Olgierd Łukaszewicz: spotkanie studentów z Romanem Polańskim byłoby wzbogaceniem

29.11.2019 08:02

Aktor Olgierd Łukaszewicz komentuje w programie „Gość Radia ZET” apel studentów łódzkiej filmówki, który nie chcą spotkania z Romanem Polańskim na ich uczelni. – Jeśli chcą się spotkać z człowiekiem, który ma dać świadectwo swojej moralności, pewnie zwycięży ich racja. Jeśli chcą się spotkać z mistrzem kina, to będzie dla nich wzbogaceniem – mówi w rozmowie z Beatą Lubecką. Jak dodaje, dorobek artysty można oddzielać od tego, co robi w życiu prywatnym. 

Beata Lubecka: Olgierd Łukaszewicz, generał Fieldorf, znany też z – można by wymienić bez końca liczbę ról, które pan zagrał. Dzień dobry.

Olgierd Łukaszewicz: Dzień dobry.

A na ekrany wchodzi najnowszy film z pana udziałem „Solid Firm” inspirowany słynną piramidą finansową Amber Gold. Jaką postać pan tam gra? To jest generał Wilkosz.

Składam protest. Ten film nie jest inspirowany Amber Gold.

Nie?

Tak. Pierwsza scena tego filmu powinna być taka, jaka była w scenariuszu, a podobno zachowała się w wersji serialowej, a mianowicie ja jako były generał PRL-owski, jeszcze z czasów PRL-u, wysyłam złoto z Polski do Szwajcarii, i jest taka scena nakręcona, więc w ogóle to w intencjach...

To mnie pan zaskoczył, bo jednak byliśmy przekonani, że Amber Gold jest podstawową kanwą, na podstawie której ten film powstaje. Zresztą tam są takie paralele, można powiedzieć.

Są takie aluzje do tego. Ale mogła też być aluzja do słowa „gold”. Właśnie tego dnia, kiedy była premiera, złoto polskie wróciło z Londynu do Polski. Więc możemy mieć różne aluzje, sprawa Amber Gold czeka na swój naprawdę poważny, wielki, może i sensacyjny film, który by nas trochę moralnie uczulił na tę sprawę. Jest kilka już książek, które powstały o tej strasznej aferze.

Ponad 18 tys. osób zostało poszkodowanych, przypomnijmy.

Osób, i o różnych powiązaniach, itd. To jest coś, co oczywiście obciąża nasze zbiorowe sumienie. Ale my z wieloma sprawami sobie nie umiemy dać rady w naszym zbiorowym sumieniu.

A wracając do pana, to jaką postać pan gra? Czy to jest typ spod ciemnej gwiazdy, skoro to jest generał z czasów PRL-u?

Tak, to jest typ absolutnie spod ciemnej gwiazdy, który już na emeryturze wszedł w układy ze światem przestępczym, jak się okazuje, chociaż jest to epizodyczna rola, jest to dosyć kluczowa rola dla rozwiązania intrygi.

Bo to jest kryminał de facto.

To jest kryminał. Jak to w kryminale, wszystkie zagadki są istotne. No to co, mam się przyznać do tego, że to ja…?

Nie, nie będziemy tutaj spoilerować, jak to się mówi. Natomiast to jest trochę jednak wbrew pańskiemu emploi. Bo znany jest pan z tego, że gra przede wszystkim pan rolę tych bohaterów, pozytywnych postaci. A tu proszę – szwarccharakter.

Marta Fik, kiedyś taka słynna recenzentka w „Polityce” w latach 70., napisała, że właściwie ja nadawałbym się do takich ról zimnych gangsterów, i nareszcie się doczekałem. Na trzecim roku szkoły teatralnej graliśmy z Wojtkiem Pszoniakiem „Samoobsługę” Pintera, rzecz o dwóch gangsterach, i ja byłem ten, który go wykańcza, no i doczekałem się. Bo i wczoraj jeszcze była prezentacja Chyłki, gdzie również gram epizodyczną rolę, ale również kluczową dla intrygi...

I też pan jest tym złym.

Jestem złym, i tutaj już nie będzie żadnych wątpliwości, bo widać, jaką popełniam zbrodnię.

Ale w filmie „Solid Firm” można powiedzieć, że plejada, tuzy polskiego kina, bo to jest tak: Gajos, Seweryn, Łukaszewicz, Stenka. Jak się grało w takim towarzystwie? Wy znacie się chyba wszyscy dobrze jak łyse konie, mówiąc tak kolokwialnie?

