Zamknij

Patryk Vega: zrobię film o aferze podkarpackiej - mam taśmy

20.02.2020 08:02

Afera podkarpacka ma być tematem kolejnego filmu Patryka Vegi. Zapowiedział to w Radiu ZET sam reżyser. – Pozyskałem do współpracy wszystkich uczestników tej afery. Dali mi swoją historię na wyłączność i będą ze mną promować ten film – mówi Vega w rozmowie z Beatą Lubecką. Zapewnia, że ma materiały związane z aferą. – Pokażę taśmy w marcu w internecie – deklaruje. – To będzie bardzo gruby film. Promocja, która w jego trakcie nastąpi, zrobi większy rozpierdziel niż „Polityka” – uważa reżyser. Zdjęcia ruszą 20 marca, a film trafi na ekrany polskich kin 4 września.

Beata Lubecka: Patryk Vega, reżyser. Rzeczywiście kręcił pan filmy o służbach specjalnych. Dzień dobry.

Patryk Vega: Dzień dobry.

Nasz gość w nieodłącznej bejsbolówce, czapeczce, czarnej. „Nie czytam gazet, nie śledzę internetu” – to pańskie słowa. Nie wierzę panu.

Ale jest to prawda.

Nie wierzę panu. Chociażby dlatego, że oglądałam film „Polityka” i to był taki zlepek wszystkiego, co czytaliśmy w gazetach o aferach mniejszych, większych w naszym politycznym światku.

No tak, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że za tym wszystkim stał jeszcze pomiędzy mną a widzami scenarzysta, który te gazety czyta.

No ale nie, nie wierzę panu. Ale kto to jest Marian Banaś, to pan wie?

Słyszałem.

Słyszał pan...

Co nieco.

...co się wydarzyło? Że CBA wkroczyło do NIK-u i też przeszukało mieszkania prezesa NIK-u, jego córki, samochód syna… No po prostu gotowy scenariusz na film.

Dotarł do mnie zabawny mem, że aferę z Banasiem może przykryć tylko ślub Kaczyńskiego.

Ale nie myślał pan o tym, że można by to wykorzystać na potrzeby scenariuszowe, skoro pan robił właśnie filmy o służbach specjalnych?

No dla mnie ten temat musiałby w jakiś szczególny sposób do mnie dotrzeć. Ja przygotowuję teraz film o służbach specjalnych na 4 września i on też będzie opowiadał o jednej z największych afer, które się dzieją tu i teraz. Mogę powiedzieć, że właściwie ten film wyprzedzi rzeczywistość.

To w takim razie o jaką aferę chodzi?

Zorientuje się pani we wrześniu, ale to jest bardzo gruba historia.

Czyli ta afera jeszcze nie wybuchła? Ona dopiero wybuchnie, tak?

Ona się dzieje już. Jest powołana komisja śledcza w tej sprawie, ale nie jest zakończone jeszcze śledztwo.

Ale może pan chyba powiedzieć, o co chodzi? Czy nie może?

Nie.

Nie może pan. A palec środkowy komuś pan pokazał kiedykolwiek w życiu?

Hm…

Hm?

Trudno mi sobie przypomnieć w tym momencie.

A dla pana to jest taki bardzo obraźliwy gest?

No generalnie jest jednoznaczny, tak.

No tak w estetyce pańskich filmów, można powiedzieć. Wie pan, że jedna z posłanek PiS-u pokazała ten gest w Sejmie?

Słyszałem.

No i co pan o tym sądzi?

No, ja uważam, że pewne rzeczy trzeba brać na klatę. Jeśli ktoś już coś takiego zrobił, to tłumaczenie potem, że rzekomo wpadło mu coś do oka jest po prostu zachowaniem jak ze szkoły podstawowej.

Czyli jednak pan czyta gazety i ogląda telewizję, bo gdyby pan tego nie robił, toby pan nie wiedział, jak tłumaczyła się posłanka Lichocka.

Nie, nie czytam, ale moja żona się z tego śmiała.

A w tym studiu zapowiadał pan, że nakręci pan film o prezydencie. I co, będzie ten film czy nie?

J anie zapowiadałem tego nigdy, to była kaczka dziennikarska.

