Broniarz o sondażu wśród nauczycieli: strajk włoski jest rzeczą dominującą

30.09.2019 08:02

Do centrali ZNP wpłynęły już sondażowe wyniki dotyczące ewentualnego strajku nauczycieli z 4 województw. Szef ZNP Sławomir Broniarz mówi w programie "Gość Radia ZET", że nadal trwa zbieranie wyników z innych regionów. – Jeżelibyśmy mieli opierać się na tych czterech województwach, to ten strajk włoski, przyjmując umowną formę, jest rzeczą dominującą – przyznaje w rozmowie z Beatą Lubecką. Wymienia też inne pomysły. – Jest także mowa o demonstracjach, pikietach, okupacji budynków, ale to cała kolorystyka różnego rodzaju propozycji, które się pojawiają. Przypomnę, że to jest 600 tys. ludzi – dodaje. Zapowiedział, że ostateczną decyzję poznamy w środę, a ewentualny strajk będzie po wyborach.

Beata Lubecka: Sławomir Broniarz, szef ZNP – Związku Nauczycielstwa Polskiego. Dzień dobry.

Sławomir Broniarz: Dzień dobry.

Czy będzie strajk w szkołach i w jakiej formie?

Bez wątpienia nauczyciele w kwietniu pokazali, że są gotowi na taką bardzo dramatyczną, bardzo spektakularną, ale także bardzo kosztowną formę protestu, natomiast o tym, jaka będzie forma protestu po wyborach, zdecyduje przede wszystkim wynik sondażu, który robimy.

Czyli jeśli będzie protest, to po wyborach – to jest jeden pewnik. Ale już ankiety schodzą, więc można mniej więcej sobie wyrobić jakiś pogląd, jakie są tendencje, jakie są trendy, czego oczekują nauczyciele.

Umówiliśmy się, że do końca września będziemy robili taki sondaż. On zawierał trzy pytania: co sądzimy o polityce, o jakości edukacyjnej działalności w naszym kraju, jaka ewentualnie jest nasza ocena tego systemu, co chcielibyśmy w pierwszej kolejności naprawić i trzecie pytanie dotyczyło form protestu. To pierwsze pytanie, co jest rzeczą oczywistą, wypadło bardzo negatywni, ta ocena wypadła bardzo negatywnie. Jeżeli chodzi natomiast o to, co chcielibyśmy zmienić, w pierwszej kolejności to, co dotyczy zasad finansowania edukacji, w tym płace nauczycieli, zmiana podstawy programowej, więcej autonomii w szkole.

A jeżeli chodzi o strajk?

A jeżeli chodzi o formy protestu, oczywiście pojawia się strajk. Nie ulega wątpliwości, że… co prawda mamy jedną czwartą...

Ale w takiej formie, w jakiej on się odbywał w kwietniu? Czyli że nie ma lekcji?

Są i też takie propozycje, abyśmy do tej formy powrócili...

Ale większość nauczycieli nauczycieli ma takie zdanie czy jednak większość uważa, że nie, że to nie jest właściwa forma strajku?

Na razie mamy tylko cztery województwa, mam nadzieję, że dzisiaj jest ostatni dzień przysłania tych sondaży. Dominuje jednak taka forma protestu, która jest po pierwsze odzwierciedleniem tego, co mówi prawo oświatowe, czyli te czynności, które nauczyciel ma wykonywać i za które ma płacone, byłyby tylko domeną naszych zadań, natomiast mówi tutaj o tym, żebyśmy nie wykonywali żadnych innych czynności dodatkowych, które nie są zapisane w ustawie Karta Nauczyciela, które nie są sformułowane w statutach szkół, a które spadają na barki nauczycieli. Jest także mowa o demonstracjach, o pikietach, o okupacji budynków, ale to jest cała kolorystyka różnego rodzaju propozycji, które się pojawiają. Przypomnę, że to jest 600 tys. ludzi.

A czy można powiedzieć, że taki zapał przygasł, jeśli chodzi o taką formę protestu, która odbywała się w kwietniu?

