Robert Biedroń: jako prezydent dopilnowałbym, żeby móc zabrać głos w Jerozolimie

23.01.2020 08:02

– Gdybym był prezydentem, dopilnowałbym, żeby prezydent Rzeczypospolitej Polskiej mógł zabrać głos w tak ważnym wydarzeniu – mówi o jerozolimskich obchodach wyzwolenia Auschwitz europoseł i kandydat Lewicy na prezydenta Robert Biedroń. W programie „Gość Radia ZET” ocenia, że to pokłosie osłabienia naszych relacji międzynarodowych. – Polską racją stanu było, żeby w sytuacji, w której obchodzona jest 75. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz–Birkenau, cała atencja skupiła się wokół tego wydarzenia tutaj. W Polsce – uważa Biedroń. 

Beata Lubecka: Robert Biedroń dzisiaj jest w czerwonym krawacie. Europoseł i kandydat Lewicy na prezydenta. Dzień dobry.

Robert Biedroń: Dzień dobry pani redaktor. Czerwony to kolor lewicy.

Zdecydowanie tak. Również my mamy tutaj, jak pan widzi… Nasza dekoracja to również jest kolor czerwony.

Piękny kolor.

Dziś uroczystości w Jerozolimie, to jest poważna sprawa, z okazji wyzwolenia obozu niemieckiego w Oświęcimiu. Załóżmy, że jest pan prezydentem – to pan by się wybrał na te uroczystości pomimo faktu, że nie mógłby pan zabrać głosu?

Nie wybrałbym się, ale gdybym był prezydentem, to dopilnowałbym, żeby dyplomacja dopilnowała, żeby prezydent Rzeczypospolitej Polskiej mógł zabrać głos w tak ważnym wydarzeniu. Ale to, z czym mamy dzisiaj do czynienia, jest konsekwencją wieloletnich zaniedbań i złej dyplomacji między Polską a Izraelem prowadzą przez PiS. Trzeba pamiętać, że to jest pokłosie afery wokół IPN-u, kłótni z różnymi krajami, które do tej pory były naszymi sojusznikami, jak Francja, Niemcy, także Izrael. Pewnej słabej współpracy także dyplomatycznej z USA. Bo Stany Zjednoczone, chciałbym przypomnieć, jeśli chodzi o ostatni konflikt na Bliskim Wschodzie, nie poinformowały swojego najbliższego sojusznika o szczegółach interwencji militarnej, dowiadywała się polska dyplomacja z mediów.

No rzeczywiście nikt do nas nie zadzwonił. Ale teraz czytamy, amerykańska agencja Bloomberga donosi, że jednak Amerykanie próbowali interweniować w tej sprawie. Nie są zadowoleni z takiego obrotu sprawy, że nie ma tam polskiego prezydenta, że nie dano mu możliwości zabrania głosu. Amerykanie próbowali interweniować, żeby polski prezydent jednak mógł zabrać głos. Czy w związku z tym nie jest polską racją stanu stanąć murem za polskim prezydentem?

Polską racją stanu było, żeby w sytuacji, w której obchodzona jest 75. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, cała atencja skupiła się wokół tego wydarzenia.

Tutaj w Polsce?

Tutaj w Polsce. Dzisiaj mamy skandal, dzisiaj komentujemy, czy prezydent tam powinien być, czy nie powinien być, a nie rozmawiamy o ofiarach tej największej tragedii na terenie Polski, nie rozmawiamy o konsekwencjach, o tym, dlaczego doszło do tego masowego ludobójstwa i jaką lekcję powinniśmy z tego wyciągnąć. Przecież te ofiary wołają do nas, żebyśmy o nich pamiętali, a my się skupiamy na didaskaliach dotyczących tego, czy prezydent tam powinien być, czy nie. To jest pokłosie złej polityki dyplomatycznej. Ja wolałbym rozmawiać...

Ja się będę upierać, że to jednak nie są didaskalia. I teraz czekamy na to, co powie rosyjski prezydent Władimir Putin, bo ta impreza właściwie zorganizowana jest trochę jakby dla jego komfortu, tak to nazwijmy. Czego pan się spodziewa? Czy znowu mogą paść jakieś oszczercze słowa wobec Rzeczpospolitej Polskiej?

