach, mam nadzieję, że będzie film w kinach.

Ale ta decyzja jednak jest dość zaskakująca, można powiedzieć najbardziej eufemistycznie. To nie pachnie cenzurą?

Nie mogę się wypowiadać na tematy, na których się po prostu nie znam.

To ja zacytuję jeszcze, co napisał Jacek Bromski w swoim oświadczeniu: „Rozumiem, że skoro nie wyraziłem i nadal nie wyrażam zgody na przemontowanie filmu i jego propagandowe wykorzystanie przed wyborami, TVP SA wywarło nacisk na producenta filmu, aby wycofać mój film ze wszystkich pokazów festiwalowych”.

Ja bym chętnie poczekała na stanowisko TVP, niech oni się wypowiedzą, jaka była tego przyczyna, że tak się stało.

Wróćmy do prac komisji, której pani przewodniczyła. Wiadomo już, że raport będzie zaprezentowany dopiero po wyborach, na tym odroczonym posiedzeniu Sejmu. Czy władze PiS-u są zadowolone z wyników tego raportu?

Mnie jest trudno powiedzieć, czy są zadowolone, ponieważ ja tego raportu nie pisałam ku zadowoleniu kogokolwiek, ja go pisałam w sposób uczciwy, rzetelny, jest napisany tak, jak pisze się dokumenty prawnicze, i przede wszystkim stanowi on w największej części materiał dowodowy dla ludzi pokrzywdzonych.

Ale czy w PiS-ie nie liczono na to, że ten raport miał pogrążyć Donalda Tuska, byłego premiera?

Nigdy nie były formułowane takie oczekiwania w stosunku ani do mnie, ani do komisji. Ja wiem, że to być może dla państwa jest pewne zaskoczenie, dlatego że narosło bardzo wiele mitów, natomiast nigdy nie spotkałam się z sytuacją, aby ktokolwiek powiedział mi, jak mam prowadzić komisję, kogo mam wzywać jako świadka, jak mam prowadzić przesłuchanie albo jakie mają być wnioski – nigdy, powtarzam.

Ale co udało się ustalić, jeśli chodzi o Donalda Tuska? Bo w konkluzji raportu jest napisane, że „nie nie zapewnił koordynacji prac organów administracji rządowej”. Oczekiwania nie były większe? Na przykład, że rozpościerał się jakiś parasol ochronny nad Marcinem P., twórcą Amber Gold?

To, że był parasol ochronny nad Marcinem P., to ja nie mam żadnych wątpliwości. natomiast proszę pamiętać o tym, że ja jestem prawnikiem. I tak żeśmy pracowali, komisja miała bardzo wielu doskonałych prawników jako doradców. Pracowaliśmy na tym materiale, jaki żeśmy pozyskali, i takie wnioski są, jakie zostały ustalone. Nie były i nie będą naciągane żadne inne. Mogę powiedzieć w ten sposób: nie mam wątpliwości żadnych, że Marcin P. był słupem, nie mam wątpliwości żadnych, że był nad nim parasol ochronny…

Ale nie udało się ustalić, kto za nim stał i czy w ogóle ktokolwiek?

Ale proszę nie zapominać o jednej rzeczy: komisja śledcza rozlicza urzędników państwowych za wykonywanie swojej działalności. Przecież ja nie posiadam uprawnień operacyjno-śledczych, abym mogła przeprowadzać takie analizy, które mogłyby to pogłębić. Od tego są służby specjalne i prokuratura, i zapewniam panią, że pracują bardzo intensywnie. I przypominam, że dodatkowych 15 osób stoi pod zarzutami. Za chwilę będziemy mieć kolejną osobę. Natomiast z tą osobą kolejną, na którą czekamy na zarzuty, jest problem taki, że posiada immunitet i skutecznie do tej pory z tego immunitetu korzystała.

A kto to jest?

Pani prokurator prowadząca to postępowanie skutecznie korzystała zarówno ze zwolnień z L4, co żeśmy również przećwiczyli przed komisją, jak i z immunitetu, co powoduje, że mimo że już ten immunitet po wielu miesiącach został uchylony, z tego, co wiem, nie ma jeszcze postawionego zarzutu. Ale to są przyczyny formalne.

Ale jeśli pani mówi o prokuraturze, to właśnie łódzka Prokuratura Okręgowa w ubiegłym roku umorzyła sprawę przekazywania przez Michała Tuska, czyli syna byłego premiera, tajemnic dotyczących przewoźników lotniczych Marcinowi P., czyli twórcy Amber Gold. Nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. I trzeba powiedzieć, że to umorzenie nastąpiło wtedy, kiedy prokuratorem generalnym jest Zbigniew Ziobro.

