Zamknij

Szef OZZ Ratowników Medycznych: Za 3 tyg. może nie być ratownictwa medycznego

26.03.2020 06:45

- System ochrony zdrowia jest na krawędzi. Jest przeciążony. Przy aktualnej liczbie zgłoszeń i ich narastaniu, za jakieś 3 tygodnie nie będzie systemu ratownictwa medycznego – mówi gość Radia ZET, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych Piotr Dymon. Jego zdaniem może zabraknąć ratowników a personel będzie się wykruszał. - Będą dramaty nie dlatego, że ludzie będą umierali z powodu koronawirusa, tylko będą umierali, bo nie będą mieli pomocy w stanach nagłych. Pomocy czy to ze strony zespołu ratownictwa medycznego czy przez planowe zabiegi ratujące życie – ocenia ratownik.

 Beata Lubecka: Gość jest oczywiście na odległość. Naszym gościem jest dzisiaj Piotr Dymon, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych. Dzień dobry, panie Piotrze. Ratownik medyczny z uprawnieniami do prowadzenia pojazdów uprzywilejowanych – tak wyczytałam na pańskim Facebooku, na pańskim profilu. Do niedawna z długą brodą, a dzisiaj już bez. Dlaczego?

Piotr Dymon: Dzień dobry, pani redaktor, dzień dobry państwu. No wymogi sytuacji aktualnej, czyli zgolenie brody pomaga w zwiększaniu szczelności maski, jeżeli będę nosił na wyjeździe.

A ile lat pan pracuje w zawodzie jako ratownik medyczny?

W tym roku będzie dwadzi… To też jest sytuacja taka ciekawa. 22 lata, jeżeli chodzi o lata pracy, ale o godziny przepracowane w ciągu tych 22 lat, to myślę, że ok. 40.

Ale pracuje pan również jako dyspozytor, tak?

Jestem etatowym dyspozytorem w dyspozytorni w Krakowie, dodatkowo dorabiam jako ratownik medyczny i jako ratownik z uprawnieniami, czyli kierowca karetki, plus instruktor pierwszej pomocy, plus instruktor ratownictwa medycznego. Jestem przewodniczącym Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych, Polskiej Rady Ratowników Medycznych i przewodniczącym…

Ale pracuje pan jeszcze na pierwszej linii frontu? Pracuje pan na pierwszej linii frontu.

Tak. Jedną-półtorej doby w tygodniu staram się poświęcić na pracę w karetce, żeby nie stracić kontaktu z zawodem takiej tej podstawowej pracy ratownika medycznego.

Ostatnio został pan odesłany na kwarantannę, która, okazało się, że to jednak nie była kwarantanna. Proszę powiedzieć tak w skrócie, co się wydarzyło.

Mając dyżur na zespole ratownictwa medycznego w pogotowiu Bochnia… Dwa zespoły na stacji, jeden zespół pojechał do pacjenta, który 2 godziny później po weryfikacji na SOR był podejrzany o zakażenie koronawirusem. W związku z tym decyzją inspektoratu odsunięty został cały zespół i osoby, które miały kontakt z tym zespołem, czyli…

Czyli pan też.

Tak. My nie byliśmy w ogóle na wyjeździe od 7:00 rano. W związku z tym o 15:00 zeszliśmy z dyżuru formalnie. Udaliśmy się do miejsca kwarantanny. Na drugi dzień…

I po kilku dniach okazało się, że jednak no nie ma takiej potrzeby. Generalnie że może pan wrócić do pracy. No to ta sytuacja pokazuje chyba, że jest pewien chaos. Czy ja się mylę? Pewien chaos, improwizacja. Czy ja się mylę?

Brak informacji o… W sobotę dowiedziałem się od inspektora tu, w Krakowie, że mamy kwarantannę, a dopiero w poniedziałek po kilkunastu telefonach uzyskałem informację, że kwarantanny nie ma. W związku z tym wyszło, że siedziałem w dobrowolnym odosobnieniu przez 3 dni, cały weekend. A mógłbym w tym czasie…

A mógł pan pracować w tym czasie, rozumiem, tak?

