Patryk Vega: W ciągu najbliższych lat jesteśmy w stanie stracić wolność

03.09.2019 07:02

– Jesteśmy w bardzo niebezpiecznym momencie. W ciągu najbliższych lat jesteśmy w stanie stracić wolność – mówi w programie „Gość Radia ZET” reżyser Patryk Vega. Jego zdaniem nietrudno wyobrazić sytuację, kiedy za moment nie będzie wolnych mediów, bo wykupi je rząd. – Jeśli w skrajnym przypadku dojdziemy do systemu jednopartyjnego, będziemy świadkami narodzin ustroju autorytarnego w sercu Europy – mówi w rozmowie z Beatą Lubecką.

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest dzisiaj Patryk Vega, znany reżyser, na którego filmy Polacy walą drzwiami i oknami. Dzień dobry. Podjechał pan z rykiem silnika. Proszę tylko nie mówić, jaki to samochód, ale jakiś taki wypasiony.

Patryk Vega: No generalnie przełączyłem się z takiej wersji rajdowej na wersję sport, więc miało być cicho.

Wszyscy tutaj podeszli do okna, byli zainteresowani, kto podjechał z takim fasonem. Ale zacznę trochę z innej beczki tę rozmowę z panem. Jak się panu podoba Polska AD 2019? Pytam pana jako obywatela i socjologa z wykształcenia.

Ja generalnie jestem bardzo zaniepokojony tym, co się dzieje. Kiedy ja w ogóle zastanawiałem się, czemu robię ten film, to myślę, że powód był zupełnie prozaiczny, bo ja przeczytałem jakiś czas temu, że mężczyzna chce dokonać w życiu trzech rzeczy: chce przeżyć przygodę, stoczyć bitwę i uratować z opresji piękną kobietę. I ja w swoim życiu chciałem stoczyć bitwę. I początkowo ta bitwa miała się dokonać w takim wymiarze oczywistym, w którym chciałem się skonfrontować z odwagą, z męskością, ale kiedy zderzyłem się z politycznym szantażem, to tak naprawdę ta bitwa przerodziła się w bitwę o demokrację. Ja uważam, że my jesteśmy w bardzo niebezpiecznym momencie…

Dlaczego jesteśmy w bardzo niebezpiecznym momencie?

...i w ciągu najbliższych lat jesteśmy w stanie stracić wolność. Nietrudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym rząd wykupi Agorę czy TVN i za moment nie będziemy mieli wolnych mediów. Co więcej, jeśli w skrajnym przypadku dojdziemy do systemu jednopartyjnego, będziemy świadkami narodzin ustroju autorytarnego w sercu Europy.

A do tego to zmierza pana zdaniem?

Wie pani, rząd ogłosił, że po wygranej w wyborach jesiennych zostaną wprowadzone np. dwa przepisy, które mają ratować na przykład powstałą w wyniku programów socjalnych. Pierwszy przepis mówi o tym, że w przypadku przedsiębiorcy, co do którego będzie istniało podejrzenie o popełnieniu przestępstwa, będzie można można zastosować bez wyroku sądowego konfiskatę całego majątku.

Pan się obawia tego zapisu? Jest pan przedsiębiorcą.

No wie pani, dla mnie to są rozwiązania jak z Wenezueli, więc to nie jest świat, w którym ja chcę żyć. Drugi przepis mówi o tym, że za błąd w wystawieniu faktury przedsiębiorca będzie ukarany 30-procentową wartością tejże faktury. Więc jako przedsiębiorca mam prawo czuć się zaniepokojony, bo to jest zwyczajny skok na kasę.

A pan korzysta z tego programu socjalnego? Bo jest pan ojcem trójki dzieci. Korzysta pan z 500+?

Wie pani, no nie da się nie korzystać, to jest chyba kwestia automatyczna, nie wiem, bo to…

Można z tego zrezygnować. Jest pan bardzo zamożnym człowiekiem, mógłby pan zrezygnować.

Tak, gdybym miał przekonanie, że te pieniądze trafią wówczas do potrzebujących, pewnie bym to uczynił, ale to jest tak samo jak z podatkiem dla osób niepełnosprawnych. Mówię tutaj o 4-procentowym podatku, który ma być ściągany od osób zarabiających powyżej miliona złotych. I ja mam problem z tym, dlatego że ja w życiu stosuję dziesięcinę, czyli jedną dziesiątą swojego majątku oddaję na potrzebujących i nie podoba mi się, że mam oddawać 4% na osoby niepełnosprawne w sytuacji, gdy lwia część tych pieniędzy według mnie zostanie przejedzona przez administrację i w ogóle nie trafi do osób, które tej pomocy potrzebują.

