Sławomir Broniarz: Referendum strajkowe najprawdopodobniej we wrześniu

13.06.2019 07:15

– 2 września to pierwszy dzień roku szkolnego. Być może, jeśli taka będzie wola władz statutowych, od tego momentu rozpoczniemy referendum, ale to wcale nie jest przesądzone. Rozmawiamy z nauczycielami, rozmawiamy z członkami związku – mówi w Radiu ZET przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz. W ten sposób odpowiada na pytania na temat daty organizacji referendum, w którym nauczyciele mają wypowiedzieć się w sprawie ewentualnego wznowienia strajku. W rozmowie z Beatą Lubecką przyznaje, że jest on zwolennikiem strajku, w trakcie którego nie będzie lekcji.

Beata Lubecka: Sławomir Broniarz, ZNP. Dawno u nas pana nie było.

Sławomir Broniarz: Też żałuję.

Ma pan do siebie żal?

O?

Że pan zawiódł jako szef ZNP. No jednak strajk musieliście przerwać, straciliście w oczach opinii publicznej, nauczyciele stracili, przynajmniej w części opinii publicznej stracili jednak.

Decyzje w związku wbrew pozorom nie zapadają jednoosobowo. To była chyba jedna z najtrudniejszych decyzji, podejmowana przez trzy dni i prezydium zarządu głównego, mając ten ogromny dylemat przed sobą, czy kontynuować strajk, czy go zawiesić. Musiało rozważyć i za, i przeciw, i ta decyzja była moim zdaniem jedyną słuszną, jedyną zasadną w tym momencie.

Racjonalną. Ale planu B nie było, nie mieliście planu B i rząd konsekwentnie was zapędził do narożnika.

No tak, ale rząd po podpisaniu porozumienia z Solidarnością w ogóle nie był zainteresowany negocjacjami z nami. To był rodzaj spektaklu, który za każdym razem sprowadzał się do stwierdzenia: jeżeli podpiszecie to porozumienie, to będzie dobrze, wszyscy na tym zyskamy, ZNP, Forum zresztą też. Konsekwentnie mówiliśmy i mówimy: porozumienia w wersji zaproponowanej Solidarności, podpisanego przez Solidarność, my nie podpiszemy.

Nowy minister edukacji przyznał, że strajk był cyrkiem.

Pan minister w ostatnim okresie miał wiele barwnych wypowiedzi. Szkoda, sądzę, czasu antenowego na komentowanie wszystkich. To była wypowiedź obraźliwa, niesprawiedliwa i wydaje się, że nie przystoi osobie pełniącej rolę ministra, i to konstytucyjnego ministra, a przede wszystkim nauczycielowi dla takiego poniżającego te 600 tysięcy osób stwierdzenia.

No ale jakąś opinię na temat nowego ministra pan ma. Będzie pan z nim musiał współpracować, jak rozumiem, a przynajmniej rozmawiać.

Znaczy związek nawet zaprosił pana ministra na najbliższe posiedzenie zarządu głównego.

18 czerwca to posiedzenie.

Tak, 18 czerwca, za tydzień, posiedzenie zarządu głównego, zaprosiliśmy pana ministra.

Odpowiedział już czy nie?

Z mediów dowiedziałem się, że pan minister nie widział tego zaproszenia, aczkolwiek tego samego dnia, kiedy je zapowiadaliśmy, czyli w ubiegłym tygodniu, zaproszenie zostało do niego zawiezione. Jest potrzeba rozmowy, ale także jedno zdanie komentarza: jeśli pan minister posługuje się tego rodzaju obraźliwymi stwierdzeniami czy wypowiedziami, które utrudniać będą tę komunikację, musi sobie z tego zdawać sprawę, że z tym partnerem musi siąść do rozmów i tego rodzaju stwierdzenia niczego nie poprawiają. Wręcz przeciwnie, stwarzają nową barierę, dystans, a to jest rzecz absolutnie niepotrzebna.