Tak, tak. Jeden dyżur poświęciłem na to, żeby siedzieć w domu.

No rządzący przekonywali, że jesteśmy przygotowani. Przynajmniej na początku przekonywali nas, że jesteśmy przygotowani na każdą liczbę zachorowań. Teraz trochę zmienili narrację i mówią, że no nikt w sumie nie był przygotowany na skalę epidemii. Więc jak jest? Byliśmy, jesteśmy przygotowani? Jak to wygląda z pana perspektywy ratownika medycznego i dyspozytora?

Wiedzowo i umiejętnościami – jak najbardziej, zespoły ratownictwa są przygotowane, ale jeżeli chodzi o sprzęt przy takiej ilości chorych, która coraz więcej… zwiększa się każdego dnia, no tego sprzętu zaczyna brakować po prostu. I tutaj jest największy problem, że nie ma sprzętu zabezpieczającego w 100%. W związku z tym procedury są na bieżąco modyfikowane. Sposób przyjmowania zgłoszeń... I tutaj ważna informacja dla… dla słuchaczy, żeby być szczerym w wywiadzie dla… dla dyspozytora i tak samo szczerym w wywiadzie dla zespołu ratownictwa medycznego. Bo nawet wyjazd, który pozornie okazuje się urazem kończyny długiej, czyli złamaniem kości biodrowej, kończy się tym, że zespół siedzi w karetce albo czeka w miejscu wysłania 4-5 godzin na… na wyniki, czy pacjent był pozytywny czy nie, ponieważ miał kontakt z kimś, kto miał kontakt, albo osoba zgłaszająca zataiła te wiadomości i… Nie wiem, czy słuchacze sobie zdają sprawę z… z tego, że zespołów ratownictwa medycznego i ratowników medycznych jest ograniczona ilość. My nie jesteśmy w nieskończonej ilości albo w nadprodukcji, jak mówiono kilka lat temu. Nas jest po prostu za mało, zespołów jest za mało i robi się…

I możecie jeszcze trafić na kwarantannę właśnie.

No tak, może się trafić na kwarantannę…

Co będzie dziesiątkować szeregi.

A trzeba wziąć pod uwagę to, że ratownicy, w ogóle personel medyczny, nie pracuje w jednym miejscu. To są sporadyczne przypadki, że ktoś ma jedno miejsce pracy. Wystarczy mieć – tak jak ja – trzy miejsca pracy i łącznie 260, góra 300 godzin miesięcznie. Jeżeli ja wypadnę, to ktoś musi mnie zastąpić, ale nie w jednym miejscu pracy, tylko w trzech. Czyli trzeba trzech medyków, którzy powinni zastąpić taką osobę jedną, która idzie w kwarantannę. I to domino się robi coraz większe, więc myślę, że to jest największy problem. Szczerość to jest podstawa. Nie każde zgłoszenie kwalifikuje się do tego, żeby zespół wyjechał. Dyspozytor pouczy, co robić, gdzie zadzwonić. Byłoby dobrze, gdyby wszystkie służby sanitarne, służby zakaźne działały tak, jak jest to w założeniach. Żeby te telefony były funkcjonalne i żeby każdy dzwoniący miał taką pomoc, jaka jest w zaleceniach i w tych procedurach, które są wydawane przez Ministerstwo Zdrowia. Największy problem to jest brak informacji i dezinformacja, czyli niemówienie prawdy. I to się kończy tym, że cały szpital może być wyłączony przez jednego pacjenta i robi się problem, co robić z pacjentami, którzy są w tym momencie w karetce, gdzie ich zawieźć. Zespół nie dojeżdża, bo go nie ma. No… nie można…

A dlaczego pana zdaniem ludzie kłamią w takim razie? Dlaczego zatajają, że mogli mieć np. kontakt z osobą zakażoną albo że wrócili z zagranicy?