Nie, chwileczkę. Cytat z pana. „Czekamy do października, żeby dopiero ukuć tę historię, mamy pomysł na pojedyncze wątki, bo jest to konstrukcja nowelowa, ale scenariusz zamkniemy dopiero jesienią”. Rozmawialiśmy o tym tutaj we wrześniu.

O drugiej części.

Miał być film o prezydencie i nie będzie?

Nie, to nie miał być film stricte o prez… To miał być film wypuszczany dokładnie w związku z wyborami prezydenckimi, ale ja nigdy nie mówiłem, że to będzie film stricte o prezydencie. To jest coś, co wyszło w mediach, to była kaczka dziennikarska.

Czyli pan po prostu sam tę kaczkę dziennikarską wypuścił. Ale w wyborach na prezydenta pan zagłosuje?

Nie mam takiej władzy jeszcze, ale...

Nie no, lubi pan manipulować opinią publiczną. Ale w wyborach na prezydenta zagłosuje pan?

Nie wiem. Byłem dwa razy w życiu na wyborach. Raz, jak miałem 18 lat i raz w zeszłym roku i nie wiem, czy pójdę w tym roku.

W jednym z ostatnich wywiadów pan powiedział, że jest panu wszystko jedno, kto teraz rządzi, a jeszcze pół roku temu pan alarmował, że demokracja jest zagrożona, że grozi nam system autorytarny. I teraz panu jest wszystko jedno, kto rządzi?

No, jest tak, że opakowanie nie równa się zawartości, tak. Ja jestem poza wszystkim marketingowcem, który sprzedaje film.

Czyli rozumiem, że wtedy pańskie deklaracje były tylko takim chwytem marketingowym, żeby sprzedała się „Polityka”, pański film. A teraz pan od tego filmu się odcina – że pan żałuje, że go nakręcił.

Tak, generalnie o tym jestem przekonany. Oczywiście temat był genialny i sądzę, że też nie miałby nikt chyba jaj, żeby taki temat w Polsce zrobić, z tego względu chociażby, że twórcy są podpięci do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, w związku z czym taki film odcina możliwość kolejnych dotacji. Tym nie mniej ja byłem chyba ostatnim reżyserem, który powinien taki film robić, a to za sprawą tego, że byłem właśnie raz w życiu na wyborach, nie czytam gazet, nie śledzę mediów, w związku z czym… No nie jest tak, że można zainteresować ludzi czymś, co nas nie interesuje. W momencie, gdy dla mnie temat jest pasywny i kręci mnie co najwyżej od strony handlowej, marketingowej – no nie da się z czegoś takiego zrobić dobrego filmu i to nie był dobry film.

Czyli zrobił pan film dla kasy, zrobił pan widzów w konia.

Przyznałem się do tego, że zrobiłem go dla kasy.

Ale w tym studiu też pan się skarżył, że przez ten film boi się o własne życie, że być może pan będzie musiał wyemigrować, że może pan wszystko stracić. Rozumiem, że to też była taka zagrywka marketingowa, żeby napędzić widownię?

Nie, miałem rzeczywiście jakieś podjazdy takie psychologiczne, gdzie próbowano mi robić jakieś wrzutki, ale to się już rozeszło, to jest za mną.

A kto robił te podjazdy psychologiczne i te wrzutki?

No, ludzie związani chociażby ze środowiskiem służb specjalnych.

I co, grozili panu?

Nie wprost, ale sugerowano mi, że mam podsłuchy między innymi.

No to ten film nie wstrząsnął opinią publiczną, można powiedzieć. Co to miało nie być, generalnie? To miało wywrócić do góry nogami naszą scenę polityczną, a nic takiego się nie wydarzyło. A ilu ostatecznie widzów obejrzało ten film?

1 milion 900.

No to szału nie było.

No wie pani, dalej to się plasuje chyba w pierwszej dziesiątce, a na pewno w pierwszej dwudziestce najlepszych wyników po ‘89 roku. Zważywszy na to, że „Avengersi” w Polsce robią gorszy wynik, gdzie to jest film z gigantycznym budżetem, no to nie dam sobie wmówić, że to jest słaba frekwencja, bo ta frekwencja jest kapitalna. Oczywiście można było domniemywać…

Ale poniżej jednak wyników, które osiągnęły pana wcześniejsze filmy.

