Sławomir Broniarz w Radiu ZET: Mamy plan B. Niedzielne negocjacje były kuriozalne

08.04.2019 06:45

- Jeśli będziemy kontynuować taką politykę edukacyjną, to jest to większa szkoda wyrządzona dziecku niż te kilka dni strajku. O naszej dacie strajku MEN i CKE wiedziały 30 dni temu. Miały czas na przygotowanie – odpowiada w „Gościu Radia ZET” przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz zapytany co powie rodzicom, którzy nie mają z kim zostawić dzieci przez zaczynający się dziś strajk nauczycieli. Zapewnia, że nadal jest gotów na rozmowy z rządem. – Mamy plan B. Wolelibyśmy na ten temat rozmawiać nie w studiu tak wspaniałego radia jakim jest Radio ZET, ale przy stole negocjacyjnym z Ministerstwem Edukacji Narodowej i z rządem – mówi Beacie Lubeckiej. 

Beata Lubecka: Sławomir Broniarz, szef ZNP, dzień dobry, panie prezesie.

Sławomir Broniarz: Dzień dobry.

Jest pan z siebie dumny?

Nie rozpatrywałem tego w tych kategoriach.

Że doprowadził pan do strajku w oświacie. W Internecie piszą o panu „podpalacz Polski”.

To nie jest strajk mój, to nie jest strajk jednoosobowy, to jest strajk prawie 600 tys. nauczycieli i pracowników oświaty i skoro oni uznali, że argumenty, które przedstawia Forum i ZNP są także ich argumentami, to możemy im tylko dziękować za poparcie.

Ale strona rządowa mówi, że to pan był głównym hamulcowym, że cały czas usztywniał pan stanowisko, że nie było z panem pola do negocjacji.

Łatwo jest zrzucać oskarżenia na jedną osobę, bo łatwiej jest mieć tego jednego przeciwnika aniżeli 600 tys. Natomiast zwrócę uwagę na to, że…

Czuje się pan chłopcem do bicia?

Od dłuższego czasu obserwuję taką retorykę, która wali we mnie – przepraszam za to określenie – no bo łatwiej jest mieć jednego przeciwnika, ale z drugiej strony to są argumenty po pierwsze nieprawdziwe, po drugie argumenty, które w jakiejś mierze także utwierdzają w przekonaniu te 600 tys. osób, że warto protestować, dlatego że strona rządowa nie odnosi się ad meritum, tylko raczej ad personam.

Ale nie dało się inaczej? Jak wyglądały wczorajsze negocjacje? Czy naprawdę nie dało się inaczej?

Znaczy wczorajsze negocjacje były trochę kuriozalne, dlatego że w piątek strona rządowa przedstawiła nam werbalnie swoje propozycje, po czym na konferencji prasowej dowiedzieliśmy się z prezentacji tego, o czym strona rządowa mówiła nam 15 minut wcześniej. To takie małe faux pas, dlatego że najpierw dziennikarze dostali materiały po naszym spotkaniu, a my tych materiałów nie widzieliśmy. Wczoraj otrzymaliśmy te materiały, już w wersji kolorowej, poprawionej, odnoszące się także do OECD, tyle tylko, że z tych materiałów nic nie wynika, co by dotyczyło tego protestu, tego strajku i tego napięcia, które mamy dzisiaj.

Ale czy podczas negocjacji widział pan jakąś wolę ze strony rządzących? Wolę porozumienia?

Raczej, jeżeli możemy mówić o kategoriach usztywnienia, to strona rządowa mówiła: „Nie mamy, nie damy”. Jeżeli negocjatorem jest pani premier Szydło, a pan premier Gowin dwukrotnie w ciągu ostatnich 10 dni wypowiada się, stwierdzając: „Nie damy, nie możemy ustąpić, nie damy związkom zawodowym niczego, bo inne grupy zawodowe po to sięgną”, to pytanie, kto faktycznie prowadzi te negocjacje i czy jest wola ze strony rządu do dyskutowania także naszych problemów.

Ale Solidarność oświatowa podpisała porozumienie z rządem. Pan Ryszard Proksa podpisał to porozumienie.

Jeżeli pan Ryszard Proksa miesiąc temu w „Gazecie Prawnej” zapowiada: „Jeżeli rząd dorzuci nam piątkę – takie określenie dotyczące 5% – to my się na to zgodzimy, to znaczy, że ten scenariusz, który wczoraj był zrealizowany w postaci porozumienia, był znany już ponad miesiąc temu.

Czyli rząd grał w takim razie na rozbicie związków?

