Sławomir Neumann: Nie było nas w małych miejscowościach. Niedzielna porażka to absolutny dzwonek na alarm

31.05.2019 07:19

- Być może niedzielna porażka będzie absolutnym dzwonkiem na alarm. Wszyscy, którzy tworzą koalicję, muszą podjąć w głowach swoją analizę i usiąść do budowania projektu na jesień, który wyeliminuje wady kampanii w maju – tak Sławomir Neumann komentuje w Radiu ZET przegraną Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Szef klubu PO-KO zapewnia, że jego ugrupowanie wyciągnie wnioski z porażki. – Gdyby kampania była udana, to wygralibyśmy wybory – stwierdza w rozmowie z Beatą Lubecką. Mówi też, co zawiodło.

Beata Lubecka: Sławomir Neumann, szef klubu PO-KO, PO. Kiedy w PO polecą głowy?

Sławomir Neumann: Mają lecieć głowy?A kto sobie tak życzy?

Za kampanię, za taką paździerzową kampanię, jak to napisała nawet „Gazeta Wyborcza” z początkiem tygodnia.

Wie pani, różne są komentarze. Ja wiem, że część osób, które liczyły, że to będzie już ta niedziela 26 maja, że pokonamy PiS, dzisiaj z wielkim zaangażowaniem próbuje uderzyć w PO.

Ale kampania była udana?

Gdyby była udana, tobyśmy wybory wygrali.

No raczej. A kto miał ten pomysł, żeby Grzegorza Schetynę wysłać do Kazimierzy Wielkiej, żeby rozdawał pączki, drożdżówki powodzianom?

Tylko żeby podjąć decyzję o przyszłej kampanii, która zaczyna się właściwie dzisiaj, trzeba wyciągnąć wnioski na chłodno i po dobrej analizie, a nie po przeczytaniu kilku artykułów.

Dobrze, to kto w takim razie wysłał Schetynę do powodzian z pączkami i drożdżówkami?

Pani redaktor, jeżeli będziemy tak wnioski wyciągać z kampanii, że jedna rzecz czy jedna osoba zmieniła bieg kampanii, no to jesteśmy pewni porażki jesienią.

Detale też są ważne.

Ale detal to jest za mało, żeby wygrać lub przegrać wybory. My musimy dzisiaj przygotować Polaków i przygotować ofertę nie tylko tym 38,5% wyborców, które poparło Koalicję Europejską, na jesień i pokazać drogę, która pozwoli odbudować to poparcie jeszcze z jesieni 2018 roku, gdzie według tych wszystkich danych, które mamy z pierwszych analiz, 1,8 mln naszych wyborców zostało w domach. Nie byliśmy w stanie ich podnieść i przekonać do pójścia.

Ale co powiedział dzień po tej sromotnej porażce Grzegorz Schetyna, lider PO? Że jakiś sposób jest, trzeba go poszukać. Jeszcze trzeba wiedzieć z kim.

Ja wiem, że można sobie tego typu skakanie po PO urządzać. Jeżeli 38,5% jest sromotną porażką, a dla niektórych 6% jest wielkim zwycięstwem, to my jesteśmy w jakiejś aberracji.

7% różnicy to jest jednak dużo, panie przewodniczący.

Ale chcę właśnie do tego nawiązać. Mamy 7% straty, PiS ma nad nami przewagi ok. 1 mln głosów, a my 1,8 mln naszych wyborców z jesieni ubiegłego roku pozostawiliśmy w domach, nie byliśmy w stanie ich podnieść. I to jest pytanie do nas, i to jest zadanie dla nas, jak tych ludzi przekonać do pójścia.

No to dlaczego ich nie podnieśliście? Dlaczego?

Szukamy dokładnej diagnozy.

Czyli jak święty Graal.

