Nauczycielka Monika Owczarek: Walczymy o godne zarobki, żeby mieć czas dla uczniów

18.04.2019 07:04

- Nastroje są różne. Biorą górę emocje. Bardzo emocjonalnie podchodzimy do tej sytuacji. Wiemy doskonale, że nasi uczniowie przygotowywali się do matur przez 3 lata, a te stoją pod znakiem zapytania – mówi w „Gościu Radia ZET” nauczycielka Monika Owczarek zapytana o nastroje wśród jej kolegów i koleżanek z IX LO im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie. Przewodnicząca komitetu strajkowego w swojej szkole mówi Beacie Lubeckiej, że walka toczy się głównie o więcej czasu dla swoich uczniów.

Beata Lubecka: Monika Owczarek, nauczycielka i szefowa komitetu strajkowego w IX Liceum im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie. To jedno z najlepszych liceów w kraju i szóste w Warszawie. Jakie nastroje w pani szkole panują wśród pani kolegów i koleżanek?

Nastroje są różne. Biorą górę emocje, bardzo emocjonalnie podchodzimy do tej sytuacji, bo wiemy doskonale, że tutaj uczniowie nasi przygotowują się do matur, przygotowywali się przez trzy lata, matury stoją pod znakiem zapytania.

No właśnie, to co chcecie zrobić w takim razie? Czy rada pedagogiczna się zbierze, czy nie zbierze? Sklasyfikuje uczniów czy nie sklasyfikuje uczniów?

Ja na pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć w tej chwili.

Czyli pani nie wie.

Nie wiem.

Nie jest pani w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy w waszym liceum, liceum Hoffmanowej, odbędą się matury, czy też nie.

Nie wiem, ciężko mi jest odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ na dzień dzisiejszy strajkuje średnio 70-75% nauczycieli. Tutaj nauczyciele codziennie przychodząc, podejmują decyzję, czy czy przystępują do strajku, czy nie.

A pani zdaniem powinien w takim razie zostać zawieszony strajk i powinni zostać uczniowie sklasyfikowani, czy nie? Pani osobiste zdanie.

To znaczy ja nie mam osobistego zdania.

Jak to?

Tak to, że tutaj, tak jak mówię, to wszystko zależy od nauczyciela. Ja jestem szefową tutaj komitetu strajkowego. Tutaj sprawuję pieczę nad nauczycielami strajkującymi.

Do czego przychylają się pani koleżanki i koledzy?

Znaczy na razie zadecydowali, żeby strajkować. Na razie decyzja jest, że strajk dalej kontynuujemy.

Czyli rada pedagogiczna prawdopodobnie się nie zbierze. Ale na drugiej szali jest jednak dobro ucznia. To są wasi wychowankowie, uczniowie, którzy mają przystąpić do matury, a jeśli nie przystąpią, to mają rok w plecy.

To znaczy tak, oczywiście tutaj jest dobro dziecka, dobro ucznia, liczy się jak najbardziej, ale my o to dobro właśnie walczymy. Walczymy o to, żebyśmy mieli więcej czasu dla tej młodzieży. A więcej czasu będziemy mieli, jeśli będziemy mieli godne zarobki.

Jeśli będziecie więcej zarabiać, to będziecie mieć więcej czasu dla ucznia?

Ta, oczywiście, będziemy mieć więcej czasu dla ucznia, ponieważ jeżeli nie będziemy musieli szukać dodatkowej formy zarobku, żeby opłacić rachunki, żeby również dać godne życie swoim dzieciom, bo my też jesteśmy ludźmi, też mamy swoje rodziny.

Też jesteście rodzicami.

Też jesteśmy rodzicami. Też moje dziecko nie chodzi w tej chwili do szkoły i też ubolewam nad tym. Chcemy jak najszybciej powrócić do swoich obowiązków.

Ale zdaje sobie pani sprawę, że z sondaży wynika, że to poparcie dla was, które było na początku wyższe, teraz jednak topnieje. Czyli opinia publiczna przestaje wam ufać.

Znaczy tak, oczywiście, coraz bliżej tutaj jest matur. Coraz większe zaniepokojenie społeczeństwa.

A wasi wychowankowie zgłaszają wam, że mają do was pretensje? Mówią: „strajkujcie” czy „nie strajkujcie”? Co mówią wasi uczniowie?