Bez wątpienia, strajk kwietniowy był wydarzeniem, którego Rzeczpospolita nie notowała od lat 80. On był bardzo kosztowny, bardzo dramatyczny. On był także wyrazem dezaprobaty dla tego, co się dzieje w polskiej edukacji, dla tego pogardliwego hejtu, który nas dotknął, dla całej takiej semantyki, która obrażała zawód nauczyciela. I nie ulega wątpliwości, że trudno byłoby ponownie w takiej skali to zrobić, ale są także i takie środowiska, takie miasta, które mówią wyraźnie: mimo ogromnych wyrzeczeń, ogromnych strat, ogromnych kosztów, jakie ponieśliśmy, nie zawahamy się także w sprawie takiej formy protestu – mówię tutaj o strajku.

Czyli na dziś możemy powiedzieć, że jeśli dojdzie do strajku, to dojdzie do niego już po wyborach i prawdopodobnie – ja ryzykuję taką tezę – będzie to tzw. strajk włoski, to znaczy, że nauczyciele będą wykonywać tylko te czynności, te działania, które mają w karcie nauczyciela. Natomiast nie będą wykonywać takich działań, które nie są zapisane, nie są obowiązkowe, nie są obligatoryjne.

Zaraz do tego wrócę, natomiast chcę powiedzieć, że kwietniowy strajk był także w cieniu absolutnie jakby dominującego zarzutu o rzekomym upolitycznieniu tej działalności, o tym, że idziemy na pasku tej czy innej partii politycznej. I teraz nauczyciele mówią: „Nie dawajmy takiego pretekstu, nie dawajmy takiego powodu do takich oskarżeń”. Natomiast jeżeli mówimy o tym, co nauczyciele robią, a za co nie mają płacone, co czasami także jest ich kosztem, to na to nauczyciele zwracają uwagę: żadne zajęcia dodatkowe, żadna działalność szkoły, żadne jakieś wyjazdy, wycieczki tudzież naprawa sprzętu informatycznego, sprzedaż podręczników, zaopatrywanie w podręczniki, wykonywanie innych czynności, które nie są przepisami prawa nam niejako narzucone, a które wynikają z faktu, że na tego nauczyciela nakłada się całą masę zadań, które de facto ograniczają jego kontakt z dzieckiem, a jednocześnie są spowodowane tym, że szkoła nie ma środków na to, żeby zatrudnić, żeby zatrudnić dodatkowych pracowników, którzy zajęliby się całą tą domeną biurokratyczną, nie ma środków na to, żeby zatrudnić specjalistów od naprawy sprzętu szkolnego i to wszystko robią nauczyciele – gratis.

Czyli będzie strajk włoski, tak?

Jeżelibyśmy mieli się opierać na tych czterech województwach, to tam ten strajk włoski, przyjmując jakby umowną formę, jest rzeczą dominującą.

I kiedy ogłosicie decyzje?

Decyzja najprawdopodobniej zapadnie w dniu jutrzejszym, zakomunikujemy to w środę.

Pan minister edukacji zapowiada, że w przyszłym roku będą podwyżki dla nauczycieli, ale w drugiej połowie roku. 6% – tyle mają wynosić te podwyżki.

Pan minister zapowiada, tylko tyle że minister finansów ani premier tego nie widzą w budżecie państwa.

Ale pan minister mówi, że będą jakieś przesunięcia budżetowe, tak jak w tym roku.

