Marek Sawicki o expose premiera: Opowieści z Narnii, żadnych konkretów

20.11.2019 08:02

– Powiem szczerze, że to były takie „Opowieści z Narnii”. Nic, żadnych konkretów. Bajanie o kraju mlekiem i miodem płynącym. O tym, że będziemy budowali porozumienie, że będziemy budować wspólnotę – tak Marek Sawicki z PSL komentuje w programie „Gość Radia ZET” exposé premiera Mateusza Morawieckiego. – Nie chciałbym, żeby państwo i premier wtrącali się do moich dzieci – mówi gość Beaty Lubeckiej o zapowiedziach premiera, że „nie ma zgody na eksperymenty społeczne i rewolucje ideologiczne” w rodzinie. 

Beata Lubecka: Marek Sawicki, PSL, wiceszef klubu, dzień dobry, panie pośle. Jak zwykle zielona koniczynka w klapie. Mamy nowy rząd. Jakie zaskakujące, że dostał wotum zaufania. Ale niektórzy chyba z waszych posłów chyba się pogubili, czy tak specjalnie, że jeden się wstrzymał od głosu, a dwóch nie zagłosowało w ogóle. Dlaczego tak?

Marek Sawicki: Nie wiem. Nawet żeśmy nie mieli czasu o tym wczoraj rozmawiać, bo jakieś takie tempo było w miarę szalone wieczorem.

Ale nie ma pan do nich żalu, tak?

Nie, bo powiem szczerze, że…

Nie ma to znaczenia?

Cztery lata temu nawet żeśmy zagłosowali, wstrzymali się chyba od głosowania w sprawie pani premier Beaty Szydło, dając jej niejako szansę na utworzenie rządu i funkcjonowanie.

A teraz poszliście w opozycję totalną?

Nie, to nie jest opozycja totalna. To jest opozycja konstruktywna. Władysław Kosiniak-Kamysz wystąpił po exposé pana premiera, przypominając, że mamy wspólnie z PiS-em podpisany pakt dla zdrowia, że także oferuje kolejne obszary do współpracy, więc zobaczymy, czy PiS rzeczywiście będzie chciał korzystać ze współpracy z opozycją, to jest istotne.

A jeśli mówimy o exposé, to co się tam panu spodobało? Było to exposé, chwalił je oczywiście prezes Kaczyński, a pan dostrzegł tam jakieś jasne punkty, jasne strony?

Wspomniała pani koniczynkę w klapie. To jest nie wiem która, ale przez 26 lat tych exposé wysłuchałem wiele. I powiem szczerze, że to były takie opowieści z Narnii. Nic, żadnych konkretów, bajanie o kraju mlekiem i miodem płynącym, o tym, że będziemy budowali porozumienie, że będziemy budowali wspólnotę…

To pod prezydenckie chyba wybory raczej.

...ale z drugiej strony nie usłyszeliśmy w żadnej kwestii propozycji, jak dany problem ma być rozwiązany, od służby zdrowia poprzez edukację poprzez rolnictwo, poprzez nawet słynne kwestie związane z bezpieczeństwem na drodze. Też pan premier nie powiedział, o co mu chodzi.

No jak to?

No bo samo wykorzystanie buspasów to jeszcze jest za mało.

Powiedział, że wprowadzi pierwszeństwo pieszych przed wejściem na przejście.

Ale to taki projekt ustawy był już w poprzedniej kadencji, nie pamiętam, przez których był składany, chyba przez Kukiza, i został przez PiS odrzucony. Więc można było to już zrobić i to nie jest akurat materia na exposé, bo to są proste rzeczy, które się rozwiązuje w Parlamencie w ciągu – jak PiS pokazał w tamtej kadencji – 14, 16 godzin.

Czyli generalnie jest pan zawiedziony po tym, co pan usłyszał od pana premiera Morawieckiego?