Dokładnie tak, rząd grał na rozbicie związków, tym bardziej że w tym pakiecie czterech punktów, o których mówi Solidarność, sprawa oceny pracy, awansu, odbiurokratyzowania, ona była znana nam już w grudniu. Pani minister Anna Zalewska w korespondencji do ZNP pisała o tych propozycjach zmian, więc myśmy, ani Forum, ani ZNP tej problematyki nie podnosiliśmy, dlatego że ona była wiadoma z góry, że zostanie zlikwidowana. Rzeczą najistotniejszą był wzrost wynagrodzeń, która to sprawa nie została zrealizowana, i wydaje nam się, że to jest to, wokół czego skupia się protest nauczycieli.

A kto za panem stoi, Grzegorz Schetyna?

To już jest nowa wersja, bo jeszcze nie tak dawno…

No bo minister Jacek Sasin mówi: „Do strajku nauczycieli miało po prostu dojść. Ten strajk był zaplanowany w strategii wyborczej opozycji”, więc wy mieliście taki plan zdaniem rządu.

Cieszmy się, że żyjemy w kraju, gdzie każdy może powiedzieć, co mu ślina na język przyniesie, te opinie są tożsame z osobą. Natomiast dobrze by było, gdyby im towarzyszyła jakaś elementarna wiedza. Pan Sasin nie ma za grosz nawet racji, nie mówi prawdy, nikt za nami nie stoi, cieszymy się, że to już za nami, a nie przed nami, bo jeszcze nie tak dawno słyszałem, że ja podążam za Grzegorzem…

Czyli Grzegorz Schetyna z panem nie rozmawiał?

Z Grzegorzem Schetyną ja już nie pamiętam, kiedy rozmawiałem. To nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli pan prezes Kaczyński zechce dopuścić mnie przed swoje oblicze, pójdę pod jednym warunkiem – będziemy mieli możliwość mówienia tylko o edukacji. Bo na każdym spotkaniu z którąkolwiek partią polityczną, spotykając się, my mówimy o szkole. Dlaczego te spotkania są? Ano dlatego, że ZNP nie ma swoich przedstawicieli w Sejmie. Jeżeli my chcemy z czymkolwiek występować na Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, to musimy najpierw pójść do PSL-u, PO czy Nowoczesnej i prosić, żeby którykolwiek poseł zechciał wziąć nasze argumenty i przedstawić je na Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

Czy będą kolejne negocjacje? Czy są takie zapowiedzi?

Tak wczoraj, przedwczoraj, jak i dwa tygodnie temu mówiliśmy, że ZNP jest gotowy do rozmów. Chodzi tylko o to, żeby była także chęć po stronie rządowej.

Ale czy z waszej strony jest jakaś chęć?

Jest, oczywiście.

Czy możecie spuścić z tonu – np. podwyżki na na poziomie 20%?

Pierwotnie nasza propozycja mówiła o 1000 zł. To według MEN-u miało kosztować budżet państwa 17 mld zł.

To już wiemy. Potem do 30% zeszliście.

Potem strona związkowa zeszła do 30%. Potem zeszliśmy do 30% w dwóch ratach. Teraz, jak obliczyli pracodawcy, brakuje mniej więcej do spełnienia naszych postulatów ok. 4 mld, dlatego że pracodawcy wyrazili chęć czy wyrazili gotowość przejścia do porządku dziennego nad propozycją i skorzystania z 2-miliardowej kwoty z Funduszu Pracy .

Ale pytam, czy jesteście w stanie zejść jeszcze do poziomu 20% np., jeśli chodzi o poziom podwyżek?

Dzisiaj myśmy z 17 mld zeszli do 7 mld, więc wydaje mi się, że ustępstwo na poziomie 10 mld jest naprawdę dużym...

Czyli wy już się nie cofniecie o krok?

My nie mamy, mówiąc nieco poetycko, nie mamy się dokąd cofać. Nauczyciele mówią wyraźnie: 
„To, co rząd nam proponuje, te 6 mld zł, dzielone na pojedynczego nauczyciela to daje 100 zł na osobę”.

I co teraz? Bo egzamin ósmoklasistów zgodnie z planem miał się rozpocząć w środę. Nie odbędą się. To co pan teraz powie rodzicom, przede wszystkim uczniom? Może pan im spojrzeć w oczy?

ZNP datę strajku zapowiedział 4 marca. Pierwsze rozmowy z rządem odbyły się 25 marca. Trzy tygodnie zostały przez rząd…

No tak, ale mamy 8 kwietnia. Co pan powie dzisiaj uczniom, rodzicom?