Ja myślę, że są dwa powody. Pierwszy jest taki, że boją się, że zespół nie przyjedzie. Ale jeżeli mamy stan zagrożenia życia, to zespół zawsze przyjedzie, odpowiednio przygotowany, ubrany. Jeżeli to jest zgłoszenie nie z art. 1 ustawy o państwowym ratownictwie medycznym, czyli nie stan zagrożenia zdrowia i życia, no to taka osoba dostanie informację, co robić dalej. Drugim… drugą sprawą jest to, że ludzie boją się trafić do szpitala zakaźnego. Boją się, że przyjedzie zespół, któremu nie mówią prawdy, a prawda i tak zawsze wyjdzie na wierzch – to nieważne, czy na poziomie dyspozytora zespołu czy SOR. Kończy się to tym, że taki człowiek, zamiast odbywać kwarantannę czy ozdrowieć w domu, siedzi w szpitalu. I oni się tego też boją, że trafią do… do szpitala z oddziałem chorób zakaźnych. To są… Myślę, że to są dwa główne powody.

A czy nasza służba zdrowia to wytrzyma, jak pan obserwuje to, co się dzieje w tej chwili? Bo w tej chwili mamy już ponad tysiąc osób zakażonych, zmarło 14. Cały system praktycznie, jak się to obserwuje, jest nastawiony na walkę z wirusem. Planowe zabiegi, operacje zgodnie z zaleceniami NFZ mają być zawieszane od poniedziałku, nie wszystkie, ale część tak. Więc czy nasz system to wytrzyma?

Ja bym prosił, żeby nie używać określenia „służba zdrowia”, bo służby zdrowia nie mamy chyba od 20 lat. Jest system ochrony zdrowia. System ochrony zdrowia jest przeciążony. On zawsze był przeciążony z racji tego, że… no niedobory personelu. A w tym momencie wydaje mi się, że jest na takiej krawędzi. I jeżeli to się będzie pogłębiało, to któreś z tych ogniw upadnie i będą dramaty. Nie dlatego że ludzie będą umierali z choroby COVID-19, których w tym momencie jest kilkanaście osób w skali kraju, tylko będą umierali dlatego, że nie będą mieli pomocy w tych stanach nagłych. Czy to przez zespół ratownictwa medycznego, czy już w samym oddziale ratunkowym, czy przez planowe zabiegi ratujące życie, bo te też czasem są odwoływane albo prze… przekładane.

Pan mówi, że przede wszystkim brakuje sprzętu, brakuje odzieży ochronnej. To w takim razie czy był pan np. przeszkolony, jak zakłada się kombinezon ochronny? Bo to też ma znaczenie.

Ja mam o tyle szczęście, że pracuję w dużym pogotowiu, które zapewnia większość tych… tych materiałów. Z tym że no… w każdym zakładzie pracy ochrony zdrowia zasoby mogą się kończyć. Kilka lat temu mieliśmy sytuację z… z chorobą ebola, gdzie akurat mieliśmy szkolenia z zakładania kombinezonu, i to jest dokładnie ten sam kombinezon. I powiedzmy, że większość osób wie, jak zakładać. Plus nasza szkoła prowadzi… prowadziła kursy, są filmy internetowe. Ale zdarza się, że pracownik, ratownik medyczny dostaje nowy sprzęt i jest pozostawiony sam sobie, a tak nie powinno być, bo jeżeli dostajemy nowy… nowe urządzenie, nową odzież, to powinniśmy przejść szkolenie z tego… z tego tytułu. Nikt nie jest omnibusem, więc no szkolenia są niezbędne.