Generalnie jestem zawiedziony, bo z tego exposé, gdyby tak je ścisnąć, to nie pozostanie nic. I to jest problem, bo mamy duże państwo w środku Europy i jeśli chodzi o politykę zagraniczną, nic, żadnych konkretów, jeśli chodzi o politykę gospodarczą, no to przede wszystkim niewiarygodność. Nie mamy ani tysiąca elektrycznych samochodów, czy tam miliona, nie mamy także kwestii Mieszkania+, to, co pan premier zapowiadał. Nie ma przemysłu stoczniowego, o którym pan premier wielokrotnie mówił. Zamiast przekopu Mierzei Wiślanej mamy wycięty las i pewnie na tym to się wszystko zakończy. Nie ma tych inwestycji, o których pan premier mówił, bo zapowiedział wzrost inwestycji z 20% do 25%, a zapomniał, że one spadły do 17%, no więc trzeba sobie jasno powiedzieć, że niech najpierw wykona to, co zepsuł, niech dorówna do tego, co było cztery lata wcześniej.

Ale za to pan premier mocno mówił o tym, że ten rząd i PiS będzie bronić dzieci, będzie chronić Polską rodzinę, tutaj zacytuję pana premiera: „Nie ma zgody na eksperymenty społeczne i rewolucje ideologiczne. Stawką jest przyszłość naszych dzieci, przyszłość ta powinna spoczywać w rękach rodziców, bo to jest normalność”.

A ja powiem pani redaktor, że nie chciałbym, żeby państwo i pan premier wtrącał się do moich dzieci. Ja mam troje dzieci dorosłych, mam 8 wnucząt, dziewiąte w drodze. I moje dzieci są odpowiedzialne i wiedzą, jak je wychowywać. I jeśli nawet wysyłają je na dodatkowe zajęcia, a wszystkie wnuki w dodatkowych zajęciach uczestniczą, to wiedzą, na jakie i są one uzgodnione z kierownictwem szkół, do których chodzą. Do tego...

Dziewięcioro wnucząt ma pan?!

Dziewiąte w drodze.

Wow.

Do tego, pani redaktor, pan premier nie jest potrzebny. Właśnie to był ten znów element dzielenia społeczeństwa – że państwo ma nam wyznaczyć, jak mamy kształcić, jak mamy wychowywać, z kim mamy się spotykać...

I w ogóle czym ma być ta normalność?

Jak to czym ma być normalność?

Bo ja cały czas nie wiem, czym ma być normalność.

Po czterech latach nienormalności przynajmniej trzeba zaklinać, że będzie jakaś normalność, tylko czy ta normalność będzie tą z ostatnich czterech lat? Ja bym nie chciał, żeby nią była.

Ale pan premier jeszcze zapowiedział, że potrzebna byłaby zmiana konstytucji tak, żeby pieniądze, które np. obywatele będą gromadzić w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych na swoje emerytury, żeby nie zostały im odebrane, tak jak wcześniej z OFE, kiedy rządziła PO i PSL.

I powiem pani, że to był najciekawszy element tego wystąpienia. Bo to było się przyznanie do tego, PiS-u, pana premiera, że nie wykluczone, jak mu zabraknie w budżecie pieniędzy, to za dwa lata te pieniądze z IKE także zwinie.

To może trzeba było poprzeć w takim razie te poprawki?

Chcę wyraźnie podkreślić… Nie ma jeszcze żadnej oferty zmian w konstytucji, natomiast kiedy dwa lata temu mówiłem publicznie w imieniu PSL-u, że powołajmy komisję konstytucyjną, zacznijmy mówić, rozmawiać poważnie o zmianach w konstytucji, które są potrzebne, to PiS to lekceważyło. Teraz, kiedy PiS wie, że za dwa lata będzie musiało sięgnąć po te pieniądze, bo sam Jarosław Kaczyński mówi, że jest spowolnienie, to mówi na razie, żeby uspokoić społeczeństwo mówi: dajmy sygnał, że oto w konstytucji zapiszemy – to są wasze pieniądze.

Tylko żeby zapisać to w konstytucji, potrzebna jest duża większość i trzeba by było opozycję w to również zaangażować.

