Prof. Monika Płatek: geje mieszkają również na wsi. I mają prawo być szanowani

Redakcja
02.06.2019 07:58
Płatek
fot. RadioZET

Wyobrażam sobie, że jeżeli komuś zależy na tym, żebyśmy się rozwijali jako państwo nowoczesne, które gwarantuje ludziom dobrą jakość życia, to do obowiązków polityków należy, naprawdę do obowiązków polityków należy rozmawiać ze sobą i zastanawiać się, co im naprawdę przeszkadza. Bo jeżeli oni myślą, że ludzie na tych wsiach i na tych miasteczkach to nic nie robią, tylko się łapią za głowę, kiedy słyszą słowo „gej”, to się mylą - mówi w rozmowie z Radie ZET prof. Monika Płatek, karnistka i kandydatka Wiosny do Parlamentu Europejskiego. 

Łukasz Konarski: Prof. Monika Płatek – karnistka, kandydatka Wiosny do Parlamentu Europejskiego. Ludowcy budują Koalicję Polską, to będzie nowy blok konserwatywny, chrześcijańsko-ludowy, na jesienne wybory. I gdzie tu się Wiosna pozycjonuje w tej układance politycznej?

Monika Płatek: Z tego, co Robert Biedroń powiedział, bardzo jasno wynika, że zaprasza do współpracy wszystkie ugrupowania prodemokratyczne i proeuropejskie.

To oznacza, że państwo raczej z PSL-em nie pójdą ręka w rękę, ale to jakoś też ułatwia drogę Wiosny do Parlamentu?

To bardzo ciekawe pytanie. Rozumie pan, że mówi pan do człowieka, który nie jest członkiem żadnej partii, został zaproszony na listę?

Tak jest.

I przyjęłam to zaproszenie z tego powodu, że program Wiosny, który był bardzo konkretny, mi odpowiada. Natomiast wydaje mi się, że byłoby dobrze porozmawiać na argumenty i na konkrety, co takiego przeszkadza ludowcom w programie, który proponuje Wiosna. Bo ja się naprawdę szczerze zastanawiam, skąd się bierze ta ogromna niechęć, to takie bardzo twarde stwierdzenie przecież dobrego i doświadczonego polityka, który stoi na czele PSL-u, że jeżeli Wiosna weszłaby do koalicji – mówimy hipotetycznie – to wtedy PSL występuje z tej koalicji. Tak jakby dla rolników, ludzi mieszkających na wsi, w małych miasteczkach było nieistotne to, żeby mieć dostęp do dobrej edukacji, dostęp do respektowania praw reprodukcyjnych, dostęp do lekarza i świadczeń medycznych, dbałość o ekologię, dbałość o to, żeby język angielski był dostępny w każdym domu. Co takiego przeszkadza?

Pewnie przeszkadza sprawa LGBT.

Przepraszam – sprawa LGBT to jest sprawa ludzi, obywateli i obywatelek żyjących w Polsce, którzy mają inną orientację seksualną niż heteroseksualna. I teraz powiedzmy sobie to po raz kolejny: ludzie rodzą się z różną orientacją seksualną. Te orientacje seksualne są następujące: heteroseksualna, biseksualna, homoseksualna, aseksualna. One są różnoliczne i równoważne. Wszystkie te orientacje są równoważne. I jeżeli się chce dyskryminować ludzi na samym wstępie, naszych braci, siostry, matki, ojców, nasze rodziny i bliskich z tego powodu, że mają inną orientację niż heteroseksualną, będąc urodzonym w rodzinach, które również mają różną orientację seksualną, jeżeli z tego powodu chce się niszczyć ludzkie życie i godzić się na to, że ludzie są dyskryminowani na poziomie finansowym, na poziomie dostępu do zdrowia, na poziomie dostępu do pracy, jeżeli sobie pozwalamy, żeby wycinać ogromną rzeszę ludzi z życia w Polsce, to ja tego nie rozumiem.