Szanowni państwo, czekamy na słowa Putina, a nie usłyszymy słów prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, bo coś poszło nie tak, bo polska dyplomacja nie udźwignęła ciężaru tego ważnego wydarzenia, i to jest najsmutniejszy moment w tym wszystkim. Putin pewnie będzie kontynuował swoją propagandę. Przecież on od kilku miesięcy przygotowuje się do tego, że wie, że zbliżają się wybory w Rosji. Wie, że są poważne problemy ekonomiczne Federacji Rosyjskiej, wykorzystuje więc podsycanie konfliktów na arenie międzynarodowej do swoich rozgrywek.

No to jakby pan, jako kandydat, czy jest pan prezydentem – jak by pan ukrócił tę propagandową ofensywę Rosji, prezydenta Putina, nie tylko, również jego akolitów, wobec Polski?

Po pierwsze doprowadziłbym do tego, żeby zogniskować atencję wokół obchodów tej rocznicy wokół Auschwitz-Birkenau i zorganizował poważne wydarzenia tutaj w Polsce. Po drugie, oczywiście starałbym się, ale od miesięcy, doprowadzić do tego, żeby polska dyplomacja we współpracy z dyplomacją Francji, Niemiec – przedstawiciele tych krajów przecież będą tam – czy Stanów Zjednoczonych...

W Jerozolimie.

W Jerozolimie.

Ale będą też w Polsce, tylko akurat nie ten szczebel.

No właśnie, jaka ranga będzie.

Emmanuel Macron będzie w Jerozolimie, nie będzie go tutaj w Polsce.

No właśnie. Więc najwyższa ranga reprezentacji Francji będzie jednak w Jerozolimie.

Co więcej, tam będzie wiceprezydent Mike Pence, wiceprezydent Stanów Zjednoczonych. U nas będzie niższa ranga.

Więc ta wysoka ranga będzie reprezentowana w Jerozolimie. Doprowadziłbym do tego, żeby to tutaj, w Polsce, tam, gdzie był ten obóz koncentracyjny, żeby tutaj o tym rozmawiać i pokazać, uczcić te ofiary, i wyciągnąć jakąś lekcję z tej wielkiej tragedii. Ja współpracowałem z Muzeum Auschwitz-Birkenau. Moje publikacje są na stronie Auschwitz-Birkenau, bo pracowałem także nad tym problemem i wiem, jak to jest poważny problem, i wiem, jaką wielką lekcję możemy wyciągnąć z tej historii.

A wracając do pana, pan jest trochę takim kandydatem trochę z łapanki, kandydatem Lewicy.

Wprost przeciwnie, pani redaktor.

Jak to nie? Przecież miał być Marek Belka, miała być kobieta, okazało się, że w końcu Robert Biedroń. Na początku to się pan tak specjalnie nie palił.

Pani redaktor, szanowni państwo, to są wszystko doniesienia medialne, a nie prawdziwe relacje z naszych ustaleń. Powiem jasno i chciałbym zamknąć ten temat, bo to naprawdę tyle razy już było dementowane – jesteśmy po wielu dyskusjach, analizach, badaniach, konsultacjach i podęliśmy ważną decyzję. Tę decyzję podjęliśmy już zresztą wiele miesięcy temu.

I z badań wyszło, że Robert Biedroń będzie najlepszym kandydatem, tak?

Tak. Z tych badań, z analiz…

No to dlaczego od razu nie powiedzieliście, że Robert Biedroń będzie naszym kandydatem, tylko było takie kluczenie: będzie kobieta, nie wiadomo, a może Zandberg, a może...

Wprost przeciwnie.

Ale Marek Belka też był namawiany.