My się wszyscy bardzo lubimy. Jacek Bromski, u którego wielokrotnie już grałem, specjalista zresztą od mieszania gatunków, wiadomości, informacji. Np. film „Kuchnia polska” to też jest właśnie dowód jego mistrzostwa jako kucharza, kiedy te wszystkie rzeczy zbiera z powietrza, gazet itd., miesza itd. My lubimy się, więc to było bardzo miłe.

Czyli atmosfera na planie była fantastyczna, tak?

Tak.

Zobaczymy, jak to się przełoży na ekran. Natomiast film, też trzeba przypomnieć, jednak był kontrowersyjny, bo też były te kontrowersje na festiwalu w Gdyni, kiedy film był najpierw wycofywany, potem wrócił do konkursu.

No bo istniała taka możliwości, dlatego jako aktorzy zaprotestowaliśmy, że gdyby powyciągać pewne fragmenty z tego filmu, to można by powiedzieć to, co pani powiedziała na początku, że ten film ma za zadanie wskazać na aferę Amber Gold, no i wskazać któraż to partia za tym stała.

Wiadomo która, wiadomo przecież – PiS o aferę Amber Gold oskarża poprzedników swoich. Ja się tylko zastanawiam, czy ta historia zainteresuje Polaków? Czy może zainteresować Polaków?

Ja bardzo bym chciał, żeby zainteresowała, ale wydawałoby się, że ten ruch, skandal spowoduje, że to będzie ruch reklamowy, ale już tyle rzeczy się mówi, co się wydarzyło w życiu publicznym... Życzę filmowi, żeby to się przełożyło na frekwencję, ale czy się przełoży?

Wracając do pana. Nie wszyscy pamiętają, że pan wystartował do PE, nie dostał się pan, pod auspicjami Wiosny. I co z tej Wiosny zostało?

Ja nie będę komentował może specjalnie Wiosny, ponieważ kontaktowałem się z tą Wiosną dosyć skromnie.

Incydentalnie.

Incydentalnie. I z samym szefem, bardzo miłym człowiekiem. Natomiast uprzedziłem, że popierając panią Wandę Nowicką, i dałem tego dowód kilkakrotnie, występując obok niej i czytając na przykład na głos – bo od tego jest aktor – konwencję stambulską w sprawie kobiet, ochrony kobiet itd., bo to jest specjalizacja pani Nowickiej. Ale oprócz tego w pięciu miastach na terenie woj. kujawsko-pomorskiego, w symbolicznych miejscach, jak pomnik Kopernika w Toruniu, jak schody Teatru Polskiego w Bydgoszczy, jak pomnik we Włocławku dla wszystkich żołnierzy na wszystkich polach bitew czy w Grudziądzu odgrywałem swojego ulubionego Jastrzębowskiego, „Konstytucję dla Europy” z 1831 roku. Taką fundację jego imienia założyłem i konsekwentnie działam. Było to zresztą za zgodą pana Biedronia, że ja będę pokazywał, że Wiosna także sięga do tradycji XIX-wiecznej.

Ale rozumiem, że skoro pan jednak wystartował pod auspicjami tej listy, no to pan jednak wierzył w to przedsięwzięcie, natomiast z tego przedsięwzięcia nie zostało praktycznie nic. Wychodzi na to, że Wiosna połączy się z SLD.

Wiele lewicowych haseł odpowiadało mi. Odpowiada mi świeckie państwo. Odpowiada mi rozdzielenie tego. Ja nie mogę się tak pogodzić z tym, że Kościół tak się miesza do polityki. Ale też pewne rzeczy mi przeszkadzały.

Dlaczego pan się nie może pogodzić z tym, że Kościół się tak miesza do polityki?

No bo któregoś dnia, jak usłyszałem kazanie w Kościele, opuściłem ręce i wyszedłem. Powiedziałem: „nie, na te temat nie będziemy rozmawiać, proszę mówić o moim zbawieniu, o transcendencji, o tym, co mnie czeka po śmierci, bo do tego jest religia: jak ja mam żyć, żeby być zbawionym, a nie, która partia ma wygrać. Więc od tego jest religia.

A teraz po wyborach jak pan postrzega tę całą sytuację polityczną?

Ja muszę postrzegać ją z własnego punktu widzenia, czyli obywatelu, co możesz zrobić konkretnego, jeżeli chcesz się włączyć w to życie polityczne, obywatelskie?

No to co, obywatelu, możesz zrobić?