Ale rozumiem, że Wiosna w bloku konserwatywno-chadeckim raczej nie bardzo by się pozycjonowała? Mogłoby dojść do jakichś rozmów między Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem a Robertem Biedroniem w tej sprawie?

Nie jestem rzeczniczką nawet prasową Wiosny, ale wyobrażam sobie, że jeżeli komuś zależy na tym, żebyśmy się rozwijali jako państwo nowoczesne, które gwarantuje ludziom dobrą jakość życia, to do obowiązków polityków należy, naprawdę do obowiązków polityków należy rozmawiać ze sobą i zastanawiać się, co im naprawdę przeszkadza. Bo jeżeli oni myślą, że ludzie na tych wsiach i na tych miasteczkach to nic nie robią, tylko się łapią za głowę, kiedy słyszą słowo „gej”, to się mylą. Bo geje mieszkają również na wsi, geje się rodzą również w wiejskich chatach i mają prawo do tego, żeby być szanowani, respektowani i żeby nie uciekać z Polski, nie być wyrzucanym z Polski i nie być powodem do wygrywania brzydko również różnych politycznych spraw.

Robert Biedroń będzie szefem delegacji europosłów Wiosny do PE. Rozumiem, że zrzeknie się mandatu dopiero, jak dostanie się do Sejmu, tak? Jak to państwo ustalili między sobą?

Nie ustaliliśmy niczego między sobą, te pytania są do Roberta Biedronia, nie chciałabym i nie jestem upoważniona, żeby w jego imieniu się na ten temat wypowiadać.

No tak, ale pani wejdzie pani za Roberta Biedronia do PE, jeżeli on zrzeknie się swojego mandatu.

Zdecydowanie tak.

Rozmowy jakieś były na ten temat? No chyba były.

Właśnie tego typu: że w momencie, kiedy Robert Biedroń rezygnuje, ja oczywiście obejmuję mandat.

A nie ma takiej obawy np., że jak zobaczy, że są słabe wyniki Wiosny i Wiosna nie dostaje się do Sejmu, to on zostanie w PE, a pani wtedy – na lodzie?

Ja nie zostanę na lodzie, ja zostanę w Warszawie i będę pracowała w Warszawie. To w ogóle nie jest tego typu problem.

Ale rozumiem, że pani się nie pakuje do Brukseli, na razie wszystko robi tutaj na miejscu?

Tak jest.

 A czym by się pani chciała zająć w Brukseli, jeśli jednak pani w PE będzie?

Każdy, kto był kandydatem, kandydatką do PE, musiał zadeklarować, musiała zadeklarować zarówno komisję, w jakiej by się znalazła i jakie byłyby priorytety pracy. Jeżeli chodzi o komisje, to mnie odpowiadają co najmniej trzy komisje: jedna dotycząca praw i wolności obywatelskich i spraw wewnętrznych, spraw dotyczących równości kobiet i spraw dotyczących nauki. I nie będę ukrywać, że jeżeli chodzi o naukę, to tutaj mam dużą wiedzę również w takim zakresie, że naprawdę w Polsce mamy wielu naukowców, wielu specjalistów, którzy mogliby dużo zrobić w Polsce, bez wyjeżdżania z kraju. I UE oferuje niesamowite możliwości. Mamy trzy wielkie bloki. Pierwszy to jest Open Science – ponad 25 mln euro. Drugi to jest Global Challenges and Industrial Competitiveness. Trzeci to Open Innovation. Ten drugi ma ponad 52 mln, trzeci ponad 13 mln. Sfery, które to obejmuje, to jest zdrowie, kultura, społeczeństwo obywatelskie, bezpieczeństwo, digitalizacja, klimat, żywność. To jest obszar, gdzie może współpracować nauka, innowacja, przemysł. I teraz, jeżeli pan weźmie pod uwagę, że polską naukę, całą polską naukę, w UE reprezentuje świetny zespół, ale pięcioosobowy z PAN-u, w warunkach, w których jeden wydział prawa w Amsterdamie ma również pięć osób, które walczą o te pieniądze i je otrzymują, to masze szanse na dzień dzisiejszy są strasznie słabe, nie dlatego, że nie ma tych możliwości, tylko dlatego, że my z nich kompletnie nie korzystamy. A to jest wyjątkowy obszar, gdzie rzeczywiście zadbanie o rozwój polskiej nauki i polskiego przemysłu służy zarówno Polsce, jak i UE. Bo trzeba pamiętać też o drugiej rzeczy – że posłanka i poseł do PE, reprezentując Polskę, reprezentuje UE i musi mieć na uwadze również równomierny rozwój UE, a dzięki temu Polski, i ten obszar na to pozwala.