Do wyborów zostało niewiele ponad miesiąc. Czy tym razem się pan wybierze i zagłosuje? Bo mówił pan w wywiadach, że do tej pory pan nie głosował.

Tak, wybiorę się i będę głosował.

A dlaczego właśnie teraz?

Dlatego że polityka chyba po raz pierwszy od wielu, wielu lat dotknęła mnie osobiście, w związku z czym mam do tego stosunek emocjonalny.

To już wie pan, na kogo będzie pan głosował?

Wiem, przeciw komu będę głosował.

Przeciw komu, czyli przeciw czemuś. 

Tak.

Czyli przeciw czemu pan zagłosuje?

Ja się boję radykalizmu i fanatyzmu we wszelakim wydaniu. Tak naprawdę PiS uzyskał swoją popularność, kierując się poniekąd tym, co robię ja, czyli badaniami socjologicznymi. I z badań socjologicznych zleconych w Europie Zachodniej wyszło im, że należy w Polsce bardzo silnie uderzyć w temat uchodźców. I oni na temacie uchodźców zbudowali swoją popularność. I tak naprawdę to był zalążek takiej narracji nienawiści, która się toczy do dziś, gdzie ten wróg w postaci uchodźców jest zmieniany na kolejnych wrogów. Teraz mamy LGBT.

A pańskim zdaniem te osoby LGBT powinny jednak nie manifestować swojej orientacji? Powinny się ukrywać? Powinny udawać, że nie są tym, kim są?

Jak ja powiedziałem, ja się boję we wszystkim radykalizmu i fanatyzmu. Ja nie mam problemu z tym, że ktoś się obnosi ze swoimi poglądami, jeśli to się odbywa w zdrowy sposób. Natomiast jestem przerażony tym, że pierwszy raz za mojego życia społeczeństwo jest tak totalnie skonfliktowane, gdzie ludzie są podzieleni i w ogóle nie widzę możliwości dialogu między tymi ludźmi. Bo jedni uważają, że drudzy są złodziejami, ci drudzy uważają, że ci pierwsi to oszołomy i w ogóle ci ludzie nie są zainteresowani, żeby ze sobą rozmawiać.

Jak na osobę, o której pan opowiada, o sobie, że „nie mam telewizora, nie czytam gazet, nie interesuję się tym, co jest na świecie”, to pan jednak jest bardzo dobrze zorientowany. Rozumiem, że postanowił pan nakręcić ten film „Polityka” właśnie teraz, bo to dotyka pan osobiście, tak?

Tak. I oczywiście jest tak, że jeśli ja się zabieram za jakiś temat, no to staram się go bardzo drobiazgowo zgłębić.

Słuchacze Radia ZET pytają, skąd pomysł na film, który uderza w partię rządzącą.

Dla mnie generalnie impulsem była moja rodzina, bo kiedy obserwowałem w najbliższym otoczeniu podczas wigilii, jak moi bliscy kłócą się przy stole o kwestie polityczne, stwierdziłem, że to jest tak ważny temat, że nie ma w zasadzie bardziej drażliwej kwestii w tym momencie w Polsce. My wszyscy jesteśmy do polityki podłączeni i to jesteśmy podłączeni w sposób negatywny. Ona zazwyczaj z automatu wywołuje w nas negatywne emocje. Więc to był taki imperatyw, dlatego że się chciałem zająć w ogóle tym filmem, to był pierwszy impuls.

A dlaczego nie nakręcił pan filmu o polityce, kiedy rządził Donald Tusk? O to też pytają słuchacze.

Wie pani, to jest tak, że te pomysły, to oczywiście brzmi banalnie, ale one gdzieś spływają na twórcę z góry. To jest po prostu tak, że w pewnym momencie zapala się człowiekowi lampka i uważa, że należy się zająć takim, a nie innym tematem, w związku z czym ja nie robię tego z rozmysłem, tylko coś mnie po prostu w jakimś momencie drze po nerach, mówiąc kolokwialnie, i zamierzam nakręcić o tym film.

No ale emisja chyba jest nieprzypadkowa. W kampanii wyborczej to można liczyć, że zarobił pan więcej pieniędzy, pokazując taki film.

W kampanii czyjej?

W kampanii wyborczej. Mamy kampanię wyborczą.

No generalnie pocieszające jest to dla mnie, że jakkolwiek „Kler” miał 19,7 mln zł wartość kampanii w dniu premiery, to my na dzień dzisiejszy mamy 37 mln zł, więc to jest prawie dwukrotnie wyższa wartość.