Zacznę z tego metapoziomu. Jeżeli my będziemy kontynuować tego rodzaju politykę edukacyjną, z którą mamy do czynienia, to jest to większa szkoda wyrządzona dziecku aniżeli te kilka dni strajku. Natomiast zwrócę także uwagę na fakt, że o naszej dacie strajku zarówno ministerstwo, jak i Centralna Komisja Egzaminacyjna wiedziały 30 dni temu. Miały czas na przygotowania.

Czyli pan nie ma w sobie nic do zarzucenia, tak?

Nie mam sobie nic w tej materii do zarzucenia, biorąc pod uwagę fakt, że myśmy ponad miesiąc wcześniej zapowiedzieli datę tego strajku.

I co teraz? Strajk jest bezterminowy. To na co liczycie? Że rząd się ugnie?

Nie, my nie rozpatrujemy tego w kategoriach, że jedna ze stron się ugnie. Chcemy rozmawiać, i to może zabrzmi nieco patetycznie, ale w interesie polskiej edukacji, w interesie polskiej szkoły.

Ale jak długo można tak rozmawiać, kiedy jedna i druga strona nie jest w stanie pójść na żadne ustępstwa już?

Jeżeli rząd uzna, że chce siąść z nami do rozmów, zaraz po wyjściu z Radia ZET możemy na ten temat rozmawiać.

To jak długo wytrzymacie? Bo przecież nauczyciele, którzy nie pracują, którzy strajkują, nie dostają pensji.

To jest bardzo ogromny wysiłek, także wysiłek ekonomiczny. To jest niesłychanie duży wysiłek psychiczny, to jest potężny stres. I ja wszystkim moim koleżankom i kolegom nauczycielom, i pracownikom oświaty za to bardzo dziękuję. Jesteśmy gotowi do rozmów, to nie jest tak, że siedzimy i cieszymy się, że strajk jako taki się odbywa…

Ale czy macie jakiś plan B?

Mamy plan B, wolelibyśmy na ten temat dyskutować nie w studio nawet tak znakomitego radia jak Radio ZET, ale przy stole negocjacyjnym z Ministerstwem Edukacji i z rządem.

Matury się odbędą?

Matury mamy w maju. Mam nadzieję, że nie będzie nikt zmuszał nauczycieli do protestu w tej sprawie. O jednej rzeczy muszę wspomnieć...

Promocja do następnej klasy też będzie zagrożona czy nie? Bo jednak pan wspominał w rozmowie z moim kolegą redakcyjnym, że „mamy w ręku potężny oręż, jakim jest promocja uczniów”.

To był dokładny cytat z wypowiedzi jednej z dyrektorek, która sugerowała: „Po co mamy strajkować, skoro ustawa o systemie daje nam takie kompetencje?”. Dzisiaj tego tematu nie ma. Ale o jednej sprawie muszę powiedzieć. To jest sprawa administracji i obsługi szkół, która czuje się bagatelizowana czy pomijana. Otóż nie – ustaliliśmy na Radzie Dialogu Społecznego wspólnie ze związkami zawodowymi i z pracodawcami, że ci, którzy są też istotną częścią edukacji, otrzymają wzrost wynagrodzeń, dlatego że z płacy minimalnej zostanie wyłączony dodatek stażowy, a to jest bardzo istotne dla 144 tys. osób pracujących w szkole, które nie są nauczycielami.

To ile ten strajk potrwa?

Tak długo, jak nauczyciele uznają, że to jest ich suwerenna decyzja… Ja przypomnę, że organizatorem formalnie strajku jest każda zakładowa organizacja związkowa. Zarząd główny kształtuje to w sensie ustawowym, ale na pewno wola każdego zarządu oddziału ZNP jest tutaj najistotniejsza.

Sławomir Broniarz, szef ZNP, jest z nami. To tyle w części radiowej, jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl.

***

W internetowej części „Gościa Radia ZET” przewodniczący ZNP odniósł się też do swoich słów na konwencji Platformy Obywatelskiej przed kilkoma laty. Na nagraniu krążącym po sieci widać, jak Sławomir Broniarz swoje wystąpienie zaczyna od słów „kochany panie Grzegorzu, dziękuję za zaproszenie”.

- Nie wiem czy państwo pamiętają, ale była w Sejmie taka sytuacja, gdzie jeden z posłów Platformy Obywatelskiej zwrócił się do marszałka „drogi panie Marszałku”. To było dokładnie w tej samej konwencji – tłumaczy Broniarz.

- Czyli to było po 2016 roku? – pytała Beata Lubecka.

