Ryszard Petru o Tusku: Jednoznacznie pokazał, że trzeba głosować na Koalicję Europejską

Redakcja
18.05.2019 22:06

- To, że Donald Tusk wystąpił na wiecu, nie oznacza, że będzie startował np. w jesiennych wyborach czy wyborach prezydenckich (...) Widzę, że zrobił jednak krok do przodu, bo jednoznacznie pokazał, że trzeba głosować na ugrupowania opozycyjne, a konkretnie na Koalicję Europejską - mówi w Radiu ZET lider partii Teraz! Ryszard Petru, komentując wczorajsze wystąpienie szefa Rady Europejskiej podczas marszu opozycji w Warszawie.

Łukasz Konarski: Ryszard Petru, lider partii Teraz!. Donald Tusk wrócił do polskiej polityki. Tu chyba kropkę stawiamy już, nie znak zapytania.

Ryszard Petru: No ale on formalnie nie startuje, w związku z tym zaangażował się taką profrekwencyjną agitację, i bardzo dobrze, bo ważne jest to, żebyśmy za tydzień poszli masowo do wyborów. Zwykle było tak, że chodziło bardzo mało osób. W zeszłych wyborach, o ile pamiętam, było 23% łącznie. 23% Polaków tylko poszło do wyborów do PE, i ta frekwencja będzie decydująca, jeśli chodzi o wynik wyborów. Natomiast nie chcę teraz spekulować, bo to, że wystąpił na wiecu, nie oznacza, że będzie startował np. w jesiennych wyborach czy będzie startował w wyborach prezydenckich. Na pewno zależy mu na Polsce i widzę, że zrobił jednak krok do przodu, bo jednoznacznie pokazał, że trzeba głosować na ugrupowania opozycyjne, a konkretnie Koalicję Europejską.

No właśnie, to jest ta profrekwencyjność.

Nie no, mówił o tym, żeby iść do wyborów, ale zobaczymy, ja nie chcę spekulować, dlatego że wejście do polityki oznacza startowanie w jakichś wyborach osobiście. A takiej jego decyzji jeszcze nie ma.

Ale rozumiem, że jakby jest takim ideowym przywódcą Koalicji Europejskiej?

Na dzisiaj na pewno tak, tylko ta Koalicja Europejska za tydzień dostanie swoje poparcie, a potem mamy kolejne… Wie pan, ja już myślę, co dalej. Dzisiaj jest niedziela. Dokładnie za tydzień są wybory. A w poniedziałek podliczymy wyniki i będziemy wyciągać wnioski na wybory jesienne. One są krytyczne. Ja jestem myślami już trochę na tych wyborach jesiennych. I one są krytyczne, dlatego że one zdeterminują kształt Polski na kolejne 4, a być może 5 lat, a być może 10, bo one zdecydują również o tym, jaka będzie perspektywa wyborów prezydenckich. I powiem szczerze, że gdyby – odpukać – PiS miał wygrać wybory jesienne, no to Polski nie poznamy. To wszystko, co się teraz dzieje, będzie się działo ze zdwojoną siłą, od gospodarki poczynając – mało się o tym mówi, o nacjonalizacji, o nowych podatkach, o takim nonszalanckim rozdawaniu pieniędzy, plus wszystkie zmiany związane z prokuraturą, z niezależnym sądownictwem. Niezależne sądy są bardzo ważne...

No dobrze, ale czy Donald Tusk jest lokomotywą Koalicji Europejskiej pana zdaniem?

Zobaczymy, na pewno jest bardzo mocnym wzmocnieniem. Natomiast wybory są za tydzień, nie chcę spekulować. Jak patrzę na sondaże…

Wie pan, że przez kilka dni mieliśmy takie, które się wykluczały.