Tylko proszę pamiętać o tym, że w przypadku Michała Tuska dla mnie to nie jest problem związany z tym, czy on przekazał jeden czy drugi mail. Ja mam na ten temat swoją opinię, bardzo precyzyjnie i szczegółowo opisaną w raporcie. Problem polega na tym, że Michał Tusk z tego materiału, który żeśmy pozyskali, zarówno, jeśli chodzi o dokumentacje, jak i zeznania świadków, on po prostu służył do tego, że powszechnie Marcin P. i jego otoczenie chwaliło się Michałem Tuskiem w stosunku do swoich kontrahentów, no i, jak widać, działało.

A dlaczego pani nie będzie sprawozdawcą tego raportu? Dlaczego pani go nie zaprezentuje na forum Sejmu już po wyborach?

Czysta pomyłka związana z tym, że po prostu… Bo państwo musicie wiedzieć o jednej rzeczy: komisja, raport – to jest wszystko przyjęte, to wszystko już funkcjonuje. Debata w Sejmie jest tylko debatą w Sejmie. Podkreślam: raport jest przyjęty i tu nie ma żadnego głosowania w Sejmie.

Ale nie wszyscy się podpisali pod tym raportem.

A oczekiwała pani, że Krzysztof Brejza się pod czymkolwiek podpisze?

Ale Krzysztof Brejza ma swoje argumenty i uważa, że…

Dobrze, skończmy kwestię tę, którą żeśmy zaczęły – raport jest przyjęty.

Ale pani go nie zaprezentuje.

Już powiem. Sytuacja wyglądała w ten sposób, że jest możliwość taka, że może być debata, może debaty nie być. Ja uzyskałam taką informację, że przyjęcie raportu na komisji kończy pracę i w zasadzie zakończyłam komisję. I w tym momencie ktoś tutaj krzyknął do mnie z doradców: „Proszę jeszcze wyznaczyć sprawozdawcę”, więc ja po prostu takim odruchem powiedziałam: „Jarek Krajewski”. I w ten sposób został… Ja będę prezentowała stanowisko klubu w tym zakresie. Ale żeby było jasne – ja nie mam z tym najmniejszego problemu, ponieważ my żeśmy pracowali absolutnie wspólnie, uzupełnialiśmy się, jeżeli chodzi o Jarka Krajewskiego...

Powiedzmy, że Jarek Krajewski to jest poseł PiS-u i jeden z członków komisji ds. Amber Gold. A ile kosztowała komisja ds. Amber Gold, pytają słuchacze? Bo też jeden ze słuchaczy napisał, że kompletnie bezużyteczna i służąca do robienia sobie kampanii samorządowej. Ile kosztowała?

Ja nie wiem, ile kosztowała, dlatego że ja się kosztami nie zajmowałam. To jest bardzo niesprawiedliwe i nieuczciwe, dlatego że proszę pamiętać, że pokrzywdzeni toczą postępowania na różnych szczeblach w całej Polsce. Materiał dowodowy, który został przez nas dostarczony, byłby niemożliwy do pozyskania przez nich, gdyby nie fakt, że komisja pracowała. Ale jest jeszcze jeden aspekt, który ja pamiętam, on był w trakcie prac komisji. Pamiętam, jak weszłam do jednego z urzędów i przyszła do mnie szefowa, nie będę mówiła którego, i mówi do mnie: „Proszę pani, pani przesłuchuje aktualnie moich pracowników. Muszę pani powiedzieć tak: ja nigdy niczym nie byłam w stanie wymusić na nich takiej efektywności pracy jak to, że pracuje komisja. Tzn. każdy z nich dzisiaj zadaje sobie pytanie, że jeżeli cokolwiek przeoczy, opuści, zlekceważy, to może stanąć kiedyś przed komisją”. Ona mówi: „Nigdy niczym nie mogłam ich zmotywować tak, jak ich zmotywowało to, że jest komisja śledcza”. W związku z powyższym, jeżeli oczekiwania opinii publicznej było takie, że Donald Tusk wyjdzie w kajdankach, no to przykro mi, ale ja nie pracuję pod opinię publiczną. Ja jestem prawnikiem, ja sobie cenie swoje nazwisko. I ten materiał, zresztą przeolbrzymi, jeden z największych, z jakim w Polsce przyszło się zmierzyć jakiemukolwiek organowi, myślę, że sobie z nim poradziłam i to całkiem nieźle. Raport jest bardzo gruby, co powoduje, że wiele osób...