Ja wiem, że można się wyzłośliwiać. Dzisiaj jest piątek, tydzień po wyborach. Pierwsze takie prawdziwe badania sondażowe tych wyborów dopiero spływają. Ja naprawdę doceniam wszystkich, którzy w poniedziałek już wiedzą, dlaczego przegraliśmy wybory, albo dlaczego komuś udało się wygrać wybory. Ja podziwiam takich ludzi, którzy bez danych są w stanie dzisiaj zdecydować o tym, co wpłynęło na wynik wyborczy. Ja wiem jedno, Koalicja sprawdziła się jako forma, ponieważ daliśmy odpór PiS-owi. To nie są Węgry, gdzie największa partia opozycyjna ma 16%, kolejne mają po kilka, a wygrywający Fides ma 52%. Jest różnica, bo to jest 7%, ale to nie jest różnica nie do przeskoczenia, nie do odrobienia jesienią. Wielka, ciężka praca. Nie było nas w małych miejscowościach, nie było nas wystarczająco w średnich miastach. To jest efekt tej kampanii.

Ale co to znaczy, że was nie było?

Zbyt mała aktywność naszych kandydatów w tych miejscach.

A dlaczego była taka mała aktywność kandydatów?

I o tym rozmawiamy, ale wie pani, to nie jest...

Dlaczego nie gryźli trawy?

Część gryzła, część nie gryzła.

Są pretensje np. do Włodzimierza Cimoszewicza. Niektóre polityczki PO zgłaszają takie pretensje – że tu, w Warszawie, w bastionie liberałów, powinien być wynik jedynki 400 tys. głosów.

No nie jest ten wynik i musimy ze wszystkiego wyciągnąć właśnie takie wnioski.

Może Ewa Kopacz powinna była być jedynką jednak, tak jak pierwotnie planowano?

Pani redaktor, ale jesteśmy po 26 maja, po wyborach, i przed wyborami jesienią, w październiku, gdzie od nas się oczekuje, że wyciągniemy wnioski na podstawie prawdziwych danych i przygotujemy się do wyborów, odkładając wszystkie nasze błędy, także w konstrukcji list, także w konstrukcji koalicji, także w konstrukcji przekazu, który z Koalicji płynął, i wspólnego programu.

O, program.

Wiemy dzisiaj, jakie te błędy były. Być może ta porażka, która się wydarzyła w ubiegłą niedzielę, będzie takim absolutnym dzwonkiem na alarm, i wszyscy, wszyscy, nie mówię tylko o PO, bo ja rozumiem, że dzisiaj większość pretensji jest do PO, tylko przypomnę, że gdyby nie ta zła Platforma, to wyniku 38% by nie było. Więc wszyscy, którzy tę koalicję tworzą, muszą podjąć w swoich głowach analizę i usiąść do budowania projektu na jesień, który wyeliminuje te wszystkie wady i błędy, które mieliśmy w kampanii w maju.

Czyli rozumiem, że potraktujemy to jako jazdę próbną.

Nie…

„Zawalił sztab, nie przygotował, nie przeanalizował, powinien być odsunięty” – to mówi wasza posłanka, europosłanka, Elżbieta Łukacijewska, która wygrała w Cisnej na Podkarpaciu, gdzie jest bastion PiS-u.

Ja gratuluję pani Eli Łukacijewskiej wyniku w Cisnej, ale jeżeli taka jest świetna w Cisnej, dlaczego nie wygrała w gminie obok? Znaczy, wie pani, jeżeli będziemy analizować wynik przez jedną gminę na Podkarpaciu… Na Podkarpaciu przegraliśmy sromotnie z PiS-em. I jeżeli z tego my dzisiaj będziemy wyciągać wnioski, że akurat w gminie Cisna wygraliśmy, bo Ela Łukacijewska, z całą sympatią do niej, mieszka w tej gminie...

Czyli rozumiem, że w ogóle nie powinna się odzywać, nie powinna mieć swojej opinii?

Nie, każdy ma prawo, ale widzi pani, pani uznała, że to, co wydarzyło się w Cisnej, jest jakimś remedium na porażkę w całym kraju. Ja uważam, że to jest za proste, żeby takie wnioski wyciągać, bo to jest jedna gmina. Gmina już obok taka nie była dobra, a to było 10 km obok.

