Stanisław Karczewski: utrzymanie Grodzkiego kosztuje więcej niż moja willa

14.01.2020 08:02

– Utrzymanie pana senatora Grodzkiego na pewno kosztuje państwo 2–3 razy więcej niż ta moja willa – tak Stanisław Karczewski odpowiada w programie „Gość Radia ZET” na uwagę, że willa którą zamieszkiwał będąc marszałkiem Senatu, kosztowała państwo 5 600 zł netto miesięcznie. – Pan marszałek mieszka w Szczecinie. Tam jeździ SOP i SOP musi wynajmować pokoje – wskazuje wicemarszałek Senatu w rozmowie z Beatą Lubecką. Zapewnia, że jako lekarz nigdy nie przyjmował kopert od pacjentów. – Zwracali się czasami tacy pacjenci, ale po prostu wyrzucałem ich i tyle, albo traktowałem ich dalej normalnie – mówi Karczewski.

Beata Lubecka: Stanisław Karczewski, wicemarszałek Senatu PiS.

Stanisław Karczewski: Dzień dobry, dzień dobry pani redaktor, dzień dobry państwu.

Panie marszałku, tak po ludzku boli pana, że nie jest pan już marszałkiem, a wicemarszałkiem? Bo to jednak nie to samo.

Bardzo dobrze się czuję w tej roli, którą w tej chwili wypełniam.

Serio?

Tak. Mam nieco więcej czasu też na refleksję…

Ale marszałek to jest trzecia osoba w państwie, marszałek Senatu, władza, prestiż.

Ja o tym słyszę w tej kadencji ciągle, że to jest trzecia osoba w państwie. Wcześniej czytałem artykuł pana Nizinkiewicza, trzy razy napisał, że to trzecia osoba w państwie.

Ale taka jest prawda.

Taka jest prawda, ale jak to ja byłem tą trzecią osobą w państwie, to nikt mi nie mówił, że jestem trzecią osobą w państwie.

Czyli chce pan powiedzieć, że był pan dyskryminowany, tak?

Nie, nie chcę tego powiedzieć. Raz ja powiedziałem żonie: „Słuchaj, ja jestem trzecią osobą w państwie”…

„I musisz się mnie słuchać”.

Nie, ale z pokorą wycofałem się z dyskusji, z debaty na zbyt wysokim poziomie emocji.

Czyli nie żałuje pan?

Zresztą w ogóle w Senacie bardzo dobrze byłoby, gdyby te emocje opadły, gdyby te emocje wyciszyć, bo widzę, że z każdej najmniejszej, najdrobniejszej sprawy robi się sprawy niezwykle poważne, ważne, fundamentalne.

Ale jako wicemarszałek musiał się pan wyprowadzić z rządowej willi w końcu.

No dobrze...

A w końcu jednak Kancelaria Senatu płaciła niezłe pieniądze – 5 600 zł netto miesięcznie.

Jeżeli pani chce o finansach, utrzymanie pana senatora Grodzkiego na pewno kosztuje dwu-, trzykrotnie więcej państwo niż ta moja willa.

A na jakiej podstawie pan tak twierdzi, panie marszałku?

Na takiej, że pan marszałek mieszka w Szczecinie, tam jeździ BOR i BOR musi wynajmować z kolei tam pokoje. Jeden z dziennikarzy napisał, że pan marszałek nie ma ochrony – ma ochronę od samego początku. W chwili, kiedy został wybrany, miał przyznaną ochronę SOP-u. No też bardzo proszę, żeby dziennikarze byli bardziej rzetelni.

Ale mieszka w skromnym pokoju sejmowym jednak tutaj w Warszawie.

No dobrze, ja też mieszkam w tej chwili w skromnym mieszkaniu, no i co, jakoś tym tak bardzo nie epatuję. Pani redaktor, to wynajęcie… W tej willi wielokrotnie przyjmowałem różnych gości, organizowałem różne spotkania, nie musiałem chodzić do restauracji Sowa i Przyjaciele, przyjmowałem tam gości, rozmawiałem, podejmowaliśmy bardzo ważne decyzje. Świetne miejsce, świetne miejsce również i do pracy.

Czyli rozumiem, że nie ma pan sobie nic do zarzucenia?
Nie, absolutnie nie mam sobie nic do zarzucenia, bo tak jak mówię, koszty budżetu… Tym bardziej, że jeszcze proszę zauważyć, że te pieniądze, które były płacone za willę, przechodziły z jednej kieszeni budżetowej do drugiej kieszeni budżetowej. One nie były gdzieś wydawane na rynku zewnętrznym.