Tego samego dnia się wykluczały. Niestety najnowszy sondaż, który widziałem w Politico, jest to sondaż paneuropejski, czyli we wszystkich krajach europejskich były prowadzone sondaże, i według tego sondażu sprzed kilku dni na razie wygrywa PiS i uważam, że to jest taki [element] mobilizujący, żeby w najbliższym tygodniu wziąć to pod uwagę.

„Nie możecie zostawić losu naszych dzieci i wnuków w ich rękach. Nasze dzieci i wnuki nigdy nam tego nie wybaczą. Idźcie do zwycięstwa” – to mówił Donald Tusk wczoraj. Jeszcze była część przemówienia o prezesach i ajatollahach. Pana zdaniem to przemówienie zmienia bieg kampanii czy nie?

Wie pan co, nie chcę oceniać, dlatego że bieg kampanii to są dwa elementy: po pierwsze frekwencja, po drugie osoby niezdecydowane. Przecież osoby, które były na marszu czy osoby, które są skłonne głosować na partie opozycyjne, już tę decyzję podjęły. Tak naprawdę walka toczy się o tych, którzy jeszcze nie wiedzą, na kogo będą głosować, albo nie wiedzą, czy pójdą do wyborów, albo nie wiedzą, czy przypadkiem nie wyjadą na weekend. I tak naprawdę wygrywa ten, kto zmobilizuje większą część swojego elektoratu plus swojego potencjalnego elektoratu.

A Tusk jest tą mobilizacją?

Panie redaktorze, nie wiem do końca, mam nadzieję, że może być, ale tutaj nie jestem w stanie tego ocenić. Wiemy dobrze, że mamy zupełnie inną tematykę teraz dominującą, dotyczy akurat pedofilii w Kościele. I trudno mi powiedzieć, jaki wpływ na postawę wyborców będzie miał ten temat. Na pewno jest tak, że PiS przez lata ostatnie miał bardzo mocny, ścisły związek z Kościołem. Ja mogę powiedzieć tylko tyle, że Joanna Scheuring-Wielgus prowadziła przez ostatnie dwa lata walkę z pedofilią w Kościele. Była współuczestniczką tej mapy pedofilii, robiła konferencje w Sejmie i tak nigdy nikogo nie było. Żadna osoba z innych partii politycznych nie chciała w tym uczestniczyć, w związku z tym nie jestem pewny, jak rozłożą się głosy w wyniku tego, że ten temat na ostatniej prostej staje się tematem dominującym.

Otworzyłby pan archiwa kościelne, żeby sprawdzić, czy doszło do tuszowania?

Oczywiście, że tak, bo nie wiem, czym się… Znaczy problem polega na tym, że to nie jest kwestia, jakie są kary oferowane – chociaż to też jest ważne, ale to nie jest to, jakie są kary za przestępstwa pedofilskie, ale problem polega na tym, że ci, którzy popełniają te przestępstwa, w ogóle nie lądują, nie są nigdy stawiani przed sądem. Ktoś ich chronił i dotychczas – wiemy o tym, a ten film tylko to potwierdza, że osoby, które dokonywały tych czynów, były przenoszone z jednej parafii na drugą. Ja słyszałem w jakimś reportażu odpowiedź na to pytanie, dlaczego w Kościele tak do tego podchodzono – bo, cytat, traktowano tę pedofilię czy akcje pedofilskie jak alkoholizm. „Czuję, że jest ten problem, ale mam nadzieję, że on się wyleczy”. Nie traktowano tego jako przestępstwo i w związku z tym Kościół ma najwięcej do powiedzenia w tej sprawie, najwięcej ukrył dotychczas i bez tego nie jest to możliwe. Jeżeli się nie oczyści, to grozi wariant irlandzki, czyli odejście masowe ludzi od Kościoła, bo wielu ludziom zaburzyło to percepcję księży i księdza.

Ale jak otworzyć archiwum? Ustawą?

Znaczy Kościół mógłby sam to otworzyć.

Ale możliwe, że najprawdopodobniej tego sam z siebie nie zrobi.