Parokrotnie pytaliśmy pana ministra o to, w jaki sposób ma zamiar zrealizować tę deklarację o tych sześcioprocentowych podwyżkach. Minister Kopeć mówi, że przecież już 5% za styczeń na wrzesień zostało przesunięte. W budżecie państwa na rok 2020 nie ma żadnych środków. Ja o to pytałem wiceministra finansów na Radzie Dialogu Społecznego, absolutnie uchylił się od odpowiedzi na to pytanie. Więc jeżeli to ma być tak, że będziemy więcej pracować, że będą zwolnieni nauczyciele, a wygospodarowana pula pieniędzy zostanie podzielona na tę mniejszą liczbę nauczycieli, to my się na to nie godzimy. Jeżeli mamy mieć większe zarobki kosztem czegoś, co dzisiaj jest niedookreślone, niedoprecyzowane, co także ludzi niepokój w środowisku nauczycielskim, to my się na takie elementy i na takie eksperymenty nie godzimy. I o to pytamy konsekwentnie pana ministra, skąd pan minister weźmie pieniądze na deklarowane 6% wzrostu wynagrodzenia w roku 2020.

Ile nauczycieli odeszło z zawodu w tym roku? Macie jakieś takie szacunki?

Nie mamy tych szacunków, ale to jest dobry moment, bo mniej więcej z końcem września pan minister co roku ogłasza na podstawie systemu informacji oświatowej liczbę zwolnionych nauczycieli i wszystkie te migracje wewnątrz zawodu, więc o to także od dwóch tygodni występujemy do pana ministra, żeby zechciał publicznie powiedzieć: ilu nauczycieli brakuje, ilu nauczycieli mimo wszystko zwolniono z pracy, ilu nauczycieli odeszło na przymusowe wcześniejsze emerytury, na świadczenia kompensacyjne.

Czyli wy takich szacunków nie macie?

To jest najlepszy moment do tego, żeby z końcem września – już szkoły pracują pełną parą – powiedzieć, jakie liczby w tym zakresie wchodzą w życie.

No właśnie, a szkoły pracują pełną parą? Jak to wygląda po tym miesiącu po wdrożeniu reformy pani minister Anny Zalewskiej?

To był bardzo trudny miesiąc, to także widać było w zmianie pewnej taktyki działania związku. Stwierdziliśmy, że ten rok szkolny będzie przebiegał zdecydowanie spokojniej aniżeli przebiega, że będą mniejsze problemy związane z podwójnym rocznikiem. Okazało się jednak, że te pierwsze dwa tygodnie września przytłoczyły wielu nauczycieli, dyrektorów, rodziców ciężarem zadań, które spadły na szkołę, do których szkoły absolutnie były nieprzygotowane nie tyle w sensie mentalnym, ale organizacyjnym i finansowym, dlatego że nagle trzeba było podejmować działania absolutnie niestandardowe typu likwidacja pokoju nauczycielskiego i zamiana pokoju nauczycielskiego na klasę. Więc to, że to chodzi jakoś wszystko, jest absolutnie zasługą nauczycieli, dyrektorów i samorządów. Natomiast pytanie, dlaczego osoba, która jest jakby sprawczynią tego zamętu, ani razu w tej sprawie nie zabrała głosu. Natomiast to wcale nie oznacza, że ta sytuacja w oświacie...

Próbujemy ją zaprosić, ale na razie nam jakoś nie wychodzi.

…jest dobra, bo jest zła. Ostatnio Komisja Europejska publikowała raport na ten temat, który wyraźnie pokazuje – Polska w paru miejscach tam jest wskazywana jako przykład kraju…

Gdzie nauczyciele zarabiają źle i że mają kiepskie perspektywy.

Tak, i to, że nauczyciele zarabiają źle, po strajku już chyba nie ma osoby w tym kraju, która miałaby odmienne zdanie. To, że mamy kiepskie perspektywy, to się także przekłada na sytuację dotyczącą także dziecka, ucznia. Ale to, że trzeba to naprawić, to jest także jedno z zaleceń Komisji Europejskiej. Pytanie, jak rząd Rzeczpospolitej Polskiej do tego się odniesie.

To tyle w części radiowej, ale Sławomir Broniarz z nami zostaje, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego. jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

W internetowej części programu szef ZNP krytycznie ocenił działalność małopolskiej kurator oświaty Barbary Nowak. – W swoich wypowiedziach, tweetach, różnego rodzaju materiałach jej autorstwa, pani kurator przekracza wszelkie granice, które są dopuszczalne z punktu widzenia urzędu kuratora oświaty, strażnika edukacji – mówi. – Poświęcanie w Radiu ZET choćby sekundy na postać pani kurator Nowak jest stratą czasu – dodaje.