Ponad 600 stron.

...nie jest w stanie go przeczytać, a szkoda, dlatego że po to siedziałam nad nim wiele miesięcy i dlatego jest taki szczegółowy, że jak się go przeczyta, to proszę mi uwierzyć, on jest porażający bez naciągania czegokolwiek.

I tutaj stawiamy kropkę w części radiowej, ale jesteśmy cały czas na RadioZET.pl. Zapraszam, z nami jest Małgorzata Wassermann, Prawo i Sprawiedliwość.

***

W internetowej części rozmowy Małgorzata Wassermann została zapytana między innymi o to, czy przyjmie propozycję od swojego konkurenta – Pawła Kowala – i stanie z nim do kilku debat.

– Czy pani tę rękawicę podejmie? – pytała Beata Lubecka.

– Paweł Kowal powinien przyjechać do Krakowa, zobaczy ile tuta się dzieje. Ja go nie widziałam, jeśli mam być szczera – stwierdza gość Radia ZET. – Uczestniczymy w przeróżnych wydarzeniach w Krakowie. Wczoraj była przepiękna uroczystość przeniesienia kamienia upamiętniającego oficerów policji pomordowanych w Katyniu i pozostałych miejscowościach. Był Irek Raś jako miejscowy poseł Platformy, a Pawła Kowala nie było – podaje przykład.

– Niech mi Paweł Kowal nie mówi jak mam prowadzić kampanię. Ja prowadzę ją tak, jak zawsze prowadziłam. Z ludźmi, w swoim terenie. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest tutaj ciałem obcym i ma problem. Lepiej czułby się na antenie np. TVN, gdzie mógłby debatować. Przykro mi, nie pomogę mu w tym. Debata jedynek jest w Krakowie 10 października, będziemy w niej wszyscy uczestniczyli. Proszę się nie gniewać, ale Paweł Kowal musi znaleźć inny sposób na promowanie swojej osoby, a nie spotykać się ze mną co 2 dni w innym studiu – mówi Małgorzata Wassermann.

– Oczywiście, że prywatnie znam Pawła Kowala, był w PiS, miał biuro poselskie z moim tatą. Prywatnie nie mam do niego absolutnie nic. Natomiast podjął taką drogę, że porzucił szeregi PiS i jest reprezentantem naszego głównego rywala, jeśli chodzi o wybory. Przy całej sympatii prywatnej i bez żadnej agresji zdaję sobie sprawę, że chciałby prowadzić kampanię w studiach, ale ja prowadzę ją głównie w terenie – stwierdza szefowa komisji ds. Amber Gold.

„Wicepremier Gowin mówił, że 8 tysięcy złotych na rękę w takich miastach jak Kraków to nie są duże zarobki. Ile mniej więcej płaci Pani pracownikom swojego biura poselskiego w Krakowie?” – chciał wiedzieć użytkownik Twittera o nicku @dane_publiczne.

– To nie są duże zarobki? – pytała o 8 tysięcy złotych Beata Lubecka.

– To nie są małe zarobki, natomiast oczywiście mogę powiedzieć, że znam większe zarobki, czy sama więcej zarabiałam w życiu. Natomiast nie są to pieniądze za które się głoduje – stwierdza Wassermann. – Dyrektor biura, który ma najwięcej obowiązków, ma najwyższą pensję. To 5 tysięcy brutto. Jeśli chodzi o pozostałych pracowników, którzy głównie są na umowach cząstkowych, bo też w taki sposób pracują. Nie są w sposób stały – mówi o pracownikach swojego biura w Krakowie.

Dlaczego lepszym premierem niż Mateusz Morawiecki byłby Jarosław Kaczyński? – chciał wiedzieć inny słuchacz.

– Uważam, że wielu polityków ma wspaniałe cechy. Mogę powiedzieć o wielu świetnych cechach Jarosława Kaczyńskiego i wielu świetnych cechach Mateusza Morawieckiego. Mogę też wymienić wiele wspaniałych rzeczy u Beaty Szydło – odpowiada gość Radia ZET.
– Czyli wcale nie jest powiedziane, że Mateusz Morawiecki byłby premierem, gdyby PiS wygrało wybory?

– Myślę, że ta dyskusja została przecięta przez Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że nie widzi powodu, aby dochodziło do zmiany. Myślę, że u nas wszyscy są świadomi, że nie można się przyspawać i przyzwyczaić do jednej funkcji – odpowiada Wassermann.