Jeżeli sam z siebie nie zrobi, dojdzie do jakiegoś przełomu, będą kolejne tego typu… Przecież pan Sekielski pokazał, że w ten sposób można dotrzeć do prawdy i dawać ludziom dowody na istnienie tego typu przestępstw. I tego typu sytuacji może być więcej: filmów, nagrań, wszyscy mamy komórki, smarftony. W związku z tym mamy świadomość tego, że to jednak jest jakiś moment przełomowy. I krytyczna w tej kwestii będzie postawa Kościoła i oczywiście siłą rzeczy postawa partii rządzącej, z którą Kościół jest związany. Jeżeli się szybko nie będzie starał oczyścić, a nie sądzę, żeby się starał oczyścić, bo nie ma tego w DNA, no to będzie potrzebna jakaś presja. Nie sądzę, żeby za rządów PiS-u ta presja była możliwa.

Ale Jarosław Kaczyński mówił np., że trzeba stworzyć komisję, ale która zbada pedofilię we wszystkich środowiskach.

Ja wiem, tylko że problem polega na tym, że w innych środowiskach nie było metody ukrywania tego. Kościół był jednak wyjęty spoza prawa, we własnym sosie to wszystko się odbywało i po prostu ukrywał te rzeczy, w związku z tym sytuacja pedofilii w polskim Kościele jest nadzwyczajna i potrzebna jest moim zdaniem taka komisja.

Taka komisja, która zbadałaby to we wszystkich środowiskach, to jest w ogóle do przeprowadzenia?

Każde środowisko ma inny aspekt do zbadania. Po drugie dobrze by było powiedzieć, o co chodzi, w jakich środowiskach, bo łatwo to rozmyć. Mamy konkretny problem... Jeżeli PiS miał pretensje do poprzednich rządów o ściąganie podatków, to zrobił komisję ds. VAT-u, a nie ściągania podatków w Polsce. Bo oprócz VAT-u jest jeszcze akcyza, jest CIT i PIT, i zawsze jest unikanie podatków. Zrobił konkretnie w sprawie VAT-u i mafii VAT-owskich. Tak samo tutaj musi być konkretna komisja w sprawie Kościoła. Natomiast mogę powiedzieć tylko tyle, że to jest proces. Nie oczekujmy tutaj szybkiej rewolucji. Fundamentalne pytanie jest takie – to zależy nie tylko od polskiego Episkopatu, ale również od papieża Franciszka...

A pana zdaniem naciśnie na polski Kościół?

Nie wiem, na ile jego naciski są skuteczne. Co innego z Chile, czyli jednak obszar, z którego wywodzi się, tam więcej zna, lepiej czuje. A po drugie obawiam się, że w Polsce to będzie trwało wszystko. To jest dopiero początek procesu. Ważne jest to, żeby pokazać, gdzie jest problem. Problem polega nie na tym, że są niskie kary, tylko na tym głównie, że ci, którzy są sprawcami, nie stają przed sądem.

Biskup Libera, który ostro walczy z pedofilią w Kościele, ale też jednocześnie ksiądz Isakowicz-Zaleski zarzuca mu, że tuszował aferę abp. Paetza i tłumił lustrację, teraz przez pół roku od 1 lipca będzie w zamkniętym klasztorze, będzie medytował i modlił się.

Słyszałem. Rozumiem, tylko nie wiem, jaki z tego wniosek jest dla wszystkich poszkodowanych.

Rozumiem, że jakoś dziwnie te terminy się nakładają, bo zapowiadał to wcześniej, ale teraz mógłby zrezygnować chyba.

Tylko medytacja nie zmienia sytuacji. On znika, ale problem jest dalej nierozwiązany. Ja uważam, że od Kościoła nie oczekujemy medytacji i znikania, tylko działania: otwarcia archiwów, przyznania się do winy, jak najszybszego ujawnienia wszystkich tych osób, które dokonał czynów przestępczych. Powinny wylądować przed sądem, po prostu. A potem są sądzeni jak zwykli obywatele. Nie ma różnicy, czy to był ksiądz, czy ktoś inny, który popełnił taką zbrodnię.