A jeśli pan minister się nie zjawi na tym posiedzeniu zarządu ZNP 18 czerwca, to co wtedy?

Nie będzie budziło to naszego zdziwienia. Minister edukacji narodowej pani Anna Zalewska, mam nadzieję, że pan minister Piontkowski złamie tę złą tradycję, nie chciała korzystać z zaproszeń ZNP. Natomiast nie zamierzamy z tego powodu wylewać łez. Konsekwentnie w każdym nadarzającym się momencie i stosownej sytuacji będziemy prosili pana ministra o rozmowę, bo ta rozmowa jest potrzebna, dlatego że edukacja wymaga zmian.

Pani minister Zalewska, jeszcze do niej powrócę, wyjechała do Brukseli, zadowolona i spełniona. Powiedziała: dokończyłam reformę, jest zamknięta.

No to jest samoocena pani minister. Na pewno pełna zadowolenia…

Pan jej nie podziela?

Nie podzielam jej, pewnie nie podziela jej znaczna część społeczeństwa, która protestowała przeciwko likwidacji gimnazjów.

A jednak ją wybrali.

Ale będąc jedynką, to znam jeden jedyny przypadek, kiedy osoba mając pierwsze miejsce, przegrała eurowybory. Natomiast zobaczymy 2 września, jak zareagują na ten rzekomo dobrze przygotowany projekt pod nazwą likwidacja gimnazjów i podwójny rocznik rodzice, uczniowie, samorządy.

2 września ma się rozpocząć referendum, w którym nauczyciele rozstrzygną, czy chcą strajkować, czy nie chcą strajkować, czy chcą powrócić do strajku, czy nie chcą.

Precyzyjniej rzecz ujmując, 2 września to jest pierwszy dzień roku szkolnego i być może, jeżeli taka będzie wola władz statutowych związku, od tego momentu zaczniemy referendum. Ale to wcale nie jest przesądzone, rozmawiamy z nauczycielami, rozmawiamy z członkami związku...

Czyli kiedy referendum może zostać ogłoszone?

Na pewno, jeśli taka będzie wola ZNP, to będzie wrzesień tego roku, czyli już oczywiście po wakacjach, ale nie przesądzałbym tutaj konkretnej daty, dlatego że referendum musi wynikać z decyzji ciała statutowego i musimy na to poczekać.

Czyli pierwsza połowa najwcześniej, tak?

Wrzesień na pewno to jest taki moment, kiedy trzeba będzie się zapytać nauczycieli o to, jakie są ich plany dotyczące ewentualnego poparcia akcji strajkowej ZNP.

A pan by co rekomendował? Powrót do strajku jednak?

Trwają dyskusje na ten temat. Strajk jest jednym z istotnych elementów tej debaty. Różne scenariusze, różne formy tego strajku są projektowane.

Czyli strajk włoski czy jednak powrót do takiego strajku, że nie będzie lekcji?

Strajk włoski to próba pokazania, jak wiele wykonuje nauczyciel zadań, o których ani rodzice, ani samorządy nawet nie wiedzą, a na których zbudowana jest cała istota funkcjonowania edukacji, i jeżeli nauczyciele mówią: ograniczamy nasze działania, to pokazujemy...

Czyli jeśli już, to ta bardziej radykalna forma strajku byłaby?

Ja jestem raczej zwolennikiem tego, żeby jeżeli byłby strajk, to strajk polegający na całkowitym powstrzymaniu się od pracy.

I od kiedy ten strajk mógłby być? Od października?

Wtedy, kiedy pojawi się decyzja, powtarzam, ciała statutowego. My nie jesteśmy partią, nie podejmujemy decyzji jednoosobowo.

Demokratycznie.

Tak. I tutaj musimy poczekać przede wszystkim na opinię nauczycieli, wynik referendum ewentualnie i wtedy zapadnie decyzja.