Jeżdżę po miastach województwa mazowieckiego pod hasłem: „Warto żyć w zjednoczonej Europie”. Byłem we wsi Bończa z głównym negocjatorem wejścia Polski do Unii panem Janem Truszczyńskim, byłem we wsi Załuski z panem ambasadorem Grelą, 13 lat w Brukseli, byłem z Jarosławem Kalinowskim w Mrozach.

Ale to cały czas Polakom trzeba w takim razie przypominać, że to dobrze, że jesteśmy w UE? Przecież entuzjazm Polaków jest nieudawany, jeśli chodzi o przynależność do Unii.

Jest udawany!

Tak?

Jest udawany i jest statystyczny, bo jeżeli w Eurobarometrze zapytać inaczej: „Czy wyobrażasz sobie Polskę poza Unią?”, 40% odpowiada „tak”.

A pan sobie nie wyobraża?

Ja sobie nie wyobrażam i nie wyobrażam sobie, że UE miałaby się przekształcić w Europę ojczyzn, a to jest hasło wpisane w program PiS. Przeczytałem ten program i ja polemizuję z programem tej partii. Ja chcę zjednoczonej, zintegrowanej Europy, i do takiej się wpisywałem wtedy, kiedy w 2003 roku głosowałem za wejściem do Unii.

I tutaj stawiamy trzykropek, to tyle w części radiowej. Olgierd Łukaszewicz z nami zostaje. W części internetowej zapytam pana m.in. o wizytę Romana Polańskiego w Polsce. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam, Beata Lubecka.

***

Według studentów Szkoły Filmowej w Łodzi, placówka „powinna być miejscem, w którym potępia się przemocowe zachowania seksualne”. Wskazują w petycji, że „Roman Polański jest oskarżany o przynajmniej pięć tego rodzaju zachowań”.– Zna pan osobiście Romana Polańskiego? – pytała Beata Lubecka w internetowej części programu.– Nie – odpowiada Łukaszewicz.– A ceni pan jego filmy? – chciała wiedzieć prowadząca program „Gość Radia ZET”.– Bardzo – przyznaje aktor.– A który najbardziej? – dopytywała Lubecka.– Przypominają mi się początki. „Wstręt” na przykład czy „Chinatown” – wymienia Olgierd Łukaszewicz.Gospodyni programu „Gość Radia ZET” zapytała swojego gościa, co by doradzał rektorowi Mariuszowi Grzegorzkowi. – Ta wizyta powinna zostać odwołana, czy nie? – zastanawiała się Lubecka.– Nie wiem czemu ma służyć Szkoła Filmowa. Jeśli chcą się spotkać z człowiekiem, który ma dać świadectwo swojej moralności, to pewnie zwycięży ich racja. Jeśli chcą się spotkać z mistrzem kina – kontrowersyjnym, a dla nich partnerem – to będzie dla nich wzbogaceniem – ocenia w Radiu ZET Łukaszewicz.Zdaniem aktora, „przeżywamy w tej chwili uzurpację we wzajemnym osądzeniu się”.– Gdyby w innym klimacie polskim tego typu postulat był zgłoszony, może umiałbym się odnieść do tego klarowniej. Dziś, kiedy szerzy się analfabetyzm moralny w Polsce, to wydaje mi się zupełnie dziwne – stwierdza Olgierd Łukaszewicz w rozmowie z Beatą Lubecką.Aktor wskazuje na duże zmiany w systemie szkolnictwa wyższego w Polsce.– Studenci mają dziś kształtować uczelnię. To zupełnie inaczej. Kiedy ja studiowałem, to mistrzowie mówili do czego i do jakiego świata wchodzą [studenci]. Można było się kłócić z nauczycielem, ale jednak on miał głos – zauważa. – Dzisiaj to nawet ustawowo jest powiedziane, że studenci wybierają swoich pedagogów. Mówią kto jest kompetentny, a kto nie jest kompetentny. Dla mnie to jest dziwny świat – uważa Łukaszewicz. – Pan na miejscu rektora łódzkiej filmówki też postąpiłby w ten sposób, że nie odwoływałby pan tego spotkania? – zastanawiała się Beata Lubecka.– Zapytałbym ich, co chcą osiągnąć tym gestem. Mają szansę spotkać się z kimś wyjątkowym, jeśli chodzi o sztukę filmową, czy może nie chcą się z nim spotkać, bo są dla nich ważniejsze moralne oceny, i to oni są sędziami – mówi Olgierd Łukaszewicz.– Ale czy artystę można oddzielać od tego co robi w życiu prywatnym, nawet bardzo wybitnego? – zastanawiała się prowadząca program „Gość Radia ZET”.– Można – potwierdza aktor.