W wywiadzie dla prasy marszałek Grodzki mówi, że obawia się, że przyjęcie ustawy dyscyplinującej sędziów może doprowadzić do finansowych problemów Polski.

Do polexitu.

Budżet środków unijnych będzie uzależniony od przestrzegania praworządności. Nie obawia się pan, że Polska dostanie po kieszeni?

Ja bardzo bym chciał – i to powtórzę jeszcze raz – żeby te emocje opadły.

Ale nie obawia się pan, że Polska dostanie po kieszeni?

Nie, nie obawiam się. Mamy bardzo dobrych, twardych negocjatorów i będziemy na pewno prowadzić negocjacje, które prowadzą do dobrego budżetu dla Polski.

Ale jeśli chodzi o ustawę tzw. kagańcową, będziecie to forsować wbrew wszystkiemu i wszystkim, tak?

A dlaczego wszystkiemu i wszystkim? No nie.

Komisja Europejska jest na nie, autorytety prawnicze, np. prof. Marek Safjan…

No dobrze, jedne autorytety są za, drugie są przeciw.

Ale Marek Safjan jest dla pana autorytetem czy niekoniecznie?

Prawnym – oczywiście, że tak, tylko że wchodzą ci sędziowie w buty polityków, zupełnie niepotrzebnie. Warto porównać, w jaki sposób jesteśmy traktowani w UE, jak jesteśmy również oceniani tu, przez naszych polityków, porównując zachowanie sędziów i zachowanie również policji polskiej i francuskiej. To też warto powiedzieć.

Mówimy teraz o marszu w togach?

Marsz tysiąca tóg był chroniony i był bardzo spokojny, to też warto powtórzyć.

Dlatego że chcieli tego sędziowie, że to miał być milczący marsz, żeby nie dawać pretekstu do tego, żeby ktoś się przyczepił.

No tak, ale proszę porównać te kadry z Paryża z tymi kadrami – to zupełnie inna rzeczywistość.

Ale co tam takiego się wydarzyło w Paryżu? Kiedy to było?

No, sędziowie… Kiedy to było? No niedawno było – że sędziowie zostali wyprowadzeni siłą z Pałacu Sprawiedliwości. A proszę spojrzeć i zobaczyć, jak to wyglądało – nieporównywalne.

A tutaj np. wsparli polskich sędziów również sędziowie z zagranicy, w tym np. z Turcji, gdzie są represjonowani. I na panu to nie zrobiło wrażenia?

Oczywiście, że my się wsłuchujemy w głos opozycji, to jest zupełnie naturalne. Chciałbym tylko, żeby ta debata toczyła się nie na ulicy i za granicą, tylko w Sejmie i w Senacie. Ja nie rozumiem pana… Rozmawialiśmy przed chwilką o Senacie i o wypowiedzi pana marszałka Grodzkiego. Ja nie rozumiem, dlaczego w trakcie debatowania, w trakcie procesu legislacyjnego konsultuje się z zagranicą, konsultuje się z instytucjami zagranicznymi, konsultuje się treść ustawy.

Ale dlatego że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Unia Europejska, Komisja to nie są jacyś okupanci przecież.

No nie są.

Tylko nasi współpracownicy z UE.

Oczywiście, że tak. Ale my jesteśmy suwerennym krajem i chcemy tę naszą suwerenność, podmiotowość utrzymać.

Ale jeśli władza skręca nie w tę stronę co trzeba...

Ale to jest ocena pani redaktor i ocena tych, którzy to krytykują.

Ale wiele prawniczych autorytetów...

Natomiast ja rozmawiam z Polakami…

Ja się na tym nie znam, ale czytam to, o czym mówią prawnicze autorytety.

No dobrze, ale my też rozmawiamy z Polakami. Proszę pojechać i porozmawiać z Polakami albo zapytać się na ulicy: „Czy pan/pani jest za reformowaniem systemu wymiaru sprawiedliwości, sądownictwa w Polsce?”, „Tak”.

No jeżeli tak się zada pytanie, to rzeczywiście, faktycznie.

Jedyny obszar…

Ale czy w ramach tego reformowania trzeba represjonować sędziów?

To są takie przepisy, które również obowiązują w innych krajach europejskich.

Nieprawda.

No ale tak jest, pani redaktor.

Nieprawda. Czyli rozumiem, że nie wycofacie się z tego?

Nie, to są reformy, które służą obywatelom, służą Polakom i będziemy je kontynuować.

