Zamknij

Rafał Grupiński: Annie Zalewskiej należy się wyłącznie czarna polewka i wysłanie jej na out

11.04.2019 07:02

- Annie Zalewskiej należy się tylko i wyłącznie czarna polewka i wysłanie jej na out – tak mówi w "Gościu Radia ZET" Rafał Grupiński, poseł PO i szef sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży o trwającym właśnie strajku nauczycieli w kontekście egzaminów gimnazjalnych. W rozmowie z Beatą Lubecką stwierdza, że nie było podstaw do zawieszenia strajku na ich czas. Brak uczestnictwa premiera Mateusza Morawieckiego w rozmowach z nauczycielami określa jako „wyjątkowy przykład arogancji władzy”.

Beata Lubecka: Rafał Grupiński, PO, szef komisji edukacji. Dawno pana nie było. Czy nauczyciele powinni zawiesić strajk na czas egzaminów? Premier o to apelował.

Rafał Grupiński: Nie, nie było takiego powodu, dlatego że jeśli chodzi o kwestię egzaminów, trzeba pamiętać, że komisja egzaminacyjna przeprowadza te egzaminy z zewnątrz w szkołach, tzn. to są egzaminy zewnętrzne w istocie dla szkół, natomiast nauczyciele pomagają po prostu przy...

Ale cierpią na tym uczniowie, musi pan przyznać. To jest duży stres, ponieważ do ostatniej chwili wielu uczniów nie wiedziało, czy napisze ten egzamin gimnazjalny z polskiego, czy nie.

Ale przenoszenie odpowiedzialności na nauczycieli, którzy 10 stycznia rozpoczęli spór zbiorowy z rządem, jest fałszywe, dlatego że odpowiada za stan sytuacji rząd, który nie potrafił rozmawiać z nauczycielami przez parę miesięcy. Premier do dzisiaj nie znalazł czasu dla nauczycieli...

A powinien znaleźć? Powinien usiąść z nimi do rozmów?

Oczywiście, że powinien znaleźć. To jest ponad 700 tys. pracowników polskich szkół, przedszkoli, różnych ośrodków dla młodzieży...

Ale dlaczego premier powinien zasiąść do stołu? Nie wystarczy, że negocjuje wicepremier ds. społecznych Beaty Szydło?

Odpowiem tak: zależało na tym związkowcom, zależało na tym nauczycielom. Wielokrotnie także za pośrednictwem moim jako przewodniczącego Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży związki zwracały się z prośbą do premiera o spotkanie. Ja wystosowałem w tej sprawie specjalny list do pana premiera.

I o czym to świadczy, że pan premier jednak nie chce zasiąść?

No nie reaguje.

Dlaczego nie reaguje?

Bo lekceważy, bo ma za nic nauczycieli tak naprawdę. To jest dla mnie wyjątkowy przykład takiej typowej arogancji władzy. Pan premier potrafi pojechać do jakiejś stodoły, stanąć tam i przemawiać do przebranych w stroje ludowe dziewczyn, a nie potrafi znaleźć dla 700 tys. ludzi czasu, nawet paru minut.

Czyli stoi pan murem za nauczycielami, którzy strajkują, tak?

Absolutnie stoję murem. Mieliśmy bardzo wiele przecież komisji edukacji poświęconych problemowi wynagrodzeń w szkołach jakości…

Tylko zastanawiam się, że gdyby rządziła PO i nauczyciele sięgnęliby po taką drastyczną formę strajku, czy też by pan tak entuzjastycznie podchodził do tego.

Przede wszystkim rozmawialibyśmy z nauczycielami, nie byłoby takiej sytuacji…

Przecież rozmowy się toczą.

Toczą się od… proszę spojrzeć od kiedy – wtedy, kiedy już została wyznaczona data strajku, kiedy się okazało po referendach, że 80% nauczycieli jest gotowych strajkować w szkołach, które referenda przeprowadziły, to wtedy rząd nagle sobie przypomniał, że trzeba rozmawiać, po dwóch miesiącach czekania przez nauczycieli na te rozmowy przez, czyli od początku stycznia.

Czyli pana zdaniem te rozmowy są zdecydowanie spóźnione. Ale chyba Annie Zalewskiej to należą się jakieś gratulacje, no bo jednak udało się wczoraj przeprowadzić te egzaminy. Pogratuluje pan pani minister edukacji czy nie?

