Marek Sawicki: Na wybory komitet PSL. Rozmawiamy m.in. ze Zdrojewskim

28.06.2019 07:10

Poseł PSL Marek Sawicki ujawnia w Radiu ZET, że jego ugrupowanie proponuje swoim ewentualnym partnerom start w ramach Komitetu Wyborczego PSL, a nie koalicji. – Jasno mówimy swoim partnerom: na wybory Komitet Wyborczy PSL otwarty na partnerów z zewnątrz. Po wyborach, jeśli będzie sukces, jesteśmy otwarci także na dyskusję o poszerzeniu formuły PSL poza ruch ludowy na środowiska centrum, na środowiska chadeckie, na środowiska konserwatywne – mówi Beacie Lubeckiej w programie „Gość Radia ZET”. Nie wyklucza, że z list PSL wystartują Bogdan Zdrojewski i Marek Biernacki. – Z tymi politykami rozmawiamy od co najmniej 2 lat. Nie są zadowoleni z powodu lewoskrętu w PO – tłumaczy.

Beata Lubecka: Marek Sawicki, PSL. Lubi pan czasami chadzać do restauracji?

Marek Sawicki: Niekoniecznie, jeśli jest obowiązek, ale od czasu do czasu rzeczywiście zdarza mi się.

Ale podejrzewam, że bardziej gustuje pan w polskiej kuchni niż np. w ośmiorniczkach?

Powiem szczerze, że te ośmiorniczki są dużo tańsze od wielu polskich produktów. Jeśli chce pani zamówić dobrą jagnięcinę, to ona jest co najmniej trzy razy droższa od ośmiorniczek.

No to już wiemy, że Marek Sawicki gustuje w jagnięcinie, tak?

Też. Ale schabowy również, to jest tradycyjna dobra potrawa, a już jeśli jest z dobrym kapuśniaczkiem, to pycha.

W takiej panierce.

Niekoniecznie.

Czyli saute. A czy wyobraża pan sobie taką sytuację, że przychodzi pan do restauracji, siada przy stoliku, przychodzi kelner i mówi: „Nie będziemy pana obsługiwać, bo właściciel po prostu nie sympatyzuje z PSL-em, uważa, że to partia, która szkodzi Polsce i w związku z tym musi pan opuścić lokal”.

Powiem szczerze, nie zdarzyło mi się i takiej sytuacji sobie nie wyobrażam, ale jeśli takie sytuacje się zdarzają, to raczej sytuacja jest już przekreślona, a nie klient.

Ale wie pan, do czego nawiązuję?

Nie bardzo.

Do tego wyroku, który został wydany ostatnio przez TK. Sędziowie orzekli, że drukarz z Łodzi miał prawo odmówić wykonania usługi dla organizacji LGBT, bo nie chciał przykładać ręki do promocji tych środowisk – tak uzasadniał swoją decyzję. Miał prawo, bo może się powołać na klauzulę sumienia. I taka jest wymowa wyroku Trybunału.

Klauzula sumienia raczej została stworzona do kwestii związanych ze stanem zdrowia, bardziej z kwestiami związanymi z religią i sumieniem. Co ma wspólnego tego typu usługa z sumieniem?

Ale takie jest uzasadnienie – że klauzula sumienia również może być przenoszona na przedsiębiorców.

A wie pani, dlaczego takie jest uzasadnienie? No bo przecież odkrycie towarzyskie pana Jarosława Kaczyńskiego, jest dzisiaj szefem TK, więc niech się pani nie dziwi, że...

Odkrycie Jarosława Kaczyńskiego, czyli Julia Przyłębska, pani prezes.

Odkrycie towarzyskie, tak jak powiedział sam pan prezes Kaczyński, z którym spędza mile popołudnia, czasami obiadki. Więc być może ten wyrok był drukowany nie w TK, a przy takim obiadku, no więc dobrze byłoby o to zapytać prezesa Kaczyńskiego.

Czyli sugeruje pan, że ten wyrok mógł być wydany jeszcze pod dyktando prezesa partii rządzącej?

Ja niczego nie sugeruję, ja tylko łączę fakty, a one są oczywiste. Jeśli odkrycie towarzyskie spotyka się z prezesem rządzącej partii, de facto z nadpremierem, nadprezydentem, osobą, która podejmuje najważniejsze decyzje w państwie, a wszyscy inni są tej osobie bezwzględnie podporządkowani, to nic dziwnego, że w tej sprawie zapada taki wyrok.