O Barbarze Nowak jest głośno na skutek między innymi tweetów i wystąpień, w których wyraża swoje poglądy. Wiele kontrowersji wywołał wpis na Twitterze, w którym krytycznie oceniała działalność 16-letniej aktywistki Grety Thunberg. „Zadanie dla myślących nastolatków. Wymyśl sobie problem. Wyjdź na ulicę i zacznij protestować. Zafunduj sobie tourne po Europie i umów na wizytę z kanclerz Niemiec. Niech o tobie piszą wszystkie znane tytuły i portale. To takie proste. Prawda?” – napisała Nowak. W piątek w publicznym wystąpieniu w Toruniu krytykowała z kolei gender i mówiła, że „widać ogromny zamach na nasze dzieci”, a nauczyciele są „zmuszani do tego, żeby zachowywali się jak pedofile”.

– Jak ocenia pan działalność małopolskiej kurator oświaty, Barbary Nowak? – pytała Beata Lubecka w internetowej części programu „Gość Radia ZET”.

– Docent, doktor, a późniejszy profesor Stefan Treugutt oceniając wiersz, który był mu przysłany do recenzji pisał, że „pretekstu do dialogu brak”. Wydaje mi się, że poświęcanie w Radiu ZET choćby sekundy na postać pani kurator Nowak jest stratą czasu – ocenia Sławomir Broniarz.

– Czyli wnioskuję, że ma pan skrajnie negatywną opinię? – upewniała się prowadząca rozmowę w Radiu ZET.

– Wydaje się, że pani kurator przekracza wszelkie granice, które są dopuszczalne z punktu widzenia urzędu kuratora oświaty, strażnika edukacji w swoich wypowiedziach, tweetach, różnego rodzaju materiałach jej autorstwa – ocenia szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.

– Powinna zostać zdymisjonowana? – pytała Lubecka.

– Pytałem o to w zeszłym tygodniu w kontekście tweeta, który pani kurator napisała na temat tej protestującej uczennicy ze Szwecji [Grety Thunberg – przyp. red.]. Wydawało mi się, że pani kurator powinna wykorzystać ten fakt, żeby motywować naszych polskich uczniów do tego rodzaju wydarzeń, żebyśmy sami przyjrzeli się temu, co się dzieje w otaczającej nas rzeczywistości. Może nie w tak spektakularny sposób – odpowiada Broniarz.

– Ale przecież minister nauki i szkolnictwa wyższego powiedział, że opinie naukowców są podzielone, czy człowiek odpowiada za globalne ocieplenie. Nie słyszał pan? – pytała Beata Lubecka.

– Tak, a pani minister edukacji powiedziała, że to nieprawda, że jest ocieplenie, bo nadal jest zimno – śmieje się Broniarz. – Zwrócę uwagę na to, co Greta robi i miałem okazję słuchać w Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym… - dodaje.

– Są opinie, że jest inspirowana przez dorosłych, przez ekolobby – przytacza Beata Lubecka.

– Nawet jeśli jest inspirowana przez dorosłych, to w dobrym tego słowa znaczeniu. Z pożytkiem, bo działalność ekologiczna dzieci nie musi skupiać się na walce ze smogiem. To jest też pytanie o to, dlaczego śmiecimy, dlaczego robimy wokół siebie bałagan, dlaczego robimy wokół siebie pełno brudu, dlaczego jest pełno papierów, dlaczego zanieczyszczamy lasy – wymienia Sławomir Broniarz. – To jest pytanie do ucznia. To minister edukacji, także małopolska kurator, powinna zwrócić na to uwagę i wykorzystać fakt, że jest potrzeba takiej reakcji ze strony młodzieży, bo „czym skorupka za młodu” i tak dalej – mówi szef ZNP.