Annie Zalewskiej należy się tylko i wyłącznie czarna polewka i wysłanie na aut, dlatego że, przypomnę…

No to poleci do Brukseli.

Mam nadzieję, że wyborcy jednak jej nie poprą, dlatego że sam fakt likwidacji ponad 7 tys. gimnazjów w Polsce, kompletnie do niczego niepotrzebna tzw. pseudoreforma, która spowodowała wydatki miliardów złotych tak naprawdę, także ze strony samorządów, które mogły pójść na wynagrodzenia dla nauczycieli, mogły pójść na poprawę jakości nauczania. Zlikwidowano całą strukturę szkół nie wiadomo po co, z jakiegoś kaprysu politycznego, a pieniędzy dla nauczycieli brakuje. To jest paradoks tej sytuacji.

Jacek Sasin ma taką teorię, że za tym strajkiem nauczycieli stoi tak naprawdę de facto Grzegorz Schetyna, że to jest wszystko uzgodnione z opozycją, żeby zaszkodzić rządowi przed wyborami.

Zmartwię ministra Sasina – prawdziwą przyczyną strajku nauczycieli jest jego prezes, Jarosław Kaczyński, jego sposób rządzenia państwem. Nieodpowiedzialność, jeśli chodzi o kwestię oświaty, niewidzenie tego problemu od kilku lat, kiedy władzę Jarosław Kaczyński posiada, i to jest prawdziwa przyczyna. Niech nie szuka w opozycji tych przyczyn pan Sasin.

Ale tutaj na pańskim miejscu dwa dni temu siedział Jacek Sasin, pokazywał liczne zdjęcia, kiedy Sławomir Broniarz występował w towarzystwie liderów opozycji, m.in. Grzegorza Schetyny, jak wychodził nawet z zarządu siedziby PO przy Wiejskiej, w towarzystwie Grzegorza Schetyny. To nie świadczy o jakichś bliskich relacjach?

W odróżnieniu od rządu my rozmawiamy z nauczycielami, ze związkowcami od dłuższego czasu. Przedstawiliśmy nasz program otwartej, demokratycznej szkoły, program, który chcemy realizować, jeśli zdobędziemy władzę, i ten program konsultowaliśmy po prostu m.in. ze związkami zawodowymi nauczycielskimi, dlatego że chcemy to przeprowadzać w porozumieniu ze środowiskiem oświaty, a nie przeciw niemu, czy w sposób abstrakcyjny wymyślając rzeczy, które przecież trzeba konsultować.

Ale gdybyście wygrali wybory jakimś cudem, to rozumiem, że już nie będzie powrotu do…?

Nie cudem. Normalnie – głosami wyborców, pani redaktor.

Ostatni sondaż na to nie wskazuje. Ale jeśli wygracie wybory i załóżmy, że przejmujecie władzę, to rozumiem, że już nie będzie powrotu do gimnazjów?

Nie planujemy kolejnej tego rodzaju rewolucji strukturalnej, bo ona by naraziła na ogromne koszty znowu m.in. samorządy i wielki kłopot sprawiłaby nauczycielom i uczniom. Natomiast planujemy przebudowę całego systemu jakby nadzoru nad szkołą, stworzenie nowej Komisji Edukacji Narodowej, pozapolitycznej, która będzie tworzyła programy. One nie będą powstawały w MEN-ie, tylko w niezależnym ciele eksperckim, i cała ewaluacja, wszystko będzie prowadziła tego rodzaju komisja, do której postaramy się odciąć kontakt politykom.

A te tysiąc złotych podwyżki, które obiecuje Grzegorz Schetyna nauczycielom, jeśli odzyskacie władzę – skąd one będą?

Mogę tylko jedno powiedzieć: one będą musiały być wydatkowane z budżetu, znikądinąd.

Np. Ryszard Petru ma jakiś pomysł, że ten program 500 plus należy skorygować, na pierwsze dziecko dać 250 zł i wtedy znalazłyby się pieniądze dla nauczycieli. Bo pan mówi: z budżetu. Ale rozumiem, że nie macie na razie pomysłu, jak sfinansować te 1000 zł podwyżki?

Słyszę, że PiS tak doskonale uszczelnia podatki, takie odnosi sukcesy, jeśli chodzi o wpływy finansowe…

Ale ja pytam, co zrobi PO. Przecież musicie robić jakieś przymiarki.

...więc liczę na to, że w budżecie te środki będą.

Aha, liczy pan na cud.

