Robert Górski: PiS jest partią, która przypomina PZPR

04.10.2019 08:02

– PiS jest partią, która trochę przypomina PZPR. Jarosław Kaczyński przypomina Gomułkę. Czasy, które mamy teraz, przypominają czasy Gierka, jeśli chodzi o propagandę sukcesu i życie na kredyt – ocenia w programie „Gość Radia ZET” satyryk Robert Górski. Odtwórca głównej roli w serialu „Ucho Prezesa” obawia się zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w nadchodzących wyborach parlamentarnych. – Wolałbym, żeby nie mieli większości. Niech to będzie jakaś koalicja. Chociaż jak to będzie koalicja z Konfederacją, to tego się obawiam – mówi Beacie Lubeckiej.

Beata Lubecka: Robert Górski, satyryk i lider Kabaretu Moralnego Niepokoju, dzień dobry panie prezesie.

Robert Górski: Dzień dobry, witam panią.

Ostatnio coś pan zniknął z radarów, ale się ostatnio też pan objawił na Nowogrodzkiej, bo chciał wręczyć prezesowi Kaczyńskiemu książkę – wywiad z panem o kulisach „Ucha Prezesa”. Muszę przyznać, że oryginalny pomysł na promocję. Szum się narobił.

Razem z żoną napisaliśmy książkę „Jak zostałem prezesem”, z Moniką Sobień, no i pojechaliśmy do prezesa, żeby mu osobiście ją wręczyć, bo wydaje mi się, że zasłużył na to, że zapracował na to, że mu się po prostu to należy. Ta książka mu się po prostu należała.

I chciał pan poznać prezesa po prostu?

Tak jak nagrody wszystkim ministrom pani Szydło. Chciałem go poznać, bo w końcu czerpałem garściami z jego wizerunku, z jego pomysłów, z jego zachowania, więc chciałem mu dać książkę, przybić piątkę i spytać, czy mu się podobało.

Ale może trzeba było się umówić wcześniej, a nie tak na rympał, za przeproszeniem?

A to żeśmy się umawiali, wydawnictwo dzwoniło na Nowogrodzką, odebrała pani Basia, powiedziała, że zobaczy, tak jak nasza pani Basia, nie powiedziała ani tak, ani nie, tylko że się zobaczy.

Więc poszliście z żoną, żeby prezesa jednak spotkać, zastać. A może jakieś zaproszenie teraz przyszło czy nie?

Nic o tym nie wiem, no ale też chciałem z bliska zobaczyć nie tylko prezesa, ale także miejsce, w którym on pracuje na Nowogrodzkiej.

Centralę.

Wygląda to dosyć koszmarnie, ten budynek jest bardzo nędzny, zresztą dom, w którym mieszka prezes, bo też tam zawędrowałem kiedyś, również nie wygląda najlepiej. To jest trochę pocieszające, że to nie jest Ukraina i ten Janukowycz, złote wanny i portret gołego prezesa, który leży na skórze od tygrysa, tylko widać, że nie chodzi tam o pieniądze.

No to już wiemy, że to była taka oryginalna forma promocji wymyślona przez wydawnictwo i w swojej książce pan o prezesie Kaczyńskim mówi tak: „Przypomina mi mojego tatę”. Dlaczego?

No tak, bo to to samo pokolenie, które swoje apogeum przeżywało w czasach komuny i myślę, że obraz Polski wywiedziony stamtąd do dzisiaj im towarzyszy, i uznają, że wtedy mimo wszystko było jakoś najlepiej, że świat był uporządkowany. Dlatego też siłą rzeczy oni wszyscy wracają do tego. Ten PiS jest partią, która trochę przypomina ten PZPR, i Jarosław Kaczyński przypomina Gomułkę, i te czasy, które mamy teraz przypominają czasy Gierka, jeśli chodzi o tę propagandę sukcesu i to życie na kredyt.

A prezes porównywał ostatnio premiera do Józefa Cyrankiewicza, który zresztą był rzeczywiście najdłużej urzędującym premierem w historii PRL-u.

Tak.

Rządził 21 lat z przerwami. Prezes powiedział, że ma nadzieję, że premier Morawiecki będzie rządził dłużej.

Ciągle ten PRL jest punktem odniesienia, prawda?

Trochę tak.

Ci ludzie mieli czasem jak mój ojciec mniej, jak prezes Kaczyński, chociaż prywatnie podobno jest w porządku, nie znają innego świata.

Ale można to zrozumieć, w końcu to były lata ich młodości. A lata młodości się wspomina z sentymentem, jakiekolwiek by one nie były, tak mi się wydaje.

No tak, i fajnie, bo był jeden wróg, teraz też jest jeden wróg, czyli Schetyna i cała PO. Świat był uporządkowany, państwo pomagało obywatelowi, prowadziło go za rękę, czasem ograniczało… właściwie nie czasem, tylko bez przerwy ograniczało jego wolność, ale obywatel nawet jakoś był z grubsza z tego zadowolony, dopóki nie było pusto w sklepach, to ta komuna by trwała i trwała.