Nie, młodzież maturalna nie przychodzi do nas z żadnymi pretensjami, tutaj nie ma do nas pretensji. Natomiast mamy głosy poparcia. Większość uczniów rozumie również, że my walczymy o nich. My również walczymy o nich, bo chcemy z nimi być, chcemy prowadzić te zajęcia pozalekcyjne, a w tej chwili naprawdę coraz bardziej brakuje nam na to czasu.

A rząd lansuje tezę, że ten strajk jest polityczny, że za Sławomirem Broniarzem z ZNP stoi opozycja, stoi Grzegorz Schetyna.

Nie, absolutnie, nie uważałabym, że jest to strajk polityczny, bo my mamy swoje racje, i my w tej chwili próbujemy się wypowiedzieć, próbujemy pisać listy otwarte, jak odczuwamy, co czujemy...

Rzeczywiście – nauczyciele z pani liceum napisali list otwarty, w którym piszą, że matury mogą być zagrożone, chociażby w waszym liceum, ze względów logistycznych. Bo jedno to rada pedagogiczna, klasyfikacja, ale potem ktoś te egzaminy musi przeprowadzić, a potem je sprawdzić. I tutaj jednak to jest bardziej logistycznie wymagające wydarzenie niż egzaminy np. na koniec gimnazjum.

Rzeczywiście w tym liście piszemy, że jest to problematyczne, że plan matur, który został ułożony, jest bardzo misternie ułożony, i jeżeli jakaś cegiełka tutaj spadnie, to wszystko się posypie.

Ktoś na ten list zareagował czy on został kompletnie bez odpowiedzi?
Nie, tutaj ten pierwszy list, który napisaliśmy, napisaliśmy od siebie. To był list, który został stworzony przez nauczycieli IX LO im. Klementyny Hoffmanowej w środę, czyli w trzeci dzień strajku.

I bez odpowiedzi pozostał.

Bez odpowiedzi.

Słuchacze pytają: „Jak można mówić o apolityczności strajku i ZNP, skoro wiceszef Krzysztof Baszczyński przez trzy kadencje był posłem SLD, a teraz SLD jest jednym z filarów Koalicji Europejskiej”. Jak pani odpowie na taki zarzut?

Ciężko mi jest tutaj wypowiedzieć się w tej sprawie.

Pani jest nauczycielką fizyki i matematyki. Ile lat w zawodzie?

24 lata.

I ile pani zarabia? Na rękę.

Ja przyniosłam pasek. Jest to pasek sprzed tej podwyżki styczniowej, która była. Dokładnie na rękę, z wysługą lat, jest 2806,39 zł. Przed tą podwyżką styczniową w tej chwili, która była w wysokości 5%.

Dzisiaj kolejne rozmowy, jeśli chodzi o Radę Dialogu Społecznego na życzenie związków. Rząd, zdaje się, nie będzie miał żadnej nowej propozycji. Czy szef ZNP zaproponuje jakąś nową propozycję? Co to może być? Czy jesteście w stanie spuścić z tonu?

Mnie jest w tej chwili ciężko, nie znam tutaj, jakie są propozycje ZNP. Nie zostały ujawnione.

A może Broniarz źle negocjuje po prostu? Nie ma pani takiego wrażenia?

Nie, wydaje mi się, że tuta cel był postawiony jasno w sporze zbiorowym. Myślę, że związki też poszły troszeczkę nam na rękę, trochę spuściły z tonu. Bo na początku było twardo, że żądamy 1000 zł podwyżki.

A czy teraz jesteście w stanie pójść na jakiekolwiek ustępstwa, czy już nie ma takiej możliwości?

Znaczy mi jest się ciężko wypowiedzieć, bo nie jestem szefem ZNP.

Ale jest pani członkinią ZNP?

Jestem członkiem, ale tutaj nie jestem żadną stroną, która decyduje o tych porozumieniach, tym dialogu.

A ten pomysł okrągłego stołu jak pani ocenia? To przyniesie jakikolwiek efekt?

Bardzo dobrze, że zostało zaproponowane jakieś podjęcie rozmów w sprawie przyszłości edukacji. Liczymy, że do tego stołu nie siądą tylko związkowcy, ale siądą również nauczyciele.

Rodzice również mają przy tym stole zasiąść.