A co do tego, gdzie będzie trzeba ciąć wydatki, bo pewnie trzeba będzie gdzieś ciąć wydatki, no to, nie wiem, no jest wiele takich miejsc, gdzie PiS rozrzuca pieniądze zupełnie bezsensownie, już nie mówię o sposobach zarządzania spółkami Skarbu Państwa, ale przypomnę sposób niezwykle rozrzutny, jeśli chodzi o tzw. Wojska Obrony Terytorialnej...

Czyli tu będzie likwidacja tego pomysłu?

Będzie ograniczenie środków przede wszystkim, wyrzucanych w błoto często.

Ale rozumiem, że w takim razie WOT w ogóle znikną z mapy?

Ja nie mówię teraz o żadnej likwidacji niczego, bo jestem w opozycji…

Ale mówi pan, że tam być może należałoby poszukać pieniędzy. 

Mówię tylko o miejscach, gdzie miliardy złotych są wydawane bez dobrego przemyślenia i bez dobrego programu tak naprawdę, racjonalnego.

A kto będzie ministrem finansów w nowym rządzie, zakładając, że opozycja by wygrała wybory?

O tym będziemy raczej decydować wtedy, kiedy będziemy również tam, gdzie powinniśmy te rzeczy robić, czyli w Kancelarii Premiera Rady Ministrów.

A nie szukacie kandydata? Bo to jednak będzie kluczowe stanowisko.

Musimy najpierw wygrać.

A Włodzimierz Nykiel, szef gabinetu finansów w gabinecie cieni PO to byłby jakiś kandydat?

Pan profesor Nykiel jest m.in. świetnym finansistą, przygotował naszą bardzo dobrą kartę dobrych praktyk podatników i jest osobą na pewno, którą warto brać pod uwagę. Natomiast też przypomnę, że naszym doradcą ekonomicznym jest pan profesor Andrzej Rzońca.

I to mógłby być potencjalny minister finansów?

Tego nie twierdzę, dlatego że nie jestem dzisiaj od rozdawania w lesie miejsc, po których jeszcze stąpają niedźwiedzie.

Rafał Grupiński, PO, szef komisji edukacji jest z nami. To tyle w części radiowej. Jesteśmy cały czas na Facebooku i RadioZET.pl, zapraszam.

***

Poseł PO Rafał Grupiński skomentował w internetowej części „Gościa Radia ZET” zapowiedź senatora Jana Rulewskiego dotyczącą opuszczenia klubu tego ugrupowania. – Janek dość często wstępował i występował, jeśli chodzi o nasze szeregi czy klub senatorski – stwierdza. – Rozumiem tego rodzaju zastrzeżenia ze strony dawnego opozycjonisty i działacza podziemia solidarnościowego, bo sam w tym podziemiu działałem. Nie podzielam jego poglądu – dodaje w rozmowie z Beatą Lubecką.

Jan Rulewski tłumaczył w Polsat News opuszczenie klubu PO tym, że w Koalicji Europejskiej przeszkadzają mu elementy lewicowe, a „funkcjonariusze PZPR przemycają do Koalicji Europejskiej wartości, których kiedyś wytrwale bronili”.

- Dlaczego były opozycjonista idzie ramię w ramię z działaczami dawnego PZPR? – pytała Rafała Grupińskiego Beata Lubecka.

- Idziemy z ludźmi, którzy wprowadzali Polskę - tak jak Leszek Miller czy Włodzimierz Cimoszewicz – do Unii Europejskiej. To byli politycy dawnego systemu, którzy przyjęli zasady demokracji, wypełniali je w sposób rzetelny, nie naruszali interesów Polski, jeśli chodzi o miejsce w Europie w odróżnieniu od Jarosława Kaczyńskiego – odpowiada szef sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

- … a wcześniej wzmacniali system socjalistyczny. Byli nawet prominentami tego układu – zauważa prowadząca „Gościa Radia ZET”.

- Byli nawet – przyznaje Grupiński. – Ale myślę, że w szeregach PiS znajdziemy o wiele więcej komunistów i to wręcz w samej partii, a my tylko zawarliśmy koalicję – wyjaśnia. – My nie przyjmujemy do PO byłych działaczy PZPR, po prostu współpracujemy dzisiaj z SLD, który jest partią proeuropejską w odróżnieniu od PiS, którego dalsze rządzenie grozi nam polexitem – dodaje.

Rafał Grupiński skomentował też rezygnację Adama Szejnfelda ze startu w eurowyborach.