Ale prezes TK nie zasiadała w składzie orzekającym.

Przecież wiadomo, że nie zasiadała, jest tam przecież, o ile pamiętam, sędzia Muszyński, który jest sędzią dublerem, i jak patrzymy na ostatnie chociażby orzeczenia czy informacje, i z jednej strony orzeczenia już wydane TSUE, ale z drugiej także opinie tego eksperta dla TSUE pod kolejne orzeczenia, to to nie wygląda dobrze.

Czyli rozumiem, że panu się ten wyrok nie do końca podoba?

Po prostu ten wyrok nie jest wyrokiem demokratycznym, w mojej ocenie, jeszcze raz podkreślam, to jest wyrok polityczny.

I może sprzyjać dyskryminacji?

To jest wyrok dyskryminujący, a nie może sprzyjać dyskryminacji.

Czy to już jest przesądzone, że wy, ludowcy, pójdziecie samodzielnie, bez Koalicji Obywatelskiej do wyborów?

Pani redaktor, my, ludowcy, to, co ogłosił prezes Kosiniak-Kamysz, chcemy iść w Koalicji Polskiej, a więc nie samodzielnie, a otwarci na środowiska, przede wszystkim na osoby, na ludzi, którym i wartości ideowe, i także program PSL-u są bliskie, więc raczej będzie to szerzej, nie tylko PSL, a szerzej.

To kto jeszcze?

Natomiast mało wskazuje na to, żebyśmy powrócili do wielkiej koalicji, jak to określiłem chyba ze trzy dni temu, od Biedronia do Pasonia. Pasoń to jest taki chłop z Sądecczyzny, który jest bardzo konserwatywny, góral, ale bardzo rozpoznawalny jako ludowiec w swoim środowisku i kilkakrotnie radny sejmiku małopolskiego. Więc chcę wyraźnie podkreślić, że taka koalicja od Biedronia do Pasonia nie poszerza możliwości zdobycia elektoratu, a zawęża. Ta koncepcja była już sprawdzana i nic nowego Koalicja Europejska na te wybory nie wymyśli.

Grzegorz Schetyna ma inne zdanie. Uważa, że szeroki blok to gwarancja sukcesu.

Grzegorz Schetyna przed tamtymi wyborami też twierdził, że stworzenie wielkiego bloku to jest zwycięstwo Koalicji Europejskiej. Koalicja Europejska osiągnęła dobry wynik, 38%, być może w tych wyborach parlamentarnych zdobyłaby nawet 40%, ale PiS zdobędzie znowu o 5-7% więcej. Więc będzie kolejna przegrana. Więc dziś, skoro tamten wariant nie sprawdził się, trzeba szukać innego. I dlatego my proponujemy, że Grzegorz Schetyna, skoro tak mocno przywiązał się do środowisk lewicowych, gdzie także przewodniczący Neumann mówi, że Wiosny w koalicji wielkiej nie będzie, ale będą politycy Wiosny na listach tej koalicji, więc niech tworzą koalicję liberalno-lewicową, my będziemy tworzyli koalicję ludowo-chadecką, ludowo-konserwatywną i zobaczymy, jaki będzie efekt.

Tylko z kim? 

Proszę poczekać…

Czy to będzie koalicja z Kukizem? Bo słyszę, że prowadzicie twarde negocjacje i to właściwie pod dyktando, że Kukiz musiałby zrzec się własnego szyldu, musiałby pójść pod szyldem PSL-u, bo koalicja jednak podwyższa ten próg do 8%, kiedy można wejść do Sejmu. .

Przede wszystkim nie tylko Kukiz, ale także samorządowcy, ale także Prawica RP, można by wymienić jeszcze parę innych środowisk. Nie środowiska, a bardziej ludzie. I proszę zwrócić też uwagę, że polska Zjednoczona Prawica pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego przecież też jest konglomeratem kilku środowisk politycznych, a nigdy nie szła do wyborów jako koalicja, tylko zawsze jako Komitet Wyborczy Prawa i Sprawiedliwości. I jasno mówimy swoim partnerom: na wybory Komitet Wyborczy Polskiego Stronnictwa Ludowego, otwarty na partnerów z zewnątrz. Po wyborach, jeśli będzie sukces, jesteśmy otwarci także na dyskusję o poszerzeniu formuły PSL-u poza ruch ludowy na środowiska centrum, na środowiska chadeckie, na środowiska konserwatywne.