Rodzice… Dobrze by było również, gdyby ministerstwo posłuchało również ucznia, jakie ma potrzeby, dlatego że ja mam wrażenie, że ustalane są pewne sprawy związane z oświatą, z edukacją, poza osobami, które w tym tkwią, które pracują z dziećmi, znają ich potrzeby, znają ich oczekiwania. Wiedzą, czego oczekują od nauczyciela, a uczniowie właśnie nauczyciela, który nie będzie przemęczony, który będzie miał dla nich czas...

I będzie zaangażowany.

I będzie zaangażowany.

To ile jeszcze wytrwacie w takim razie?

To znaczy dążymy tutaj do podjęcia z nami rozmów jak najszybszych. My apelowaliśmy zresztą...

Dzisiaj będą.

Tak, z tym że tutaj nie wiem, na ile jest to prawda, zobaczymy, co się stanie o godzinie 10.00, jakie tutaj będzie porozumienie. Z tego, co ja słyszałam i co słyszeliśmy z mediów, to porozumienie ma być przyniesione to samo, które podpisała Solidarność.

No właśnie. No to ile jeszcze wytrwacie? Trudno powiedzieć?

Trudno jest tutaj powiedzieć. Będziemy chcieli jak najszybciej przystąpić do rozmów, do konstruktywnych decyzji, do korzystnego dla nas porozumienia.

To tyle w części radiowej. Monika Owczarek, nauczycielka i szefowa komitetu strajkowego w IX Liceum im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie. Jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Monika Owczarek została zapytana o to, jak odbiera propozycję, aby pierwsza dama Agata Duda włączyła się w negocjacje z nauczycielami.
Troszeczkę mamy żal do pani prezydentowej, że jako nauczyciel nie wstawiła się za nami. Że jednak nie podjęła z nami wcześniej rozmów. Powiem szczerze, że nie słyszałam takiej propozycji. Słyszałam tylko propozycję, że prezydent chętnie włączyłby się w rozmowy - mówi.

Monika Owczarek przyznaje, że strajkujący nauczyciele byli rozczarowani podpisaniem przez przewodniczącego oświatowej „Solidarności” Ryszarda Proksę porozumienia z rządem.

- Byliśmy bardzo rozczarowani. W mediach były głosy, że jednak w ostatniej chwili „S” wycofa się z dalszych negocjacji i podpisze porozumienie – mówi.

Nauczycielka przypuszcza, że w średnie dotyczące zarobków nauczycieli przedstawianych opinii publicznej wlicza się dodatki.

- Dodatki funkcyjne, dodatki motywacyjne, dodatki wychowawcze. Jest wyliczona średnia – ocenia gość Beaty Lubeckiej.

Monika Owczarek skomentowała też mity dotyczące pracy nauczycieli.

- To nie jest praca tylko przy tablicy. Do zajęć też trzeba się przygotować. Społeczeństwo oskarża nas, że mamy tak dużo wolnego – mówi.

- Wakacje, dwa miesiące. Ferie – zauważa Beata Lubecka.

- Nieprawda. Prowadzimy rekrutację, która w tym roku będzie trwała do 25 lipca. Później do 6 sierpnia jest przerwa, a od 6 sierpnia znowu rusza. Pracujemy w formie dyżurów przy rekrutacji, ale jesteśmy zaangażowani. Poza tym druga sprawa jest taka, że nauczyciele podczas matur w maju prowadzą do południa swoje planowe zajęcia, a po południu siedzą w komisjach maturalnych. Za to nie dostają wynagrodzenia. Poza tym wszelkiego rodzaju dokumentacja szkolna. Dzienniki, arkusze ocen, świadectwa, sprawozdania, opinie uczniów o które proszą nas poradnie… - wymienia Monika Owczarek.

- Gdyby miała pani podsumować, ile de facto pracuje pani godzin w tygodniu? Oprócz tych 18 w ramach pensum – dopytywała gospodyni „Gościa Radia ZET”.

- Myślę, że nieraz są tygodnie sięgające 60 godzin – wylicza nauczycielka „Hoffmanowej”.

- Czyli więcej niż kodeks pracy – zauważa Lubecka.

- Więcej niż przewiduje kodeks pracy. Bardzo często nie mam czasu dla swoich dzieci ze względu na to, że uczę przedmiotu, który wymaga też przygotowania doświadczeń. Uczę fizyki, przygotowuję doświadczenia. Nie robię tego podczas lekcji. Robię to po tych 18 godzinach przed tablicą – mówi Owczarek.