Ale pan minister już wyraził się na ten temat. Powiedział, że pojawia się pytanie, czy taka forma zawieszenia strajku na kilka miesięcy jest dopuszczalna pod względem formalno-prawnym.

Cenię uwagi pana ministra, ale wolałbym posługiwać się uwagami prawników, a niekoniecznie ministra, polityka. Więc poczekajmy, co na to powiedzą prawnicy. Zdaniem prawników, o których zdanie zabiegamy i na których zdanie liczymy, i słuchamy, zawieszenie strajku i jego odwieszenie wymaga w przypadku przystąpienia do strajku decyzji w postaci referendum.

A jakie są nastroje wśród nauczycieli? Raczej chcieliby powrócić do strajku czy raczej nie?

Te nastroje są bardzo zróżnicowane. One zależą od tego, z kim rozmawiamy. Jeżeli to są nauczyciel małych środowisk, tych naprawdę sponiewieranych w wielu wypadkach i przez rodziców, i przez władze samorządowe, przez polityków z posłami włącznie, tam ten entuzjazm jest dosyć zróżnicowany.

To oni nie chcieli wrócić.

W dużych miastach, w dużych ośrodkach...

Jest większa determinacja?

Jest większa determinacja i tam jest także większa gotowość. Tam także była duża niechęć do zaakceptowania decyzji o zawieszeniu strajku.

We wrześniu, jak napisała wczoraj „Gazeta Wyborcza”, rząd ma przedstawić nową propozycję. Na dwa lata zostałaby przywrócona możliwość przechodzenia na wcześniejszą emeryturę dla nauczycieli, ale w zamian zwiększone byłoby pensum, czyli te tzw. godziny przy tablicy, do 24 godzin tygodniowo. Czy taka propozycja jest do przyjęcia?

Do września to jest niemożliwe, żeby ktokolwiek nad takim projektem siadł i opracował, i przedstawił gotowe rozwiązania, natomiast to jest rodzaj kiełbasy wyborczej, która ma pokazać: jeżeli PiS wygra, to na pewno będziecie mogły panie – bo to jest głównie do kobiet adresowane – odejść na wcześniejszą emeryturę. To jest próba przyciągnięcia tego środowiska, próba spacyfikowania naszych nastrojów i walki, i determinacji, i obiecania nam czegoś, co jest moim zdaniem niemożliwe do spełnienia, a na pewno byłoby wyjątkiem, gdyby to było dla jednej grupy zawodowej. Natomiast na pewno nauczyciele liczą na to, że odejdą na emeryturę po 30 latach pracy. Pytanie tylko, jaką emeryturę będą mieli nie za miesiąc, dwa, tylko za 5, 10, 15, wtedy, kiedy ta długość dożycia się zwiększa, zmieniają się zmieniają się wskaźniki, zmieniają się parametry tego wyliczenia emerytalnego. A nie ma mowy o tym, żebyśmy łączyli emeryturę z pracą, bo to jest także zasadnicza uwaga.

To jeszcze zapytam o to, bo dzisiaj jest debata o karcie nauczyciela, to jest projekt poselski, i będzie dyskusja o tych podwyżkach obiecanych i wynegocjowanych przez Solidarność oświatową.

Znaczy zwrócę uwagę na to, że Solidarność niewiele tutaj miała do powiedzenia, bo warunki podwyżki podyktował rząd.

O te 9,6%. 

Jeżeli ktoś pamięta lekturę „Dziennika Gazety Prawnej” z lutego, to już wtedy była zapowiedź, czym się skończy to porozumienie. To był luty, a porozumienie podpisano 7 kwietnia. Zwracamy uwagę na to, że ten projekt poselski to jest także próba ominięcia dyskusji z partnerem społecznym, próba ominięcia związków zawodowych, to jest szybka ścieżka.

Żeby jak najszybciej przyklepać w Sejmie.