Ale ciężką pracę chyba jednak wykonała pani poseł.

Oczywiście, ale wie pani, że gdyby nie wynik innych ludzi na liście, gdyby zabrakło 3 tys. głosów jakiemukolwiek innemu kandydatowi, to tego mandatu by nie było. Więc ja bym chciał tylko, żeby zachować zdrowy rozsądek i proporcje w ocenach. Jerzy Buzek miał 400 tys. głosów ponad. To może na nim się lepiej wzorować niż na 30 tys. w Cisnej czy na Podkarpaciu. My musimy mieć wnioski z całego kraju, z wyborów, które się odbyły i w Cisnej, i w Gdańsku, i w Katowicach, i w Warszawie, i w Wielkopolsce. Musimy to dobrze zdiagnozować, pokazać te słabe nasze strony i nasze błędy w kampanii...

Kiedy doczekamy się takiej diagnozy?

Już ją praktycznie mamy zakończoną. Rozmawialiśmy wczoraj w gronie szefów regionów PO. Będziemy mieli w przyszłym tygodniu zarząd i radę krajową, która podsumuje to wszystko, i idziemy z nowym pomysłem na jesień, bo już nie ma czasu.

A program kiedy pokażecie?

PO program ma przygotowany na wybory, bo myśmy o tym przecież rozmawiali, dyskutowali wewnątrz od wielu, wielu miesięcy. Mówiliśmy przecież to, że wybory jedne są następstwem tych poprzednich. Więc kiedy przygotowywaliśmy się do wyborów europejskich, myśmy też pracowali równolegle z programem na wybory jesienne. Teraz musimy to złożyć razem z naszymi koalicjantami, z tymi, którzy będą chcieli z nami pójść. Ale jedna rzecz jest pewna po tych wyborach majowych: musi być tak, że cała Koalicja mówi jednym głosem o jednym programie i nie próbuje się dzisiaj ścigać na różnego rodzaju ekstrema. Bo wtedy będziemy mieli kłopot.

No to dlaczego tak nie mogło być teraz? Trudno będzie skleić wspólny program np. z PSL-em, SLD i jeszcze z Wiosną… Nie no, Wiosna przecież nie chce iść razem z nami.

Trzeba będzie skleić... Ja nie wyobrażam sobie, żeby... Wszyscy nam to mówili, zresztą w wielu audycjach też u pani było słychać, że wybory europejskie są prostsze do złożenia koalicji, także programowo. Wybory do Sejmu i Senatu są, jeśli chodzi o to, trudniejsze, bo tematów jest krajowych więcej, i my musimy to złożyć, i musimy zobaczyć, kto się mieści w tym programie. Ja jestem wielkim zwolennikiem koalicji, powtórzonej Koalicji Europejskiej, ale być może nie wszystko się uda w tym zmieścić. Nie dlatego, że ktoś nie chce, tylko że ktoś ma inne absolutnie priorytety programowe i uważa, że to jego jest najważniejsze. Jeżeli inni koalicjanci uznają, że to nie jest temat, który chcemy podnosić, to trzeba będzie decyzje inne podejmować. Ale to wszystko jest przed nami i nie mamy dużo czasu. My mamy czas do końca czerwca, żeby tę sprawę zamknąć. I PO, jak mówiłem, była gotowa na wybory majowe, i jest gotowa dzisiaj – nasi partnerzy dzisiaj szukają odpowiedzi na to.

A czy będzie zmiana lidera w PO? To jest też pytanie od słuchaczy, liczne pytanie od słuchaczy.

Wybory w PO dokonają się wiosną przyszłego roku zgodnie ze statutem.

Czyli nie będzie zmiany lidera?

Nie.

Bo też pytanie jest, czy Rafał Trzaskowski nie powinien zastąpić Grzegorza Schetyny?

Nie ma takiego tematu.