Zmieniając temat: po ataku w Busku Zdroju, gdzie radny dźgnął nożem policjanta, doszło do publicznej ostrej wymiany zdań między członkami rządu. To w ogóle niespodziewane przyznam szczerze. Beata Szydło zażądała wyjaśnień od Jarosława Gowina. Chodzi o kontakty tego człowieka z politykami prawicy.

To świadczy o jakiejś nerwówce w szeregach PiS-u na tydzień przed wyborami, ale proszę zauważyć, że w momencie, kiedy ktokolwiek z PiS-u jest atakowany fizycznie w ten czy inny sposób, z użyciem noża, bez noża, to od razu PiS zarzuca opozycji tego typu atak, wprost. Bez względu na to, czy osoba atakująca jest członkiem partii politycznej, czy też nie. Tutaj mamy sytuację, w której ewidentnie to radny PiS-u atakuje policjantów...

Nie, nie jest radnym PiS-u. Jest bezpartyjny.

Ale widziałem, że był promowany przez Porozumienie, czyli element Zjednoczonej Prawicy. Ma bardzo wiele różnego rodzaju zdjęć i wystąpień z politykami związanymi z PiS-em. I mogę powiedzieć tylko tyle, że jednak jest osobą związaną z tym środowiskiem w ten czy inny sposób. Jest asymetria w reakcji ze strony pana ministra Brudzińskiego, natomiast ta walka wewnętrzna to jest takie przerzucanie odpowiedzialności. Pani Beata Szydło mówi: „To nie jest mój człowiek, to człowiek Gowina”, a Gowin też mówi, że to nie jest jego człowiek.

No tak, ale pamiętam, że takie zdjęcia właśnie różnych ludzi z różnymi politykami czasami są dla prawej strony sceny politycznej wyznacznikiem wszystkiego, o wszystko można posądzić, bo ktoś ma zdjęcie.

No właśnie, chodziłoby tylko o to, żeby zawsze oceniać sytuację indywidualnie – po to są sądy – a nie osądzać z góry. Mogę powiedzieć tylko tyle, jeżeli chodzi o kwestie… Ja pamiętam, bardzo często robiłem sobie bardzo dużą ilość zdjęć z przypadkowymi osobami, które były np. na demonstracjach. I często jest tak, że zupełnie nie wiemy, z kim robimy to zdjęcie. Tutaj mamy inną sytuację, bo widziałem, że pani minister Emilewicz, o ile pamiętam, namawia na głosowanie na tego człowieka, w związku z tym to już nie jest sytuacja przypadkowa.

A pan też ma takie zdjęcia, które panu wyciągają, że ma pan zdjęcie z kimś?

Na razie nie miałem takiej sytuacji, ale nie wykluczam takiego wariantu. To jest bardzo możliwe. Czym innym jest namawianie na głosowanie na kogoś. Ja mam zdjęcie z osoba, za którą się wstydzę. Pan Gryglas startował z list Nowoczesnej z 3. miejsca w Warszawie, wszedł, dostając 1000 głosów, chyba na 129 tys. dostał tysiąc, i po dwóch z kawałkiem latach zmienił barwy z Nowoczesnej na PiS poprzez Porozumienie. I akurat z tej znajomości to dumny nie jestem. Ale wie pan, to jest sytuacja, w której ta osoba w sumie mnie oszukała.

To zmieńmy temat. Zrobił pan zakupy w Niemczech i na Słowacji – tam jest euro – i zrobił pan też zakupy w Polsce. I wyszło panu, że za granicą jest taniej. Nie wierzę, przyznam szczerze.