Ale zwracam uwagę na to, że od 7 kwietnia rząd miał naprawdę dużo czasu, żeby na ten temat rozmawiać, pokazać stronie związkowej założenia. Bo to nie tylko chodzi o podwyżki.

Ale lepszy rydz chyba niż nic, czy nie?

Zgoda, tylko że myśmy mówili o tym, że postulaty środowiska nauczycielskiego ostatecznie skupiły się na 30%, to jest ledwie niecałe 15%. To jest absolutnie nikogo nie zadowalająca skala wzrostu.

No szału nie ma, rzeczywiście. Jak czytam, podwyżka nauczyciela stażysty to będzie 240 zł brutto.

No tak, ale zwracam też uwagę na to, że ten komunikat pojawił się 7 kwietnia, 8 zaczął się strajk. To znaczy, że nauczyciele absolutnie tego nie zaaprobowali, nie zaakceptowali i wyraźnie się od tego dystansują. Jeżeli mówimy o brakach na rynku pracy, płace są jednym z najistotniejszych elementów z tym związanych.

To jeszcze powrócę: jeśli strajkowalibyście, to głównym postulatem byłby znowu powrót do tych 30% podwyżki?

Postulat płacowy może być jedynym postulatem legalnie przeprowadzonego strajku, nie da się zrobić postulatem zmiany podstawy programowej. To musi być postulat płacowy, dlatego że związki zawodowe mogą walczyć tylko o poprawę warunków pracy i płacy, i postulat płacowy jest tutaj absolutne podstawowy.

To tyle w części radiowej, Sławomir Broniarz z nami zostaje, szef ZNP. Jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam. 

***

W internetowej części rozmowy prezes ZNP odniósł się też do zapowiedzi nowego ministra edukacji, że jesienne podwyżki dla nauczycieli nie będą ostatnimi.
– Pan minister jest politykiem. Znamy się z dosyć niefortunnego wydarzenia w Sejmie. Kiedy prezentowałem obywatelski projekt referendum dotyczącego gimnazjów zaczął wyrażać mało fortunne uwagi… - mówi Broniarz.

– Nazwał pana „KOD-ziarzem”. Chodziło o to, że kiedyś była manifestacja w Warszawie i pan na jednej scenie wystąpił z przedstawicielem KOD? – pytała Beata Lubecka.

– Nie mam powodu, żeby się tego wstydzić, a tym bardziej wypierać. Natomiast pan minister wtedy będąc posłem miał obowiązać merytorycznie, a nie politycznie na uwagi dotyczące gimnazjów. Wtedy pozwoliłem sobie na wniosek czy uwagę do pana ministra, że wszyscy byśmy zyskali, kiedy połączyłby język z mózgiem, pan marszałek zwrócił mi uwagę. To były nasze jedyne relacje – tłumaczy gość Radia ZET. – Jeśli pan minister mówi, że będą dodatkowe podwyżki, przypomnę że w lutym jako poseł zauważył, że potrzebna jest nowelizacja budżetu. Dzisiaj się od tego odżegnuje, a bez nowelizacji budżetu samorządy nie są w stanie zrealizować tego projektu. Nie ma pieniędzy dla nauczycieli edukacji przedszkolnej i nie ma pieniędzy na wychowawców w przedszkolach. Przedszkole 3/4 swojego czasu poświęca właśnie tej działalności opiekuńczo-wychowawczej. Nagle z ustawy wyrzucono dodatek dla wychowawców przedszkolnych, co dotyka ponad 60 tysięcy osób – dodaje.

– Mówimy o projekcie, który jest teraz procedowany w Sejmie? Ten poselski? – upewniała się prowadząca.

– Projekt poselski, który idzie jak burza. Najprawdopodobniej Sejm go dziś przyklepie, jutro Senat podpisze, prezydent wróci z USA, podpisze i mamy gotową ustawę. Tyle, że jest to ustawa kontrowersyjna, bo bez pieniędzy. Dzieląca nasze środowisko i wywołująca bardzo duże emocje w grupie zawodowej nauczycieli – mówi Broniarz.