W swojej książce nie oszczędza też pan prezesa Jacka Kurskiego. I napisał pan tak, a właściwie wypowiedział się: „Uważam, że dowodem na upadek telewizji jest on sam, czyli Jacek Kurski i jego >>Wiadomości<<”. Ogląda pan „Wiadomości”?

Nie no, przestałem, chociaż co jakiś czas oglądam, żeby upewnić się w przekonaniu, że to zdanie nie straciło na aktualności, no ale to przecież jest jakiś komediodramat, to jest coś strasznego, jak te wiadomości wyglądają i powinien naprawdę ktoś za to beknąć.

A kto?

No, chyba to nazwisko padło.

Ale ostatnio wiadomości zanotowały jednak sukces, ponieważ we wrześniu zyskało nowych widzów – ponad 300 tys. osób więcej oglądało „Wiadomości” we wrześniu. A teraz zapytam pana jako obywatela: czy będzie pan głosować w tych wyborach?

Będę.

A na kogo?

Na tych, którzy mniej szkodzą w Polsce.

Koalicja Polska?

Nie zdradzę nazwy.

Skoro pan nie głosował w wyborach prezydenckich ani na Andrzeja Dudę, ani na Bronisława Komorowskiego, no to śmiem podejrzewać, że może pan głosował na Pawła Kukiza, no to tak myślę sobie, że idąc tym tropem – Koalicja Polska.

W pierwszej rundzie można było robić, co się chce, ze swoim głosem, z grubsza, a potem trzeba już dokonywać wyboru mniejszego zła, więc takim posługuję się algorytmem.

I teraz też pan dokona takiego wyboru – mniejszego zła?

Chyba wszyscy tak robimy, bo nie uważam, że ta nasza opozycja jest jedynym ratunkiem dla Polski, czy ratunkiem dla Polski, czy wielką nadzieją dla Polski, no bo wygląda jej obraz tragicznie, tak jak budynek na Nowogrodzkiej.

A po tych czterech latach rządów PiS-u to jak pan to ocenia: czy Jarosław Kaczyński i jego ludzie prowadzą naszą ojczyznę w dobrym kierunku czy może niekoniecznie?

Trudno odpowiedzieć jednym zdaniem, przecież pewne rzeczy jednak, jak 500+ z grubsza można powiedzieć, że jest to udane przedsięwzięcie i polska się nie zawaliła, chociaż tak byliśmy ostrzegani, natomiast Polska przybiera formę państwa autorytarnego.

Tak pan to postrzega, że jednak zaczyna to być państwo autorytarne? A gdzie pan dostrzega ten autorytaryzm pełzający?

Widzę ograniczenie stopniowe wolności, czy właściwie wprowadzenie modelu, który był za Gomułki – że jest jedna osoba, jedna partia, która przejmuje wszystkie instytucje.

Ale pana osobista wolność jest jakoś zagrożona?

Jako artysty właśnie obawiam się, że ta karta artysty, która za chwilę będzie wprowadzona, może do tego doprowadzić. To, co się dzieje w sądach, jakoś nie bardzo mi się podoba. I kolejne instytucje przejmowane przez… ta jak NIK teraz, i ta bezkarność urzędników państwa no to nie jest nic miłego i to jest właśnie, wydaje mi się, ograniczenie wolności, że nie mamy wypływu, my, obywatele, na to, jacy ludzie zasiadają na stanowiskach, i nasza krytyczna opinia, nasza, obywateli, jest nieważna.

No ale wszystkie sondaże pokazują, że jednak PiS wygra te wybory, można powiedzieć, że prawie na 100%. Czyli jednak suweren pokochał PiS. Dlaczego?

No myślę, że w dużej mierze jest to z pewnością zasługa 500+ i tych ludzi, którzy z tego programu korzystają, i „zasługa” TVP, bo to tylko ona dociera czasem do miejsc poza wielkimi ośrodkami i z niej czerpią ludzie wiedzę, a więc dokładnie tak jak za Gierka i tak jak w Putinowskiej Rosji.

No ale chyba 500+ to można pochwalić, zresztą opozycja chce ten program kontynuować, gdyby wygrała.

No, to akurat chyba w porządku wszystko. Nie wiem, nie jestem politykiem…

Ale jest pan obywatelem.

…zastanawiam się, jak bardzo to 500+ pomogło zwykłym ludziom, a jak bardzo zaszkodziło przedsiębiorcom czy zaszkodziło rynkowi pracy, bo przecież gdyby nie Ukraińcy, bracia z Ukrainy, to nie wiem, jak by wyglądał nasz rynek pracy, bo ludziom się niektórym po prostu z tego powodu nie chce pracować. Jest takie „bezrobocie” – nie ma kto pracować.

Ale wygranej PiS-u się pan obawia, tej powtórnej?