Czyli rozumiem, że skoro pan mówi, że trzeba się szybko zabrać do roboty, w tym roku PO nie będzie mieć wakacji?

Nie zakładaliśmy, że będziemy mieli wakacje, a teraz szczególnie widzimy, że te błędy czy te niedociągnięcia w kampanii z wyborów europejskich możemy tylko nadrobić w lipcu, w sierpniu i w czerwcu, bo już wrzesień, październik to jest czysta kampania. Więc tutaj jeżeli ktoś myślał, marzył o wakacjach w tym roku, to niech jedzie, ale wtedy niech nie zawraca nam głowy startowaniem czy chęcią startowania jesienią.

Zwłaszcza że wybory mają być 13 października, takie są wstępne zapowiedzi.

Pewnie tak będzie, więc, jak mówię, my musimy i wszyscy nasi kandydaci muszą wiedzieć, że praca zaczęła się dzisiaj, a nie we wrześniu czy w sierpniu, czy w lipcu.

No dobrze, zobaczymy, jak to będzie wyglądać. Sławomir Neumann, szef klubu PO-KO jest z nami. To tyle w części radiowej, jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

Szef klubu PO-KO zapowiada w internetowej części programu, że przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk będzie udzielać się w trakcie jesiennej kampanii wyborczej do polskiego parlamentu. – Donald Tusk i my będziemy bardzo mocno jesienią pracować, żeby wynik w październiku był zupełnie inny – uważa w rozmowie z Beatą Lubecką. Nie sądzi, aby udział Tuska w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego zaszkodził Koalicji Europejskiej.

- Nie sądzę, że nam zaszkodził. To nie jest absolutnie możliwe. Myślę, że też zmobilizował część naszego elektoratu – mówi Neumann.

- Niektórzy mówią, że bardziej zmobilizował elektorat PiS – zauważa Beata Lubecka, prowadząca program „Gość Radia ZET”.

- Wie pani, ja nie wyciągałbym wniosków z jednego wydarzenia w kampanii. Bardzo rzadko jedno wydarzenie w kampanii wpływa na wynik wyborczy, taki realny. To musi być seria różnych wydarzeń, które się dzieją. Donald Tusk bardzo mocno i twardo mówił o potrzebie frekwencji, wspieraniu sił proeuropejskich na naszym marszu tydzień przed wyborami. To było mocne, ważne wsparcie. Myślę, że takie mocne i ważne wsparcie będziemy też czuli jesienią – przewiduje szef klubu parlamentarnego PO-KO.

- Piszą o Tusku w ten sposób i jego poparciu dla opozycji w tej kampanii: „Tusk miał być wunderwaffe opozycji, był generałem minionej wojny” – cytuje Beata Lubecka.

- To trochę jak kibice po meczu reprezentacji, która przegrywa. Natychmiast wychodzą po meczu i zapowiadają, że więcej nie wrócą i każą powyrzucać wszystkich patałachów. Potem na mecz o wszystko przychodzą i wspierają swoją drużynę – porównuje Sławomir Neumann. – Donald Tusk jeszcze niedawno miał białego konia i wszyscy nam tłumaczyli: „tylko Tusk może wygrać, wy nie musicie nic robić, Tusk przyjedzie i wygra za was wybory”.

- Złudna to była koncepcja – zauważa Beata Lubecka.

- Myśmy mówili, że to są bajki. Nikt na białym koniu do Polski nie przyjedzie. Nie ma takiej czarodziejskiej różdżki. Trzeba pracować na dole i przekonywać Polaków od gminy do wielkich miast, że warto poprzeć nasze listy. To alibi być może wystarczało niektórym na to, żeby nic nie robić, ale musimy dzisiaj otworzyć wszystkim oczy, że tak się nie da. Albo pracujemy ciężko, żeby odrobić 7 punktów [procentowych – red.], albo będzie jakaś wiara w Macrona, który przyjedzie na białym koniu. Macron nawet u siebie przegrał – mówi gość Radia ZET.