Ale jak pan rozmawia z kolegami, bo rozumiem, że rozmawiacie ze sobą też, jest pan szefem związku zawodowego, w związku z tym w jak wielu miejscach w kraju są takie sytuacje, że nie ma tej odzieży ochronnej albo jest za mało? No niedawno czytałam wywiad na gazeta.pl właśnie z ratownikiem medycznym z Warszawy. Nie było imienia, nazwiska, ta osoby występowała anonimowo. Być może z obawy, nie chcąc się ujawniać. I czytam, że: „Mamy jeden komplet kombinezonów nie tyle na załogę, ale na karetkę, którą jeżdżą przecież różne załogi, bezterminowo”.

Myślę, że w naszym kraju nie ma miejsca, gdzie nie byłoby deficytu sprzętu ochronnego. Z prostej przyczyny. Jeżeli czekamy na wyjazd, czekamy na pacjenta na SOR, to ten sprzęt nie jest używany. Przed wybuchem epidemii było w skali kraju w ciągu roku, nie wiem, kilkaset, a teraz mamy kilka tysięcy w ciągu doby. Więc… no sprzęt będzie się kończył. I nie ma, myślę, takiego pogotowia w… pogotowia, SOR, szpitala, gdzie ten sprzęt będzie leżał w magazynach i będzie tak na zawołanie wyprodukowany czy… czy zamówiony. Dodatkowo ceny idą w górę. No każdy chce na tym zarobić. Producent… (…) Goła maska może kosztować 40 groszy, a później będzie kosztowała 30, 130 złotych. Więc no… to wszystko powoduje, że sprzętu będzie coraz mniej. A obserwując inne kraje, które mają większy problem z… z epidemią, jeżeli założenia Ministerstwa Zdrowia będą takie, jaki… jakie podają, że będzie coraz więcej zarażonych, zakażonych, to myślę, że ze sprzętem będzie… z dostępnością sprzętu będzie coraz gorzej.

To tyle w części radiowej. Tutaj zrobimy taki mały wielokropek, ale oczywiście Piotr Dymon z nami zostaje. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. I porozmawiamy dalej i o specyfice tego zawodu, i jak teraz się pracuje, w tych warunkach. Beata Lubecka, zapraszam.

"Używamy własnego sprzętu. Testy? Nie może być tak, że personel medyczny czeka na wynik 4 dni"

- Ratownicy często używają własnych sprzętów, odzieży ochronnej, masek i okularów. Ja sam używam masek prywatnych, co powoduje, że nie zużywam sprzętu pracodawcy – mówi szef OZZ Ratowników Medycznych w internetowej części programu „Gość Radia ZET”. Pytany o pensję, Piotr Dymon odpowiada: - Czy 2 tys. złotych w obecnej dobie dla ludzi, którzy pracują na pierwszej linii kontaktu z pacjentem jest adekwatne? Ratownik podkreśla, że ludzkie życie jest bezcenne. Dodaje także: - Okazuje się, że jednak koszt ludzkiego życia można porównać do najniższej pensji etatowej.

Testy? Zdaniem Piotra Dymona szczególnie ważne jest, aby przyspieszyć diagnozowanie personelu medycznego. - Nie może być tak, że pracownik narażony na kontakt z osobą „koronapozytywną” czeka na wynik testu 4 dni. Czekamy tak, jak normalni ludzie – tłumaczy gość Radia ZET. - Uważam, że prędzej czy później każdego to spotka. Każdy z pracowników ochrony zdrowia będzie miał kontakt z potencjalnym zagrożeniem albo się narazi na zakażenie – mówi szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych.

Pytany o wybory prezydenckie odpowiada, że „władza powinna to przemyśleć”. - Duże skupiska są dobrym siedliskiem dla rozprzestrzeniania się wirusa – zaznacza Piotr Dymon.

Współpraca z Ministerstwem Zdrowia? - Minister Szumowski, minister Kraska i cały departament to osoby, które nie odwracają się do nas plecami. Z naszych apeli wyciągają konstruktywne wnioski. Jesteśmy partnerem do rozmowy – opisuje gość Radia ZET

RADIOZET/MA