Pani wspomniała o tamtym OFE za czasów PO-PSL-u. Ono zostało przeksięgowane na konta ZUS-u i każdy z nas, ubezpieczonych, ten zapis na koncie ma.

A TK uznał, że to są pieniądze publiczne, a nie nasze prywatne.

I te teraz prywatne za chwilę może się okazać, że pan premier tylko zapowiedział gest wpisania do konstytucji, bo tak jak pani powiedziałem: jeśli za dwa lata, a nie wykluczone, będzie brakowało pieniędzy na różne wydatki, bo i pan premier, i pan Kaczyński jasno mówią: idzie spowolnienie gospodarcze, a zresztą przedsiębiorcy już to wiedzą, w związku z tym niewykluczone, że ubezpieczył się przed tym. Opozycja nie chciała zapisać tego w konstytucji, a nam pieniądze są potrzebne.

To winna będzie opozycja. Ale mamy przesilenie jednak w obozie władzy, bo PiS znienacka wycofało się z tego poselskiego swojego projektu dotyczącego likwidacji limitu składek na ZUS dla najlepiej zarabiających.

PiS się z niczego nie wycofało. PiS został wycofany przez Jarosława Gowina. Jarosław Gowin tym razem okazał się konsekwentny, kręgosłup widocznie mu nieco stwardniał i jasno Kaczyńskiemu wczoraj powiedział, że niestety on tego poprzeć nie może. W związku z tym PiS liczy na to, że wniesiona oferta Lewicy jest ofertą, która zastąpi ich projekt, i niewykluczone…

I sądzi pan, że będą teraz negocjować z Lewicą właśnie?

Negocjować nie będą. Ale niewykluczone, że zostanie to puszczone do komisji i w normalnym procesie legislacyjnym zostanie uchwalone. Bo proszę zwrócić uwagę, tam są dwa ciekawe elementy…

Ale przecież cały czas jest zapis w budżecie, jeśli chodzi o takie rozwiązanie, żeby zlikwidować ten limit składek.

Ale budżet jeszcze nie jest uchwalony.

No właśnie, no nie jest.

W związku z tym nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy uchwalając budżet do końca stycznia, wprowadzili w tym budżecie deficyt 10, 14, 25 miliardów – to wszystko jest już otwarte.

Czyli co, już nie będzie budżetu zrównoważonego?

A to już zapomnijmy o tym. Przecież nawet w to nie wierzy. Bo jak może być zrównoważony budżet, kiedy zadłużenie szpitali wynosi według GUS 14 mld, według samorządów – 17 mld.

Czyli to między bajki można włożyć?

Przerzucenie deficytu na barki samorządów nie jest żadnym równoważeniem budżetu.

No dobrze, to teraz stawiamy wielokropek, ale to nie znaczy, że Marek Sawicki stąd wychodzi, nie. Marek Sawicki zostaje w studiu Radia ZET.

Na cały dzień.

Nie no, może nie aż tak. Jesteśmy w części teraz już internetowej, jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

W internetowej części programu Beata Lubecka zapytała swojego gościa o to, dlaczego Jarosław Kaczyński uległ Jarosławowi Gowinowi.

– Chodziło o to, żeby nie było strat wizerunkowych na pierwszym posiedzeniu? – zastanawiała się gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– Przede wszystkim PiS jest dużo słabsze niż 4 lata temu w Sejmie. Gowin ma chyba 18, Ziobro 17 posłów. 35 posłów brakuje – wylicza Sawicki. – Nie jest żadną tajemnicą, że Jarosław Gowin – jeśli nie uzyska w PiS tego, co może uzyskać – jest gotowy rozpocząć rozmowy z opozycją o wyjściu z tego rządu – przewiduje.

– I do kogo miałby się przyłączyć? Do PSL? Przecież PSL to nie są liberałowie – zwraca uwagę Lubecka.

– Przede wszystkim PSL to jest umiarkowane, konserwatywne centrum. Pani pamięta, że Jarosław Gowin świetnie czuł się w koalicji PO-PSL. Był tam ministrem sprawiedliwości. Wydaje mi się, że dzisiejsza pozycja wicepremiera Gowina wcale nie jest silniejsza niż ta, którą miał w PO – ocenia polityk PSL.