I ustawa kagańcowa zostanie przyjęta.

To nie jest ustawa kagańcowa, to jest ustawa, która porządkuje system wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Moim zdaniem kagańcowa, pana zdaniem porządkująca system. No i pozostańmy na swoich stanowiskach.

Tak, pozostaniemy, zdecydowanie.

Holenderska prasa donosi, że Komisja Europejska wystąpi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z wnioskiem o zawieszenie działania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. I to może nastąpić już dziś, taki wniosek.

Pani redaktor, ja to ocenię po tym, jak taka decyzja zapadnie czy takie orzeczenie. Źle jeśli przed orzeczeniem już są informacje, jakie mają być decyzje.

Nie no, będzie wniosek.

Tak, ale później jakie będą decyzje, jest wniosek i później decyzje TSUE, tego nie wiemy, no trudne przewidzieć. Ja bym chciał, żeby nasze sprawy, te sprawy, które dotyczą nas, Polaków, były rozstrzygane tutaj. Wymiar sprawiedliwości nie jest… No ale dobrze, to poczytajmy traktaty. Proszę mi powiedzieć, czy w traktacie jest nadrzędność prawa...

A jeśli PiS było w opozycji i wtedy organizowało wysłuchanie w PE np. na temat rzekomych fałszerstw w 2014 roku w wyborach samorządowych…

Ile razy?

...i wtedy organizował to ówczesny europoseł Andrzej Duda, to wtedy było korrekt, tak, a teraz nie jest?

Pani redaktor, dobrze no, tylko nie można prowadzić permanentnie polityki, która godzi w interes – w moim głębokim przekonaniu – Polski.

To jeszcze na koniec części radiowej zapytam o to, że agenci CBA zatrzymali byłego senatora PiS, Stanisława K., podaje telewizja publiczna, i jego syna, a także dyrektorkę małopolskiego oddziału Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Sprawa dotyczy wielomilionowych łapówek. No przykra sprawa.

Bardzo przykra, ubolewam z tego powodu. Tylko to pokazuje, że wszyscy w Polsce powinni być jednakowo traktowani i podlegać wszyscy takim samym prawom.

No ale jak to świadczy o waszych kadrach?

No przecież natychmiast w chwili, kiedy się dowiedzieliśmy, pan senator Stanisław K., tak w tej chwili pani powiedziała, został wykluczony z partii. Sam zresztą – to też warto powiedzieć, że sam wtedy podjął decyzję o zrzeczeniu się immunitetu parlamentarzysty, no a później, to już wiemy. Startował, tam Platforma nie wystawiła kandydata, myśląc, że wygra on. To też była swoistego rodzaju działalność polityczna. My wystawiliśmy kandydata, wygrał z panem senatorem, byłym senatorem Stanisławem K.

Ale z punktu widzenia PiS-u taka informacja z rana to nie jest najlepsza informacja dla władzy, dla partii rządzącej.

No nie jest najlepsza, jest przykra, natomiast… Ale dobrze, zdarzają się takie sytuacje, niestety.

Czarne owce, tak?

No zdarzają się. Chciałbym, żeby się nie zdarzały, ale się zdarzają. Reagujemy w sposób jednoznaczny. Natomiast mamy w gronie senatorów przecież takich senatorów, takich, którzy – z PO – mają poważne zarzuty. I to jest przykre. To nie jest przykre tylko dla PO, tylko w ogóle dla…

I stawiamy tutaj wielokropek. Z nami jest Stanisław Karczewski, wicemarszałek z PiS-u.

Bardzo serdecznie dziękuję.

Ale pan marszałek z nami zostaje, jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl.

Radiosłuchaczom życzę dobrego dnia.

Beata Lubecka, zapraszam.

***

W internetowej części programu padło pytanie od słuchacza w kontekście zarzutów wobec marszałka Grodzkiego o przyjmowanie łapówek od pacjentów.

– Czy nie obawia się pan, że znajdą się osoby, które mogą pana oskarżać o przyjmowanie pieniędzy 20 lub 30 lat temu? – chciał wiedzieć słuchacz Bronisław.

– Nie obawiam się. W jednym z programów nieopatrznie powiedziałem, że nie mógłbym zabić kury. Kiedyś dostałem żywą i prosiłem kolegę, żeby mi pomógł. Polacy są wdzięczni. Przychodzą z prezentami – mówi o pacjentach Stanisław Karczewski.

– I dostał pan kurę – podsumowuje Beata Lubecka.

– Może nie jedną, ale chyba nawet kilka. To zupełnie nie ma żadnego znaczenia – zapewnia Karczewski.