Szanowni państwo, my przecież od początku deklarowaliśmy, że pomysł na to, jaka będzie moja rola w ostatnich wyborach i w nadchodzących wyborach, jest jasny. Zakomunikowaliśmy go w momencie, w którym podjęliśmy decyzję o połączeniu sił lewicowych, o utworzeniu wspólnego klubu. I na koniec tego całego procesu była decyzja o ogłoszeniu, kto będzie naszym wspólnym prezydentem. My na Lewicy wiemy, do jakiego portu chcemy dopłynąć, mamy plan. Wszystko mamy ułożone krok po kroku i tak to też komunikowaliśmy.

Zobaczymy.

Proszę nam kibicować.

A jakim pan jest wiarygodnym kandydatem na prezydenta, skoro mówił pan, że jak zdobędzie pan euromandat, to go pan odda, i są na to dowody, są na to cały czas przykłady. Ja mogę zacytować – 31 stycznia 2019 rok, TVN24, mówił pan tak: „Wystartuję do PE i nie przyjmę mandatu albo zrezygnuję z mandatu”. I co? Nie zrezygnował pan. Mówił pan, że wystartuje do Sejmu – nie wystartował pan. Jeszcze można przypomnieć, co tam się w Słupsku działo. To pan jest wiarygodnym kandydatem?

Wielokrotnie, pani redaktor, o tym rozmawialiśmy, także tutaj na antenie...

Tak, ale to będzie panu cały czas wypominane. 

Ale nie ma tego powodu, ponieważ jak pani widzi, sytuacja jest jasna i klarowna. W rankingach zaufania wśród polityków jestem jednym z liderów, nie tylko na opozycji, ale także w polskiej polityce. Polki i Polacy widzą, że potrzebny jest...

Czyli Polakom to nie przeszkadza, że pan nie dotrzymuje obietnic?

…że potrzebny jest kandydat, który jest zdecydowany.

Ale pan nie dotrzymuje obietnic.

To nie jest kwestia obietnic.

Jak to nie?

Kiedy ja startowałem z Wiosną, była inna sytuacja. Lewicy nie było w polskim Parlamencie, nie byliśmy połączeni. Dzisiaj Lewica jest…

Ale słowo ma jakąś wartość czy kompletnie to jest po prostu bez znaczenia?

Ma ogromną wartość, dlatego dane słowo podtrzymuję: chcę kandydować na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, taka jest wspólna decyzja wszystkich sił politycznych i proszę kibicować nam.

„Ale euromandatu nie oddałem, bo tam się dobrze zarabia”. Dobre pieniądze w Brukseli.

Pani redaktor, jest wprost przeciwnie, to nie jest kwestia tego, czy się zarabia, czy się nie zarabia, pani mnie zna, my się znamy od wielu lat, państwo mnie znacie...

Ale co to ma do rzeczy?

...i wiecie państwo dobrze, że ja jestem chłopakiem od wykonywania konkretnych zadań, od doprowadzenia do tego, żeby żyło nam się wszystkim lepiej.

Piękna narracja, piękna historia.

Ale walczę, pani redaktor, o konkretne sprawy, przecież pani dobrze i państwo dobrze wiecie.

Ale w sondażach jest jednocyfrowy wynik dla pana.

Jeszcze.

I jest mało prawdopodobne, żeby znalazł się pan w II turze.

Dzisiaj jestem na podium, jestem w tych sondażach na trzecim miejscu. Ostatni sondaż wczoraj, o którym państwo też pisaliście. Te sondaże... Ja ogłosiłem dopiero w niedzielę przecież chęć kandydowania, dostałem całkowite poparcie, jeżdżę po Polsce i wierzę w to, że ten wynik będzie coraz lepszy, ponieważ stoimy przed cywilizacyjnym wyborem: albo cywilizacja pogardy, albo cywilizacja godności. Albo wybierzemy Polskę XXI wieku, albo będzie tak, jak było, i chyba wszyscy chcemy, żeby coś się zmieniło na lepsze.

I tutaj stawiamy wielokropek, kończymy część radiową. 

Dziękuję. Wszystko dobrego.

Ale Robert Biedroń oczywiście z nami zostanie. Porozmawiamy również o programie, ale również porozmawiamy o tym, co się dzieje w wymiarze sprawiedliwości. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Beata Lubecka, Zapraszam.