Czy Donald Tusk wystartuje w wyborach prezydenckich?

- Już mnożą się kolejne typy, że może Rafał Trzaskowski. Niektórzy zaczęli lansować Bartosza Arłukowicza. W Zachodniopomorskiem pokonał Joachima Brudzińskiego, zawodnika wagi ciężkiej z PiS – mówi Beata Lubecka.

- Uwielbiam takie doradztwo. Jerzy Buzek ma dwa razy wyższy wynik niż Bartek Arłukowicz. To może Buzek? – proponuje ironicznie Neumann. – Myślę, że to są inne wybory niż wybory europejskie. Czy Donald Tusk? Ja uważam, że jest dobrym kandydatem. Cały czas najlepszym kandydatem, który mógłby wystartować. I to zawsze będzie jego decyzja – zapewnia.

- Ale jakiś plan B jest?

- No musi być plan B – odpowiada szef klubu PO-KO.

- Czyli Trzaskowski? – zastanawia się prowadząca program „Gość Radia ZET”.

- Musi być plan B, ale myślę, że decyzję Donald podejmie dopiero jesienią – szacuje Neumann.

Gość Radia ZET zdradza Beacie Lubeckiej, że Platforma Obywatelska rozważa zniesienie bojkotu telewizji publicznej.

- Słuchacz Adam pyta, czy bojkot TVP nie był strzałem w kolano. Mówicie, że nikt nie ogląda TVP. Po wyborach, że to zaważyło o wyniku wyborów. Gdzie logika? – pyta prowadząca.

- Ale do TVP chodzili przedstawiciele Nowoczesnej, PSL, Lewicy. Koalicja Europejska była reprezentowana i przedstawiciele PO tylko nie byli w TVP. Rozmawiamy o tym. To, co robi z przekazem TVP… z tymi kłamstwami, które eksponuje właściwie w codziennych wydaniach „Wiadomości” jest czymś, co budzi obrzydzenie – mówi Neumann. – Też realnie patrzymy na to i zastanawiamy się, czy trzeba być może to znieść i iść się bić także na takim polu – dodaje.

- Czyli bojkot może być zniesiony?

- Rozmawiamy o tym. Dzisiaj nie ma decyzji. Myślę, że przyszły tydzień to moment, kiedy wszystko będzie ogłaszane i pokazywane. Przygotowujemy nasze narzędzia do pracy na jesień. To jeden z elementów poważnej rozmowy – mówi Neumann.

Czy Sławomir Neumann czytał książkę wywiad-rzekę z Grzegorzem Schetyną?

- Dzisiaj jest premiera – mówi gość Radia ZET.

- Może pan dostał w prezencie zanim ukazała się. Przecież są takie próbne egzemplarze. Myślałam, że pan jako jeden z najbliższych współpracowników Grzegorza Schetyny, jego prawa ręka… myślałam, że pan dostał tę książkę i od deski do deski przeczytał ją z wypiekami na twarzy – odpowiada Beata Lubecka.

- Miałem ją rzeczywiście w ręku przed dzisiejszą premierą. Trzeba spokojnie ją poczytać, mieć trochę czasu – stwierdza Neumann.

- Ale warto?

- Zawsze warto poznać człowieka, który będzie przyszłym premierem.

- W 2019 roku?

- W 2019 roku – deklaruje Neumann.

Dlaczego książka pojawiła się akurat teraz?

- Nie trzeba było wydać jej przed wyborami europejskimi, żeby Polacy lepiej poznali Grzegorza Schetynę? – zastanawiała się prowadząca program.

- A może lepiej poznają przed jesiennymi? – odpowiada pytaniem na pytanie Neumann. – Tak akurat złoży się cykl wydawniczy. Nie będę dyskutował z wydawcą ani z autorem, tak wyszło. Ludzie na wakacje biorą różne książki do czytania. Mogą też poczytać, jeśli ktoś się interesują polityką i jej kuchnią, samym Grzegorzem i jego drogą życiową, warto przeczytać – dodaje.