No wolałbym, żeby nie mieli większości, żeby to była jakaś koalicja, chociaż jak to będzie koalicja z Konfederacją, no to tego się obawiam.

To jeszcze ostatnie pytanie w tej części radiowej: czy „Ucho Prezesa” wróci jeszcze jako serial? Bo słuchacze Radia ZET się też dopytują i piszą, że tęsknią.

Wszystkie cztery sezony są powtarzane teraz na Comedy Central, ale nowych odcinków raczej nie będzie, nie przewidujemy tego. Zobaczymy, co się stanie po wyborach. Być może nie chcę, ale muszę – jak to powiedział klasyk.

„Nie chcem, ale muszem”, cytując klasyka, tak.

Póki co zapraszam do Teatru 6. piętro, gramy tam z powodzeniem sztukę pt. „Ucho Prezesa, czyli scheda” o tym, co będzie po prezesie.

Ale żeby tam się dostać, to ojej… Nie ma biletów. To tyle w Radiu ZET, Robert Górski z nami zostaje. W części internetowej porozmawiamy i o polityce, i o opozycji, też o Marcie Kaczyńskiej, i o serialu, i być może również o sztuce. Tak że proszę zostać z nami, jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Zapraszam.

***

W internetowej części programu „Gość Radia ZET” Beata Lubecka zapytała Roberta Górskiego o mocne słowa pod adresem Marty Kaczyńskiej, które padły w jego najnowszej książce. Określił ją mianem „moralistko-skandalistki”.

– Czytałem parę felietonów pani Marty, kiedy w dość zdecydowanych słowach wypowiadała się na różne tematy. Jest mowa o tym, że nie każdy drogowskaz idzie w stronę, w którą pokazuje. Wydaje mi się, że tu jest podobny przykład. Natomiast w serialu nigdy nie było o niej złego słowa. Ze względu na to, co się wydarzyło tragicznego w jej życiu, nie chciałem poruszać tego tematu i nadal tego nie robię – mówi Górski o katastrofie smoleńskiej. – Natomiast jej życie towarzyskie, które jest ogólnie znane, nie skłania specjalnie i nie destynuje jej do bycia moralizatorką – dodaje.

– Nawiązuje pan do tego, że Marta Kaczyńska pisała felietony, w których też rozpisywała się o pewnych zasadach, które należałoby stosować w życiu? – upewniała się Lubecka.

– Tak – potwierdza Górski.

– Gdyby popatrzeć to pana życie osobiste od konserwatywnego też było odległe…

– No więc ja nie piszę felietonów, w których pouczam ludzi – odpowiada satyryk. – W każdym razie nie wydaje mi się, że potraktowałem ją okrutnie. Jeśli pani nas słucha i poczuła się urażona, to bardzo panią przepraszam. Wydaje mi się, że pani Marta jest bardzo miłą osobą, chociaż nigdy jej nie poznałem osobiście. Jak ją spotkam, to jej powiem osobiście – dodaje.

Beata Lubecka dopytywała też Roberta Górskiego o nieprzychylne słowa w kierunku opozycji, które padły w części antenowej rozmowy.

– Bo ja w ogóle, jak większość z nasz, negatywnie oceniam polską klasę polityczną, która tej klasy nie ma. Straciliśmy dawno temu jakieś elity i one po prostu się nie odbudowały. Takie jest nasze społeczeństwo. My wybieramy polityków, to niby jest kwiat naszego narodu, ale ten kwiat brzydko pachnie. Sam o sobie wielokrotnie myślę krytycznie, więc to nie jest tak, że tylko o innych myślę źle – mówi Górski.

Padły też pytania od słuchaczy. „Czy miał pan propozycję startu do Sejmu i Senatu?” – chciał wiedzieć Darek.

– Nie. Nigdy też o to nie zabiegałem. To byłby mój koniec jako obywatela, jako człowieka, jako artystę, jako męża. Ja się do tego absolutnie nie nadaję. Ośmieszyłbym się kompletnie – ocenia Górski. – Otarłem się o politykę będąc na studiach, będąc senatorem w parlamencie studenckim. Uznałem, że to kompletnie nie dla mnie – dodaje.

Kto komu podkrada pomysły: Robert Górski politykom, czy politycy Robertowi Górskiemu?

– Nie no, ja im. Jednak pewne rzeczy są nie do wymyślenia. Moja wyobraźnia nie jest aż tak bogata i nieograniczona, żeby móc otrzymać kamienicę w Krakowie od żołnierza AK, którzy – jak wiemy – mieli masę kamienic – odpowiada satyryk. – Jedyny plus jest taki, że przypomnieliśmy sobie o istnieniu Armii Krajowej, bo tylko żołnierze wyklęci… ci AK-owcy odeszli w niebyt. Dzięki prezesowi NIK ci bohaterscy żołnierze wrócili. Co prawda ich pamięć została zszargana, bo w ich kamienicy powstał dom schadzek, więc bilans jest taki sobie – dodaje.