- Tak, natomiast powtarzam, że uczestniczymy w wielu wydarzeniach samorządowych, partyjnych. Wszędzie tam mówimy tylko i wyłącznie o edukacji. Nas nie interesuje inna kwestia. Może to jest monotematyczne, może to jest nudne, ale edukacja jest najważniejszą dziedziną życia społecznego – odpowiada gość Radia ZET.

Padło też pytanie od słuchacza i internauty Adama: „Czy nie uważa Pan, że ZNP powinno być apolityczne?”

- Polecam wszystkim bardzo ciekawy wywiad z profesorem Chwedorukiem w ostatnim „DGP”. Jeśli ktoś nam pokaże jakikolwiek związek zawodowy na świecie, który jest apolityczny, będę mu gratulował. Czym innym jest apolityczność, a czym innym jest apartyjność. Ja nie patrzę w legitymację kogokolwiek, jakie ma inklinacje partyjne. Natomiast związek zawodowy z natury rzeczy jest związkiem politycznym – stwierdza Sławomir Broniarz.

Inny internauta zapytał: „Czy rachunek za opiekę nad dzieckiem wystawiać od dziś na ZNP, czy personalnie na pana Prezesa?”

- Jeśli matka czy tata nie mogą opiekować się dzieckiem do 8 lat, Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma procedury wypłaty zasiłków do 60 dni, o ile dobrze pamiętam – odpowiada.

- Czyli strajk może trwać 2 miesiące? – pytała prowadząca rozmowę.

- Dzisiaj nie będę tutaj wróżbitą, nie będę zastanawiał się jak długo będzie trwał strajk. Natomiast odpowiem na pytanie: rodzic, który nie ma możliwości pozostawienia dziecka w przedszkolu, może posiłkować się zasiłkiem z ZUS – mówi Broniarz.

Czy w razie ewentualnej wygranej opozycji ZNP będzie naciskać na powrót do gimnazjów?

- W naszej opinii dzisiaj nie ma takiej możliwości, żebyśmy robili kolejną reformę i rewolucję strukturalną. Jeśli chcemy cokolwiek w oświacie zmienić, to nie wyjmując klocki ze środka, tylko rozpoczynając to wszystko od edukacji przedszkolnej aż po szkoły wyższe. Dzisiaj mówienie, że wrócimy do gimnazjów, to robienie kolejnej awantury w edukacji – stwierdza przewodniczący ZNP.

Jak w negocjacjach radziła sobie wicepremier Beata Szydło?

- Pani Beata Szydło była w bardzo trudnej sytuacji. Po pierwsze, była między młotem a kowadłem. Z jednej strony pan minister Gowin mówi „nie damy, nie posuniemy się, nie ustąpimy, nie wolno”. Z drugiej strony są roszczenia partnerów, którzy siedzą po drugiej stronie, roszczenia które były wspierane przez stronę pracodawców. Tutaj pracodawcy bardzo za to dziękują, wszystkie organizacje pracodawców poparły nasze postulaty. Jednocześnie uwarunkowania budżetowe, którymi kierowała się pani Beata Szydło, pewnie też nie ułatwiały jej sytuacji. Tyle tylko, że przed sobotą cudów, kiedy nagle prezes Kaczyński wydał 21 mld, a w ciągu chyba dwóch lat ok. 40 mld, myśmy nie mieli aż takich oczekiwań. Nagle okazało się, że wystarcza dla wszystkich. Teraz nawet inwestujemy i przegrywamy z rogacizną i trzodą chlewną. Co prawda będą to pieniądze unijne, ale dlaczego ich nie wykorzystać na modernizowanie oświaty i poprawianie sytuacji pracowników oświaty? – zastanawia się Sławomir Broniarz.

- A Anna Zalewska jaką pełniła rolę? – pyta w kontekście negocjacji Beata Lubecka.

- Tak na dobrą sprawę Anna Zalewska jest przyczyną owych protestów i niezadowolenia, dlatego że wszystko co działo się w przestrzeni publicznej w ciągu ostatnich 3 lat pokazywało z jak wielkim konfliktem będziemy mieli do czynienia w momencie, kiedy to wszystko przybierze taką postać jaką przybrało – stwierdza szef ZNP.

- Lekceważyła was? Grała na zwłokę? – dopytywała gospodyni „Gościa Radia ZET”.

- Anna Zalewska miała pewne zadanie do zrealizowania, czyli zrealizowania reformy oświaty polegającej na likwidacji gimnazjów. To już był pierwszy opór, dlatego że milion osób podpisało się w proteście przeciwko likwidacji gimnazjów – mówi Broniarz.