Że może być taniej – chciałbym być precyzyjny. Dziękuję za to pytanie. Tak, zrobiłem zakupy w Niemczech i na Słowacji. W Słowacji byłem w Bratysławie – to ważne, bo to jest stolica – a w Niemczech to jest przygraniczny Schwedt. Wyjeżdżamy ze Szczecina i w ciągu 20 min jesteśmy w mieście Schwedt. I dam parę przykładów towarów ewidentnie tańszych. Takim towarem np. jest pianka do golenia. Nie wiem, czy mogę podawać nazwy, czy nie.

Niekoniecznie. Pianka do golenia, jak pan widzi, to nie mój temat.

Ale cała masa mężczyzn może wiedzieć, o co chodzi. No i proszę bardzo – 1,39 euro, czyli około 6 zł, a w Polsce kosztuje ta pianka 11 zł. Wiadomo, że piwo jest tańsze w Niemczech. To nie jest chyba zaskoczenie.

Ale pan znalazł piwo w Polsce za 4,61. To co to za piwo, w puszce, pół litra w puszce.

No nie, akurat tutaj mam tak: 0,59 – cena w Niemczech. To samo piwo kosztowało 2,50 zł w przeliczeniu na złotówki w Niemczech, a w Polsce to samo piwo kosztowało o 5 gr więcej.

Ale portal dlaHandlu.pl i ich koszyk cen mówi, że te zakupy na Słowacji konkretnie można było zrobić 15 zł taniej niż na Słowacji. Tutaj policzył wszystko: cukier, ryż, udko z kurczaka, coca-cola, czekolada, makaron jajeczny i wszystko im 31,10, a panu wyszło 46,51.

Proszę pana, ja mogę powiedzieć jak to było. Byłem w sklepie Billa na Słowacji. Akurat tej sieci chyba w Polsce już nie ma. Ale porównałem dokładnie te same towary. Akurat to było w sklepie Carrefoura w Szczecinie. I mówimy o konkretnych przypadkach. Nie chodzi mi o rzeczy, które są znacznie tańsze, tylko są porównywalne. Proszę bardzo. Makaron jajeczny: w Słowacji 1,29, czyli 5,50, a w Polsce 9,90. Piwo słowackie 0,59, to chyba „Złoty Bażant” był, 2,54, w Polsce 4,50.

Dobrze, ale żebyśmy już nie przerzucali się cenami, bo tych zakupów tam pan trochę zrobił. Rozumiem, że wniosek jest taki, że euro nie doprowadzi do wzrostu cen?

Wniosek jest taki… Chciałem powiedzieć, że np. cała chemia w Niemczech jest tania. Wniosek jest taki, że ceny nie mają nic wspólnego z walutą. Ceny są związane z tym, jaki jest popyt na ten towar, jakie są koszty logistyki, jakie są podatki w danym momencie i też, jakie są koszty produkcji w danym kraju, jaka jest akcyza, podatki itd. I jest cała masa towarów, które są tańsze, i są towary, które są droższe. I nie ma to nic wspólnego z walutą jako taką. I dałem tylko przykład, że można kupić w Niemczech całą masę towarów znacznie taniej. Po prostu Niemcy za tamtą piankę są skłonni zapłacić dużo mniej niż Polacy, którzy uważają ją za ekskluzywną – i kropka.

Ale czy pan odpowiedzialnie powiedziałby: wprowadzenie euro nie będzie oznaczało podwyżki cen?

Wprowadzenie euro nie będzie oznaczało podwyżki cen. W Słowacji ceny wzrosły o 0,1 procent. Czyli to jest w ogóle nieodczuwalny wzrost cen. 0,1!

I pan, rozumiem, dałby sobie rękę odciąć?

Nie będę sobie niczego odcinał, bo to jest kwestia tego, czy rząd, który przeprowadzi tę zmianę, zrobi to w sposób poprawny. Jeżeli byle jak to zrobi, no to może być różnie. Co się dzieje – mianowicie...

To musi wyjaśnić już w Internecie. Ryszard Petru, partia Teraz!.

RadioZET.pl