– Pani kurator ośmieliła się zdezawuować i wyśmiać Gretę Thunberg mówiąc, że to spektakularne działanie obliczone na przyszłą karierę polityczną? Absurd! – mówi zbulwersowany Broniarz. – Ze strony każdego kuratora taki wpis na Twitterze nie powinien się pojawić – ocenia.

Sławomir Broniarz zostały zapytany przez Beatę Lubecką także o projekt obywatelski dotyczący podniesienia nauczycielskich pensji.

– Kiedy zaczniecie zbierać podpisy po projektem obywatelskim, żeby pensje nauczyciela powiązać albo ze średnią krajową, albo z pensją minimalną? Na razie mamy sytuację, że w przyszłym roku nauczyciel początkujący, czy z licencjatem, będzie zarabiać mniej niż wynosi pensja minimalna – zauważa Beata Lubecka.

– Przystępując do strajku i zdając sobie sprawę z tego, że scenariusze mogą być różne i rozwiązania mogą być różne, mieliśmy także propozycję dotyczącą inicjatywy obywatelskiej. Ona zrodziła się w kwietniu, aczkolwiek zdawaliśmy sobie sprawę, że tworzenie dwóch ścieżek działania w tym samym czasie byłoby z punktu widzenia pewnej taktyki błędem. Już w kwietniu rozmawialiśmy o możliwościach innych działań zmierzających do tego, żeby poprawić sytuację materialną nauczycieli – mówi Broniarz.

Szef ZNP dodaje, że projekt obywatelski Związku jest w Sejmie od kwietnia 2016 roku.

– Chcieliśmy, żeby państwo wzięło odpowiedzialność za budowę systemu wynagradzania, w sensie zagwarantowania środków. Żebyśmy nie bazowali na tym, co robią samorządy. Ta inicjatywa od 2016 roku nie znalazła zrozumienia, odbicia w porządku obrad Sejmu. Wtedy postanowiliśmy, że wobec tego spróbujemy dokleić do tej inicjatywy kolejny projekt, że praca nauczyciela będzie odpowiadała średniemu wynagrodzeniu w kraju. Jesienią to znalazło dodatkowe uzasadnienie, bo pojawiła się informacja, że płaca minimalna to będzie 2600 zł brutto. Pod koniec wakacji, kiedy dyskutowaliśmy jaki scenariusz będzie dotyczył inicjatywy obywatelskiej, jeszcze tego faktu nie wiedzieliśmy. Dzisiaj wiemy – przyznaje Sławomir Broniarz. – Rozważania w związku i wśród nauczycieli są następujące: czy opieramy inicjatywę obywatelską o przeciętne wynagrodzenie w kraju, czy dwukrotną płacę minimalną. Procedura mówi, że marszałek Sejmu musi zarejestrować komitet inicjatywy obywatelskiej. Musimy mieć minimum tysiąc podpisów, chcemy z tym tysiącem podpisów pójść już do nowego marszałka Sejmu, uzyskać akceptację i powołać komitet inicjatywy obywatelskiej, a potem ruszyć ze zbieraniem minimum 100 tysięcy podpisów – wymienia szef ZNP w Radiu ZET.

– Czyli jeszcze w tym roku to jest realne? – zastanawiała się Beata Lubecka.

– Zdecydowanie tak. Czekamy na wybory. Na to, żeby Sejm wyłonił marszałka, bo on jest decydentem i nie zamierzamy z tego rezygnować – mówi Broniarz.

– Minister Piontkowski mówił, że sprawa jest do rozważenia po wyborach – zauważa prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Tak na marginesie: ZNP w listopadzie ma zjazd. On będzie 21, 22, 23 listopada. Skierowaliśmy zaproszenie na zjazd do ministra Piontkowskiego. Na następny dzień dostaliśmy mailem odpowiedź, że pan minister jest w tym czasie absolutnie zajęty i nie akceptuje tego terminu. W związku z powyższym ubolewamy, ale ministra Piontkowskiego nie będzie na zjeździe. Być może już nie będzie ministrem – zastanawia się Sławomir Broniarz.