A pani będzie startowała do Sejmu czy nie?

Nie.

Czyli pani czeka na ten mandat…

To nie jest tak, że ja czekam.

Rozumiem.

To jest tak, że ja podjęłam decyzję i jej się trzymam.

„Afera z Lisińskim musi otworzyć oczy, oto wiarygodność walczących z pedofilią w polskim Kościele. Utrata wiarygodności prezesa Fundacji Nie Lękajcie Się i na ludzi z nią związanych” - tak piszą prawicowe portale.

Ja się nie dziwię, że tak piszą prawicowe portale i że chcą wygrywać tę sprawę, ale prawicowe portale mogłyby również wziąć pod uwagę i to, że fakt molestowania, wykorzystywania, gwałcenia dzieci przez osoby duchowne jest naprawdę na tyle istotnym, że wymaga nie tylko wyjaśnienia i rozwiązania, ale przeciwdziałania. I teraz, próba dezawuacji działalności całej fundacji jest nieuczciwa i szkodzi ofiarom, i szkodzi Kościołowi, i szkodzi Polsce. W związku z tym jest ogromną stratą dla samego twórcy fundacji – bo Marek Lisiński stworzył tę fundację i gdzieś po drodze się pogubił, i niestety swoją postawą zawiódł ludzi pracujących i z nim, i dla fundacji, i dla wyjaśniania tych spraw, ale mam nadzieję, że będziemy chociaż trochę dojrzali i nie będziemy właśnie próbować wykorzystywać tej sprawy jako elementu, który pozwoli po raz kolejny zamieść pod dywan zbrodnie, które mają miejsce w Kościele, które krzywdzą konkretnych ludzi, które krzywdzą nas wszystkich i szczerze mówiąc, nie służą również Kościołowi.

Pani zdaniem zewnętrzny audyt fundacji – bo pani współpracuje z Fundacją Nie Lękajcie Się – ten zewnętrzny audyt na tyle będzie mógł uzdrowić tę sytuację, wyczyścić pewne sprawy, tak żeby oddzielić działalność nieuczciwą chyba – wszystko na to wskazuje – prezesa fundacji od tego, co robi sama fundacji i jak pomaga ofiarom?

Zdecydowanie audyt ma ogromne znaczenie i postawa ludzi, którzy bezpośrednio w fundacji pracują, bardzo wyraźnie pokazuje dążenie do tego, żeby sprawy były transparentne i aby się nie powtarzały. Natomiast trzeba przyznać jedno: ludzie są różni, ludzie popełniają błędy. Marek Lisiński założył tę fundację. Ja pamiętam czas, kiedy był samotnym człowiekiem, który był przez bardzo wielu sekowany i teraz, dzięki temu, że zaczęły z nim współpracować bardzo pracowita polityczka, bardzo pracowita aktywistka, doprowadziliśmy do tego, że powstała mapa, że powstał raport, niepisany przecież przez Marka Lisińskiego, i że włączyły się w to osoby takie jak Jolanta Banach, która również ma ogromny wpływ na przygotowanie przez nas projektu ustawy, która ma szansę doprowadzić do rozliczenia przestępstw, które zostały popełnione i wreszcie do włączenia się w prawidłową działalność. I teraz, prawicowym mediom, ale i innym, chcę przypomnieć, że obowiązuje nas od 2015 roku konwencja Rady Europy o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystaniem i niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych i również obowiązują nas dyrektywy UE, które lekceważymy, których nie wprowadzamy w życie. I gdyby władza odpowiednio się zachowała kilka lat temu, mielibyśmy szansę zarówno wyrównać krzywdy, które i Marek Lisiński odniósł, i inne osoby skrzywdzone przez księży i przez zakonnice, i przez ludzi z Kościołem związanych. To jest ważne dla Kościoła. Mamy nadzieję, że większość ludzi w Kościele zachowuje się właściwie. To w ich interesie jest odciąć się od tekstów hierarchów, którzy mówią, że to dzieci same lgną i same się [tak] zachowują, bo tak mówią właśnie pedofile, tylko żeby doprowadzić do sytuacji, aby prawo, które jest obowiązującym prawem państwowym, zaczęło obowiązywać również wobec osób, które są w Kościele.