A czy na waszych listach też mogą znaleźć się takie osoby jak np. Bogdan Zdrojewski czy Marek Biernacki, czyli politycy PO, którzy teraz pozostają na marginesie tej partii?  

Pani redaktor, z tymi politykami rozmawiamy od co najmniej dwóch lat. Ci politycy z lewoskrętu w PO szczęśliwi nie są. W związku z tym, jeśli nadal będzie utrzymywane to porozumienie i ścisła współpraca PO ze środowiskami lewicowymi, to oczywiście oni są gotowi z nami o współpracy rozmawiać. Czy będą na naszych listach, to jeszcze na to jest czas, poczekajmy, ale takie rozmowy też, uczciwie powiem, są prowadzone.

Czyli można zaryzykować tezę, że PSL wystartuje jako Komitet Wyborczy PSL i na listach znajdą się ludzie i od Kukiza, i od Marka Jurka, Prawica RP, i być może jeszcze jacyś samorządowcy?

I być może także samorządowcy, być może także ktoś jeszcze z Nowoczesnej, być może także z PO.

Z Nowoczesnej?!

A dlaczegoż by nie?

To bym się zdziwiła. Przecież Nowoczesna również ma takie postulaty lewicujące.

Niech pani zwróci uwagę, że wybitnym posłem Nowoczesnej, który wszedł, że tak powiem, na grzbiecie Ryszarda Petru do Parlamentu, jest niejaki poseł Gryglas, który poszedł do polskiej Zjednoczonej Prawicy i dziś jest tam czołowym prawicowym ideologiem.

Tak. Ta wolta była zaskakująca.

Więc różne rzeczy się zdarzają. Dla mnie nie była zaskakująca, bo ja prowadziłem z nim kilka rozmów na temat jego poglądów i także koneksji rodzinnych, przeszłości, więc dla mnie było jasne, że jest to narodowiec na listach Nowoczesnej, a nie lewicowiec w środowisku lewicowym.

To jest ostatni Gość Radia ZET w tym sezonie, na kolejne programy zapraszamy od września.

Pani redaktor, nie taki ostatni...

W tym sezonie. Na kolejne zapraszamy od września. Ale to nie znaczy, że się już rozstajemy, bo nie. Zapytam pana o to, co może oznaczać repolonizacja w wykonaniu PiS-u i czy warto będzie pójść do kina na film Patryka Vegi „Polityka”. Ale to wszystko już w Internecie, jesteśmy na RadioZET.pl i na Facebooku, zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Marek Sawicki skomentował doniesienia medialne na temat wpłat na fundusz wyborczy PiS dokonywanych przez osoby zasiadające w zarządach państwowych spółek.

– Kilka lat temu była uchwała Rady Naczelnej, że funkcjonariusze publiczni wskazywani przez PSL mają obowiązek płacenia 2% ze swoich poborów na fundusz Polskiego Stronnictwa Ludowego. Oczywiście była wielka awantura i wielki krzyk. Dziś funkcjonariusze PiS mają obowiązek płacenia 10%. Nikt tego nie kwestionuje, nikt z tym nie polemizuje, a kto się spóźni 3 miesiące z wpłatą, leci z roboty i są następni – mówi. – To jest państwo partyjne z całą pewnością – ocenia w rozmowie z Beatą Lubecką.

Według informacji „Gazety Wyborczej”, wśród darczyńców w 2018 roku był m.in. przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i radny Sejmiku Województwa Mazowieckiego Witold Kołodziejski. W ubiegłym roku wpłacił na fundusz wyborczy PiS 10 tysięcy złotych.

– Czy szef KRRiT ma prawo wpłacić pieniądze na fundusz wyborczy partii rządzącej? – zastanawiała się Beata Lubecka.

– Oczywiście to nie się powinno zdarzyć w państwie demokratycznym. Natomiast w państwie partyjnym – tak, to się zdarza. To jest rzeczą normalną – stwierdza poseł PSL. – Niech pani spojrzy na Węgry, na Turcję, na Białoruś. To są standardy, które PiS-owi odpowiadają. Kropelka po kropelce wdrażane są w życie coraz większym strumieniem – dodaje.

– Kiedy kilka lat temu była uchwała Rady Naczelnej, że funkcjonariusze publiczni, że tak powiem delegowani czy wskazywani przez PSL, mają obowiązek płacenia 2% ze swoich poborów na fundusz Polskiego Stronnictwa Ludowego, to oczywiście była wielka awantura i wielki krzyk. Dziś funkcjonariusze PiS mają obowiązek płacenia 10%. Nikt tego nie kwestionuje, nikt z tym nie polemizuje, a kto się spóźni 3 miesiące z wpłatą, leci z roboty i są następni – mówi gość Radia ZET.