Niektóre tak, niektóre nie. Można było się spodziewać, że ta frekwencja będzie lepsza, ale tak czy inaczej wynik jest kapitalny.

No i teraz na ekrany wchodzi nowy pana film „Bad Boy”. Przemoc i wulgaryzmy doprowadzone do absurdu. To już jest właściwie… Skończyły się panu pomysły na to, jak zaskoczyć widza?

Wręcz przeciwnie. Cały czas zasysam nowe historie z rzeczywistości. Mam poczucie, że dopiero się rozkręcam, jeśli chodzi o przemoc.

No ale dlaczego? Deklaruje pan też głębokie przywiązanie do wiary. To panu nie przeszkadza, kręcenie takich filmów, takich brutalnych?

Generalnie te filmy są odbiciem rzeczywistości. Myśmy na potrzeby dokumentacji, nie tylko ja, ale również mój scenarzysta – spędził wiele miesięcy z kibolami, budując z nimi jakąś relację zaufania, gdzie najpierw wiadomo, że traktowali go z dystansem, ale po tych kilku miesiącach pokazywali mu nawet przestępstwa zarejestrowane telefonami komórkowymi i ci ludzie w ten sposób funkcjonują. To nie ja wymyśliłem ten świat.

A nie myślał pan na przykład, żeby nakręcić film o którymś ze świętych?

To jest tak, że historia musi, mówiąc kolokwialnie, drzeć nas po nerach. Jeśli tak nie jest, no to ja nie mogę robić założenia, że nagle się obudzę i wymyślę sobie, że nakręcę film o świętym, tylko ten temat musi do mnie przyjść i w jakiś sposób mnie zafascynować.

Ale to nie ma żadnej historii żadnego ze świętych, który by darł po nerach, jak to pan powiedział?

Z pewnością są i są też świetne filmy o tej tematyce, jak chociażby „Milczenie” Scorcese, które widziałem w ostatnim czasie, bardzo mi się podobało.

Ale pan się nie przymierza do nakręcenia takiego filmu. Wiemy, że będzie jakiś kolejny film,

premiera we wrześniu, jak pan powiedział. To tyle w części radiowej. Nasz gość, czyli Patryk Vega, reżyser, zostaje z nami i w części internetowej rozbierzemy trochę na czynniki pierwsze pana właśnie ostatni film, który wchodzi na ekrany – „Bad Boy”. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam.

***

W internetowej części programu "Gość Radia ZET" Patryk Vega zapowiedział produkcję filmu o aferze podkarpackiej. Reżyser mówi Beacie Lubeckiej, że pozyskał do współpracy wszystkich uczestników. Zapewnia, że ma materiały związane z aferą. – Pokażę taśmy w marcu w internecie – deklaruje. – To będzie bardzo gruby film. Promocja, która w jego trakcie nastąpi, zrobi większy rozpierdziel niż „Polityka” – uważa reżyser. Zdjęcia ruszą 20 marca, a film trafi na ekrany polskich kin 4 września.

Patryk Vega zapewnia w internetowej części programu „Gość Radia ZET”, że nie boi się ewentualnych konsekwencji stworzenia filmu o aferze podkarpackiej. – Mam prowadzenie Pana Boga i jestem o to spokojny. To fantastyczna historia, której nie było w Polsce. Pod płaszczykiem działań policyjnych CBŚ wykosiło konkurencję sutenerów na Podkarpaciu, żeby utorować drogę do monopolu dwóm Ukraińcom, którzy stworzyli burdele z górnej półki robiąc Carską Rewię. Zatrudniano tancerki, które oferowały seks w totalnej dyskrecji, a w rzeczywistości w pokojach montowano kamery, gdzie nagrywano polityków, biznesmenów, księży i celebrytów. Na koniec dnia te materiały zostały przejęte przez obce służby, żeby sterować sytuacją polityczną w Polsce przed wyborami. Policjanci zamienili się z łowców w zwierzyny, które te nagrania chciały wyciągnąć – mówi Vega w Radiu ZET.