– To o co on gra w takim razie?

– W mojej ocenie Jarosław Gowin gra o przyszłe premierostwo, na ile zbuduje silnie swoją pozycję i wzmocni środowisko. Nie jest wykluczone, że przy degrengoladzie, która się szykuje i braku możliwości realizowania obietnic wyborczych, PiS będzie kruszał. Część polityków będzie spoglądała w stronę Jarosława Gowina – przewiduje Marek Sawicki.

– Nikt nie daje gwarancji, że cokolwiek przetrwa do końca, bo nie wiadomo kiedy koniec jest końcem – tak mówi w programie „Gość Radia ZET” Marek Sawicki zapytany o to, czy Koalicja Polska przetrwa do końca kadencji. – Tarcia są zawsze. Jesteśmy klubem federacyjnym. Trzeba jasno sobie powiedzieć, że mamy i Kukiz’15 i Unię Europejskich Demokratów – wymienia polityk PSL w rozmowie z Beatą Lubecką.

– Zwracam uwagę pani redaktor, że tam prawdziwych chłopów tak naprawdę jest już niewielu – mówi Marek Sawicki do Beaty Lubeckiej. – Myślę, że to jest inny klub, inne otwarcie. Zobaczymy na ile ci nowi posłowie będą angażowali się w bieżące sprawy parlamentarne – zastanawia się.

– Czytałam w jednej z gazet, że „Władek dba tylko o promowanie siebie i swojego ugrupowania” – przywołuje Lubecka.

– Jeśli na sześciu posłów ugrupowania Kukiz’15 jeden dostaje przewodniczącego komisji, trzech dostaje wiceprzewodniczących komisji, to dwie trzecie jest na funkcjach parlamentarnych – wylicza gość Radia ZET.

– Ale marszałek Tyszka miał przecież apetyt, żeby zostać w prezydium Sejmu – stwierdza gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– Marszałek Tyszka mógł mieć apetyt, ale z jasnego podziału wynika, że 6 to nie 24, ale jest zapowiedź o zmianie po dwóch latach, o rotacyjnym wicemarszałku Sejmu Koalicji Polskiej PSL-Kukiz’15. Jeśli marszałek Tyszka wytrwa we współpracy w ramach Koalicji Polskiej, ta obietnica zostanie dotrzymana – zapewnia polityk PSL.

– No i czytam, że pieniądze zostaną w PSL i koniec, kropka. Że ewentualnie jak będziecie łaskawi, to jakieś pieniądze dla Kukiz’15 przeznaczycie na ekspertyzy – wytyka Beata Lubecka.

– Ja bym prosił, żeby nie prowokować nas do zachowań niezgodnych z prawem. Jasno w prawie jest powiedziane: nie ma podziału pieniędzy pomiędzy środowiska polityczne. Kukiz’15 doskonale o tym wie. Jeśli Paweł, jeśli Sachajko, jeśli pan Tyszka przyprowadzą ekspertów z ciekawymi pomysłami, za które trzeba będzie zapłacić, od tego jest fundusz ekspercki. Natomiast nie będziemy dzielić się pieniędzmi, bo takiej możliwości podziału środków nie ma. To są pieniądze budżetowe – wyjaśnia Sawicki.

– Pan mówi, że nic się nie dzieje, a jednak Paweł Kukiz nie poparł oficjalnie kandydatury Władysława Kosiniaka-Kamysza na prezydenta – mówi prowadząca rozmowę w Radiu ZET.

– Nie ma pani racji. Paweł Kukiz stanął na czele Koalicji Polskiej, projektu budowania szerszego porozumienia Koalicji Polskiej. Jest szefem rady programowej. Paweł Kukiz biorąc tę funkcję, czy sugerując, że ją chce, zobowiązał się do tego, że on chce budować pozycję kandydata Koalicji Polskiej Władysława Kosiniaka-Kamysza na prezydenta – mówi Sawicki.