– Dlaczego ten projekt ustawy jest kontrowersyjny?

– Dlatego, że nie daje odpowiedzi na pytanie skąd będą pochodziły środki na jego realizację. Jeśli mamy bazować na budżecie samorządu terytorialnego, to jest to nieporozumienie. Będą samorządy, które poradzą sobie bez problemu, ale większość będzie miała z tym kłopoty – stwierdza gość Beaty Lubeckiej.

Jak nauczyciele radzą sobie finansowo po 18 dniach strajku?

– To bardzo bolesny problem. Pokoje w zarządzie głównym są założone paczkami z wnioskami o wsparcie finansowe. Spora część samorządów zaczyna natomiast wypłacać różnego rodzaju elementy wspierające. Są samorządy, które podniosły wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli – Zielona Góra, Rybnik, Chorzów, Piła, bo zaproponowaliśmy jako związek tego rodzaju rozwiązanie, niektóre rady miast i gmin to realizują. Inne samorządy wprowadzają dodatki za opiekę nad dziećmi, za zajęcia dodatkowe. Są też jednak samorządy, które mówią, że nie dadzą. Tam gdzie rządzi PiS, tam jest bardzo utrudniony kontakt. Wiele z tych samorządów, nawet jeśli ma, niechętnie się odnosi. W zasadzie mogę powiedzieć tak – wszystkie ośrodki na ścianie wschodniej, włącznie z rządzonym przez PO Lublinem. Ma on dość ambiwalentny stosunek do wypłacania wynagrodzeń – tłumaczy Sławomir Broniarz.

– No ale przecież ZNP ma taki fundusz pomocowy. 4,5 miliona było zebrane – zauważa Lubecka.

– Gdybyśmy chcieli zaspokoić oczekiwania choćby w minimalnej postaci, musielibyśmy mieć około 180 – 200 milionów złotych. Patrząc na ten ogromny, 600 tysięczny co do liczby strajkujących strajk przez 18 dni. To mniej więcej w takim wyliczeniu by oscylowało – wylicza gość Radia ZET. – Mieliśmy świadomość, że przystępując do strajku nie mieliśmy co liczyć na zapłatę za ten strajk. Natomiast fundusz ZNP będzie służył tym, którzy znajdują się w dramatycznej sytuacji, które to osoby złożą wnioski do nas według utartego schematu – dodaje.

– Jeszcze był fundusz społeczny.

– W tej chwili ma ok. 8 mln 200 tys. na swoich rachunku. W niedzielę o 19:00 będzie aukcja obrazów i prac artystów, którzy dali swoje prace po to, żeby pieniądze z aukcji można było przeznaczyć dla nauczycieli – zapowiada Broniarz.

Padło też pytanie o liczbę członków ZNP.

– Czy bezpośrednio po strajku nauczycieli członków Związku Nauczycielstwa Polskiego przybyło, czy ubyło?

– Dane na ten temat będziemy mieli około 10 lipca. Muszę powiedzieć z satysfakcją, że przybyło. Na początku lipca każda organizacja związkowa ma obowiązek poinformować kierownika swojego zakładu pracy o liczbie członków związku. Owszem, były jednostki które odeszły i miały do tego pełne prawo. Byli albo rozczarowani decyzjami natury politycznej, przez nich ten strajk był traktowany jako polityczny, bądź byli niezadowoleni z faktu zawieszenia. Były też osoby, które odchodziły ze związku dlatego, że dostały dużą podwyżkę. Mówię o pracownikach administracji, obsługi. Uznały, że związek nie jest im już potrzebny, natomiast zdecydowanie więcej osób przybyło. Przyszło wierząc, że tylko wspólną walką jesteśmy cokolwiek osiągnąć – mówi Sławomir Broniarz w programie „Gość Radia ZET”.