A nie boi się pani, że ta afera to koniec rozliczenia polskiego Kościoła z pedofilii?

Nie. Nie, dlatego że to, co się stało, to się nie odstanie.

Mówi pani o filmie?

Ja mówię również o filmie.

O mapie itd.

Film, fakt, że miał 22 mln odsłon, że 48 razy oglądano ten film w Watykanie, najlepiej dowodzi tego, że my żeśmy wiedzieli, my żeśmy podejrzewali, my żeśmy przymykali oko na to, że to się zamiata pod dywan i że stwarza się obszar bezkarności dla osób, które są związane z kościołem. I teraz mamy dowód: konfrontację tekstów wygłaszanych przez hierarchów i tego, co się dzieje naprawdę. Czyli to, co się dzieje naprawdę… I oczywiście, to się dzieje również dlatego, że kolejne władze, kolejne organy ścigania także nie były zainteresowane tym, żeby stanąć po stronie ofiar.

A propos organów ścigania, nie ma pani obaw, że wkroczy tutaj prokuratura i będzie badała fundację, przepływ finansowy, samą działalność prezesa.

Oczywiście, że nie mogę tego wykluczyć. I nie mogę wykluczyć tego, że władza, która jest odpowiedzialna za brak stosownej reakcji władz państwowych, będzie starała się wykorzystywać wszystko, co może, żeby odsunąć od siebie również odpowiedzialność. Natomiast jeżeli minister sprawiedliwości pozwala sobie na to, żeby wyjść przed kamery i twierdzić, że wcześniej brakowało przepisów państwowych, które zobowiązywały duchownych do zgłaszania tego typu przestępstw, to to jest dalekie wprowadzenie w błąd opinii publicznej. Bo nie chcę podejrzewać pana ministra, że aż tak kiepsko zna prawo. Powiedzmy sobie: w grę wchodzi zarówno poplecznictwo, jak i pomocnictwo przy popełnianiu przestępstw. A z drugiej strony mamy 72 artykuł konstytucji, która stwarza pewną generalną klauzulę mówiącą o tym, że każdy jest zobowiązany do działania na rzecz ochrony dzieci – 572 Kodeksu postępowania cywilnego, musimy to powiedzieć, który mówi o tym, że każdy jest zobowiązany zgłosić do sądu również sytuację, w której dziecko jest krzywdzone. 304 KPK zobowiązuje każdego duchownego do zgłoszenia tego do prokuratury, a nie do swoich zwierzchników.

A czy dochodziły do pani jakieś informacje, że Marek Lisiński – że tu jakieś problemy mogą być, jeśli chodzi o jakieś rzekome wyłudzanie pieniędzy?

Oczywiście, że nie.

Czyli pani była zaskoczona tą sytuacją?

Bardzo. I jest mi z tego powodu bardzo przykro. I jednocześnie rozumiem, że podjęte kroki, wydane oświadczenie zwracające się z prośbą, żeby pozwolić wyjaśnić sprawę i aby zarówno dziennikarze, jak i politycy, nie wykorzystywali tego dla siebie i nie wydawali sądów przedwcześnie – no mam nadzieję, że będziemy w stanie to uszanować, dla dobra nas wszystkich.

RadioZET.pl