– To pan wie, że takie są standardy? – pytała Beata Lubecka.

– Tam jest pełna dyscyplina, tam jest porządek. Tam jest kasjer, który wszystkiego pilnuje na każdym poziomie. Stąd też tak wielka rotacja kadrowa w wielu miejscach. Jeśli ktoś zapomni, jeśli ktoś nie zdąży, albo ze skąpstwa nie wpłaci, nie ma zmiłuj się. Trzeba wpłacać i koniec – stwierdza Sawicki.

– Ale pan ma na to jakieś dowody?

– To są informacje powszechnie opowiadane na korytarzach sejmowych. Proszę zwrócić uwagę skąd wzięło się 21 mln wpłat na fundusz wyborczy, chociażby na eurowybory PiS. Darowizny od zwykłych, prostych obywateli – odpowiada poseł PSL. – Posłowie zostali europarlamentarzystami, to na Lubelszczyźne szukali czwartego czy piątego, żeby objął mandat posła krajowego w polskim parlamencie, bo ci, co uczestniczyli w spółkach w jakiekolwiek kampanii wyborczej PiS, w spółkach skarbu państwa, spółkach samorządowych zależnych od PiS, dostawali większe pobory niż uposażenie posła. Po co było na 3 miesiące przychodzić do Sejmu, jak tam często dostawało się pieniądze 2-3 razy większe niż gaża poselska? – mówi o spółkach Marek Sawicki. – Widać wyraźnie jak PiS zorganizowało sobie państwo w żelaznej dyscyplinie współzależności kadrowych, finansowych, także politycznych – stwierdza.

– Chce mi pan powiedzieć, że to jest państwo partyjne? – zastanawiała się prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– To jest państwo partyjne z całą pewnością. Co do tego nie mam żadnych złudzeń. Na każdym poziomie, również samorządów gmin – ocenia Sawicki. – Część wyborców może tęskni za takim porządkiem bizantyjskim, który był na wschodzie w Europie, ale część społeczeństwa demokratycznego tego nie akceptuje. Widać wyraźnie, gdzie podział na system bizantyjski i zachodni jest pół na pół, jeśli chodzi o polskie społeczeństwo – dodaje.

– Co może oznaczać repolonizacja mediów w wykonaniu PiS, jeśli ponownie wygra wybory? Czy w ogóle do niej dojdzie? – pytała Beata Lubecka.

– W mojej ocenie to są trochę takie strachy na lachy. Jak yeti – wszyscy o nim mówią, nikt nie widział. Problem polega na tym, że PiS już dziś ma problemy ze spięciem budżetu. Już jest dziś utajniony raport GUS, który mówi o tym, że zadłużenie państwa jest dużo wyższe niż to, które oficjalnie podaje rząd i minister finansów. Chciałbym żeby w Sejmie pani minister Czerwińska jasno nam wyjaśniła dlaczego zrezygnowała z funkcji, co było przyczyną i jaki jest faktyczny stan finansów publicznych. To ważne, żeby opozycja i obywatele wiedzieli w jakim państwie żyjemy – mówi Sawicki.

Czy Marek Sawicki pójdzie do kina na film „Polityka” Patryka Vegi?

– Z pewnością pójdę. Zechcę to obejrzeć, bo nie jest rzeczą tajemną, że czym głośniej mówimy o kwestiach tak zwanej moralności, przyzwoitości i wyznaczamy ludziom standardy, ci wyznaczający najczęściej mają problemy sami ze sobą. Zobaczymy co tam jest pokazane, skonfrontujemy ze swoją podskórną wiedzą i ploteczkami – mówi w Radiu ZET Sawicki. – Nikt z nas nie jest święty. Ani politycy, ani lekarze, ani tramwajarze. Każdy ma jakieś swoje grzeszki i oczywiście to, co jest najciekawsze i najpiękniejsze w naszej religii, to możliwość żałowania za grzechy, postanowienia poprawy i zadośćuczynienia. Jeśli ktoś chce to naprawić, to ja to przyjmuje. Jeśli ktoś nie ma zamiaru naprawiać wyrządzonych szkód a pouczam innych, to jest to rzecz niedopuszczalna – dodaje.