- Trudno mi odpowiedzieć. Adam Szejnfeld miał taką prośbę, żeby z przyznanego mu miejsca przesunąć go na ostatnie miejsce. Zostało to na jego prośbę zrobione, a potem zrezygnował – mówi.

- Trochę nim miotaliście. Najpierw miał być jedynką, potem był czwórką – zauważa Lubecka.

- To było na jego prośbę, jeśli chodzi o ostatnie miejsce – powtarza Grupiński. - Właściwie trudno dzisiaj odpowiedzieć na pytanie dlaczego zrezygnował. Miał swoje osobiste powody – stwierdza.

- Ale rozmawiał pan z nim? „Adam, dlaczego rezygnujesz? Co się stało?” – zastanawiała się prowadząca rozmowę.

- Rozmawiałem z nim parokrotnie wcześniej na temat kampanii. Trudno mi odpowiedzieć dlaczego zrezygnował…

- Obraził się?

- Nie sądzę. To nie jest polityk, który się obraża.

- A może uznał, że dostanie się do europarlamentu to mission impossible?

- Tego nie wiem. Być może przeprowadził sobie jakąś kalkulację, ale ja bardzo żałuję, że nie ma go na liście, bo o oczywiście dla tej listy z naszej strony był znacznym wzmocnieniem – zapewnia Grupiński.

Gość Beaty Lubeckiej wyraził nadzieję, że Platforma Obywatelska z koalicjantami wygra wybory do polskiego parlamentu.

- Moja nadzieja bierze się przede wszystkim z rozmów z ludźmi, ale też z tego, że następne 4 lata rządów PiS… to proszę mi wierzyć, nie spotkamy się w niezależnym medium Radio ZET, będzie repisyzacja wszystkich mediów prywatnych, bardzo wiele się wydarzy. Jeśli wyborcy tego nie zrozumieją i nie odsuną PiS od władzy, to za 4 lata nie poznają swojego państwa i prawdopodobnie nie będziemy już w Unii Europejskiej. To jest groźba tak realna. Myślę, że wielu ludzi nie mówi ankieterom, że nie chcą już PiS-u, bo trochę się boją co się stanie z rodziną, która może pracować w spółce Skarbu Państwa. Nastrój jest taki, że PiS tę władzę jesienią utraci – ocenia Grupiński.

W trakcie rozmowy padło też pytanie od słuchacza Adama: „Dlaczego Platforma Obywatelska nie ściągnęła wraku TU154M w 2010 roku?”

- Wtedy w 2010 roku argumenty Rosjan, które przez następne lata były powtarzane były takie, że oni prowadzą swoje niezależne śledztwo ze względu na to, że wypadek wydarzył się na ich terytorium, na ich lotnisku i w związku z tym ten wrak zostanie oddany wtedy, kiedy prokuratura zakończy swoje śledztwo – mówi Grupiński.

- Znamy tę argumentację. Czyli nie było w ogóle żadnej możliwości, żeby ten wrak do Polski sprowadzić? – pytała Beata Lubecka.

- Myśmy rozmawiali liczne rozmowy. Rozmawiał i minister Sikorski, który wtedy był szefem MSZ, rozmawiał nasz ambasador. Rozmawialiśmy w tych sprawach wielokrotnie z rządem rosyjskim. Dzisiaj PiS od kilku lat w ogóle nie rozmawia w tej sprawie – stwierdza poseł PO.

Padło też pytanie o szarpaninę Rafała Grupińskiego w Sejmie z reporterem publicznej telewizji.

- Nie wyrywałem mu mikrofonu, próbowałem go wyłączyć. Cudzej własności nigdy nie zabieram – zapewnia Grupiński.

- Ale wyglądało to na szarpaninę – zauważa Lubecka.

- Myślę, że pan redaktor tak mocno ręką ruszał, żeby wyglądało to na szarpaninę. To było dziewiąty raz powtórzone to samo pytanie, na które ośmiokrotnie już odpowiedziałem w drodze od naszego gabinetu do sali plenarnej – wyjaśnia gość Radia ZET. – Mam prawo się zdenerwować. Mogę żałować, żałuję – dodaje.

- A przeprosi pan tego reportera? – dopytywała prowadząca rozmowę.

- To nie jest reporter. To jest funkcjonariusz z Nowogrodzkiej, który biega po korytarzach telewizji publicznej. Gdyby to był dziennikarz, to pewnie bym przeprosił – przyznaje Grupiński.

RadioZET/JZ