Padło też inne pytanie od internauty: „Jednym z argumentów przeciwko marszałkowi Grodzkiemu jest powszechna wiedza, że +wszyscy biorą+. Czy Pan kiedykolwiek wziął i czy zawsze zgłaszał na policję, jeśli ktoś do pana się z tym zwracał?”.

– Nie, nie zgłaszałem. Zwracali się czasami tacy pacjenci, ale po prostu wyrzucałem ich i tyle, albo traktowałem ich dalej normalnie. Natomiast nie przyjmowałem kopert – zapewnia stanowczo wicemarszałek Senatu w Radiu ZET.

Stanisław Karczewski zapowiada w programie „Gość Radia ZET”, że opublikuje opinie na temat możliwości odbywania płatnych dyżurów w szpitalu, w którym był na bezpłatnym urlopie na czas wykonywania mandatu senatora. – Jeśli jest takie oczekiwanie i ktoś o to pyta, to dziś to zainstaluję – mówi wicemarszałek Senatu. W rozmowie z Beatą Lubecką mówi, że ma około 5 takich opinii i pojawią się na jego stronie internetowej.

Głośno na temat pracy Karczewskiego zrobiło się po publikacji portalu TVN24.pl, który ustalił, że jako senator, a później wicemarszałek Senatu, w latach 2009–2015 zarobił ponad 400 tysięcy złotych będąc na płatnych dyżurach w szpitalu, w którym był na bezpłatnym urlopie na czas pełnienia funkcji senatora. Dziennikarze dotarli do dokumentów, z których wynika, że Ministerstwo Zdrowia uznało taką sytuację za niedopuszczalną. Podobną opinię wyraził m.in. Główny Inspektor Pracy.

– Miał pan przedstawić opinie, z których miało wynikać, że mógł pan pracować w szpitalu, gdzie był pan na bezpłatnym urlopie – przypomina Beata Lubecka.

– Mam takie opinie i zostały one również przesłane do dziennikarza, który nie zainstalował ich na stronie w artykule, o co mam żal – odpowiada w internetowej części programu „Gość Radia ZET” Stanisław Karczewski.

– Zawsze może pan to zainstalować na swojej stronie – zauważa prowadząca rozmowę w Radiu ZET.

– Tak, zrobię to. Byłem na urlopie i odpoczywałem, ale niebawem to zrobię. Jeśli jest takie oczekiwanie i ktoś o to pyta, to dziś to zainstaluję – deklaruje Karczewski.

– A ile jest takich opinii? – pytała gospodyni programu „Gość Radia ZET”.

– Mam około 5 opinii – szacuje wicemarszałek Senatu.

Beata Lubecka zwróciła uwagę, że Główny Inspektor Pracy i Ministerstwo Zdrowia uznali, że płatne dyżury na bezpłatnym urlopie, gdzie Karczewski był, są niedopuszczalne.

– Absolutnie są dopuszczalne, tylko każdy przypadek należy traktować indywidualnie, a nie ogólnie. Jaki zakres pracy, w jakim terminie. To są prawne szczegóły wyjaśnione przez prawników. Zatrudniłem prawników i wszystko zostało bardzo wnikliwie wyjaśnione – zapewnia gość Radia ZET.

Beata Lubecka zapytała też swojego gościa czy wpłacił w tym roku na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

– Tak. Zawsze to robię. Idę do kościoła i zawsze przed kościołem są dzieci. Zawsze wpłacam – odpowiada Stanisław Karczewski.

Ile włożył do puszki WOŚP?

– 30 złotych. Może nie dużo, ale zawsze płacę. Wszystkie pieniądze, jakie przy sobie miałem, wpłaciłem na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy – mówi wicemarszałek Senatu.

Stanisław Karczewski podkreśla jednocześnie, że nie zgadza się z poglądami politycznymi Jerzego Owsiaka.

– Atakuje PiS i jest naszym wyraźnym przeciwnikiem politycznym, ale nie powinien o tym mówić w swojej działalności charytatywnej. Politykę powinno się w tej działalności pozostawić obok. Wtedy nie mielibyśmy żadnych wątpliwości – twierdzi.

Wicemarszałek Senatu zauważa też, że dostał od wolontariuszy serce WOŚP.

– Przykleiłem sobie do portfela – opowiada gość Radia ZET.

– Nie do klapy płaszcza? – dziwiła się Beata Lubecka.

– Nie do klapy. Uważam, że takie epatowanie ma swoje plusy i minusy – ocenia Karczewski.