Ale mówi pan o kampanii marketingowej, natomiast ja mówię o zyskach, na które pan liczy.

Tak, aczkolwiek w takich sytuacjach trzeba zachować pokorę, z tego względu, że nie narodził się jeszcze taki człowiek, który byłby w stanie projektować tę widownię z jakąś niesamowitą dokładnością. Nie ma takich ludzi nawet w Hollywood, w związku z czym zawsze ja staram się podchodzić do tego z pokorą.

To jeszcze ostatnie pytanie w części radiowej: czy zaprosił pan na premierę pana Bartłomieja Misiewicza?

Nie, nie zaprosiłem.

Nie chciał pan? Nie miał pan w ogóle takiego pomysłu?

Wie pani, ja mam dwa tysiące osób do zaproszenia, w związku z czym zabrakło mi biletów jakiś miesiąc temu.

No dobrze, to tyle w Radiu ZET. W części internetowej zapytam Patryka Vegę, dlaczego zmienił nazwisko. Bo zmienił pan nazwisko. Zostajemy na Facebooku i na RadioZET.pl.

***

Reżyser Patryk Vega zapowiada w internetowej części rozmowy, że prace nad filmem o prezydenturze Andrzeja Dudy rozpoczną się w październiku. – Czekamy do października, żeby dopiero ukuć tę historię. Mamy pomysł na pojedyncze wątki, bo jest to konstrukcja nowelowa, ale scenariusz zamkniemy dopiero jesienią – mówi u Beaty Lubeckiej.

Reżyser zapewnia w programie „Gość Radia ZET”, że nie chce skończyć na jednej części „Polityki”.

– Czyli wiosną pokaże się film o prezydenturze Andrzeja Dudy? – dopytywała Beata Lubecka.

– To nie będzie wiosna. Wiosną wyjdzie inny film, który teraz kręcę – odpowiada Vega.

– Ale to dotyczy również polityki, czy zupełnie inna tematyka? – zastanawiała się prowadząca.

– To zupełnie inna tematyka, ale dotyczy również odsłaniania pewnych mechanizmów i afer w naszym kraju – mówi gość Radia ZET.

– Ale film o prezydencie Dudzie będzie, tylko już po wyborach prezydenckich?

– Generalnie czekamy na to, co przyniosą wybory jesienne. Nie chcieliśmy pisać scenariusza zupełnie wyprzedzając rzeczywistość. Uważam, że w polityce wychodzi każdego dnia tyle rzeczy, że to jest niewyczerpany temat – ocenia Patryk Vega.

Beata Lubecka zapytała również swojego gościa o to, który aktor pojechał do Kancelarii Premiera i pokazał w niej scenariusz filmu „Polityka”.

– Nie chcę go kompromitować – odpowiada Vega.

– Rozumiem, że ten aktor zagrał w pańskim filmie? – zastanawiała się prowadząca rozmowę w Radiu ZET.

– Nie zagrał. Miał zagrać i dlatego dostał scenariusz, a sprawa ostatecznie rozbiła się o terminy – tłumaczy reżyser. – To jest tak, że jak przygotowuje się film, to wszyscy ci ludzie są w jakichś zdjęciach do innych filmów, seriali. Mój plan zdjęć jest z kolei wypadkową zajętości tych wszystkich ludzi. Okazuje się, że to jest zwyczajnie nie do poszycia – dodaje.

– Był pan wściekły za to, co się stało? Poczuł się pan zdradzony? – dopytywała Beata Lubecka.

– Myślę że uczynił to z głupoty, nie zdając sobie sprawy, jakie będą konsekwencje na zasadzie „zobaczcie jaki Vega przygotował film na wasz temat” – mówi Vega.

Według Patryka Vegi, scenariusz trafił do KPRM w maju. On sam zaczął kręcić film w kwietniu tego roku.

– Był problem z castingiem, czy wszyscy weszli jak w masło? – zastanawiała się gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– Oczywiście, że był problem z castingiem. Wiele osób nie chciało grać – odpowiada reżyser.

– Kto konkretnie?

– Chyba nie ma sensu tego mówić. Jestem zobowiązany umowami z tymi osobami. To niestosowne – wyjaśnia gość Radia ZET. – Tym niemniej to jest film, w którym aktorzy muszą wykazać się odwagą i ryzykują karierę, chociażby że nie będą dostawać propozycji z TVP po takim filmie. W związku z czym było jasne, że ludzie muszą wejść w to na 100 procent podpisując się obiema rękoma mając przekonanie, że chcą to robić. Taki zestaw aktorów udało się ostatecznie zgromadzić – dodaje.